Najpopularniejszy w Polsce blog z kategorii food&travel
CZYTASZ

Wrocław – bardzo subiektywny przewodnik gast...

Wrocław – bardzo subiektywny przewodnik gastronomiczny

To jest lista otwarta, którą będę aktualizowała w miarę kolejnych wizyt we Wrocławiu. Chętnie przyjmę też Wasze rekomendacje. Tak się jakoś składa, że niezbyt często wpadamy do Wrocławia, ale jak już wpadamy, to jemy na potęgę. Bo Wrocław gastronomicznie rozwija się jak szatan!

Dinette

Chyba jedno z najmodniejszych miejsc ostatnio. Nie znam nikogo, kto będąc we Wrocławiu nie zameldował się w Dinette chociaż raz. Dużo wysiłku włożono w wystrój, trochę mniej w szkolenie obsługi, wciąż jednak śniadania przez cały dzień, koktajle ze świeżych warzyw i owoców, czy bąbelki od samego rana to fajna rzecz. Nie chwalą się, że pracują na najlepszych produktach i dobrze, bo to raczej średnia półka. Ale tak długo, jak nie robią z tego religii – jestem z tym ok. Fajne miejsce, żeby zacząć dzień, ale chętnie dowiem się jakie są inne warte uwagi śniadaniownie.

Gdzie?
pl. Teatralny 8, Wrocław

Kres

Kres to nasze odkrycie sprzed mniej więcej roku. Kuchnia ukraińska w cudownie domowym wydaniu. Za sterami cała rodzina i wierzcie mi, można tam się poczuć tak zaopiekowanym, jakby zaprosili cię do własnego domu. Jedzenie jest szczere, uczciwe i tak smaczne, że ciężko oderwać się od talerza. Pełna recenzja i więcej zdjęć tutaj.

Gdzie?
ul. Ofiar Oświęcimskich 19, Wrocław

Taszka

Taszkę pokochałam z miejsca. Jest śliczna, przytulna, sprzyjająca rozleniwieniu, podskubywaniu kolejnych (świetnych!) przekąsek i popijaniu wina. O dziwno znajduje się w Rynku i przeczy wszystkim teoriom, że w tak turystycznych miejscach nie da się zjeść nic godnego. Da się i to bardzo! Mają cudowne krokiety z bacalhau o wnętrzu delikatnym jak chmurka i idealnie chrupiącej panierce, mają doskonale delikatną ośmiornicę, ale mają też pho i banh mi, co trochę mnie dziwi, a trochę śmieszy, bo do całej niezaprzeczalnej portugalskości tego miejsca wcale nie trzeba już dokładać Wietnamu. Nie zmienia to jednak faktu, że wrócę na pewno. I może nawet zjem pho. Tak dla jaj.

Gdzie?
Rynek 53/55, Wrocław

Olszewskiego 128

Tym razem Jacek wybrał się tu sam, a ja poszłam w inne miejsce. Czasem, kiedy czasu jest mało, trzeba się rozdzielić. Wiem już, że muszę tu wrócić, bo zasługują na pełną recenzję. Obsługa jest bardzo profesjonalna, dokładnie wiedzą co sprzedają, a od wejścia pachnie dobrym jedzeniem. To zawsze są dobre znaki.

Świetny, podkręcony chrzanem barszcz, idealnie delikatny dorsz w chrupiącym panko, w puree dużo masła, dwa rodzaje własnego chleba, wśród przystawek hummus o idealnie zbalansowanym smaku, a ponadto – co ważne – nic nie trzeba było doprawiać, bo wszystko, co wyszło z kuchni było doskonale smaczne. W menu znajdziecie też takie ciekawostki, jak tatar z serca wołowego, a po lunchu należą się dwie kulki lodów serwowane z okienka przy wejściu. Do tego ceny frontem do klienta.

Gdzie?
ul. Olszewskiego 128, Wrocław

Mennicza Fusion

gdzie zjeść we wrocławiu

Świetna kuchnia z półki fine diningowej. Pełna recenzja tutaj. Zdecydowanie warto wpaść tu na kolację, bowiem smaki są dopracowane, jakościowy produkt wybija się na pierwszy plan i taki właśnie fine dining cenię. Tu nie ma tej zbędnej dyskoteki, której zadaniem jest ukrycie braków warsztatowych szefa kuchni. Tu dodatki są tylko potrzebnym i wdzięcznym tłem dla tego, co na talerzu najważniejsze.

Do tego świetny domowy chleb, przyjemna obsługa i wyraźne, jednoznaczne smaki.

Gdzie?
ul. Mennicza 24, Wrocław

Vivere Italiano

Wszystko to, co Polacy lubią najbardziej. Prawdziwa włoska kuchnia, na włoskim produkcie, za sterami także Włoch. Warto celować w owoce morza, bo dbają o ich świeżość, ale zjecie tu także niezłą pizzę i makarony (oczywiście). No i tak mocarnego negroni jeszcze w Polsce nie piłam.

Na zdjęciu ośmiornica z ziemniakami gotowana w pomidorach. Prosta rzecz, a cieszy. Dużo tu smaku, ale też bez zbędnych komplikacji. Powiedziałabym, że to takie domowe gotowanie podlane solidną porcją jakościowej oliwy. W weekendy Vivere Italiano masowo okupowane jest przez Włochów, więc możecie się poczuć prawie jak intruzi. To urocze.

Gdzie?
ul. Ofiar Oświęcimskich 21, Wrocław

Szajnochy 11

Tu mam bardzo mieszane uczucia. Z jednej strony to ładne miejsce i szalenie chwalone. A z drugiej… Jest wczesne popołudnie, na sali ja sama jedna, trzy kelnerki w okolicach baru i nie czuję się jakoś szczególnie zaopiekowana, nie wychodzą poza minimum, a nad pustym talerzem i równie pustą szklanką medytuję wystarczająco długo, aby mnie to zaczęło drażnić. Ale już mniejsza o to. Na pewno cudem jest rolka z tatarem z przegrzebków o idealnie zbalansowanym smaku. Gorzej wypada gyutataki ze szapragami i dość twardą, ciągnącą się polędwicą wołową – w całości kompletnie pozbawione smaku. W obu przypadkach kawałki są tak duże, że grożą wywichnięciem szczęki. Ale to wszystko nie ma znaczenia w obliczu największego wałka, z jakim zetknęłam się w ostatnim czasie w polskiej gastronomii. W menu stoi tatar z krabów i krewetek (40 zł). Kraba i pacierza nie odmawiam, więc decyzja zapada błyskawicznie.

I teraz skupcie się: owy tatar składa się z jednej pociętej w cieniutkie paseczki krewetki i porwanych na włókna… paluszków krabowych. No, kurwa mać! I nawet nie zamierzam pisać, że pardon le mot. Żadne tam pardon. Paluszki krabowe to jest syf i malaria, nie ma w nich mięsa z kraba, tylko jakiś najpodlejszy miał z ryb oraz cała tablica Mendelejewa. Nie wspominam już o tym, że 100g tego gówna kosztuje coś koło dwóch złotych. A tu twierdzą, że jest to tatar (!) z kraba (!) i sprzedają za cztery dychy. Ja jestem w stanie wiele wybaczyć i wiele zrozumieć, ale robienia z ludzi debili nie wybaczam nigdy. Rozgrzebałam, zapłakałam i podziękowałam za ten cud sztuki kulinarnej, co nie przeszkadzało kelnerce umieścić go na rachunku.

Tak więc sami rozważcie czy chcecie tam iść, czy nie. Rolka z sanżakami była pyszna. Ale niesmak pozostał.

Gdzie?
ul. Szajnochy 11, Wrocław

Nanan

Wnętrze jest śliczne – różowe, pluszowe, mięciutkie i tak przytulne, że ko, ko ko. Takie pudełeczko z czekoladkami najwyższej próby. A realia są takie, że ciastka mają jeszcze trochę niedopracowane. Smaki są niezłe, jednak kremy ciut przyciężkie, brakuje też tej perfekcji w wykonaniu. Myślę, że to kwestia czasu i praktyki. Natomiast na pewno warto u nich zgrzeszyć eklerką. Lub kilkoma. Eklerki mają wyjątkowo dobre i te z serca Wam polecam. Z nazwą nie dyskutuję, ale jej uderzające podobieństwo do mojego ulubionego Umam jest… hm.

Gdzie?
ul. Kotlarska 32, Wrocław

Roma

Ja wiem, wiem, lodziarni we Wrocławiu jest od groma i każda ma swoich wyznawców, ale Roma to dla mnie taki łącznik z przeszłością. Te smaki naprawdę wywołują we mnie wspomnienie dzieciństwa, wzruszają. Żałuję, że mam do Romy tak daleko, bo latem byłabym tam codziennie. Więcej o wrocławskich lodziarniach pisałam tutaj, a naszą z mozołem tworzoną Lodową Mapę Polski znajdziecie tutaj.

Gdzie?
ul. Ludwika Rydygiera 5, Wrocław

c.d.n.

Magda


  • Moj chlop uwielbia Piec na Szewskiej bo cala rezydenture sie tam stolowal – moim zdaniem nic specjalnego, ale nie zdarza nam sie odwiedzac Wrocka bez wizyty w Piecu. Ja sie ostatnim razem zakochalam w Bernardzie; lody kminkowe <3

  • masakra z tym ‚krabem’

  • Z tym tatarem to przegięcie ! Nie zajrzę tam na pewno. Dinette faktycznie modne, przy kolejnej wizycie na pewno odwiedzę. Chętnie też sprawdzę Kres. A Giselle ? miałaś okazję być? Pozdrawiam !

  • Simon

    Najlepsze co jadłem – restauracja CZARY MARY nieopodal dworca głównego. Polecam

  • Kasia Turcz

    Jeżeli docieniasz szczerą i smaczną kuchnię, bez przerostu formy nad treścią, autentyczną, to Taszka się nie umywa do Pinto Peri-Peri & Grill, ul. Uniwersytecka 11/12.

  • A myślałam, że tylko ja mam zbyt wygórowane wymagania w stosunku do Nanan 🙂 Jednak po spróbowaniu monodeserów w Umam już nic nie smakuje tak samo 😉 Faktycznie w smaku deserów z Nanan czegoś mi brakuje. Do Taszki z pewnością się wybiorę przy najbliższej wizycie we Wrocławiu! Jeszcze wiele kulinarnych odkryć na wrocławskiej scenie gastronomicznej przede mną 🙂

  • Masza

    Mam tylko uwagę językową do kraba – powinno być „ów krab”, a nie „owy” 🙂

  • Marta Dobrzańska

    czy ja wiem, byłam tydzień temu w Romie i czułam samo mleko w proszku…

  • Patrycja

    Koniecznie idźcie na śniadanie do Margaux miód i mleko, zdecydowanie lepsze niż w Dinette

  • Natalia Wcisło

    Osiem Misek – dziecko rewelacyjnego food trucka, mieści się na Włodkowica. Świetne miejsce, i choć borykają się z niekończącymi się problemami technicznymi, jedzenie jest najwyższej próby 😀

  • Matt Radzi

    a gdzie Food Art Gallery?

  • We Wrocławiu robią jedne z najlepszych pizz pod słońcem. Piec na szewskiej, niezły dym.

  • Lary

    Sushi w Szajnochy 11? Pomyłka! Absolutnie najlepsza „suszarnia” we Wro to Yemsetu na Karłowicach!

  • Agnieszka

    Taszka jest w mojej ocenie fantastycznym miejscem, z genialnym wystrojem, pięknymi meblami; do tego – ma raczej niespotykany we wrocławskich winotekach samoobsługowy nalewak 🙂 dotąd bywałam często – dla wina, dla pysznego tosta z sardelą i cudnym sosem pomidorowym, dla muzyki. Próbowałam w Taszce niemal wszystkiego – różnych win, menu degustacyjnego, wszystkich przystawek. Wraz ze zmianą menu, ceny skoczyły o jakieś 40%. Prezentowana na zdjęciu sałatka z ośmiornicy kosztuje 36 zł. Tost z tuńczykiem kosztuje 34 zł. Na litość boską… obie pozycje to przystawki; miseczka na sałatkę nieco większa od talerzyka na sos sojowy a tost to niewielka, cienka kromka chleba z niewielką porcją tataru z tuńczyka. Rachunek na 250 zł za niewielki, degustacyjny posiłek z butelką wina dla dwóch osób uważam za przesadnie wysoki i nie znajdujący uzasadnienia w tym, co podano.
    Podobnie Szajnochy 11 – numer jeden dla wielu fanów surowej ryby, winduje ceny do poziomu nie znajdującego uzasadnienia w jakości, wielkości dania etc. Nie będzie odkryciem przypuszczenie, że dusi oba miejsca czynsz. Na surową rybę zatem wg mnie warto się pofatygować na płd Wrocławia – w okolice ul. Zwycięskiej, Wyścigowej. Tam koledzy chłopaków z Szajnochy prowadzą niejedną suszarnię a nawet boski sklep rybny 🙂

    • bea

      rynek niestety to rynek 🙂 efekt czynszow:) dlatego jesli chodzi o sushi polecam Yemsetu , co do taszki mam te same wrazenia – wszystko niby super ale relacja ilosci do ceny , i to tylko przystawek ,niestety tragiczna. Podobne odczucia co do Pho w menu – nie mozna by tak prosta portugalska zupe rybna z glowami?:)

  • malgorzata szady

    Na sniadanie zawsze wracam do Conceptu stu mostow na ul. Dlugosza 😀 Do odwiedzenia tez restauracja Jasna na ul.Wlodkowica – pyszne „tradycyjne” potrawy w nowoczesniejszym wydaniu 😀 Polecam 😀

  • Anna Adriana Lewandowska

    Wybieram się do Wrocławia za krótki urlop w sierpniu. Dziękuję za polecenie, pozwiedzam z chęcią!

  • Joanna

    Spróbujcie wpaść do Cza Ku Bistro na Psim Polu – od zup i prawdziwego włoskiego obiadu, po kawę, lemoniadę (nie, nie syf z syropu…) i desery – wszystko jest tam pyszne.
    Kres przegrał dla mnie życie, od momentu gdy spróbowałam tam barszczu – torebka knorr+trochę fasoli. Mączne dania też smakują jak garmażerka 🙁
    Za to, otworzyło się ukraińskie bistro koło Jana Pawła – Lviv. W życiu nie jadłam lepszych serniczków, placków, barszczu…Jak tam zjem, to (na chwilę) staję się lepszym człowiekiem 😀

  • Magdo, spróbuj zjeść w Mango Mama na św. Mikołaja – już przy samym wejściu pięknie pachnie dobrze przyprawionym jedzeniem i jeśli chcesz coś z wyższej półki, to obsługa na wysokim poziomie i wyszukane potrawy zaserwują Ci w restauracji Grape przy ul. Parkowej. Obie te restauracje odwiedziłam kilka miesięcy temu i mam nadzieję, że nadal trzymają poziom :).