Najpopularniejszy w Polsce blog z kategorii food&travel

Belvedere – XXI wiek w Łazienkach Królewskich /Warszawa

Share on facebook
Share on twitter
Share on print
Share on email

Belvedere – jedna z najpiękniejszych, jeśli nie najpiękniejsza restauracja w Warszawie. Kiedyś z lekko PRL-owskim sznytem, dziś nie ustępuje na krok znacznie nowszym przybytkom. Belvedere nadąża. Nadąża świetnym produktem, szefem kuchni z nazwiskiem, nadąża interesującym menu.

Może szczypta tego PRL-u została w specyficznej manierze kelnerów. Z jednej strony profesjonalnych, a z drugiej sprawiających wrażenie, jakby byli z nieco innej epoki. Przed nimi jeszcze sporo szkoleń, przede wszystkim produktowych, bo mają spore luki. Ale za to synchroniczne serwowanie dań mają opanowane do perfekcji.

IMG_3938

W niedzielny wieczór jesteśmy jednymi z niewielu Polaków na sali. Świetne wrażenie robią podświetlane od dołu stoły. Jasne wyspy pośród tonącej w półmroku dżungli. Stąd zdjęcia nie porywają, ale musimy z tym żyć.

IMG_3944

Jacek zamawia menu degustacyjne, a ja a la carte. Najpierw dostajemy amuse bouche, mały kawałek koziego sera z jeżynami i konfiturą figową. Fajne, ale niezbyt odkrywcze. Zaraz później pojawia się marchew (32 zł), czyli moja perliczka z kasztanami i marchwią. Znakomicie przygotowane, delikatne, soczyste mięso przykryte bosko chrupiącą skórką. W ramach kontrapunktu marchewka niemal chrupiąca. To niewielkie danie jest naprawdę dobre.

IMG_3943IMG_3947

Podobnie zresztą, jak Jacka zupa z białych warzyw, w której dominują trzy smaki: topinamburu, pietruszki i orzechów laskowych. Nie wiem, ile jest w niej masła, ale wystarczająco, by mieć ochotę na mniej lub bardziej dyskretne wylizanie talerza. Kątem oka zauważam, że kilka osób przy sąsiednim stoliku ma podobny odruch. Może to tylko krem z Thermomixa, ale absolutnie smaczny.

IMG_3954

Chwilę później pojawia się tatar wołowy z marynowanymi kurkami i ziemią z pumpernikla. Nie odnajdziemy tu zbyt wielu dodatków, ale nie uważam, by była to wada. W ogóle mam taką tatarową filozofię, że najbardziej lubię czuć dobrej jakości mięso, a dodatki to rzecz drugoplanowa. Ten jest bardzo subtelnie doprawiony z wybijającym się na pierwszy plan smakiem mięsa. Choć mielony i powinni za to dostać na gołą dupę.

Zmilczę prezentację cielęciny (79 zł), ale oddam honor jej delikatności i obłędnie przygotowanej grasicy, która jej towarzyszy – delikatnej wewnątrz i lekko chrupiącej z wierzchu, ewidentnie szybko podsmażonej w wysokiej temperaturze. Fajnym akcentem jest tu też palony por, który dodaje nieco ciemnych nut. Zaś salsefii mogłoby nie być i nikt by nie zauważył.

IMG_3957

Jacek zadowolony mlaszcze nad sumem o mięsie rozpadającym się na płatki i przyrumienionej skórce. Są tu nuty mleka kokosowego i trawy cytrynowej, czyli niezbyt oczywiste połączenie, jeśli chodzi o suma, a jakże trafione. Puree, które znajdujemy pod filetem jest lekko mdłe, ale to bardziej detal i czepliwość, niż jakaś realna wada tego dania.

IMG_3961

Sernik z białej czekolady nie jest najlepszym sernikiem w mieście, ale go goni, ewidentnie. Przyjemnie kremowy, towarzyszy mu subtelna piana z mleka podkręcona cynamonem. Fajne, skuteczne połączenie.

IMG_3965

Kelner poleca mille feuille (22 zł), więc postanawiam mu zaufać i dobrze czynię. Za ciasto powinni dostać jakąś nagrodę, albo chociaż wyróżnienie. Delikatne, pięknie rozwarstwione, do tego krem waniliowy, fenomenalny sorbet jeżynowy i nie ustępujący mu na krok sos jagodowy. Znakomite wydanie tego klasycznego deseru.

IMG_3968

Zupełnie o tym nie wiedząc trafiliśmy na weekendowe menu i obiecaliśmy sobie, że wrócimy do Belvedere na kolację w tygodniu. Bo nad kolacją w pełni panuje Marcin Przybysz i twierdzi, że już jest gotowy. Gotowy na nalot wybrednych blogerów.

Marcinie, nie znasz dnia, ani godziny.

Rachunek.

pigs5

Magda

Info

www fb
Agrykola 1, Warszawa

Share on facebook
Share on twitter
Share on print
Share on email

Dodaj komentarz