Najpopularniejszy w Polsce blog z kategorii food&travel
CZYTASZ

Catering dietetyczny LightBox Challenge – Ty...

Catering dietetyczny LightBox Challenge – Tydzień 1

Pierwszy tydzien przygody z cateringiem dietetycznym za mną. Jak to brzmi! Dieta, catering i przygoda to nie są słowa, które w naturze występują w jednym zdaniu. Jeśli nie wiesz o czym mówię kliknij tutaj.

Pierwszym zaskoczeniem była waga pudełka. To my aż TYLE jemy?
Później okazało się, że przygotowują lepszą granolę niż ja. Hmm. Ci ludzie z LightBox naprawdę wiedzą co robią.

Powiedzmy sobie jedno: to nigdy nie będzie wyglądało jak dania z gwiazdkowej kuchni. To jest jedzenie dostarczane w pudełkach. Ale ma jeden niepodważalny walor: jeśli jesteś wymagającą bestią i „jedzenie z pudełka” ci nie odpowiada, dwoma machnięciami lewej ręki zmienisz te dania w coś innego. Na przykład takie klopsy z sandacza z warzywami i brązowym ryżem błyskawicznie zmieniły się w ryżowo-rybno-warzywną sałatkę na ciepło, wystarczyło tylko widelcem rozgnieść klopsy i wszystko ze sobą wymieszać. Bo nie lubię klopsów. I też w porządku. Z prawie każdą potrawą można zrobić coś takiego wyłącznie dzięki przełożeniu jej na talerz.

Nie jest też nudno. W pierwszym tygodniu nie powtórzyło się nic. Poniżej kilka dość przypadkowych zdjęć posiłków z ostatnich sześciu dni:

2014-04-05

Pięć posiłków dziennie

Przyszło łatwo, ewidentnie to jest rytm, który mój organizm lubi najbardziej. Nie patrzę na zegarek, nie jestem robotem, żeby jeść na komendę. Mniej więcej po dwóch-trzech godzinach od ostatniego posiłku żołądek sam się przypomina. Fajnie, mam nadzieję, że już mu tak zostanie. Poza tym mając wszystko gotowe to jest tak łatwe, że jak się teraz nie przyzwyczaję, to już się nigdy nie przyzwyczaję.

Podoba mi się…

Podoba mi się brak konserwantów w tym jedzeniu. Bardzo polubiłam ich śniadania – codziennie inne musli czy kombinacja płatków, ziaren, orzechów, owoców świeżych i suszonych z jogurtem naturalnym. Podobają mi się składniki, które lubię: nasiona chia, jagody goji czy kapary i duża ilość warzyw. Podoba mi się różnorodność i naprawdę przemyślane pakowanie tych dań. Pokazałam wczoraj koledze takie pudełko z całodniowym prowiantem, a on na to: „Jakbyś w kosmos leciała”. Podoba mi się, że to jest półka „premium” od poczatku do końca, od śniadania do kolacji, od pudełka do komponowania potraw. A najbardziej mi się podoba to, że obierają za mnie mandarynki.

No dobrze, a co w takim razie mi się nie podoba? Przecież musi coś być!

Jest, jasne. To jest jedzenie gotowane właściwie bez dodatku soli, dietetyczne. Ja sól lubię i niektóre rzeczy doprawiam, ale uważam, że i tak wcale nieźle bronią się innymi przyprawami i ziołami. Wolałabym też, żeby sosy do mięsa były pakowane osobno, tak jak te do sałatek. No i to tyle.

Czy oszukiwałam?

Tak. Raz zamieniłam indyka w sosie paprykowym na banana. Nie lubię sosu paprykowego.

Czy to naprawde wszystkie grzechy?

No, dobra. Raz wypiłam kubek rosołu od mamy, poza tym nie uprawiałam żadnego sportu. Cały tydzień leżałam chora w łóżku.

Czy wobec tego schudłam leżąc?

Ha! MINUS 2 (słownie: DWA) KILOGRAMY! Oto zwycięstwo umysłu nad materią!

Tak sobie myślę, że na koniec zrobię zestawienie zdjęć wagi, tydzień po tygodniu. No i już się nie mogę doczekać, kiedy zmieszczę się w pewne spodnie z szalonym printem. Myślę, że za dwa tygodnie będą pasowały jak ulał.

Po więcej zdjęć i bieżących informacji zajrzyj na nasz instagram i fb. Niedługo urządzimy sobie fajną zabawę na instagramie, więc jeśli chcesz zobaczyć co jem przez cały dzień i sprawdzić czy to jest dieta dla ciebie, to wiesz co robić.

 Magda