Najpopularniejszy w Polsce blog z kategorii food&travel

List otwarty do Beaty Szydło

Szanowna Pani Beato,

Być może to dziwne, że zabieram głos w tej sprawie na łamach bloga, na którym dotychczas słowo „macica” nie pojawiło się nigdy. Jestem jednak kobietą w wieku rozrodczym i takową posiadam, więc sprawa dotyczy mnie bezpośrednio. Przez trzydzieści lat życia przywykłam, że decyduję o mojej macicy samodzielnie, toteż w kontekście nadchodzących zmian w zapisach ustawy antyaborcyjnej czuję się trochę nieswojo i korzystając z okazji chciałabym podzielić się z Panią moimi obawami.

Pani Beato, wraz z moim partnerem, pardon, konkubentem, rozważamy możliwość posiadania potomka. Jesteśmy obecnie w fazie zastanawiania się czy to już dobry moment dla nas, czy może jeszcze nie. Dotychczas wizja posiadania dziecka jawiła mi się raczej w pastelowych barwach. Jest oczywiście wiele argumentów za, ale jak każda kobieta, którą macierzyństwo dopiero czeka obawiam się, czy będziemy mieli tak duże szczęście, że nasze dziecko będzie silne i zdrowe. Jest to dla mnie przemyślenie zupełnie nowe, bo ta obawa zakiełkowała w mojej głowie dopiero niedawno, kiedy zrozumiałam, że jeśli coś pójdzie nie tak, to w majestacie prawa nikt nie udzieli mi pomocy. Przecież to może przytrafić się każdemu. Pani Beato, ja się po prostu zaczynam bać, zwłaszcza kiedy czytam jakże aktualny wywiad z profesorem Dębskim, który w przeciwieństwie do wielu członków obecnego rządu zdobył swój tytuł głową.

Mam takie życzenie, aby urodzić dziecko z miłości, a nie z przymusu. Mam też życzenie, aby żyć w kraju, który daje mi wolność, a w trudnych chwilach wsparcie. Ostatecznie, wraz z innymi posiadaczkami macic, finansujemy tego kraju istnienie.

Jeśli to ma być sposób na odmłodzenie społeczeństwa, to nomen-omen jest to pomysł roniony. Nikt przy zdrowych zmysłach nie usuwa zdrowej, planowanej ciąży. Czasy PRL-u, kiedy aborcja na życzenie była dostępna dla wszystkich i często traktowana jak antykoncepcja minęły bezpowrotnie. Tu chodzi wyłącznie o zdrowie i bezpieczeństwo kobiet, którym tego bezpieczeństwa chcecie odmówić. To naprawdę nie fair w stosunku do kogoś, kto was utrzymuje i znosi te wszystkie brewerie, które od kilku miesięcy odprawiacie.

Instynkt macierzyński mam raczej umiarkowany, liczę że w pełni rozkwitnie tuż po powiciu potomka. Tak przynajmniej zapewniają koleżanki, które to doświadczenie mają już za sobą. Nie mam powodu, aby im nie wierzyć. I ja, Pani Beato, obawiam się, że jeśli z tą ciążą coś będzie nie tak lub będzie zagrażała mojemu życiu, to będę musiała umrzeć lub urodzić kalekie dziecko, które z powodu swojego kalectwa będzie miało krótkie i straszne życie. Wolałabym jednak nie umierać i Pani też by wolała żebym nie umierała, Pani Beato, bo wraz z moim konkubentem płacimy duże podatki i one na pewno się przydadzą, kiedy będziecie wypłacać 500+. Nie wiem jednak, czy kiedykolwiek będę beneficjentką tego programu, ponieważ pomysł zaostrzenia ustawy antyaborcyjnej zasiał we mnie dużą wątpliwość. Zawsze byłam zwolenniczką dużej wolności i wiem na pewno, że nie chcę wychowywać dzieci w kraju, który narzuca mi co mam myśleć, w co wierzyć i kiedy rodzić.

Martwi mnie, Pani Beato, ciemnogród w który z każdym kolejnym kalekim zapisanym paragrafem zmienia się Polska. Raczej dobrze mi się tutaj żyło, ale ostatnio targają mną pewne wątpliwości i zastanawiam się, czy zdążę uciec przed zamknięciem granic.

Z tą ciążą to jeszcze nic pewnego, takie gdybanie na razie, lecz dziś solidaryzuję się z kobietami jak nigdy wcześniej. Nie wiem, czy umiem się postawić w sytuacji zgwałconej kobiety, ale wiem, że ten koszmar może zdarzyć się każdej z nas. Nie wiem też, czy znajdzie się posiadaczka macicy, która powie, że chciałaby urodzić dziecko z gwałtu. Ja wiem, że nie chciałabym. Ale co tam kobieta, o nastolatkach pomówmy. Dajmy na to taka dwunastoletnia dziewczynka. Dlaczego po koszmarze gwałtu będzie musiała przechodzić przez koszmar aborcji w głębokim podziemiu? Bo przecież tak to się skończy. Jeśli oczywiście jej rodziców będzie w ogóle na taki zabieg stać. Jeśli nie, to dziecko, które powije trafi pewnie do domu dziecka. A domy dziecka utrzymujemy my, podatnicy. Również ci z macicami. Za leczenie dzieci z poważnymi wadami genetycznymi też płacimy my. Czy zdaje sobie Pani sprawę, Pani Beato, ile by z tego było 500+? Koniecznie musicie to jeszcze raz policzyć w excelu.

Tak sobie myślę, Pani Beato, że Episkopat też nie powinien nam zaglądać pod spódnice, bo zaglądać pod spódnice nieswojej babie to grzech i trzeba się później z niego spowiadać. Ja wiem, że ten excel zgadza się bardziej, bo chrzest to przecież wydatek niebagatelny, ale mam pewną obawę czy ostatnie wspólne działania rządu i kościoła nie wywołają przypadkiem lawiny aktów apostazji. Może tak być.

Korzystając z okazji, podobnie jak tysiące Polek, chciałabym zdać Pani relację z przebiegu mojego cyklu. Otóż cykle mam wyjątkowo regularne, obecnie owuluję, jednak w kontekście niewesołych przemyśleń, którymi podzieliłam się z Panią powyżej czuję przez skórę, że w tym miesiącu także zmarnuję moje bezcenne dla Polski jajeczka. Chyba po prostu mam #TrudnyOkres.

Magda