Najpopularniejszy w Polsce blog z kategorii food&travel
CZYTASZ

Tapas Bar Romesco – ludziom dobrej roboty sz...

Tapas Bar Romesco – ludziom dobrej roboty szacunek i uznanie /Warszawa

Pamiętam ich z epizodu w Lunch Barze. Pasjonaci zakochani w kuchni hiszpańskiej. Wtedy szukali miejsca na swoją knajpę i kompletnie nas kupili zapiekankami z taleggio. Odnaleźliśmy ich dopiero na Bielanach i chyba oboje żałujemy, że dopiero teraz.

Ok, ok, wiedziałam o Romesco od dawna i wiedziałam, że któregoś dnia tam dotrzemy. Tylko zeszło nam trochę dłużej, niż planowaliśmy. Kuchnią włada Darek Opasek, stolików jest raptem kilka i w weekend lepiej zrobić rezerwację. Nie tylko my jesteśmy tacy mądrzy i Romesco ma coraz większą rzeszę wiernych wyznawców. Ma też całkiem przyzwoitą cavę w cenie 45 zł za butelkę. Jak ich nie lubić?

Menu jest wypisane kredą na tablicy i jest zaskakująco długie, jak na tak małą kuchnię. Kątem oka widzę uwijającego się za lada Darka Opaska, ale udaję, że wcale się wcześniej nie widzieliśmy i jestem tu przypadkiem. On szczęśliwie ma dużo pracy i chyba mnie nie rozpoznaje. Bardzo dobrze. Porozmawiamy sobie dopiero po zapłaceniu rachunku.

Tak więc zjedliśmy świetnie doprawiony, grillowany ser halloumi z warzywami i migdałami (19 zł). Prosta rzecz, ale spodobała mi się zabawa temperaturami – zimna marchewka z czerwoną fasolą, a na nich ciepły ser. To naprawdę robiło robotę. A poza tym taka opcja bezmięsna nie uwłacza podniebieniu żadnego wegetarianina.

IMG_0047

Oboje nas kompletnie rozłożyły na łopatki przegrzebki w sosie mango (29 zł). Doskonale delikatne, przygotowane w punkt, posypane gruboziarnistą solą, która fajnie chrupała między zębami, przełamując słodką hegemonię fenomenalnego, gęstego sosu z mango. To danie to absolutna petarda i obowiązkowy punkt programu w Romesco. Zakochacie się, obiecuję.

IMG_0050Jacek zjadł świetnie doprawioną musakę jagnięcą (29 zł) podaną z sadzonym jajkiem i prawdziwie hiszpańską tortillą. Żółtko rozkosznie mieszało się z mięsem, a tortilla smakowała dokładnie tak, jak w którymś z hiszpańskich tapas barów. Ja postawiłam na danie bezmięsne, czyli pisto manchego z serem taleggio (25 zł) – zapiekane warzywa, aromatyczne i delikatne, którym charakteru dodawał niezawodny, ciągnący się ser o wyraźnym smaku i zapachu.

Dawno nie było nam tak dobrze, mimo, że siedzieliśmy przy maleńkim stoliku na zewnątrz, przy ulicy i z widokiem na dość szpetną część Bielan. A to wszystko było tak bardzo bez znaczenia, zwłaszcza, gdy zobaczyłam ich wersję burgera, którą zamówił ktoś obok. Nie w bułce, a w chrupiącej bagietce. Jak nie przepadam, to takiego kanapersa bym wciągnęła bez kwęknięcia.

IMG_0057IMG_0055

Nie żebyśmy mieli miejsce na deser, ale z kronikarskiego obowiązku zdecydowaliśmy się na lody japońskie w cieście ryżowym (15 zł). Pewnie byłabym bardziej zachwycona, gdyby to były lody z zielonej herbaty, za którymi przepadam, ale fakt, że obie kulki zawinięte były w kleisty, lekko ciągnący się papier ryżowy wystarczył, by uznać ten deser za bardzo ciekawy i inny od wszystkich.

IMG_0063Można by się było czepiać, że mają też w menu mielonego. Ale ludzie tego chcą, więc dostają. Raczej skupiłabym się ta tym, aby zdążyć na ostatnią porcję flaków po madrycku, na które się nie załapaliśmy, bo zwyczajnie wyszły. Bardzo doceniam takie podejście i nie oburzam się, jeśli czegoś nie ma, bo już się tego dnia skończyło. To znaczy, że jest świeżo i następnym razem muszę tu przyjechać wcześniej.

Zapłaciliśmy i zajrzałam do kuchni. Nie po to, by zgłosić jakieś uwagi, lecz po to, by podziękować. Każdy lubi być doceniany, a im się należy. Za zaangażowanie, za jakiś rodzaj szczerości, który jest w tym jedzeniu, za pasję.

Trochę się zabujałam w Romesco. Mają świetne smaki, bardzo prawdziwe, wkładają w to miejsce masę energii i widać, że cały czas im się chce, że ich to cieszy, że się starają. Mimo zmęczenia są uśmiechnięci i chcą robić swoim gościom dobrze. A ludziom dobrej roboty szacunek i uznanie!

pigs5

Magda

Info

fb
al. Władysława Reymonta 15, Warszawa

Szef kuchni: Darek Opasek


  • je2bnik

    Nawiedziliśmy dopiero dziś, choć od dwóch lat mieszkamy 20 min. spacerem. Poziom utrzymany. Zupa z soczewicy i chorizo, turbodoładowana serem haloumi i grzankami powoduje niekontrolowany wyciek śliny (chociaż moim zdaniem ciut za słona, ale to raczej kombinacja składników a nie błąd kucharza). Czosnkowa z jajem sadzonym i serem manchego to jesienno-rozgrzewający odpał totalny. Bardzo ciekawe były pierogi z pastą z tuńczyka. Paella z kalmarami ok (kalmary stawiają delikatny opór, absolutnie nie są twarde czy gumowate). W naszym grillowanym serze haloumi zabrakło czerwonej fasoli, ale zorientowałem się dopiero jak wróciłem do domu i przeczytałem wpis na blogu. Nie wykluczone, że z powodu późnej pory fasola wyszła (były za to pomidory i czerwona cebula). Załadowani pod korek dobiliśmy się kremem katalońskim (jedną porcję rozebraliśmy na 3 os.) – coś jak marcepan w formie budyniu, z sosem z granatu – słitaśne. Rachunek poniżej 110 zł. Kulanie się do domu – gratis.