Najpopularniejszy w Polsce blog z kategorii food&travel
CZYTASZ

Biały Królik – restauracja dobra, ale nie aż...

Biały Królik – restauracja dobra, ale nie aż tak jak mówią

Biały Królik był na mojej liście właściwie od momentu, kiedy się otworzył. I dobrze, że dostał swój czas na rozruch. Teoria mówi, że kuchnia powinna być już powtarzalna i na stałym poziomie. A to zapewnia recenzji dłuższą przydatność do spożycia.

Wnętrze jest eleganckie i przestronne, a obsługa uderzająco profesjonalna. Wiecie, ostatnio restauratorzy mają duże kłopoty ze znalezieniem dobrych kelnerów. Bo „kelner” to w Polsce nie zawód, tylko epizod w życiu. A dobry kelner to nie tylko zestaw pewnych cech, lecz również całkiem obszerna wiedza. Wcale nie jest łatwo wykonywać tę pracę w taki sposób, żeby zapadać w pamięć jako ktoś ponadprzeciętny. I tu spotkało nas bardzo przyjemne doświadczenie – obsługa nienachalna, czujna, serdeczna, poza kilkoma detalami bezbłędna.

Mają bardzo dobre domowe pieczywo, szczególnie do gustu przypadł nam flat bread – twardy, chrupiący i z kminkiem. Natomiast amuse bouche jest rozkoszne, bo na chrupiącym gryczanym chipsie znajdujemy tylko masło i żel o smaku ogórków kiszonych, nie bez znaczenia są też maleńkie miotełki koperku. To proste, znajome smaki. Powiedziałabym, że domowe, ale w wyrafinowanej formie.

biały królik, gdzie zjeść w gdyni, gdzie zjeść w trójmieście

biały królik, gdzie zjeść w gdyni, gdzie zjeść w trójmieście

Zamawiamy dwie przystawki, dwie zupy i dwa główne, więc nie próbujemy całej karty, ale jednak sporą jej część. Pierwszą przystawką jest brandade z dorsza z ogórkiem, piklowaną cebulką i chipsami ziemniaczanymi (20 zł) i to jest świetna sprawa. Niejednorodne w strukturze brandade pozwala wyczuć kawałki delikatnego, soczystego dorsza, ale to świeży ogórek sprawa, że ta przystawka staje się lekka jak tchnienie i przywodzi na myśl wiosnę. Ja wiem, że teraz tylko korzeniowe, ale wierzcie mi – w ten deszczowy, paskudny dzień to danie było jak obietnica lepszego jutra. Przecież ta zima kiedyś musi minąć. Prawda?…

biały królik, gdzie zjeść w gdyni, gdzie zjeść w trójmieście

Nieźle wypada też moja terrina z królika (35 zł) – ma zwartą formę, ale z wyraźnymi kawałkami mięsa, natomiast wyjątkowo zgrabną przeciwwagę stanowi dla niej lekko słodki, miodny sos. Tu już rzeczywiście mamy jesienne warzywa – delikatnie piklowane buraki czy topinambur. Są chrupiące i lekko kwaśne. To zgrabne, zbalansowane połączenie.

biały królik, gdzie zjeść w gdyni, gdzie zjeść w trójmieście

Świetną sprawą jest barszcz z kiszonego hibiskusa (30 zł), rzeczywiście smakuje i wygląda jak barszcz, choć czuć w nim specyficzną nutę hibiskusa, a lekki zapach wędzonki pochodzi z wędzonych kości cielęcych, na których zupa została ugotowana. Lubię takie małe oszustwa. Wygląda jak barszcz, smakuje jak barszcz, myślisz – barszcz. A to hibiskus. Choć z burakiem, a kelnerka mówiła, że bez.

biały królik, gdzie zjeść w gdyni, gdzie zjeść w trójmieście

Widząc w menu zupę z raków (34 zł) nawet się nie zastanawiam. W raki wchodzę zawsze. I teraz tak… Fajnie, że towarzyszy jej crème fraîche i kawior z troci, ale trochę mniej mnie raduje pasek papryki misternie ułożony na dnie miseczki. Smak papryki odnajduję też w kremie, który kelnerka wlewa do talerza. A raków prawie wcale, bardziej się ich obecności domyślam. Smak papryki jest dość agresywny i tutaj też gra pierwsze skrzypce. Mam też uwagę do talerza – wysoka miseczka z załamującymi się ku środkowi rantami jest ładna, ale koszmarnie niewygodna i trzeba się trochę pogimnastykować, aby coś z niej wydobyć.

biały królik, gdzie zjeść w gdyni, gdzie zjeść w trójmieście

biały królik, gdzie zjeść w gdyni, gdzie zjeść w trójmieście

Nie najlepiej wypada też okoń morski z grasicą cielęcą (40 zł). Zjadam może połowę porcji i odpuszczam. Okoń, jak zeznaje kelnerka, gotowany metodą sous vide, a przed podaniem grillowany, ma dwie podstawowe wady: mięso jest suche i rozpada się jak trociny (z sous vide?!), a skóra, tak dla odmiany, jest miękka i mokra. Wolałabym jednak konfigurację „mięso soczyste, skórka chrupiąca”. Może przed podaniem warto byłoby wrzucić rybę na rozgrzane masło i przez chwilę bastować? Myślę, że to mogłoby pomóc. Grasica nie jest najdelikatniejszą, jaką jadłam, a kasza manna przygotowana jak polenta ma dwie wady: jest sucha i pozbawiona smaku. Okoniowi dziękujemy.

biały królik, gdzie zjeść w gdyni, gdzie zjeść w trójmieście

Ostatnie z dań głównych to antrykot z krokietami ziemniaczanymi i puree z pasternaku (60 zł). Tu jest przyzwoicie, ale nie oszałamiająco. Mięsu trochę brakuje delikatności, być może dlatego, że nie mają w zwyczaju pytać o stopień wysmażenia i „medium” to dla mnie już trochę przeciągnięte, zdecydowanie wolałabym muuuczące „rare”. Za to krokieciki rozkoszne – kremowe i delikatne wewnątrz, chrupiące i nie tłuste z wierzchu. Jednak ogólne wrażenie jest przy tej pozycji dość pozytywne.

biały królik, gdzie zjeść w gdyni, gdzie zjeść w trójmieście

Biały Królik zebrał sporo entuzjastycznych recenzji. Moje wrażenia są pozytywne, lecz stonowane. Z pewnością wrócę, ale nie jest to moje marzenie numer jeden przy najbliższej wizycie w Trójmieście. Warto też wspomnieć o cenach, które są naprawdę rozsądne. Gdyby Biały Królik był w Warszawie, to trzeba by było pomnożyć je przez dwa. A to trochę koi ból po rakowej i okoniu.

Rachunek.

pigs4

Magda

Info

www fb
ul. Folwarczna 2, 81-547 Gdynia

Szef kuchni: Marcin Popielarz

 


  • Emi

    „do gustu przypadł na flat bread” i trochę dalej „kopreku”. Nie lubię literówek na takich ładnych blogach ;d
    Poza tym fajny tekst, pozdrawiam 🙂