Najpopularniejszy w Polsce blog z kategorii food&travel
CZYTASZ

Trzy tygodnie na diecie, czyli nie taki gluten str...

Trzy tygodnie na diecie, czyli nie taki gluten straszny

Wiedząc, że LightBox ma opcję diety bezglutenowej zdecydowaliśmy się na nią z czystej ciekawości. Czy rzeczywiście jest to demon zaklęty w chlebie? I czy bez niego będzie nam się żyło lepiej? Po trzech tygodniach mam kilka przemyśleń. Ale najpierw spowiedź. A jest z czego się spowiadać.

Totalnie rozpierniczony był ten tydzień, a grzechów masa. Miałam nie dotykać alkoholu, ale jak w czwartek zobaczyłam Hoegaardena z kija, to poddałam się bez walki. Dwa razy. Nie żałuję, to moje najprzeulubieńsze piwo. Ale za to na kolację zjadłam tylko trzy ostrygi. Ile to może mieć kalorii? Zero?

A w piątek… W piątek miałam spotkania przez cały dzień. Wszystkie w knajpach. Nie dałabym rady bez jedzenia, a przychodzenie z własnym prowiantem byłoby dość niezręczne. Czujecie to? „Poproszę tylko kawę i odgrzejcie mi zupę, którą mam w tym pudełku” Zjadłam więc śniadanie, później krem z białych warzyw na obiad i tatara na kolację. Ile to może mieć kalorii? Zero? (I właśnie dlatego nie mogę być na diecie samodzielnie – bo ile to może mieć kalorii? Zero?). A w sobotę spędziliśmy wieczór z przyjaciółmi, także w knajpie. Pocieszające jest to, że po trzech tygodniach jestem w stanie tylko trochę poskubać i czuję się nieprzytomnie syta. Uroki regularnych i niewielkich posiłków.

Ale za to uprawiałam sport. Dużo sportu. Oto bowiem postanowiłam zmienić lampę w przedpokoju i zupełnie przypadkiem zrobiłam remont połowy mieszkania. Tadam! Lubię malować, gipsować, przerabiać meble, choć w połowie zawsze pluję sobie w brodę, że nie wzięłam do tego ekipy remontowej. Tak więc przez sześć dni, od świtu do nocy, skakałam po drabinie, a pot momentami ciekł mi wartkim strumieniem po plecach. Może dzisiaj wszystko boli, ale satysfakcja smakuje pysznie. I chyba grzeszki uszły mi płazem, bo spodnie spadają z tyłka.

Kilka przypadkowych dań z ubiegłego tygodnia. Tapioka <3

Za to Jacek… Ten to się trzyma! Broił tylko w sobotę wieczór, ale jeden dzień w tygodniu mu się należy. Podziwiam. W ogóle mam takie spostrzeżenie, że catering dietetyczny jest super rozwiązaniem dla kogoś, kto prowadzi regularny tryb życia. Nie usprawiedliwiam się, zawsze miałam słabą silną wolę i o tym wiem, ale albo warsztaty, albo degustacje, albo spotkania, albo, albo, albo. Natomiast jak od poniedziałku do piątku chodzisz do pracy, zawsze w tych samych godzinach, to opcja z dietą pudełkową jest mega rozwiązaniem.

Mam natomiast kilka przemyśleń na temat diety bezglutenowej. Fakt – nigdy nie jedliśmy dużo pieczywa czy makaronów, ale po całkowitym odstawieniu glutenu nie zauważam żadnej różnicy w samopoczuciu. Chudnę, bo obcięłam kalorie i tyle. Myślałam, że może jakaś rewolucja po tym piwie, ale też nie. Nic się nie wydarzyło. Rzeczywiście Jackowi spadł prawie zupełnie brzuch, tyle tylko, że przy zredukowaniu ilości kalorii i tak nie miał wyjścia. Nie przypisywałabym więc tego glutenowi.

Ale mam dobrą wiadomość dla osób chorych na celiakię lub z uczuleniem na gluten – LightBox, jako jedyny catering dietetyczny w Polsce, ma rekomendację Polskiego Stowarzyszenia Osób z Celiakią i na Diecie Bezglutenowej (ich niebieskie naklejki z przekreślonym kłosem znajdziecie też na szybach niektórych knajp). Swego czasu mailowałam z kimś od nich. To nie jest tak, że tę rekomendację dostaje się za proponowanie sałatki i makaronu gryczanego w miejsce pszennego. Każdy chory na celiakię wie, że miejsce, w którym przygotowywane są jego posiłki musi być całkowicie wolne od glutenu, bo nawet śladowa jego ilość może zrobić dużą krzywdę. Jeśli więc dotyczy Was ten problem, to z LightBoxem możecie czuć się całkowicie bezpieczni.

Został nam tydzień. Na koniec będę miała dla Was coś super, ale już teraz wiem, że pociągniemy dietę pudełkową dłużej. Jednak tym razem zdecyduję się chyba na wersję rybną lub śródziemnomorską. Skoro ja i gluten żyjemy w całkowitej harmonii, to po co kombinować?

Spodobał Ci się tekst? Podziel się z innymi!

Magda