Najpopularniejszy w Polsce blog z kategorii food&travel
CZYTASZ

Catering dietetyczny LightBox Challenge – ty...

Catering dietetyczny LightBox Challenge – tydzień 4, podsumowanie

Pisząc ten tekst jem ostatnią kolację od LightBox i zastanawiam się nad mijającym miesiącem. Zjadłam 120 posiłków, schudłam 5,5 kg (tak, w tym tygodniu 1,5, był intensywny), kilka razy sama sobie wypisałam usprawiedliwienie i czasem pozwoliłam na mały wyskok. Dzięki sobotom wolnym od diety nie miałam poczucia, że czegoś mi brakuje. Czasem piłam wino, zdarzyło mi się zjeść kawałek ciasta, choć bez przekonania, bo nie lubię słodyczy.

W tym tygodniu hitem były souvlaki i niezła minestrone, ale chyba największe wrażenie zrobili na mnie w czasie Świąt. Były jajka, było ciasto drożdżowe i indyk z żurawiną. Zupełnie się tego nie spodziewałam, po prostu założyłam, że będzie mi smutno, przykro i źle, kiedy jedząc sałatkę będę patrzyła, jak wszyscy objadają się frykasami. I nic z tego.

LightBox tyd 4Nie wiem jak to będzie, nie wiem czy będę wierna pięciu posiłkom dziennie, bo jestem leniem patentowanym i gotować lubię tylko wtedy, kiedy mam na to ochotę, a nie kiedy muszę. Ale nauczyłam się kilku rzeczy: przede wszystkim odchudzanie to małe porcje i matematyka, a z drugiej strony po miesięcznej zaprawie jestem już w stanie z grubsza oszacować ile konkretny posiłek może mieć kalorii, co jest dość przydatną umiejętnością. Zwłaszcza dla człowieka, który w życiu nie myślał w ten sposób o jedzeniu. Do tej pory kaloryczność posiłku była dla mnie tak istotna, jak skład finałowej trójki w programie „Mam paszczę i nią wrzaszczę”.

Poza tym nauczyłam się mówić „nie”. Wczoraj chyba pierwszy raz w życiu powiedziałam, że nie zjem tej wyjątkowo apetycznej drożdżówki, bo jestem na diecie. Publicznie to powiedziałam.

O dziwo moim ulubionym punktem programu niezmiennie były śniadania, a przepisu na poniedziałkową granolę pragnę jak kania dżdżu. W wielu pudełkach znalazłam bardzo fajne produkty, m.in. świeże ananasy, melony czy czerwony ryż. Zdaję sobie sprawę, że nie każdy produkt da się na dobę zamknąć w pudełku i nadal będzie on wyglądał zjawiskowo, więc pula którą w kwietniu dysponował LightBox (zauważcie, jeszcze przed wysypem dobrych warzyw i owoców) była mocno zawężona. A mimo to dawali radę, nie powtarzali się, nie zanudzali i za każdym razem były to ciekawe, pełnowartościowe posiłki. Było dużo warzyw, czyli tak jak lubię, sporo ryb i chudego mięsa, były najróżniejsze pasty, sałatki, pełnoziarniste pieczywo i niezłe ziołowe herbaty dołączane do posiłków, które trochę wymuszają picie większej ilości płynów. A to jest dobre i chwalebne.

LightBox tyd 41Przez miesiąc nie było powtórek, nie było żadnej skuchy z kurierem, wszystko było świeże i zazwyczaj smaczne. Piszę „zazwyczaj”, bo czasem musiałam doprawić po swojemu, ale to detal. Nawet gdybym bardzo chciała się do czegoś przyczepić, to może być trudno. Jest tylko jedna rzecz, z którą nie było mi po drodze – kurczak. Nie był oszałamiająco smaczny. A że go nie lubię, to już inna sprawa. Na szczęście pojawiał się rzadko. Generalnie to jest produkt premium w pełnym znaczeniu tego słowa. Nawet pudełka mają ładne i funkcjonalne, nie wspominając o konsultacji z bardzo kompetentną dietetyczką (Pani Małgosiu, pozdrawiam!), która jest w pakiecie.

Nie wiem czy jakoś specjalnie na tych moich metrach widać efekty, ale ciuchy są wyraźnie luźniejsze. A to się świetnie składa, bo mam pewne spodnie z szalonym printem, które miesiąc temu leżały nieszczególnie, a teraz są idealne. Na wiosnę jak nalazł.

Informacje praktyczne

Dieta, którą testowałam przez ostatnie cztery tygodnie to wersja Optimum 1200 kcal, 5 posiłków dziennie przez 7 dni w tygodniu (jak wiecie ja jeden dzień odpuściłam). Wszystkie przydatne informacje znajdziecie na stronie LightBox, a własny wariant można skonfigurować tutaj. Co ciekawe, dostarczają nie tylko do kilku dużych miast. Właściwie jak na catering dietetyczny mają wcale niezły zasięg. Mapę znajdziecie tutaj.

Dostępne są również opcje „No fish” i „Vege„, wszystkie w różnych wariantach kalorycznych.

W porządku chronologicznym o mojej przygodzie z LightBoxem przeczytacie tutaj:
Godzina zero
Tydzień 1
Tydzień 2
Tydzień 3

Ciekawostką przyrodniczą jest fakt, że wcale nie mam ochoty rzucić się od jutra na jedzenie, wprost przeciwnie. I jakoś mi tak rzewnie, że już żaden udomowiony poltergeist nie będzie mi zostawiał jedzenia pod drzwiami.

Magda


  1. Robert Banaś

    19 października

    Bardzo fajnie, że ktoś pisze o tych cateringach, których teraz jest całe zatrzęsienie. Szukam czegoś co by mi odpowiadało i natrafiłem na firmę Przełom w odżywianiu – http://www.przelomwodzywianiu.pl – jestem ciekaw czy ktoś coś wie na temat tej firmy. Dobrze by było jakby pojawił się jakiś artykuł/test ich posiłków…

  2. Fajna recenzja firmy Lightbox. Od tych kilku miesiecy troche czasu minelo i coraz wiecej firm oferuje cateringi dietetyczne. U nas staramy sie agregowac wszystkie oferty w ramach porownywarki – byc moze znajdziecie cos dla siebie w ramach urozmaicenia. https://cateromarket.pl no i poradnik jak wybrac – https://cateromarket.pl/jak-wybrac

  3. Pani Magdo cieszę się że Pani porusza na swoim blogu tak istotny temat jakim jest odchudzanie, zwłaszcza że z nadwagą walczy już ponad połowa Polaków. Ja również jestem zwolenniczką zdroworozsądkowej diety. Ja również jak Pani korzystam z diety pudełkowej, ale zamawiam ją w firmie cateringowej LILY ON DIET. Szukałam cateringu w Warszawie, który ma dobre opinie w internecie, ceny do przyjęcia oraz pytałem znajomych z jakich firm korzystają. Ostatecznie padło na LILY ON DIET. Po trzech miesiącach zamawiania, mogę śmiało przyznać, ze to była bardzo trafna decyzja. Schudłam 8 kilogramów, czuję się dobrze i jakby 10 lat młodsza. Co do samego cateringu to jedzenie jest smaczne, świeże, wygląda apetycznie. Super, że są takie firmy!

  4. Ej dziewczyny, to prawda! Regularne jedzenie to klucz! Wiem coś o tym, czasem siedzę w pracy długo i nie mam czasu skoczyć po coś o konkretnej godzinie… A samozaparcia, żeby szykować w domu brak. Jak masz na każdy dzień gotową paczkę łatwiej się zdyscyplinować. I rozmowa z dietetykiem też otwiera oczy… Ja akurat pozdrawiam Panią Darię z Dietykieta.pl <3

  5. katarzyna Białecka

    18 stycznia

    hej, mam 30 lat i jestem (powiedzmy) lekko przy kosicach a zawsze marzylam zeby wyjechac do hiszpanii ale z obecna forma to raczej niemozliwe. mieszkam w warszawie. nie pamietam gdzie ale cos slyszalam o fitcare. ktos cos sie orientuje jak to u nich wyglada? mimo wszytsko lubie zjesc smacznie. a do tego budzet tez jest skapy. z gory dziekuje za pomoc 🙂

  6. hej, świetna recenzja, tylko gdzie jest tydzień 2? 🙂 jak klikam na link, to odnosi mnie do tygodnia trzeciego 🙁 pozdrawiam!