Najpopularniejszy w Polsce blog z kategorii food&travel
CZYTASZ

Gdzie zjeść w Trójmieście? 22 sprawdzone adresy na...

Gdzie zjeść w Trójmieście? 22 sprawdzone adresy na każdą okazję

Od roku zbierałam materiał do tego postu. Wpadam do Trójmiasta regularnie, także zimą. Jest tam coś takiego, że mnie ciągnie i zawsze wyjeżdżam z niedosytem. No i gastronomicznie Trójmiasto rozwija się świetnie, szczególnie Gdynia, choć są na liście miejsca nie tylko nowe, ale również te, które na stałe wrosły w trójmiejski krajobraz. Jak zwykle chętnie przyjmę wszelkie Wasze rekomendacje, bowiem listę zamierzam aktualizować.

 

Na śniadanie

Dolce Vita

Uwielbiam. Dolce Vita to włoskie delikatesy, ale można w nich zjeść świetne śniadanie i napić się dobrej kawy. Można też do śniadania przyjąć kieliszek niezłego wina – co kto lubi. Ja mam stały repertuar: burrata, mortadela, pomidorki koktajlowe. Naprawdę nie trzeba mi więcej do pełni szczęścia, bo takie śniadanie teleportuje mnie prosto do Włoch. A to wszystko przy samym dworcu PKP.

Gdzie?
ul. Dworcowa 11, Sopot

Aleja 40

Wpadliśmy tu ze znajomymi na śniadanie. Wiem, że od południa jest już karta obiadowa, ale nie jadłam, to się nie wypowiem. Menu śniadaniowe jest dość rozbudowane, są zdrowe opcje, ale jest też śniadanie angielskie czy polskie. Są soki warzyno-owocowe i jest dobra kawa. Jest bardzo dobra jajecznica i znakomite pasty do chleba. Uwagę mam tylko do pieczywa, ale połowicznie – dobry ciemny chleb z ziarnami, za to kiepska bagietka (przypuszczam, że z mrożonki). Poza tym jednym detalem miejsce poleca się uwadze.

Gdzie?
al. Marszałka Józefa Piłsudskiego 40, Gdynia

 

Na obiad lub kolację

Bulaj

Klasyka gatunku. Są fanatycy, są i ci mniej zadowoleni, ale biorąc pod uwagę, że Bulaj świetnie radzi sobie na rynku od wielu lat – tych pierwszych musi być więcej. Ja to miejsce po prostu lubię. Wiem, że zawsze zjem tu dobrą rybę, że napiję się dobrego wina, pobujam w hamaczku i bosą stopą wyjdę wprost na plażę. Aha – i zawsze, ale to zawsze trafiam tu na super uprzejmą obsługę.

Gdzie?
al. F. Mamuszki 22, Sopot

Cyrano et Roxane

Kolejne miejsce na sopockiej mapie, które modom się nie kłania. Cyrano et Roxane odkryłam trzy albo cztery lata temu, idąc deptakiem z coraz bardziej zwieszoną głową, bo wszędzie ten sam turystyczny shit. Aż wreszcie to nieco ukryte przed wścibskim okiem miejsce znienacka zanęciło zapachem. Weszłam, zjadłam, przepadłam. Fenomenalne foie gras, jeszcze lepszy kuskus, przepisy mamy właściciela, Francuza, pieczołowicie odtwarzane przy jednym z najbardziej turystycznych deptaków w Polsce. Do tego szeroka selekcja win, dobry produkt i ludzie, którzy naprawdę mają pojęcie o gotowaniu. Bardzo polecam.

Gdzie?
al. Bohaterów Monte Cassino 11, Sopot

Sztuczka

Otworzyła się z wielkim hukiem, bo z miejsca została okrzyknięta hitem sezonu. Niby fine dining, ale w przyzwoitych cenach. Niby elegancko, ale czuję się tam zupełnie luźno. To niewielka restauracja, w której możecie się spodziewać dużej zręczności w łączeniu smaków, pięknie podanych dań i uprzejmej obsługi. Bardzo zapadły mi w pamięć ich ozory cielęce o konsystencji masła, znakomity tatar podany z lardo i absolutnie porywający żurek. Niestety menu zmiennym jest, ale myślę, że warto dać się zabrać na tą wycieczkę. Jest pyszna.

Gdzie?
ul. Antoniego Abrahama 40, (wejście od strony ul. Władysława IV), Gdynia

Biały Królik

Nie powiem, że to jest totalny zachwyt. Ale powiem, że jest naprawdę dobrze i spokojnie możecie tu zaprosić dziewczynę na elegancką kolację. Jak na fine dining na tym poziomie i w takich wnętrzach ceny są umiarkowane i chwała im za to. Pracują na sezonowych produktach, bawią się formą, a czasem puszczają oko do gościa podając barszcz z… kiszonego hibiskusa. Bardzo smaczny barszcz.

Gdzie?
ul. Folwarczna 2, Gdynia

Malika

Comfort food w wersji północnoafrykańskiej. Jeśli traficie w menu na niespotykane w Polsce połączenie smaków, na przykład gęsinę z cukrem pudrem, to idźcie w to jak w dym. Będziecie zaskoczeni. Mają też bardzo dobry hummus, więc zamówcie go koniecznie. Malika karmi od serca i szalenie smacznie. Właściwie to takie miejsce, z którego nie chce się wychodzić z przynajmniej dwóch powodów: bo jest miło oraz z przejedzenia.

Gdzie?
ul. Świętojańska 69B, Gdynia

Tłusta Kaczka

Bardzo przyjemne miejsce. Z moich obserwacji wynika, że jest lubiane przez rodziny z dziećmi. Przestrzeń jest ładnie i przytulnie zaaranżowana, a kuchnia serwuje porcje na tyle duże, by nikt nie wyszedł stąd głodny. Tłusta Kaczka karmi uczciwie, smacznie i w sposób zrozumiały dla wszystkich. Właściwie to idealne miejsce na niedzielny obiad – mają w menu i rosół (dość subtelny, bo chętnie zamawiany przez dzieci), i kaczkę, i dość klasyczne desery.

Gdzie?
ul. Spółdzielcza 2, Gdynia

Pieterwas Krew i woda

Jeden z częściej wymienianych adresów w ostatnich miesiącach. Moje spostrzeżenia są takie, że jedzenie smaczne, szczególną uwagę zwróciłabym na wątróbki drobiowe w gęstym, cudownie esencjonalnym sosie demi glace podkręconym czerwonym winem, natomiast zupełnie odwróciłabym głowę od zupy pho, która nie wiem po jaką cholerę jest w menu, jak z pho nie ma nic wspólnego, za to smakuje wyłącznie olejem sezamowym. Menu jest dość rozbudowane, więc każdy znajdzie tu dla siebie jakąś opcję. Uprzedzam jednak, że obsługa miewa problemy ze wzrokiem i czasem można sobie poczekać o kwadrans za długo.

Gdzie?
ul. Antoniego Abrahama 41, Gdynia

Zatoka Sztuki

Wiem, wiem – tego się nie spodziewaliście. To dobrze, lubię Was zaskakiwać. Z Zatoką Sztuki jest tak, że absolutnie nie naciskam, żebyście tam poszli w sezonie. Ale za to przez pozostałe dziesięć miesięcy – jak najbardziej. Wtedy zaczynają się tam dziać fajne rzeczy, na przykład weekendowe koncerty, w restauracji siedzą miejscowi, a kuchnia może się wreszcie wykazać. Za sterami jest młoda, piękna i uzdolniona Adriana Marczewska i jeśli kiedykolwiek traficie tam na pierogi z gęsiną, to od razu zamówcie dwie porcje. Raz z pewnym szalonym szefem kuchni rozebraliśmy trzy porcje, za każdym razem obiecując sobie, że to już ostatnia. Zatoka Sztuki karmi zajebiście – szok i niedowierzanie.

Gdzie?
al. F. Mamuszki 14, Sopot

Fedde Bistro

Kiedy trafiłam tu pierwszy raz, na śniadanie, menu wydało mi się dość ubogie i niezbyt pomysłowe. Ostatnio wpadliśmy do Fedde Bistro na kolację i jest naprawdę nieźle. Są opcje wege, jest sporo ryb i niezły wybór mięs. Jest przyzwoity tatar z kaczki i boskie żebro wołowe o mięsie rozpływającym się w ustach. Co prawda raviolo z żółtkiem i ricottą jadłam już lepsze, ale za to nadrabiają dobrym winem w przyzwoitych cenach. Jak dla mnie 4/5, czyli spokojnie można tu zjeść i wyjść całkiem zadowolonym.

Gdzie?
ul. Świętojańska 43, Gdynia

Eliksir

Pamiętam, że strasznie mnie wkurzyli nieprawdopodobnie długim czekaniem, a później zrobili mi tak dobrze jedzeniem, że natychmiast wszystko puściłam w niepamięć. Eliksir to także dobre miejsce na koktajl, ale ja nie o tym. Jeśli traficie tu na chłodnik, to nie zastanawiajcie się ani sekundy. To samo z kopytkami. W ogóle wszystko jest tu dobre, ale nie zapomnijcie zostawić sobie miejsca w brzuszku, bo obok jest mój najprzeulubieńszy Umam, o którym niżej.

Gdzie?
ul. Mariana Hemara 1, Gdańsk

Pobite Gary

Pobite Gary to doskonała odpowiedź na gastronomiczne potrzeby większości Polaków: porcje są obfite, ceny umiarkowane, a miejsce bardzo niezobowiązujące. Jest też dość tłusto i dla mnie to minus, ale pewnie znajdzie się wielu, którzy widzą to zupełnie inaczej. Knajpa lubiana przez rodziny z dziećmi. A więcej pisała o nich Edyta z bloga Madame Edith, z którą zresztą tam byłam. O, tutaj.

Gdzie?
ul. Bitwy Oliwskiej 34, Gdańsk

Serio

Jeśli byliście w Aioli albo Momu, to tu odnajdziecie silną inspirację. Ale jest też prawdziwy piec do pizzy i dobre, włoskie składniki. Mogłabym się przyczepić, że te bąble na rantach niezbyt chrupiące, bo to przecież pizza neapolitańska, ale się nie przyczepię. Jest smacznie i robią doskonały aperol spritz. Taki, jak we Włoszech, a nie jak w Polsce. Po prostu nie jest rozwodniony. To miłe.

Gdzie?
ul. 3 Maja 21, Gdynia

Dancing Anchor

Myślę, że w wielu umysłach wciąż pokutuje przekonanie, że restauracje hotelowe to nie jest dobry wybór. A ja Wam powiem, że to zależy od restauracji. Owszem, bywa różnie, ale coraz częściej dobre hotele mają też dobre restauracje i spokojnie można przyjść, zjeść coś dobrego i zupełnie nie narzekać.

Dancing Anchor w hotelu Puro ma nie tylko genialną lokalizację (w sercu Starego Miasta, które jak wiadomo obfituje w turystyczną paszę, więc to dodatkowy plus, że stanowi alternatywę), ale ma też bardzo przyjemną kuchnię. Ewidentnie ktoś tu ma zajawkę na azjatyckie smaki, bo w wielu daniach dość łatwo odnajdziecie te nutki. Ale to raczej tylko taki pieprzyk, a nie wierne odtwarzanie pierwowzorów. Tu szczególnie polecam makrelę glazurowaną w soi i earl greyu. Poza tym jest miło, przytulnie, kuchnia jest otwarta, co stanowi rzadkość w hotelach, a obsługa na piątkę z plusem. Jeśli więc będziecie spacerować po gdańskiej starówce pamiętajcie, że na wyciągnięcie ręki macie naprawdę dobrą restaurację z zupełnie rozsądnymi cenami.

Gdzie?
ul. Stągiewna 26, 80-750 Gdańsk

Tawerna Orłowska

O jak ja się cieszę, że wreszcie wpadłam tu na rybę. Tyle osób pyta gdzie w Trójmieście na dobrą rybę z widokiem na morze i sumienie nie pozwala mi polecić Baru Przystań w Sopocie, bo ten lata świetności ma ewidentnie za sobą. Ale za to w Tawernie zjedliśmy znakomitego dorsza z surówkami i frytami, a poprawiliśmy znakomicie soczystym miętusem z pieca podanym z sosem estragonowym. Zdecydowanie jest to dobre miejsce na ryby. No i porcje są więcej, niż uczciwe, co po długim spacerze brzegiem morza także nie jest bez znaczenia.

Gdzie?
ul. Orłowska 3, 81-522 Gdynia

Szarpanina

To jest świetna sprawa. Z oczywistych względów to miejsce skojarzyło mi się z warszawskimi Pogromcami Meatów, jednak tu jest nieco prościej, bowiem wsad do wielkich, wcale niezłych bułek stanowi idealnie przygotowana szarpana wieprzowina. No i dodatki. Mają też pyszne frytki z batata. Taka buła to równowartość naprawdę obfitego obiadu, więc miejcie to na uwadze. To jedzenie jest proste, pyszne i dające poczucie szczęścia. Taki comfort food, po prostu.

Gdzie?
ul. Wajdeloty 2, 80-437 Gdańsk

 

Na deser

Umam

Miłość do ciastek z Umamu deklarowałam wielokrotnie. Wracam tam jak pies do budy ilekroć mam okazję, a Rabarbarotka to jest mój osobisty hit. W ostatni weekend zjadłam w sumie trzy oraz kilka innych ciastek, bo jak wiadomo ciężka praca zaczyna się od pięciu w górę. Pełną reckę (pełną zachwytów) możecie przeczytać pod powyższym linkiem. Wiem, że się powtarzam, ale Umam to w kategorii nowoczesnego cukiernictwa ścisła polska czołówka.

Gdzie?
ul. Hemara 2, Gdańsk

Rosse Rosse

Kawiarnia śliczna jak cukierek, dla samego wnętrza warto tu wpaść. Mają piękną porcelanę, świetną kawę i herbaty, prosecco i na dokładkę dobre sery. A ciastka z Umamu. Mogłabym tu zamieszkać.

Gdzie?
ul. Świętojańska 45, Gdynia

Na lody: Miś i Cafe Mariola

Pisałam o nich jakiś czas temu. Tak naprawdę na liście mam jeszcze przynajmniej dwa miejsca z tradycjami i na pewno je sprawdzę, ale też chętnie przyjmę wszystkie Wasze rekomendacje. Oba te miejsca to trójmiejska klasyka i raczej takie mnie interesują, a na wszelkie nowości patrzę z dużą ostrożnością.

Gdzie?
Miś: ul. Sukiennicza 18, Gdańsk
Cafe Mariola: ul. Bolesława Prusa 24, Gdynia

 

Na drinka

Główna Osobowa

Wpadliśmy tu tuż przed północą na ostatniego drinka i teraz uwaga – naprawdę nieźle nas podkarmili. Nie wielkimi porcjami, a przekąskami. Podpłomyk wypadł słabiej, bo kompletnie pozbawiony chrupkości, ale już pasztet z kurzych wątróbek smakuje świetnie, zwłaszcza, że towarzyszy mu naprawdę dobry, chrupki i mocno kwaśny ogórek kiszony. Sałatka ziemniaczana dobra, choć mam pretensje o śledzia kiepskiej jakości, ale za to coś w rodzaju panierowanych i smażonych w głębokim tłuszczu paluszków z golonki to jest przebój. Tłuste to, niezdrowe i tak porywająco dobre, że wyrzuty sumienia odkładasz na bliżej nieokreśloną przyszłość i po prostu jesz. Jak prosiaczek.

Gdzie?
ul. Antoniego Abrahama 39, Gdynia

gdzie zjeść w trójmieście

gdzie zjeść w trójmieście

gdzie zjeść w trójmieście

gdzie zjeść w trójmieście

gdzie zjeść w trójmieście

gdzie zjeść w trójmieście

gdzie zjeść w trójmieście

biały królik, gdzie zjeść w gdyni, gdzie zjeść w trójmieście

biały królik, gdzie zjeść w gdyni, gdzie zjeść w trójmieście

eliksir gdynia

umam patisserie

eliksir gdynia

trojmiasto gdzie zjesc

trojmiasto gdzie zjesc

trojmiasto gdzie zjesc

trojmiasto gdzie zjesc

trojmiasto gdzie zjesc

trojmiasto gdzie zjesc

trojmiasto gdzie zjesc

trojmiasto gdzie zjesc

trojmiasto gdzie zjesc

trojmiasto gdzie zjesc

trojmiasto gdzie zjesc

trojmiasto gdzie zjesc
Smacznego!

Magda

P. S. Uprzedzając zawodzenia i lamenty dlaczego na liście nie znalazł się Bar Przystań – Bar Przystań był dobry, jak się otworzył. Teraz to masówka, średni w kierunku kiepskiego produkt i choć czasem zdarza mi się tam zjeść z powodu lokalizacji, to jednak na dobrą rybę częściej wybieram Bulaj, który też ma wyjście na plażę i znajduje się w podobnej odległości od Monciaka, tyle że w przeciwnym kierunku. A dla tych, co nie lubią czytać: Bar Przystań nie spełnia moich oczekiwań. Jak coś się w tej kwestii zmieni, to go dopiszę do listy.

Uważasz, że to pomocny post? To podaj dalej!