Najpopularniejszy w Polsce blog z kategorii food&travel
CZYTASZ

Szklarnia – nie wytrzymuje konkurencji /Wars...

Szklarnia – nie wytrzymuje konkurencji /Warszawa

Szklarnia zajęła miejsce Gemo w Soho Factory. Trzeba odwagi, by stanąć w szranki z takim mocarzem, jakim jest Warszawa Wschodnia. Gdyby tam było pięć knajp – prawdopodobnie obroniłyby się wszystkie, tak jak broni się cała OFF Piotrkowska. Bo to knajpiane zagłębie, więc wiadomo, że chodzi się tam jeść. Tu trzeba wybrać się specjalnie. I o ile specjalnie można się wybrać do Gesslera, bo magia lansu i nazwiska działa na niektórych jak światła samochodu na sarnę, o tyle wybrać się specjalnie do Szklarni można tylko z jednego powodu: z powodu fenomenalnego jedzenia.

Myślę sobie, że gdybym zapragnęła otworzyć w tym miejscu knajpę za jedynego konkurenta mając WW musiałabym być albo szalona, albo oferować poziom kuchni i obsługi, który kosi konkurencję jak rolnik zboże. Czy Szklarnia kosi jak rolnik? Nie. Czy właścicielki są szalone? Być może.

Nie chcę być Wiedźmą Ple Ple, ale nie wróżę im świetlanej przyszłości, chyba że na tempo to wszystko ogarną. W tej chwili lokal świeci pustkami, tak jak świeciło Gemo. Maleńka zabawkowa szklarenka właściwie nie usprawiedliwia nazwy, bo rosną w niej tylko ostre papryczki w kilku doniczkach, więc bardziej jest maskotką tego miejsca, gastrogadżetem, niż ma jakiś realny związek z kuchnią.

Długo mnie nie było w WW, bo o ile mają jasne punkty w menu, za którymi autentycznie przepadam, o tyle ciągle rotująca, pozyskana prawdopodobnie z pomocy dla powodzian obsługa, jest nie do zniesienia. Natomiast Szklarni byłam ciekawa właśnie w kontekście konkurencji. Zakładałam, że czymś się muszą bronić.

Szybki rajd przez menu ujawnia, że torcik z bakłażana, pomidorów i mozzarelli z orzechami nerkowca i pesto (23 zł.) jest pozbawiony jakiegokolwiek wyrazu i smaku. Do tego jest letni. Zakładam, że w pomyśle ser rozkosznie topił się na świetnej jakości pomidorach podkręconych pesto, a kawałki orzechów wesoło chrupały. Na talerzu nic się nie topi, do tego i pomidory i ser są miernej, supermarketowej jakości. Jakbym papier jadła. Nikt nie pomyślał też, że przyprawy mogą nadać nieco smaku. Widocznie przyprawy są przereklamowane. Bo że szklarenka nie jest w stanie sprostać potrzebom kuchni, to widać gołym okiem, ale skoro już bawimy się w cały ten kit, to chociaż warzywa kupujmy jako takiej jakości i nie pakujmy na talerz truskawek. W październiku!

Szklarnia Warszawa

Pierś kaczki z sałatą z bobu, kurek i poziomek (45 zł.) jest przede wszystkim zamordowana. Na śmierć. Fajny bób, fajne puree, nie ma poziomek, ale są maliny oraz kaczka – sztywny trup. Nie ma różowego, delikatnego mięska, o nie, jest szare sprzęgło. Kucharz tłumaczy się ustami kelnerki, że owszem, mam rację, ale niektórzy klienci nie lubią różowej kaczki, więc podają taką zamordowaną w nadziei, że dogodzą wszystkim. No więc nie dogodzą. Nie doliczyli mi tego do rachunku – za co im chwała. Wzięli na klatę – za co im chwała. Kelnerka bardzo przepraszała – za co im chwała. Ale coś Wam powiem – jeszcze się nie urodził taki, który by dogodził wszystkim. Skoro jednak chcecie podnieść rękawicę i przetrzeć szlaki na polu dogadzania, to może warto zapytać klienta, jaki stopień wysmażenia sobie życzy, zamiast dogadzać mu na siłę? Tak, to jest aż tak proste.

Szklarnia Warszawa3

Na koniec krewetki z owocowymi sosami – malina i chili, brzoskwinia i wanilia (43 zł.). Znowu mamy dolnopółkowy produkt z jakiejś ponurej, dalekowschodniej hodowli i to niestety wyraźnie czuć w mulistym, złym smaku. Oszczędzają, teraz już to wiem. Komuś się chciało zdjąć z krewetek pancerzyki, ale już oczyścić z przewodu pokarmowego nie. To jest coś, czego nie mogę znieść – pięknie oczyszczona, wygodna w konsumpcji krewetka, z wyraźną czarną żyłką, pardon le mot, gówna. Czy nie odbiera wam to apetytu? Bo mi tak.

Szklarnia Warszawa2

Obsługa jest przemiła, ale jedzenie jest ważniejsze. Doskonałe jedzenie wprawia mnie w tak dobry humor, że bez mrugnięcia okiem jestem w stanie znieść kelnera chama i jego cyrkowe popisy. W ogóle nie robi to na mnie wrażenia. W drugą stronę jest trudniej. Oczywiście doceniam, że się starają, ale ponownie: jedzenie jest ważniejsze.

Ja naprawdę nie mam nic przeciwko Szklarni. Ba! Z całego serca życzę nam wszystkim, żeby knajpy karmiły tak oszałamiająco dobrze, żebyśmy nie wiedzieli, gdzie dzisiaj pójść. Cudownie byłoby, gdyby w Soho otworzyło się jeszcze kilka restauracji, bo wtedy to miejsce zaczęłoby naprawdę tętnić życiem, a zdrowa konkurencja wymuszałaby trzymanie jakichkolwiek standardów. Niestety, droga Szklarnio – z takim produktem i smakiem, niebawem Warszawa Wschodnia wciągnie cię nosem, jak Amy Winehouse kreskę koksu.

pigs3

Magda

Info

www fb
ul. Mińska 25, Warszawa


  • Szanowna „Krytyko” czy mógłbym poprosić o wyjaśnienie sformułowania: „nie wróżę im świetlanej przyszłości, chyba że na tempo to wszystko ogarną”. Czym jest „ogarnianie na tempo”? Czy chodzi o tępo (tak jak nóż jest tępy)? Jeżeli tak to uważam, że powinno się użyć związku frazeologicznego „na chłodno”. A może to jakaś wiejska gwara i sformułowanie oznacza „na czas/ w odpowiednim czasie”?

    • Krytyka Kulinarna

      Szanowny Janku „Polonisto”, tak, to wiejska gwara ze wsi Warszawa. Oznacza „szybko”.