Jeśli myślicie, że taki wpis to jak pstryknąć palcami, to spieszę wyprowadzić Was z błędu. Od kilku lat szukałam miejsc, które będę mogła bez grama wstydu zebrać w jeden tekst. Nie było łatwo, ale w końcu mam trzy na tyle godne, że zaspokoją nie tylko moje, ale i Wasze wysokie wymagania. Chodźcie na kartacze!
Kartacz to inaczej cepelin. Jest wielki jak pięść, robi się go m.in. z surowych tartych ziemniaków, czemu zawdzięcza szarawy kolor i nadziewa mielonym mięsem. Ta wersja jest najpowszechniejsza, choć spotyka się też nadzienia jarskie. Jest też diablo sycący i obłędnie smaczny. Tu, trochę jak w przypadku pierogów, kunszt kucharza poznacie po cieście. Im delikatniejsze i szybciej rozpływa się w ustach – tym lepiej.
Pod Strzechą, Kruklanki
Choć miejsce słynie ze smażonych ryb, to na kartacze wpadnijcie tu koniecznie. Bo ryby są znakomite, smażone na oczach klientów, zawsze na świeżym oleju. Szanuję ich też za niezmienny poziom od wielu, wielu lat. Pewnie dlatego w porze obiadowej do okienka jest kolejka i wszystkie stoliki zajęte. To bardziej bar, niż restauracja, ale ogródek jest cudnie zadbany, tonie w kwiatach i naprawdę miło jest tutaj zjeść.
Dlatego zostawcie sobie miejsce na kartacze. Od lat smakują tak samo, mają doskonale dopracowane nadzienie, a ciasto nieco bardziej zwarte, niż w kolejnych na liście. Tutejsze kartacze są przepyszne.
Gdzie?
ul. 22 lipca 15, Kruklanki
Młyn, Banie Mazurskie
Do Bań Mazurskich dotarłam w poszukiwaniu najbardziej kultowych lodów na całych Mazurach. Pisałam o nich tutaj – są tylko trzy smaki, z czego przynajmniej dwa fundują natychmiastowy teleport do dzieciństwa. Młyn jest zaraz obok. Chwalą się, że mają najlepsze kartacze na Mazurach, a skoro tak, to nie mogłam tego miejsca ominąć. Rzeczywiście dostali za nie nawet kilka nagród i jeśli chodzi o ciasto, to jest to czysta perfekcja. Jest bowiem jak chmurka. W tej przaśnej wydawałoby się potrawie odnajdziecie lekkość tchnienia. Gorzej jest z nadzieniem, daleko mniej dopracowanym, niż to w Kruklankach, ale warto tu zjeść, żeby mieć punkt odniesienia. Gdyby połączyć ich ciasto i nadzienie z Kruklanek prawdopodobnie powstałby kartacz, który jako wzorzec może być prezentowany w Sevres.
Gdzie?
ul. Konopnickiej 31, Banie Mazurskie
Intergalaktyczne Centrum Zjadaczy Kartaczy, Gołdap
Podobnie jak Banie Mazurskie, Gołdap to już sam koniuszek Polski. Wiem, bo mi się niepostrzeżenie rosyjski operator włączył co oznacza plus dwieście dziewięćdziesiąt peelenów na rachunku. Zwróćcie na to uwagę. Ale do adremu, jak mawiają puryści językowi.
U Jędrusia to klasyczny bar w małej miejscowości gdzieś na końcu świata. Tak więc znajdziecie tu w menu barowe klasyki. Więcej pisałam o nichtutaj. Kartacze z Gołdapi są świetne zarówno jeśli chodzi o ciasto, jak i uczciwie i z wyczuciem doprawione nadzienie. Wtedy napisałam, że to tłusta, niemoralnie kaloryczna rozpusta i podtrzymuję każde słowo. Ciasto lśni od tłuszczu, rozkosznie jest zatopić w nim zęby, bo z jednej strony stawia im opór, a z drugiej rozkosznie rozpływa się w ustach. Koniecznie miejscie to miejsce na uwadze. W gratisie z tarasu roztacza się piękny, panoramiczny widok.
Gdzie?
ul. Paderewskiego 13, Gołdap
Póki co to tyle. Jeśli odkryję miejsce, które serwuje kartacze na podobnym poziomie – z przyjemnością listę uzupełnię.