Najpopularniejszy w Polsce blog z kategorii food&travel
CZYTASZ

Podsumowanie roku 2019 – najtrudniejszego w ...

Podsumowanie roku 2019 – najtrudniejszego w moim życiu, wyczerpującego i… wspaniałego

Inaczej, niż zwykle wstęp piszę dopiero po napisaniu całego tekstu. Nigdy nie robiłam tego rodzaju podsumowań, ale może warto zacząć. Dużo rzeczy umyka, chowa się w niepamięci. Ostatnie dwa lata były dziko intensywne, ale rok 2019 zapisze się w mojej pamięci jako jeden z najtrudniejszych, jeśli nie najtrudniejszy w życiu. I dopiero z perspektywy widzę jak satysfakcjonujący był. Choć przez większość czasu czułam się jak żuczek pchający pod górę kulkę gówna. Serio. 

Kompletnie odstawiłam samą siebie na boczny tor. Na bliżej nieokreślone „w przyszłości”. Wiem, że inaczej nie dałabym rady tego wszystkiego ogarnąć. No więc tak, traktowałam się przedmiotowo, jak robota, albo może woła roboczego. Ale pocieszające jest to, że chociaż miałam świadomość takiego stanu rzeczy. A świadomość to pierwszy krok do zmiany na lepsze. Ale na tym zdjęciu jeszcze tego wszystkiego nie wiem, jeszcze kręcę bekę, że jak zwykle masło podrożeje (i się nie mylę.)

podsumowanie roku

 

Styczeń

podsumowanie roku

Tu jeszcze trochę ostrożni po szpitalnych przygodach Marcelego wyskoczyliśmy tylko na narty. Żadnych wielkich ekscesów. Zaczęłam też pracować nad „Smakami dzieciństwa”. Chyba trochę nostalgia przeze mnie przemówiła, chciałam zachować te smaki, które serwowały nam babcie, chciałam też, żeby je znał mój syn.

Luty

podsumowanie roku

podsumowanie roku

podsumowanie roku

W lutym pracuję intensywnie nad ebooKKiem, ale też latamy we Fly Spocie, na krótko wyskakujemy do Wrocławia, w międzyczasie robię spory przewodnik po tajskich restauracjach w Polsce, na weekend udaje nam się pojechać na Mazury. Końcem miesiąca wypuszczam „Smaki dzieciństwa” w świat, piszecie o nich cudowne rzeczy, na przykład, że jest to pierwsza książka kulinarna, która wywołuje łzy wzruszenia. Przy tym projekcie nieoceniona jest pomoc Asi Matyjek, która jest autorką wszystkich zdjęć do przepisów. Oczywiście zakładam, że skoro skończyłam ten projekt, to teraz sobie odpocznę. Pewnie dlatego…

Marzec

podsumowanie roku

podsumowanie roku

Na początku miesiąca jedziemy na Warmię do wyjątkowego Siedliska Blanki. Marzec to również wypad do Łodzi, która nas kompletnie zachwyca i gdzie powstaje piękny przewodnik po tym mieście. Niedługo później podpisuję umowę na książkę. Wątek książki tak naprawdę przewija się od dwóch lat, była u mnie w tej sprawie chyba większość dużych wydawnictw i dopiero oświadczyny Edipresse zostały przyjęte dokładnie w pierwszy dzień wiosny. Ma być przewodnik. Jeszcze nie wiem na co się piszę. Jeszcze nie zdaję sobie sprawy czym to pachnie.

 

Kwiecień

podsumowanie roku

podsumowanie roku

podsumowanie roku

Kwiecień będzie miesiącem, kiedy wszystko ruszy w takim tempie, że przestanę odróżniać dni tygodnia. W pierwszym tygodniu kwietnia robimy szybki skok na Rzeszów, a później jest już tylko lepiej – wybieramy się na Mauritius. Bardzo chciałam na tę wyspę wrócić i cieszę się, że nam się udało w takim składzie. Dużo tekstów, także przewodnikowych, znajdziecie tutaj. Młody znosi loty koncertowo i zaczynam myśleć, że mam złote dziecko. Tam też świętuje swoje pierwsze pół roku. Trochę odpoczywamy, trochę chodzimy w klapkach na zakupy, trochę zwiedzamy, ja trochę pracuję. Ładujemy akumulatory przed tym, co ma nadejść.

podsumowanie roku

Po powrocie szybko się przepakowuję, biorę Marcelego pod pachę i ruszamy w pierwszą z całej serii podróży po Polsce. Zaczynam zbierać materiały do książki. Cieszę się, że na pierwszy ogień wybrałam góry, bo te są najtrudniejsze, przemieszczanie się zabiera najwięcej czasu. Dlatego koniec kwietnia i początek maja to Beskidy i Tatry. Jest dość zimno, mamy ze sobą cały bagażnik betów i prawie mieszkamy w samochodzie. Tu naprawdę doceniam napęd na cztery koła i terenowy pazur mojego samochodu, bo są miejsca, w które właściciele dowożą swoich gości Land Roverami, a nam się udaje samodzielnie. Czasem w deszczu, późnym wieczorem, w błocie i prawie pionowo pod górę. W kwietniu po raz pierwszy myślę sobie: „W co ja się, krówa, wpakowałam? Nie mogłam napisać czegokolwiek siedząc na kanapie?…”.

Maj

podsumowanie roku

No, widać nie mogłam. Ale już wiem, że to będzie kawał przygody. A tej nie wolno mówić „nie”. Na krótko wracamy do domu, w tym czasie wyskakuję na chwilę do Łodzi, staram się też nadrobić blogowe zaległości i przygotować dla Was nowe wpisy. W Dzień Matki wyruszamy w wielką dwutygodniową pętlę, która obejmuje jeszcze trochę Beskidu Niskiego i całe Bieszczady. Młody rośnie jak na drożdżach, powoli robi się z niego cygańskie dziecko, które chętnie idzie na ręce do każdego i szczodrze rozdaje uśmiechy. Zalicza swoje pierwsze mleko w Siekierezadzie, pierwsze pierogi z jagodami i pierwszą połoninę. Poznajemy tylu wspaniałych ludzi, że już przestaję sarkać na pomysł napisania przewodnika. Może przestałam spać, może pracuję codziennie bez chwili przerwy, może… Ale czuję, że cholernie warto!

podsumowanie roku

W maju też pojawia się Ranking Polskich Influencerów przygotowany przy pomocy narzędzia InfluTool (a nie przy pomocy kolegów i znajomości), a więc rzecz wiarygodna. Ląduję w ścisłej polskiej czołówce. Rozumiecie, ja, dziewczyna w dresach, której celem nadrzędnym nie jest chodzenie na ścianki, tylko robienie fajnych rzeczy. Wow!

W maju ukazuje się również kilkustronicowy materiał o „Smakach dzieciństwa” w Zwierciadle. Pamietam, że czytam go gdzieś w górach nad pierogami.

Czerwiec

podsumowanie roku

podsumowanie roku

Początkiem czerwca wracamy na chwilę do domu, a ja zaraz wyjeżdżam na kilka dni do Izraela. To moje pierwsze tak długie rozstanie z Marcelim i trochę dostaję kota, żądam codziennie miliona zdjęć, ale z drugiej strony w Izraelu zakochuję się bez pamięci. Tel Awiw jest przecudnej urody miastem, ma wspaniała energię, Jerozolima zachwyca, a jedzenie… jedzenie to obłęd! Wpisy z Izraela znajdziecie tutaj, a tutaj przepis na genialny hummus, a tu na shakshukę.

podsumowanie roku

Powroty do domu to ciągłe nadrabianie zaległości i dbanie o to, byście regularnie mieli nowe wpisy. Znów pracuję jak szalona, by końcem czerwca ruszyć na Suwalszczyznę. Tym razem wyjeżdżam z moją pasierbicą, która jest wspaniałym towarzyszem. Dla mnie, oprócz tego, że oczywiście zbieram materiały do książki, jest to również podróż nieco sentymentalna. Gdy byłam dzieckiem wakacje spędzaliśmy nad Wigrami. Dlatego chcę Młodej pokazać to, co w tym regionie najpiękniejsze – mosty w Stańczykach, Hańczę, Dolinę Rospudy, Wigierski Park Narodowy. Dzięki temu powstaje też wpis o perłach Suwalszczyzny. Co prawda już rok wcześniej spędziłyśmy we dwie tydzień na Mazurach, ale wtedy zwiedzałyśmy inne okolice i na Suwalszczyznę nie dotarłyśmy, więc bardzo się z tego wyjazdu cieszę. Ale kończymy i tak obiadem w Starej Kuźni.

podsumowanie roku

podsumowanie roku

Lipiec

Na początku lipca zaliczamy szybki wypad na Mierzeję Wiślaną. Nie było mnie tam kilka lat, więc miło jest odkryć, że moje ulubione miejsca nadal są raczej puste i zdecydowanie piękne. Świeży wpis znajdziecie tutaj.

podsumowanie roku

Jestem też bardzo szczęśliwa, że w końcu udaje mi się dotrzeć do genialnej Gothic Cafe w Malborku. To jest restauracja, którą koniecznie miejcie na celowniku, pełna recenzja tutaj.

W połowie lipca trafiam na instagramie na jedne z pierwszych zdjęć Glampingu Kimura. Dopiero ruszają, nikt o nich jeszcze nie wie, a ja natychmiast robię rezerwację. Cudowne miejsce pod samą Warszawą. Spędzamy tu naprawdę zaczarowany weekend, a później jeden z namiotów staje się tłem do sesji okładkowej do książki. Więcej o tym miejscu pisałam tutaj.

podsumowanie roku

Końcem lipca wyruszamy na przeszło dwutygodniowy wyjazd na Warmię i Mazury. Za bazę wypadową obieramy sobie mały punkcik na mapie między Giżyckiem, a Orzyszem. Oczywiście cały czas jeżdżę i wyszukuję te wszystkie perełki do książki, ale też coraz intensywniej myślę, o zrealizowaniu naszego wspólnego marzenia: po cichu szukam działki na Mazurach. Nie jest to łatwe zadanie, bo bardzo zawęziliśmy obszar poszukiwań, chcemy być blisko przyjaciół i „naszych” miejsc. Młody ma wakacje życia, chciałabym mu takie wakacje dawać co roku. Dlatego pracuję każdego dnia i bacznie się rozglądam, trzepię ogłoszenia, dzwonię, pytam, jeżdżę, oglądam. W końcu coś pojawia się na horyzoncie. Wchodzę na tę górkę, patrzę na jezioro i czuję, że oto trafiłam na nasz kawałek nieba. Wygląda na to, że na blogu o Mazurach będzie jeszcze więcej!

podsumowanie roku

W lipcu pojawia się też ebook dotyczący fotografii, nad którym pracowałam równolegle do wszystkiego innego. Jest piękny, mądry i obszerny. Nadal za zupełną darmoszkę możecie go pobrać tutaj, a wpis z prostymi poradami dla każdego jest tutaj.

Sierpień

podsumowanie roku

Sierpień to najpierw Podlasie. Magiczne, momentami zapomniane przez Boga, przepiękne. Pisałam o Podlasiu tutaj. To też jedno z fajniejszych doświadczeń restauracyjnych minionego roku – sami przeczytajcie!

Później szybki powrót do domu, pranie, praca, zaległości, pakowanie i już całą bandą ruszamy na Dolny Śląsk. Och, cóż to jest za zachwyt! Przepiękny region, pełen pocztówkowych widoków, pałacyków, szalenie miłych ludzi. Dolny Śląsk to szczerozłoty cud. Ukochany chodzi z dziećmi po górach, ja jeżdżę i zbieram materiały. Dla jednej rozmowy jadę nawet do Czech. Kurczę, jacy tu wszyscy są cudownie gościnni, jacy mili! To w ogóle jest wspólny mianownik całej tej książki – są w niej tylko i wyłącznie cudowni ludzie. Bo to jest książka o miejscach, owszem, ale jednak najbardziej o ludziach. Każdy inny, każdy dobry i o gołębim sercu.

podsumowanie roku

podsumowanie roku

Jakoś w okolicach lipca czy sierpnia Młody zaczyna się budzić kilka razy w nocy. Każdej nocy. Trwa to później kilka miesięcy i oboje w tym czasie jesteśmy żywymi trupami. Do dzisiaj nie wiem, jak udało mi się pisać, jeździć, utrzymywać blog przy życiu. Zwłaszcza, że z miesiąca na miesiąc statystyki rosną. W sierpniu wydają mi się rekordowe, blog odwiedzają dokładnie 385 774 osoby. Prawie czterysta tysięcy ludzi! Ale jeszcze nie wiem, co będzie dalej.

W międzyczasie zdarza mi się a to telewizja, a to radio, a to prasa. Ogarniam to wszystko w takim pędzie, że nawet nie mam czasu się zastanowić jak wypadłam i dlaczego znowu nie ułożyłam włosów. No i końcem miesiąca rusza przedsprzedaż „Cudnych manowców”. Po sześciu dniach książka ląduje na… PIERWSZYM MIEJSCU W TOP EMPIKU. Nie wierzę, niech mnie ktoś uszczypnie!

Wrzesień

podsumowanie roku

podsumowanie roku

Z Dolnego Śląska wracamy akurat na rozpoczęcie roku szkolnego, a ja pierwszy raz czuję naprawdę poważne zmęczenie. Młody rośnie, wciąż zarwane nocki odsypia w dzień i choć wiem, że powinnam robić to samo – nie mam czasu. W końcu na moje urodziny udaje nam się wyjechać z przyjaciółmi do Lubiatowa. Bardzo potrzebowałam kilku dni w ciszy i spokoju i plan został zrealizowany. Ale i tak staram się zebrać trochę materiału do książki, bo puste przeloty nie wchodzą w grę, więc częściowo ogarniam jeszcze Pomorze. Czas mnie goni i dobrze o tym wiem.

Za każdym razem, gdy jestem w domu staram się z grubsza panować nad rzeczywistością – dbać o blog, ogarniać maile i całe zaplecze, które się z tym wiąże, realizować współprace, ale i dbać o normalne funkcjonowanie domu, zakupy, gotowanie, możliwie jakościowy czas z Młodym. Krótko mówiąc: nie ma nudy.

Gdzieś po drodze decyduję się na działkę, tę z górką, gdzie mi serce zatrzepotało. Dogaduję cenę, termin u notariusza i nieśmiało zaczynam się cieszyć. Zaraz będziemy mogli mówić: „u nas na Mazurach!”

 

Październik

Na początku października ruszam ponownie na Warmię i Mazury. Na Warmii mam jeszcze kilka miejsc do objechania, a na Mazurach… nasze miejsce na ziemi. Jestem szczęśliwa do nieprzytomności, bo właśnie realizuję marzenie nas obojga, bo wiem, że będę tu spędzać każdą wolną chwilę, bo dzieci będą miały wakacje życia co roku, bo… Dopiero u notariusza poprzednia właścicielka mówi mi, że z tej naszej górki mamy widok nie na jedno jezioro, ale na dwa! Przy czym na to drugie dopiero, jak opadną liście, co mnie strasznie rozbawia.

podsumowanie roku

podsumowanie roku

podsumowanie roku

W tym czasie książka już naprawdę dobrze się sprzedaje, choć wciąż jeszcze nad nią pracuję. Nawet nie wiedziałam, że tak się to odbywa, w sumie sporo się uczę o procesie wydawniczym. A Wy w ciemno kupujecie coś, na co będziecie musieli czekać do grudnia! Takiego obrotu spraw nie spodziewałam się w najśmielszych snach. Nie jestem jakąś powszechnie znaną celebrytką, jestem zwykłym człowiekiem, jestem Magda, a Wy mi tak ufacie! Piszecie, że kupujecie po kilka egzemplarzy na prezenty gwiazdkowe. I to jest moment, w którym zaczynam sobie gratulować wrodzonej rzetelności. Bo wiem, że nie wsadzę Was na żadną minę. Że każde słowo jest prawdziwe i z serca, że wszystkiego tego dotknęłam, że było warto się tak napinać, że każdemu z tych ludzi opisanych w książce głęboko spojrzałam w oczy. No i zaczynam się malować idąc na zakupy do Lidla, bo coraz częściej wyskakuje ktoś zza węgła i mówi: „Cześć, Magda! Super blog!”. Dzieje się to zawsze wtedy, kiedy mam bad hair day, albo w ogóle bad everything day, czyli któreś tam prawo Murphy’ego działa bez zarzutu.

Równolegle pracujemy nad regionalnymi przepisami, które także po drodze zbieram i znajdziecie ich w książce blisko pięćdziesiąt. Czytam wszystko milionowy raz, a i tak okazało się, że jeden chochlik jest. Podobno nie da się tego uniknąć. Tu zdjęcia do przepisów także robi niezawodna Asia Matyjek. Kocham to, jak rozumiemy się bez słów. Ona po prostu czuje.

W drugiej połowie października wyruszam w ostatnią większą podróż. Tym razem sama. Mam niewiele czasu i jeszcze sporo miejsc do objechania. Tym razem wielka pętla prowadzi przez Kaszuby, Pomorze, Pojezierze Drawskie i Wielkopolskę. Mega intensywny czas, ale los mi sprzyja. Nie tylko odnalazłam cudowne miejsca, ale i nasyciłam się do upadłego najwspanialszą, złotą jesienią. Choć każdego dnia śpię w innym miejscu, to towarzyszy mi tylko jedna torba, czyli nic. Gdy jeździłam z dzidziutkiem bagażnik był pełny i każdego dnia trzeba było go załadować i rozładować. Ten wyjazd był naprawdę piękny również z tego powodu. Wracam do domu we wcale niezłej kondycji, wyspana i gotowa pracować dalej.

podsumowanie roku

podsumowanie roku

podsumowanie roku

Koniec października to jest czas, który zarezerwowałam sobie na kilka ostatnich miejsc na Mazowszu, więc jeszcze trochę jeżdżę.

Listopad

Na przełomie października i listopada oficjalnie kończę zbieranie materiałów. Spisuję kilka ostatnich miejsc. Książka idzie do druku w potężnym nakładzie, bo okazuje się, że zarówno Empik, jak i Poczta Polska, Biedronka, etc, zamówiły bardzo dużo.

Ostatecznie do książki trafia blisko siedemdziesiąt agroturystyk i domów gościnnych w całej Polsce – od Helu po Tatry, dodatkowo około pięćdziesięciu regionalnych przepisów. Realnie odwiedziłam tych miejsc trochę więcej, ale nie wszystkie spełniły moje standardy. Czuję, że wypuszczam w świat coś, w co wierzę, w co włożyłam mnóstwo serca i energii, świadectwo największej przygody w życiu. Wiem, że wszyscy opisani w książce ludzie są dobrzy, a miejsca magiczne. Nie bez znaczenia jest też to, że w czasie całego procesu jej powstawania trzymałam pieczę nad każdym aspektem, więc książka jest całkowicie moja – dużo w niej emocji, wrażeń i wiem, że wyczytacie z niej dokładnie to, co chciałam przekazać.

Zaraz po postawieniu ostatniej kropki wsiadamy w samolot do Włoch. Tym razem Apulia, jeden z ostatnich regionów, których jeszcze nie zwiedziłam. A miałam ją już na bardzo krótkiej liście, bo rok wcześniej bilety wyrzuciłam do kosza. I jest cudownie – ciepło, słonecznie, smacznie. Trochę zbieram materiały do wpisów, a trochę staram się przewietrzyć głowę po ostatnich miesiącach. Nadal nie wiem jaki jest dzień tygodnia, ale obiecuję sobie, że cały grudzień spędzę w dresach przed telewizorem. Jeszcze nie wiem, że nie w tym roku.

podsumowanie roku

podsumowanie roku

podsumowanie roku

Wpisy z cudownej Apulii znajdziecie tutaj: o Monopoli, w którym spaliśmy, o niezwykłym Alberobello, o Poliganano a Mare.

Wracamy do Polski i natychmiast wpadam w czułe objęcia mojego wydawcy. Zamykają mnie w magazynie i dowożą kolejne palety, a ja podpisuję. Obiecałam Wam, że podpiszę wszystkie książki, które poszły w przedsprzedaży. I choć podpisuję na zapas, to i tak jest za mało, bo piszecie mi później, że nie wszystkie były z autografem. Kolejne palety przysyłają mi do domu. Skrupulatnie je przerzucam i wszystko podpisuję. Dalej za mało!

podsumowanie roku

Gdzieś po drodze Marceli kończy rok. Bez wielkiego instagramowego party, za to z kameralnym spotkaniem dla bliskich. Czasem trudno mi uwierzyć, że tak urósł, że na serio chodzi, prawie biega i już tyle rozumie! Powoli zaczynamy też ogarniać nocne pobudki, jest ich coraz mniej, a te które są łatwo udaje nam się pacyfikować opowieściami o tym, że wszyscy śpią i my też chcemy spać, i nawet lemur śpi, więc śpij Marceli i ty. Okazuje się, że dzidziutek doskonale wszystko rozumie i rzeczywiście odwraca się na drugi bok, by po chwili uroczo posapywać przez sen. Świat wraca na swoje miejsce, a ja redukuję ilość wypijanych kaw do dwóch dziennie.

Udaje nam się nawet wyskoczyć na koncert Kultu i niedługo później do Kielc, gdzie zaliczamy i sushi w Sushiya i koncert Kuby Badacha. Bardzo mnie oba te wieczory radują, bo przypominają, że nie jestem robotem, ani tym żuczkiem, co pcha kulkę pod górę, tylko normalnym człowiekiem.

Ale i tak po cichu i przy pełnej aprobacie Ukochanego kupuję bilety do Dublina i wyskakuję na kilka dni do Irlandii. Mam tam przyjaciółkę, więc od czasu do czasu mi się to zdarza. Tym razem udało mi się nie tylko ogarnąć wszystkie prezenty gwiazdkowe, ale i napisać dla Was przewodnik po moich ulubionych miejscach w Dublinie.

podsumowanie roku

Z miesiąca na miesiąc rosną też statystyki, ale listopad okazuje się być rekordowy. Blog odwiedza 455 931 osób. Prawie PÓŁ MILIONA LUDZI! Teraz to już na serio zaczynam się malować idąc na zakupy do Lidla.

Grudzień

Na początku grudnia pojawia się wywiad na ladnebebe.pl okraszony naprawdę pięknymi zdjęciami. Pamiętam, że byli twardzi, próbowali się ze mną umówić od maja i nijak nam się nie udawało. Ostatecznie spotykamy się w listopadzie, kiedy jestem na finiszu z książką, w środku całej tej machiny promocyjnej, skrajnie zmęczona i napięta jak struna, więc nie jestem szczególnie miła. Właściwie to poznaję się od zupełnie nowej strony. W ogóle wtedy wydawało mi się, że to ostatnie dni, kiedy jeszcze mówię zamiast warczeć. Na szczęście minęło. Sesja wyszła przepiękna, choć w ogóle w to nie wierzyłam. Ale za to teraz publicznie mogę odszczekać: hau, hau!

Równolegle wychodzi świąteczny ebook, do którego dołożyłam swoją cegiełkę. To przepisy na ryby – w teorii przepisy są na Boże Narodzenie, ale prawda jest taka, że można z nich korzystać cały rok. Ebook do pobrania jest tutaj.

No i moja griswoldoza wybucha z całą mocą, obwieszam dom światełkami i lecimy do Wiednia na Jarmarki Świąteczne. Absolutnie magiczny wyjazd, a przewodnik po najpiękniejszych wiedeńskich Jarmarkach, który dzięki niemu powstał znajdziecie tutaj.

podsumowanie roku

podsumowanie roku

Wracam prosto na premierę książki. 11 grudnia trafia na półki księgarń i w Wasze ręce za pośrednictwem kurierów. Piszecie mnóstwo miłych rzeczy i robi mi się ciepło wokół serca, choć jeszcze nie umiem tak do końca się cieszyć, jeszcze się boję, że jak się zatrzymam, to się przewrócę.

Na spotkanie autorskie przypadające na dzień premiery docieram w stanie agonalnym, jestem tak chora, że kolejne dwa spotkania w Łodzi i Gdańsku odwołujemy. Jakby mój organizm poczuł, że dobiegł do mety i teraz – czy mi się podoba, czy nie – on zamierza odpocząć. Spędzam więc trzy dni w łóżku i… wsiadam w samolot do Splitu.

podsumowanie roku

Nie do końca mam siłę na ten wyjazd, ale okazuje się być jedną z najlepszych decyzji w tym roku! Przedświąteczny Split to jest czysta magia, choć pachnie wiosną i jest dwadzieścia stopni. Trafia mi się wspaniała słoneczna pogoda. I jakby diabeł we mnie wstąpił! Ganiam po mieście z aparatem przy oku, aby zebrać dla Was jak najlepszy materiał, jem we wszystkich knajpach, które mam na liście i tych spoza listy też, robię notatki, robota pali mi się w rękach! Wpis o adwencie w Splicie znajdziecie tutaj, natomiast przewodnik po knajpach zostawiłam sobie już na styczeń. Będzie obszerny.

podsumowanie roku

podsumowanie roku

podsumowanie roku

 

Wracam do domu i prawie jest Boże Narodzenie. Robię jeszcze wielkie zakupy, pakuję stos prezentów, ubieram choinkę, gotuję mnóstwo żarcia i idę spać. A później nagle jest Nowy Rok…

Plany na 2020 mam proste: więcej spać, trochę o siebie zadbać, nie napisać żadnego przewodnika innego, niż wpisy na bloga, odpisać na te wszystkie zaległe wiadomości i maile, wybudować dom na Mazurach, przeczytać kilka książek, pojechać w kilka ładnych miejsc.

Oh, wait, czy ja właśnie napisałam „wybudować dom”?…

Magda

P.S. Z pozostałych informacji: właśnie rozpoczęłam prace nad kolejnym naprawdę dużym projektem. I nie mówię teraz o projektowaniu domu, co również właśnie się dzieje. To coś, co chciałam zrealizować jeszcze w ubiegłym roku, ale ten okazał się mieć zbyt mało dni. To będzie mega dobra rzecz, a Wy będziecie bardzo zadowoleni. Wiem to! 🙂

P.S. 2 Tak, chyba mam problem, a jego imię brzmi „pracoholizm”. Tak, właśnie to do mnie dotarło. Pomilczmy wspólnie na ten temat [*]