Najpopularniejszy w Polsce blog z kategorii food&travel
CZYTASZ

Dobry catering dietetyczny – co to właściwie...

Dobry catering dietetyczny – co to właściwie znaczy?

Dieta pudełkowa to ciekawy temat. Konkurencja na rynku jest w tej chwili olbrzymia, oferta taka, że właściwie nie wiadomo co wybrać. My mamy dwukrotne, bardzo pozytywne doświadczenie z LightBoxem, który odpowiadał nam w wielu aspektach – od opakowań, przez produkty, po efekt, czyli realny zjazd na wadze. I właśnie mamy trzecie podejście do cateringu dietetycznego.

A właściwe Jacek, bo ja mam aktualnie swoje wymysły, które jeszcze nie wiem, czy działają. On się odchudza, a ja mówię: sprawdzam! Innymi słowy – wybrałam się do siedziby firmy i sobie troszkę pomyszkowałam. Miałam kilka bodźców: po pierwsze dostałam kilka propozycji współpracy od firm zajmujących się dietami pudełkowymi, ale z założenia nie pracuję z firmami, których nie znam i w związku z tym nie mogę ich z czystym sumieniem polecić, po drugie nasi bliscy przyjaciele przeszli na catering dietetyczny firmy X i kiedy zobaczyłam jak kiepskiej jakości produkty dostają (produkty szynkopodobne i dmuchany chleb, serio?!), do tego zapakowane w papierową torebkę, to opadła mi szczęka, a po trzecie znałam LightBox doskonale z pozycji zjadacza. Tym razem postanowiłam sprawdzić czy marketing faktycznie pokrywa się z rzeczywistością i na chwilę zmieniłam się w detektywa. A oni nie mieli z tym problemu. Dobry początek, prawda?

Co obiecują?

 

– informacja o wartości odżywczej i kaloryczności zestawów przy menu i na każdym pudełku
– zbilansowana dieta, która rzeczywiście dostarcza organizmowi potrzebnych wartości odżywczych, a nie tylko obcina kalorie
– zatrudnienie na stałe kilku dietetyków, którzy są także do dyspozycji klientów
– menu na 4 kolejne tygodnie dostępne na stronie www
– dieta bezglutenowa dla osób chorych na celiakię (to zupełnie inny standard, niż dieta bezglutenowa dla osób z nietolerancją glutenu)
– realne efekty diety bez szkody dla zdrowia

Co jest?

 

Przede wszystkim wpuścili mnie wszędzie. Do każdego pomieszczenia, do każdej chłodni, mogłam rozmawiać z kim chciałam, o czym chciałam, mogłam fotografować wszystko. Spora otwartość, nie sądzicie?

I tak oto nie znalazłam ani jednego pudełka z proszkiem czy podejrzaną mieszanką przypraw. Za to znalazłam całe pomieszczenie wypełnione ziołami i naturalnymi przyprawami. Kolejne z warzywami i nie były to najtańsze warzywa na rynku. Ciekawostką przyrodniczą jest też przygotowanie potraw bezglutenowych, które robione są każdego dnia jako pierwsze, personel ma specjalną odzież, a na produkty bezglutenowe mają osobny magazyn. W tych pudełkach nie ma prawa znaleźć się nawet pył po pszenicy i właśnie dlatego mają certyfikat Polskiego Stowarzyszenia Osób z Celiakią i na Diecie Bezglutenowej – charakterystyczny niebieski znaczek Menu Bez Glutenu. Tu wymagania są bardzo wyśrubowane i niewiele jest firm, które są w stanie je spełnić, choć wiele oferuje dietę bezglutenową. Wszystko odbywa się w sterylnych warunkach, co dla mnie jest cholernie ważne akurat nie ze względu na gluten, tylko tak po prostu – lubię mieć świadomość, że moje jedzenie zostało przygotowane czysto.

Mają szefa kuchni, który wymyśla nowe potrawy, ściąga ciekawe produkty. Wiem, że będą mieli w menu np. piotrosza, który nie jest tanią rybą, w sezonie szparagi, ostatnio Jacek miał szczupaka i bardzo chwalił, chia na śniadanie też nie jest niczym niezwykłym. Jeśli chodzi o dobry produkt, to są naprawdę mocni. Pamiętam tylko, że czasem musiałam sobie dosolić. Ale to jest dieta, więc soli już dziękujemy. I to w sumie jedyna uwaga, jaką miałam, bo na pewno nie można im odmówić różnorodności. Co więcej – zdarzyło mi się przelecieć na LightBoxie jedną Wielkanoc i zupełnie mnie to nie zabolało, bo było wszystko – i jajka, i sałatka jarzynowa, i wędliny, i tak dalej.

Pamiętam, że jak pierwszy raz się z nimi odchudzaliśmy, to zastanawiałam się jak to jest możliwe, że na każdym daniu tak precyzyjnie podają kaloryczność. Teraz już wiem, bo widziałam – każda porcja przed zapakowaniem jest ważona, a granica błędu nie przekracza kilku procent.

Menu na cztery tygodnie do przodu to też nie jest chłyt marketingowy, tylko efekt planowania i można to na bieżąco sprawdzać na ich stronie. Ergo – to, co wyjeżdża w pudełkach do klientów nie jest efektem promocji w Makro. Akurat ten aspekt nie robi mi wielkiej różnicy, bo niespodzianki są fajne, ale jeśli ktoś chce przetestować usługi LightBoxa i zamówić tylko na tydzień, to z góry wie, co będzie jadł i na co się decyduje.

Możliwość rozmowy z dietetykiem to też nie jest marketing, tylko fakt. Jacek przez tydzień jadł pudełka i później pojechaliśmy na Bałkany. Odbył więc umoralniającą rozmowę z panią dietetyk, która mu uświadomiła co może jeść i w jakich ilościach, aby jego odchudzanie nie poszło na marne. Do tego była do rozmowy przygotowana i wiedziała co się je w Serbii. Za jakiś czas napiszę Wam o efektach, bo cel jest niebagatelny – 10 kg w dół. Czyli dwa rozmiary.

Trochę żałuję, że nie pojechałam do nich wcześniej. Bardzo mi się spodobało to, co zobaczyłam. To jest pełny profesjonalizm, biznesowa uczciwość i troska o klienta. Dlatego z czystym sumieniem – polecam.

Magda

Post powstał we współpracy z marką LightBox.


  • Kurde, weszłam z nadzieja na smaczki z fakapow cateringowych 😀

  • Rebeka

    Fajne zdjęcia, zupełnie inaczej wygląda catering dietetyczny od kuchni. Też lubię diety pudełkowe, ale ja zdecydowałam się na nie z innego powodu. Mam cukrzycę i musiałam zacząć jeść inaczej niż do tej pory. Ciężko mi się było przestawić zwłaszcza, że inni domownicy jedzą „zwykłe” rzeczy. Dlatego właśnie wybrałam catering, korzystam z LightDiet, bo mają tam dietę dla diabetyka. Większość firm, nie ma oddzielnego menu dla osób z cukrzycą. To trochę zawęziło mi poszukiwania. Wybrałam, tą która wydała mi się najlepsza. Powiedziała mi o niej znajoma, która też ma problemy z cukrzycą.