Najpopularniejszy w Polsce blog z kategorii food&travel
CZYTASZ

Dlaczego lajk ma znaczenie i jak go wykorzystać do...

Dlaczego lajk ma znaczenie i jak go wykorzystać do zarządzania swoim Facebookiem

Mam kilka ulubionych blogów, które czytam regularnie, a do napisania tego tekstu natchnęła mnie autorka jednego z nich. Na ich opiniach polegam, jak na Zawiszy. I zawsze, zawsze lajkuję ich posty. Nie dlatego, że znam autorów, albo z powodu własnych sympatii. Lajkuję, bo rozumiem, jak to działa. Ale nie wszyscy muszą wiedzieć jak działa facebookowy Edge Rank, dlatego pomyślałam, że napisanie tego krótkiego postu będzie fajne nie tylko z punktu widzenia mojego bloga, ale też użyteczności tych informacji dla Was.

Po pierwsze i najbardziej oczywiste – wchodzenie w jakąkolwiek interakcję z danym fanpagem sprawia, że treści przezeń publikowane pojawiają się na Twoim wallu. Czyli na fejsie Twoim, po prostu. Jeśli przez jakiś czas ani nie komentujesz, nie udostępniasz, ani nie lajkujesz mądry Facebook przestaje Ci pokazywać treści publikowane przez ten konkretny fanpage. Dzieje się tak dlatego, że algorytm Facebooka uznaje je za mało dla Ciebie interesujące, co nie zawsze jest prawdą. Jeśli więc przez dłuższy czas nie widzisz żadnych nowych postów z ulubionego fanpage’a to nie znaczy, że on przestał publikować, tylko Ty od dłuższego czasu nie wszedłeś z nim w żadną interakcję i Facebook „myśli”, że już Cię to nie interesuje. Choć może bardzo te posty lubiłeś czytać. Daj lajka i zmień to.

Po drugie – Twój lajk ma znaczenie. I teraz będzie z mojego punktu widzenia. Dla nas, blogerów, to jak nagroda za dobrze wykonaną pracę. Przecież my nie piszemy dla siebie, tylko dla Ciebie. Jeśli więc nie dostajemy od Ciebie żadnej informacji zwrotnej w postaci komentarza, udostępnienia czy lajka jest nam trochę smutno. Trochę nam to podcina skrzydła. My naprawdę tego potrzebujemy, aby mieć motywację i rozwijać się dla Ciebie. Twój lajk jest dla nas nagrodą, formą uznania naszej pracy. I jestem przekonana, że mówię teraz w imieniu większości blogerów (albo wszystkich, bo jeśli ktoś twierdzi inaczej, to na bank kłamie). Czasem statystyki szybują, a zupełnie nie przekłada się to na interakcję na Facebooku. I wtedy nie wiem, podobało Ci się, czy nie? Jeśli Ci się podobało – daj lajka. On dla nas ma znaczenie i mówi, że zrobiliśmy dobrą robotę. A poza tym bardzo pomaga dotrzeć z fajną treścią do szerszej publiczności.

Po trzecie – lajk jest narzędziem w Twoich rękach. To taki sposób na Facebooka. Czasem zdarza mi się lajkować nawet słabsze posty. Jeśli cenię dany fanpage, wiem, że zwykle trzyma poziom i chcę, aby wszystkie jego treści do mnie docierały – lajkuję. Bez tego Facebook nie ma pojęcia co mi się naprawdę podoba. Dlatego z całkowitym wyrachowaniem wykorzystuję narzędzie, jakim jest lajk do tego, aby mój wall nie był zaśmiecony przypadkowymi postami, lecz pokazywał mi tylko to, co naprawdę lubię.

Po czwarte – magiczne słowo „sponsorowany”. Obstawiam, że bardzo wielu użytkowników Facebooka, jeśli przy poście widzi słowo „sponsorowany”, nie kliknie, ani nie zalajkuje z czystej złośliwości. Bo jak „sponsorowany”, to na złość mu nic nie dam, niech nie zarabia, niech robi te wszystkie materiały, ale żre kurz. To zabawne, bo słowo „sponsorowany” pojawia się przy postach, które to ja sponsoruję z własnej kieszeni, aby mogły do Was dotrzeć. Tak to jest, że Facebook tnie zasięgi wszystkim po równo i jeśli chcę do Was z jakąś treścią dotrzeć, to muszę za to zapłacić Facebookowi.

To nie jest tak, że teraz napiszę o etosie i znoju związanym z prowadzeniem bloga. Ale napiszę Wam, jak to wygląda od drugiej strony. Oprócz blogowania mam swoje małe , średnie i duże projekty, o których nie trąbię, bo nie czuję takiej potrzeby. Czuję się blogerką na pełny etat i tego się trzymajmy. To już blisko sześć lat, kiedy blog jest ze mną każdego dnia, na każdym wyjeździe, wyjściu do knajpy na kolację, po godzinach i w trakcie. Blog jest ze mną non stop i na pewno wiecie o tym z Facebooka i Instagramu. Nie ma dnia, abym chociaż raz czegoś fajnego Wam tam nie wrzuciła. W pracy można zamknąć za sobą drzwi i wyjechać na weekend. Blog jedzie ze mną. Zawsze.

Nie skarżę się, naprawdę to lubię, wciąż mi się chce, wciąż mam do tego zapał i energię, a co najważniejsze – lubię Was. Nie wiem skąd do nas przyszliście, gdzieś z internetów. Jesteście fajni i inni blogerzy mogą mi zazdrościć tak wyluzowanej, lubiącej żarty społeczności. Przepadam za kontaktem z Wami. Problem polega na tym, że zaraz znikniemy sobie z pola widzenia, bo Facebook dąży do wyzerowania zasięgów wszystkim, którzy nie są Waszymi znajomymi. W praktyce wygląda to tak, że nagle Wasz feed pełen stał się kolejnych fotek dzieci Waszych koleżanek (jak kiedyś Nasza Klasa), a nie ma w nim w ogóle treści od profili, które śledzicie, bo Was po prostu interesują. Nie mnie oceniać czy ta polityka jest dobra dla kogokolwiek poza kieszenią Marka Zuckerberga, ale pewnie zgodzicie się ze mną, że wszyscy traktujemy fejsa jak źródło informacji wszelakich i odcięcie przeciętnych użytkowników od tych treści jest po prostu głupie. W sumie za darmo produkujemy ten content, abyście mogli z niego korzystać, a w tej chwili coraz częściej musimy nie tylko go produkować, lecz jeszcze płacić za to, żebyście mogli z niego skorzystać. Dla mnie to wygląda jak doskonałe pole dla konkurencyjnego, bardziej egalitarnego portalu. Zobaczymy co się będzie działo. A póki co, abyście zupełnie nie stracili z oczu ulubionych profili zróbcie to:

 

Blog to nieustanne myślenie o czym napiszę, jaką knajpę dla Was sprawdzę, co fajnego wykopię na wyjeździe, aby z czystym sumieniem Wam to polecić i byście cieszyli się tak, jak ja. Ciągłe notowanie miliona różnych informacji, aby zdać relację jak najlepiej. To są zdjęcia, Instagram, Facebook, często pisanie nocą lub wcześnie rano, kiedy wszyscy jeszcze śpią. Ja już nie wiem jak to jest zjeść obiad w knajpie i bezmyślnie gapić się w okno. Bywa, że to ściganie się z czasem, aby nie zawalić innych obowiązków, miliony notatek i pisanie w takim czy innym środku transportu. Są teksty, które wymagają więcej pracy, niż możecie sobie wyobrazić. Albo więcej samozaparcia.

Czasem są teksty, które pieszczę, perełki, teksty w których jest masa pracy i masa serca, wiele zarwanych godzin snu. Tak było na przykład z Czarnogórą, którą macie opisaną jak na tacy. Dokładnie wszystkie warte zobaczenia miejsca, a nawet więcej. Pamiętam, że aby zrobić to naprawdę dobrze, podczas tego wyjazdu prawie nie spałam. A później widzę pod takim postem trzydzieści lajków. Czasem jest mi naprawdę smutno. I właśnie dlatego ten tytułowy lajk ma znaczenie. Bo mówi mi: „Magda, podobało im się! Dajesz, dajesz, nie przestajesz!”. Nie krępujcie się więc i bądźcie wobec swoich ulubionych blogerów hojni. Oni się tym naprawdę cieszą. I ja też.

Magda

foto: wired.com