Najpopularniejszy w Polsce blog z kategorii food&travel
CZYTASZ

Jak w restauracji nie wyjść na palanta? Wersja dla...

Jak w restauracji nie wyjść na palanta? Wersja dla opornych

„Klient” to określenie aktualnie obraźliwe. W restauracji jest „Gość”. Gość, koniecznie przed duże „G”. Nie daj borze (od „boru”, a nie „boga”) nazwać takiego „klientem”, awantura murowana. Preferowany rodzaj awantury: internetowa gównoburza. Nigdy w cztery oczy. Przecież on tu przychodzi wydać hajs, ma wymagania i w związku z tym jest Gościem-Służcie-Mi-Uniżenie-Natychmiast.

Jeśli już nad czymś się pastwię, to nad złym jedzeniem, a rykoszetem obrywają szefowie kuchni. Ale może choć raz spójrzmy w lustro i odpowiedzmy sobie na jedno ważne pytanie: czy jesteśmy w tej nierównej walce krystalicznie czyści? My, klienci – pardon – Goście restauracji? Bo nie wydaje mi się.

Łatwo jest całą winę za własne niezadowolenie przerzucić na kelnera, kucharza, jedzenie, restaurację. Czasem czytam tak kuriozalne opinie „Gości”, że z serca współczuję restauratorom, którzy z zasady muszą to brać na klatę i kajać się przed… No właśnie, przed kim? Zwykle nie są to stali klienci, tylko przypadkowe ziomeczki, które na co dzień szarpią chleb baltonowski z pasztetem z puszki jak Reksio szynkę, ale jak już raz na dwa miesiące szarpną się na restaurację, to muszą z tego wyciągnąć 200%. Z dopompowaniem sobie ego włącznie.

1. Rezerwacja

Dwa podstawowe słowa: ZRÓB/ODWOŁAJ. Gastronomia to nieprzewidywalny biznes. Czasem restauracja jest pełna, a czasem świeci pustkami. Rezerwacje to dla szefa kuchni doskonałe narzędzie, które pomaga mu zarządzać kuchnią i np. marnować mniej jedzenia. Ale jeśli wiesz, że nie przyjdziesz – zadzwoń i odwołaj. Bądź kulturalnym człowiekiem i nie pozwól, aby ktoś bez sensu na ciebie czekał czy blokował stolik, który mogą zająć inni goście. Odwoływanie rezerwacji to nie wstyd, tylko normalna praktyka wszędzie na świecie.

2. Nastawienie

Naprawdę myślisz, że twoje samopoczucie nie wpływa na to, jak odbierzesz doświadczenie, jakim jest wizyta w restauracji? Kobieta z PMS-em jest w stanie znaleźć każdą dziurę w całym, nawet jeśli nie ma ani jednej. Wiem, bo co miesiąc tego zaszczytu dostępuję. Oceniając restaurację pamiętaj, jaki miałeś wtedy humor. Może byłeś tak wściekły po rozmowie z szefem, że nawet kobieta o trzech cyckach nie byłaby w stanie cię zadowolić, nie mówiąc o kawałku mięsa z sałatą? Serio, warto łapać dystans do samego siebie. Dlatego czasem te restauracyjne wrażenia warto podzielić przez dwa i spróbować ocenić je po czasie, kiedy emocje opadną. Bo ludzie są jak zwierciadła – podchodzą do nas tak, jak my podchodzimy do nich, więc może kelner czując twoją oschłość nie rozkwitł przed tobą jak róża, a to z kolei pogłębiło twoje niezadowolenie. Mogło tak być, prawda?

3. Otwartość

Jak już do tej restauracji idziesz, to nie torpeduj wszystkiego, czego nie znasz. Ja wiem, że w przyrodzie rządzą instynkty i czasem najlepszą formą obrony przed tym, czego nie znamy jest atak, ale to nie to miejsce i nie ten czas. Dziś szefowie kuchni wychodzą z pudełka, łamią schematy, więc zachowaj otwartość w sercu. Spróbuj czegoś nowego, ciesz się tym. Nie bądź betonem, który sarka na wszystko, czego wcześniej nie widział. A jak czegoś nie wiesz lub nie znasz, to pytaj. To nie jest wstyd, tylko przejaw normalności.

4. Kultura osobista

Klucz do każdej sytuacji życiowej. Jeśli podchodzisz do ludzi z uprzejmością, zwykle odwdzięczają ci się tym samym. Cham jest tylko chamem, który zostawia po sobie nieprzyjemne wrażenia. Nie bądź chamem, to jest naprawdę słabe. Nie pstrykaj na kelnera, nie podnoś głosu, bądź uprzejmy, zdobądź się na uśmiech. W ten sposób podnosisz szansę na to, że on odpowie ci uśmiechem o jakieś 100%. To ma być przyjemność! Ale też pamiętaj o tym, że nie jesteś w restauracji sam. Nie każde miejsce jest idealnym wyborem dla rodzin z małymi dziećmi, więc warto myśleć nie tylko o sobie, ale także o innych.

5. Szacunek

Fakt, że to ty płacisz rachunek nie oznacza, że należy ci się więcej szacunku, niż reszcie świata. Szacunek to coś, co należy się wszystkim z automatu, chyba że zapracowali na jego brak. Niech ci się więc nie wydaje, że wolno ci wszystko, że możesz poniżyć kelnera i zachowywać się jak buc. Nikt ci tego głośno nie powie, ale niewidzialna etykietka buca przylgnie do ciebie już na zawsze. A jak wrócisz do tej restauracji, to możesz być pewien, że kelnerzy między sobą napomkną coś o „tym bucu przy stoliku w rogu”. Tak, to będzie o tobie. Szanuj ludzi, oni naprawdę ciężko pracują po to, aby tobie było miło i smacznie.

6. Smakuje/nie smakuje

Mów o tym zawsze. Nie bądź cichociemnym dopierdalaczem internetowym, bądź człowiekiem. Jeśli coś ci nie smakowało, to powiedz o tym kelnerowi lub szefowi kuchni, jeśli ten będzie miał czas z tobą porozmawiać. Dobrze by było, abyś umiał też wskazać dlaczego konkretnie ci nie smakowało, zamiast rzucić coś równie pustego jak „to po prostu nie moje smaki”. Daj kucharzowi wskazówkę, to pomaga mu gotować jeszcze lepiej i doskonalić warsztat. I nie awanturuj się, przecież wszystko można powiedzieć normalnie. Często przyciszony głos jest lepiej słyszalny, niż krzyk. Jeśli coś jest nie tak, zawsze bez wyjątku mówię o tym obsłudze lub szefowi kuchni, dlatego żaden nie jest zaskoczony późniejszą recenzją na blogu. A jeśli ci smakowało? Przekaż podziękowania dla kuchni. To jest naprawdę budujące, kiedy ktoś chwali twoją pracę i wszyscy o tym świetnie wiemy.

Natomiast wysokie noty w konkursie na żenadę tygodnia zawsze otrzymują goście, którzy zjadają 90% porcji, po czym informują kelnera, że im nie smakowało. Oczywiście liczą, że nie znajdą tego dania na rachunku. Ja wiem czy mi nie smakuje po pierwszym kęsie, ewentualnie trzech. Naprawdę nie wiem jak ja to robię… Może jestem bogiem?

7. Napiwek

Poza sytuacją, w której ewidentnie zawodzi serwis – daję zawsze. Więcej o rozkminach napiwkowych przeczytacie w tym tekście. Nie rób siary, daj te 10%. Chyba cię stać, skoro chodzisz do restauracji, prawda?

8. Opinia o restauracji

Każdy jest wolnym człowiekiem i pisze w internecie, co mu się podoba. Ale jak już zabierasz się za pisanie opinii o restauracji i wiesz, że będzie ona negatywna, to skup się na konkretach: co jadłeś, dlaczego ci nie smakowało, co nie odpowiadało ci w zachowaniu kelnerów. Nie wal tekstów w stylu „to nie mój klimat”, „jedzenie słabe”. Nie no, Sherlocku, dzięki za te cenne rady! Odmieniły nasze życie! Niech twoja krytyka będzie konstruktywna i niech płynie z niej jakaś nauka dla samej restauracji.

Jest też pewien rodzaj ludzi, którzy wiernie korzystają z różnych usług, wracają do tych samych knajp, są zachwyceni, kelnerzy już znają ich ulubione dania, sielanka. Raz, drugi, piętnasty. Ale za szesnastym coś idzie nie tak. Zupa jest za słona, kelner za wolny, woda zbyt mokra. Co się wtedy dzieje? Wracają cichutko do domu, otwierają laptopika i… Wreszcie na scenę wchodzą ONI, cali na biało. I zaczyna się napierdalanka, że tak lubili to miejsce, wielokrotnie podkreślają, że są STAŁYMI GOŚĆMI (aż do dziś, oczywiście) i zawsze było tak dobrze, a tu taka wpadka! O, nie, nigdy więcej tu nie wrócą! Skandal! Odejmują gwiazdkę za słoną zupę! I drugą za krzywą minę kelnera! I trzecią za odjęcie drugiej! No, spoko, ale dlaczego przy piętnastu poprzednich wizytach nie napisali, że jest dobrze, tylko dopiero przy szesnastej, kiedy zdarzyła się wpadka? Może oni też są z wpadki? Zastanówcie się nad tym.

Magda

foto: zuerich.com