Najpopularniejszy w Polsce blog z kategorii food&travel
CZYTASZ

Ludzie: Prezes – zaklinacz koni /Bieszczady

Ludzie: Prezes – zaklinacz koni /Bieszczady

Bieszczady jak magnes przyciągają ludzi kolorowych, nieszablonowych, kochających wolność. Różne są też ich pomysły na życie – jedni odkrywają w sobie artystów, inni słabość do permanentnego stanu upojenia. A Prezes odkrył konie.

IMG_6412

Kiedy przyjechałam do Chmielu, gdzie wiele lat temu osiadł, skierowano mnie do stajni. No tak, mogłam się spodziewać, że właśnie tutaj go spotkam. Był zajęty, akurat wymieniał podkowy, więc miałam chwilę, by się rozejrzeć. Rysiek Krzeszewski swoje konie kocha i szanuje. Właściwie mają u niego jak u Pana Boga za piecem. Potężne pastwisko, wygodna stajnia i przede wszystkim szacunek. Wszędzie siodła, ogłowia, sakwy. Jeżdżę konno i lubię ten klimat, ale tutaj jest naprawdę magicznie.

IMG_6398

Kiedy kręciłam się wokół stajni, zrozumiałam, że tutaj wszystko podporządkowane jest koniom i tylko koniom. Zresztą kiedy Prezes osiadł w Chmielu, najpierw wybudował stajnię, a w niej wydzielił tylko mały pokoik dla siebie. Dopiero później myślał o budowie domu. Tyle tylko, że bieszczadowanie Prezesa zaczęło się dużo wcześniej. Właściwie ta stajnia z pokoikiem była już tylko konsekwencją.

IMG_6408

Rysiek przyjechał w Bieszczady w latach siedemdziesiątych. Przez kilka lat mieszkał w hipisowskiej komunie na Caryńskiem, podobnie jak wiele innych bieszczadzkich legend. Urządził się tam jak umiał najlepiej, postawił chatkę, szpary poutykał mchem, zbudował nawet piec. Żył dość beztrosko i z pewnością kolorowo, utrzymywał się ze zbierania zrzutów, czyli jelenich poroży i jagód na połoninach. To był wesoły czas, ale jeszcze wtedy nie podejrzewał, że z Bieszczadami zwiąże się na zawsze. Było tu i teraz, kwiaty we włosach, eksperymenty z narkotykami, których niektórzy nie udźwignęli, była prawdziwa wolność i żadnych dalekosiężnych planów. Aż przyjechała esbecja z Krosna i wszystkie chatki spaliła.

IMG_6415

Po tym epizodzie został Ryśkowi tylko różaniec, który szczęściem wisiał na drzewie i dlatego ocalał. To była jesień. Chwilę jeszcze przemieszkał tu i tam, a na Boże Narodzenie wrócił do rodzinnej Łodzi. Jest z zawodu tkaczem i nawet przez chwilę pracował w fabryce dywanów, ale jako że zawsze uważał Łódź za niezbyt interesujące miejsce do życia, gdy tylko trafiła się okazja wyjazdu do USA, bez zawahania z niej skorzystał.

Zarabiał na życie klasycznie, czyli ciężką pracą, ale uciułany grosz wydawał niestandardowo. Oto bowiem, kiedy zgromadził dość oszczędności, kupił samochód kempingowy i pojechał zwiedzać Dziki Zachód. Odwiedził rezerwaty Nawahów i Apaczów, zobaczył trochę innego świata, niż szara, komunistyczna rzeczywistość w ojczyźnie. Być może ta wyprawa jest praprzyczyną tak dużego zamiłowania Ryśka do jazdy w stylu western. Jego pobyt w Stanach zbiegł się z wybuchem Solidarności i pierwszymi promykami nadziei na normalność.

IMG_6410

Wrócił do Polski tuż przed stanem wojennym, który skutecznie odciął mu drogę powrotu, więc obrał jedyny słuszny azymut: Bieszczady. Przyjechał już z jakimś kapitałem, więc mógł kupić tych kilkanaście hektarów, na których urzęduje do dziś. Miał pomysł na biznes – chciał hodować owce. W tamtym czasie przedsięwzięcie dochodowe. Trochę się zadłużył i ruszył z interesem z kopyta. Dość szybko popyt na wełnę i skóry zmalał drastycznie, a Rysiek musiał wyjechać do Anglii, żeby spłacić długi. Po powrocie w Bieszczady miał czyste konto i żadnych środków do życia, więc najmował się do zrywki drewna. Odwiedzało go w tych latach wielu starych kumpli, czasem któryś zostawał na dłużej, co mogło oznaczać pół roku. Ale Prezes nikogo nie wyrzucał, dzielił się tym, co miał. A był i taki moment, że zakotwiczył u niego młody Janusz Zubow, z którego rzeźb przez chwilę obaj się utrzymywali.

IMG_6413

Bieszczady nie pieszczą, ale udzielają bezbłędnej odpowiedzi na pytanie: „Czy dam radę przetrwać?“. Rysiek od ognia dwukrotnie tracił swój bieszczadzki dach nad głową, dwukrotnie wydarzyło się to jesienią. Któregoś roku spaliła mu się stajnia z tym małym pomieszczeniem do spania i przy okazji całym dobytkiem. Bo przecież pieniędzy zarobionych przez lato nikt tu nie trzymał w banku, tylko w sienniku. Nie przetrwał nawet ten różaniec, który ostał mu się po poprzednim pożarze chałupy na Caryńskiem. Tylko Rysiek przetrwał. I jego konie.

Tym razem pomogli mu kumple – jedni się zrzucili, inni wzięli na przechowanie konie, a ktoś jeszcze dał mu dach nad głową. Wiosną zaczął budować dom, pierwszą zimę przemieszkał w podpiwniczeniu, powoli, krok po kroku, głównie siłą własnych mięśni postawił dom, stajnię i zapragnął stworzyć miejsce, w którym będzie można pojeździć konno, cieszyć się spokojem i magią Bieszczadów. I udało mu się. Bo Rysiek też się nie pieści, a życie w Bieszczadach hartuje.

IMG_6422

Dziś u Prezesa jest pięknie. Nie wątpię, że duża w tym też zasługa Joasi, jego żony, z którą ma dwoje dzieci i tak zwaną stabilizację. Konie mają u niego prawdziwy raj. Hektary pastwisk, naturę, miłość i zrozumienie. Rysiek przyjaźni się z nimi wszystkimi, wszystkie doskonale zna, a kiedy z nim rozmawiam, cieszy się, że wraz z zimą będzie miał mniej obowiązków i więcej czasu będzie mógł im poświęcić. Jest coś szczególnego w jego relacji z końmi. Pokładają się przed nim jak szczeniaki, łaszą, przymilają, a on ciepłym spojrzeniem przekonuje je, by robiły co chce.

U Ryśka można się zatrzymać, albo jeszcze lepiej – wybrać na konny rajd przez bieszczadzkie połoniny i bezdroża. Czasem nie spotyka się żywego ducha przez kilka dni, za to można chłonąć piękno gór do oszołomienia, spać przy ognisku i cieszyć niczym niezmąconym spokojem. To jest wyjątkowa przygoda i bardzo szczególne doświadczenie, bo więzi, jakie tworzą się nie tylko między ludźmi, ale przede wszystkim między jeźdźcem i koniem są absolutnie niepowtarzalne.

Magda

P.S. Prezesa i jego konie znajdziecie tutaj.

#MagiczneBieszczady to projekt, którego celem jest ukazanie niezwykłości tego regionu, piękna natury i historii mieszkańców. W Bieszczadach rozgrywa się akcja nowego serialu “Wataha”, którego premiera odbędzie się 12 października 2014 w HBO. Więcej na stronie: hbo.pl/magicznebieszczady

HBO_black


  • Znam Ryśka , wielki facet i prawdziwy zaklinacz koni czego byłem świadkiem. Spędziliśmy razem na koniach kilka październikowych dni wędrując po bieszczadzkich ostępach. Spaliśmy pod chmurką i gdzie się dało. Baśniowe nalewki towarzyszyły długim rozmowom. Pewnego ranka ktoś z naszej jeździeckiej grupy zauważył, że nasze konie samowolnie opuściły „parking” i poszły w cholerę. Rysiek tylko wstał ze swego barłogu koło ogniska , otrzepał się i wszedł na pobliskie wzniesienie. Popatrzył , gwizdnął i po chwili konie posłusznie wróciły . To jest zaklinacz, za prawdę powiadam Wam, jest !

    • Krytyka Kulinarna

      Zazdroszczę. Chyba w przyszłym roku też się wybiorę, bo to przygoda przez duże P, a nie jakieś tam all inc. pod palemką.