Najpopularniejszy w Polsce blog z kategorii food&travel
CZYTASZ

Kalaya, czyli zjeść kangura [ZAMKNIĘTE]

Kalaya, czyli zjeść kangura [ZAMKNIĘTE]

W tej chwili to jedyna australijska knajpa w Warszawie. Jedyna, w której można zjeść stek z emu czy tatar z kangura. Co ciekawe – kangury w Australii nie są przysmakiem przesadnie często goszczącym na stołach. Ich mięso jest twarde lecz jeśli obejść się z nim umiejętnie…

Podglądałam Kalayę od dawna, długo przed otwarciem. Wiedziałam, że tam wpadniemy. Knajpa jest dwupoziomowa, przytulna, a obsługa znakomita – sprawna, opiekuńcza i znająca menu. Pierwsze wrażenie bardzo pozytywne. Wybieramy stolik w rogu. Wydaje mi się, że jest na uboczu lecz na koniec i tak odławia nas właściciel.

Zaczynamy od tatara z kangura z kaparami, whisky i grzankami (39 zł). Nie jest siekany lecz przemielony w pacojecie (to taka maszynka, która stoi w każdej profesjonalnej kuchni). Przypuszczam, że sposób obróbki wynika właśnie z twardości mięsa. A to smakuje wybornie, trochę jak dzikie ptactwo, blisko mu do bażanta. Minimum dodatków, mocno wyeksponowany smak mięsa. Bardzo udana przystawka.

Jacek wybiera ośmiornicę z sałatką z marynowanego selera naciowego (39 zł). Seler, różowy pieprz i lekko kwaskowy dressing ładnie grają w tym zestawieniu, zaś ośmiornica krojona jest na nieco grubsze plastry, choć na zdjęciu może wyglądać jak carpaccio. To pozwala poczuć strukturę mięsa, które jest zwarte, ale miękkie i delikatne. Takie, jak powinno być. Jedyną uwagę mam do relacji cena – ilość. Albo ta pierwsza powinna być nieco niższa, albo ta druga nieco większa, bowiem na talerzu jest jakieś osiem centymetrów macki.

Później Jacek postanawia ten jeden raz zgrzeszyć przeciwko diecie bezglutenowej i zamawia australijskiego burgera z pieczonym burakiem i grillowanym ananasem (25 zł). Jest doskonały. Smak soczystego, różowego mięsa miesza się ze słodyczą ananasa i specyficznym, lekko ziemnym posmakiem buraka. Widzę, że jednak się kontroluje, bo jedną kromkę zdejmuje i odkłada na bok. Dzielny chłopak.

Oczywistym jest, że decyduję się na stek z emu (72 zł). Kelnerka rekomenduje by był medium, bo to mięso nie lubi zbyt długiej obróbki. Pokażcie mi stek, który lubi. Nie mam z tym problemu, więc mówię, że jak dla mnie może być nawet upiornie krwisty. Mięso ma dość luźną strukturę, zupełnie inną od sezonowanej wołowiny. Jest też rozkosznie różowe, delikatne, lekko dymne i pełne smaku. Stek z emu polecam serdecznie. Do niego dobieram jeszcze pieczonego ziemniaka ze sporą ilością masła i szczypiorku (10 zł). Mam jakąś wieczną tęsknotę za takimi prostymi smakami i przyznam, że ten nie zawodzi.

Pewnie padnie pytanie, czy produkty, które trafiają tu z antypodów są mrożone, więc spieszę odpowiedzieć, że jak najbardziej. Nie szkodzi im to zupełnie. Przy okazji coś Wam powiem – jest pewne miejsce serwujące sushi, aktualnie wypada popaść w zachwyt nad tymże. Wszystkie ryby, jakie serwują są mrożone. Koniec tematu.

Porcje są rozsądne i po przystawce i głównym czujemy się syci, ale co złego zrobi nam ananas? Do tego zjedzony na spółkę. Deser zamawiamy z czystej ciekawości, oto bowiem ćwiartka owocu jest lekko grillowana i podana z chili, solą morską i… czosnkiem (19 zł). Rzecz niebywale prosta, ale połączenie smaków zupełnie wyjątkowe. Igiełki chili przebijające się przez słodycz ananasa, czy niespodziewane chrupnięcia kryształków soli są fajne, ale czosnek w tym kwartecie jest zdecydowanie najbardziej zaskakującym elementem. Razem, ale osobno – każdy smak jest wyraźnie wyczuwalny, jednak wspólnie tworzą absolutnie niebanalny deser.

IMG_6971

Kalaya jest nieskomplikowana, smaczna i dla ludzi. Warto się z nią zaprzyjaźnić. W menu, obok nowozelandzkiej jagnięciny, upolujecie też rodzimego Hereforda, więc jeśli nie przekonuje Was stek z emu, to na pewno znajdziecie coś bliższego polskiemu sercu. Jednak na emu namawiam gorąco.

Rachunek.

pigs5

Magda

Info

www fb
ul. Jasna 26, 00-054 Warszawa

Spodobał ci się wpis? Podziel się z przyjaciółmi!