Najpopularniejszy w Polsce blog z kategorii food&travel
CZYTASZ

Apokalipsa! Od tygodnia jesteśmy na… hipster...

Apokalipsa! Od tygodnia jesteśmy na… hipsterskiej diecie

„Dieta” to nie jest moje ulubione słowo. Kiedyś, dawno, dawno temu, uprawiałam sport. Dużo sportu. Przy okazji jadłam też dużo i zupełnie bezkarnie. A później już tylko jadłam. Co ciekawe – proces powolnego, niemal niezauważalnego tycia całkowicie wyhamował w dniu, w którym wyrzuciłam wagę. Od tej pory jestem wciąż taka sama, a pasek zapinam na tę samą dziurkę.

Ale czy to znaczy, że ta dziurka w pasku jest ok dla dziewczyny, która zawsze była patyczakiem? To jasne, że mogłabym zjechać jeden rozmiar. I taki właśnie mam plan. Mam też słomiany zapał, więc kiedy w sukurs przyszedł LightBox, nie zastanawiałam się nawet pięciu sekund. Zwłaszcza, że ten catering dietetyczny świetnie znam, kiedyś skutecznie odchudzili mnie nico ponad pięć kilogramów. W miesiąc – tak, jak obiecywali. Na ich stronie sprawdzicie jakie rodzaje diety można wybrać i gdzie dostarczają.

Wygląda trochę jak bento 🙂

Samej jest ciężko, nawet, kiedy wygodne pudełka dostarcza rano kurier. Niby postanowienia noworoczne, ale wiecie jak to jest – ty jesz sałatkę z mocnym postanowieniem, że do czerwca się wylaszczysz, a twój Misiaczek je chrupiącą bagietkę z francuskim serem. Zawsze jesteś trochę pokrzywdzona. Dlatego tym razem namówiłam też Jacka. Po raz pierwszy od dnia jej zakupu mamy pustą lodówkę. Dość niecodzienny widok. Za to codziennie rano przyjeżdża miły Pan z LightBoxa i dostarcza nam dwa różne zestawy na cały dzień, czyli pięć posiłków w każdym pudełku. Wygoda 100% i zero wymówek. Jacek zabiera swoje pudełko do pracy i ma luz. No i nikt nikogo nie kusi bagietką z serem.

Mamy jeden cheat day – niedzielę. Recenzje się same nie napiszą. Z poprzedniego razu wiem, że ten jeden dzień obżarstwa nie zrobił mi żadnej krzywdy, chudłam mimo wszystko, ale nie miałam tego ssania, że chciałabym, a nic mi nie wolno. Cheat day jest dobry i chwalebny. Jacek poszedł w wersję 1500 kcal, a ja 1200. Jeśli nie będzie dawał rady, to po prostu zmieni kaloryczność na wyższą, choć po tygodniu jest całkiem ok. Fajnie tak razem – motywujemy się, pilnujemy, żeby to drugie nie podjadało i karcimy za małe występki. Bardzo motywujący jest taki układ.

Poszliśmy w totalną hipsterkę, bo skoro już wiemy, że catering dietetyczny z LightBoxa rzeczywiście odchudza, to postanowiliśmy przetestować coś, na co nigdy nie wystarczyło nam zapału – dietę bezglutenową. Tadam!

Nie mam celiakii, jestem zdrowa jak koń, ale zawsze mnie ciekawiło, czy rzeczywiście wykluczenie z diety glutenu sprawi, że poczuję się lepiej. Efekt odchudzający jest właściwie oczywisty, bo tak jak poprzednio zdecydowałam się na 1200 kcal, więc czy się temu paskowi podoba, czy nie, i tak będzie się zapinał na inną dziurkę. Tak mówi matematyka, w niektórych kręgach uważana za królową nauk. Natomiast wykluczenie glutenu jest czymś, co mnie żywo interesuje. Tyle czytałam o zaletach diety bezglutenowej, że w końcu mówię: „Sprawdzam!”.

IMG_6838

Całodzienny zestaw, wersja 1200 kcal, bezglutenowa.

Nasz cheat day przypada na niedzielę, ale skonsumowaliśmy go z piątku na sobotę. Kto śledzi naszego Facebooka ten wie, że takim ramenom się nie odmawia. Ale za to w niedzielę byliśmy grzeczni, jak aniołki. Co jest łatwe, bo ostatnią rzeczą, jaką można powiedzieć o diecie z LightBoxa jest to, że wymaga odmawiania sobie czegokolwiek. Nie mam ssania ani na słodycze, ani na golonkę, a głodna jestem tylko wtedy, kiedy zapomnę zabrać ze sobą pudełko z kolejnym posiłkiem.

Bardzo szybko, właściwie po dwóch – trzech dniach przestawiłam się na pięć posiłków. Znam już ten proces, więc ssanie w żołądku po upływie trzech godzin od ostatniego posiłku przywitałam z radością. Po pierwszym tygodniu na pewno czuję się lżej i na razie niespecjalnie ciągnie mnie do pieczywa, pizzy czy makaronu. Może jeszcze zatęsknię? Może za tydzień będę się trzęsła na widok chrupiącej pszennej bułeczki? Tego nie wiem, ale na pewno o tym napiszę. Wiem natomiast, że mam niemal idealnie płaski brzuch, więc coś jest na rzeczy. Niestety, nad ewentualnymi mięśniami będę musiała popracować we własnym zakresie.

Trzymajcie rękę na pulsie, przed nami jeszcze trzy tygodnie, choć Jacek już mówi, że zamierza to pociągnąć jeszcze dwa lub trzy miesiące. I w sumie jest to niegłupi pomysł, bo smacznie (jaką ostatnio dali jagnięcinę, omg!), wygodnie i skutecznie. Trzymajcie kciuki, zwłaszcza, że na koniec będę miała dla Was super niespodziankę!

Magda