Najpopularniejszy w Polsce blog z kategorii food&travel
CZYTASZ

Napiwki – tak czy nie? A jeśli nie, to dlacz...

Napiwki – tak czy nie? A jeśli nie, to dlaczego?

Napiwek – drobna suma wręczana zwyczajowo za usługę kelnerom, szatniarzom, posłańcom itp. Tyle tytułem wstępu mówi Słownik języka polskiego PWN. Od siebie dodam jeszcze, że „zwyczajowo” to nie to samo, co „obowiązkowo”.

Skoro już ustaliliśmy, że napiwek jest ogólnie przyjętą, ale również dobrowolną formą podziękowania za usługi kelnera, to teraz czas na cztery podstawowe pytania.

Kiedy?

Zawsze, kiedy się należy. Za każdym razem mam w pamięci, że zostawiam tipa dlatego, że ktoś był dla mnie miły, że podał mi ciepłe jedzenie i po drodze mnie nim nie oblał, że po prostu dobrze wykonuje swoją pracę. Nawet w sytuacji, kiedy kuchnia mocno dała ciała, ale obsługa była dobra – zawsze zostawiam napiwek. Nie widzę powodu, aby karać kelnera za to, że kucharz ma kaca albo pokłócił się ze starą. Napiwek to miły ukłon w stronę drugiego człowieka, który sprawił, że twój wieczór był trochę lepszy.

Są też oczywiście sytuacje, kiedy idziemy do restauracji większą grupą i jeśli w menu jest informacja, że w takim przypadku serwis automatycznie zostanie doliczony do rachunku, to kompletnie nie poczuwam się do tego, aby coś jeszcze zostawiać. Chyba, że obsługa była naprawdę świetna.

Ile?

Zależy gdzie, w Polsce 10%. Choć w Nowym Jorku nie wypada zostawić mniej, niż 20%. Przed podróżami warto takie rzeczy sprawdzić, żeby się nie wygłupiać. Jednej rzeczy nie róbcie nigdy – nie zostawiajcie wysupłanych z kieszeni żółtych klepaków o łącznej wartości 48 gr. Dla kelnera to jak dostać w twarz. Albo nie zostawiajcie nic, albo 10%. Lub więcej, jeśli serwis był ponadprzeciętnie dobry. Kelnerzy mają niskie pensje i gdyby nie napiwki, to wierzcie mi – wszędzie byłaby samoobsługa. Tak więc doceniajmy kelnerów, bo zawsze mogą nam napluć do zupy.

Jak?

Płacąc kartą zwykle nie ma problemu, aby do rachunku doliczyć napiwek, ale wtedy pamiętaj, że być może w całości trafi do kieszeni właściciela knajpy lub zostanie podzielony między cała załogę. Finalnie do ręki kelnera trafi znacznie mniej lub… nic. Zawsze warto mieć mniejsze nominały w portfelu właśnie na okoliczność napiwku – szkoła stara, ale jara. Pro tip: w sushi barach często daje się napiwki sushi masterowi, zwłaszcza, jeśli siedzimy przy barze.

A jeśli nie, to dlaczego?

Dlatego, że serwis był kiepski. I TYLKO dlatego. Skoro jest to rodzaj podziękowania kelnerowi za dobrą pracę, to bierzmy pod uwagę tylko te aspekty naszego restauracyjnego doświadczenia, na które ten rzeczywiście miał wpływ. Warto poluzować poślady, poświęcić sekundę na proces myślowy i nie wyżywać się na kelnerze, bo a) szef kupuje kiepskie mięso, b) jest słaba wentylacja, c) z kanalizacji ciągnie trupem. To wszystko nie jego wina, on jest tylko jadłopodawcą. W takich i podobnych sytuacjach należy zaprosić do tanga szefa lub managera i powierzyć mu swoje gorzkie żale. Bądźmy dla siebie ludźmi. Kiedyś zostawiłam tipa kelnerce, która pół torebki zalała mi herbatą. Przecież nie zrobiła tego specjalnie, na litość boską!

Jestem raczej miłym człowiekiem, nie przenoszę swoich frustracji na cały otaczający mnie świat, więc w restauracjach też nie jestem kłopotliwym gościem. Nie drę mordy, że jestem znaną blogerką i już ja ich obsmaruję w internetach, po prostu spokojnie zajmuję stolik gdzieś na uboczu i patrzę co się będzie działo dalej. Jeśli kelner (lub kelnerka, ofkors) konsekwentnie udaje, że mnie nie widzi, jest opryskliwy, bezczelny, ewidentnie jest w tym miejscu za karę, to ode mnie tipa nie dostanie. Nie po to chodzę do restauracji, żeby użerać się z fochami obcych ludzi.

Kelner ma bowiem jasno przypisaną rolę: ma podać jedzenie, udzielić wszelkich informacji i zadbać, aby niczego nam nie brakowało. Preferowane tematy rozmowy: najlepsze dania w menu, pogoda, nadchodzący weekend, pogoda w nadchodzący weekend.

Rocket science to to nie jest. Na dobrą sprawę wystarczy uśmiech i odrobina dobrej woli, aby wybrnąć z nawet najbardziej niezręcznej wpadki.

Za to nie podobają mi się fochy, kozaczenie „bo ja mam menu w małym paluszku” i późniejsze mieszanie zamówień, nie podobają mi się też ewidentne braki w warsztacie. To ostatnie szczególnie kłuje oczy w tych trochę lepszych restauracjach, kiedy kelner czasem nie wie czy już może zabrać talerz, bo jakby sztućce nie leżały, to jemu i tak jest wszystko jedno, albo sommelier nie wącha korka i leje do kieliszka korkowe wino. Te wszystkie rzeczy się zdarzają, część z nich jest winą właścicieli restauracji, bo nie szkolą personelu, ale trzeba czegoś więcej aby mnie do siebie zrazić…

To musi być prawdziwy wirtuoz grania na nerwach. Albo zwykły cham. Nie daję napiwków wtedy, kiedy kelner zachowuje się na tyle odpychająco, że już nie chcę do tej restauracji wrócić.

Tyle pisania, a to takie proste.

Magda

Spodobał ci się tekst? Podziel się ze znajomymi!