Najpopularniejszy w Polsce blog z kategorii food&travel
CZYTASZ

5 najlepszych bieszczadzkich serowarów i jeden inn...

5 najlepszych bieszczadzkich serowarów i jeden inny

Wbrew pozorom w Bieszczadach serowarów nie ma zbyt wielu, choć stragany w Wetlinie czy Cisnej uginają się od serów wszelakiej maści. Większość z nich pochodzi z hurtowni i nie dajcie sobie wcisnąć, że jest inaczej. Prawdziwe, dobre i uczciwe sery (ale nie tylko!) dostaniecie wyłącznie bezpośrednio u producentów. Poniżej lista do wydrukowania i wrzucenia do plecaka. W tych miejscach warto się zatrzymać i zrobić zapasy.

Nikos – najlepszy z najlepszych, czyli czar PGR-u

Bieszczady HBO5

Nikos Molonopulos to najprawdziwszy Grek, który tuż po maturze, w roku 1974 osiadł w Bieszczadach. Przyjechał tylko na wakacje i już nie wrócił. I nie przyjechał z Aten, gdzie ma obecnie dom, ale ze… Szczecina. Dostaniemy u niego krowiego hucuła, ale również bundz, sery solankowe i – a jakże – fetę, która najlepsza jest wiosną. Sam mówi, że optymalną mieszanką, z której produkuje wszystkie swoje sery jest mieszanka mleka krowiego (50%) oraz owczego i koziego (dwa ostatnie stanowią pozostałe 50%). Nikos rzeczywiście robi znakomite sery i bezwzględnie warto się u niego zatrzymać zmierzając z Leska w kierunku Ustrzyk Dolnych.

W tej chwili ma ponad 200 owiec, ok. 30 kóz i 13 krów rasy Simental i Czerwona Polska. Warto pamiętać, że poza fetą, jesienią jego produkty są znakomite, bo mleko krowie nabiera cech podobnych do mleka owczego, więc nawet jeśli tego ostatniego, z racji końca sezonu, już nie ma w składzie sera, ciężko ten fakt zauważyć.

Nikos swoją wiedzę przekazał blisko pięćdziesięciu osobom w Bieszczadach. Obecnie tylko dwie zajmują się produkcją sera.

Gdzie?
Wańkowa, po lewej stronie drogi. Czar PGR-u jest napisem, którego nie da się przegapić, zapewniam.

 

Przedbieszczady – sery kozie i dużo więcej

przedbieszczady1

Do Beaty i Zbyszka Wantułów zaglądamy późnym popołudniem, to własnie oni uczyli się u Nikosa. Właściwie już się ściemnia. Jesteśmy diablo głodni, ale postanawiamy o tym nie myśleć. Na miejscu okazuje się, że można u nich nie tylko kupić bardzo przyzwoite kozie sery, ale i zjeść domowy obiad. Barszcz ukraiński rozłożył mnie na łopatki, był genialny. Podobnie zresztą jak pierogi ze szpinakiem i drugie, z ziemniakami i boczkiem. Kiedy już zaspokoiliśmy głód, zaczęliśmy testować. Najpierw sery (chyba najbardziej przypadły nam do gustu te z czarnuszką i z czosnkiem niedźwiedzim, więc te właśnie kupiliśmy). Wszystkie ich sery są z czystego mleka koziego, wszystkie podpuszczkowe, o bardzo wyważonym smaku. A wszystko zaczęło się kilkanaście lat temu od jednej kozy, kiedy urodził im się syn i chcieli mu zapewnić mleko dobrej jakości…

Bieszczady HBO

Szybko okazało się, że robią też znakomite nalewki. Zwłaszcza jeżynowa i z owoców czarnego bzu zasługują na uwagę i duże brawa. Warto pochylić się też nad ich marynowanymi prawdziwkami czy sokiem z mniszka lekarskiego. Wszystko domowe i szalenie smaczne. Miejsce zdecydowanie warte uwagi.

Gdzie?
Wisłok Wielki 40, 38-543 Komańcza

Bieszczadzka Koza

Bieszczady HBO4

Można ich znaleźć w Smolniku skręcając tak, jak do restauracji Wilcza Jama i jadąc dalej w górę ku cerkwi drogą ułożoną z betonowych płyt. Ola i Miłosz Dybowscy, choć sery robią raptem od kilku lat, są bezkonkurencyjni. Ola ma smykałkę i wciąż się uczy. Zaczynała od trzech kóz, których mleko było poligonem doświadczalnym. Rok później było ich już 25, a obecnie 120 i myślą o powiększeniu stada. Ich podpuszczkowy ser z miętą jest fenomenalny. Absolutnie warto do nich zajrzeć i zrobić zapasy. Poza tym, że do szalenie mili ludzie, oferują produkt znakomitej jakości. Ich kozy ganiają samopas, pasą się na połoninach i dają świetne mleko, które oni zmieniają w wyjątkowo smaczne sery. Polecam szczególnie.

Gdzie?
Smolnik. Trzeba skręcić tak jak do cerkwi i Wilczej Jamy (nie do przeoczenia) i pojechać prosto drogą z betonowych płyt. Po ok. 200 m. będzie znak.

Bacówka przy Wielkiej Pętli

IMG_6253

Jadąc od Ustrzyk górnych w stronę Wetliny, mija się po lewej dwie bacówki. Niestety nie mają adresu, więc musicie kierować się wskazówkami. Tu mówimy o drugiej z kolei. Tam właśnie jest prawdziwy baca spod samiuśkich Tater, który robi i na miejscu wędzi znakomite oscypki. W tej chwili mają ponad 100 owiec, a ich ser zdobył pierwszą nagrodę na ubiegłorocznym Redyku Karpackim. Robią też bardzo smacznego hucuła z mleka krowiego. Warto się zatrzymać, coś kupić i pochylić głowę z szacunkiem przed blisko trzydziestoletnim doświadczeniem.

Bieszczady HBO3

Gdzie?
Wskazówki wyżej.

Bacówka w Osławicy – jeśli was nie wyrzucą na pysk, to warto kupić oscypek

IMG_6132

Tu robią prawdziwe oscypki i robią je prawdziwi górale, mają też – rzecz jasna – swoje owce. Drobne pięćset sztuk. Góral bywa małomówny i czasem też obcesowy, zwłaszcza w stosunku do jakiejś namolnej „redachtorki z Warsiawy“, co podjeżdża odpicowaną terenówką i chce go ciągnąć za język. W dupach się tym miastowym przewraca! A jakby tego było mało, on nie dość, że przeziębiony, to jeszcze głodny. Czyli zły.

Bieszczady HBO2Tak więc pomstując na czym świat stoi otwierał mi kolejne drzwi, pozwalał robić zdjęcia, a nawet poszedł ze mną do wędzarni i wyjął sery, abym mogła zrobić kilka fotek. Wciąż klnąc w mojej ulubionej gwarze. Ach, jak on pięknie klął! Powiedzmy, że to taki folklor i jakoś zupełnie się nie zraziłam, wprost przeciwnie, uprzejmie zapytałam: „No i co się tak dze?!“. Widziałam, że pyszczy dla zasady, ale agresja: 0. Toteż dalej robiłam swoje, słuchając o „sakramenckich casach“. Ale sery mają naprawdę dobre, więc czy baca w humorze, czy nie, warto się zatrzymać.

Gdzie?
Jadąc od Leska, Osławica znajduje się ok. 7 km. za Komańczą. Nie pomylcie z sąsiednim gospodarstwem, które oferuje sery kozie.

Osobna kategoria – idziesz na własną odpowiedzialność

U Jankesa – zakapiorski klimat

IMG_6114

Jadąc od Cisnej w stronę Komańczy, w Maniowie, znajdziecie spory napis „kozie sery“. Taki na deskach. Oraz stragan. Przy straganie ktoś stoi albo nie. Jeśli nie stoi, to śmiało skręćcie w prawo i szutrówką udajcie się pod górę. Oczom waszym ukaże się najpierw złoty Budda na kamiennym stole, a zaraz później upstrzona wszelkiej maści gratami chałupa. Tak, jesteście na miejscu. Tu kozie sery od mniej więcej dziesięciu lat robi niejaki Jankes, czyli Tomek Niemczynowicz, choć jeśli zabłądzicie nie pytajcie o nazwisko, tylko o Jankesa. W dziedzinie serowarstwa w dużej mierze samouk, trochę uczył się od odpisanych wyżej właścicieli Przedbieszczadów. Sam też nie wie do końca dlaczego zajał się właśnie tym, ale z dużą dozą prawdopodobieństwa można przyjąć, że „z czegoś trzeba było żyć“. Dziś robi sery kozie, nie tylko podpuszczkowe, oferuje też ricottę. Jedna uwaga – to najbrudniejsze miejsce, jakie widziałam, więc jeśli szukacie sterylnych warunków, to się głęboko rozczarujecie. Właśnie dlatego jest to miejsce dla amatorów interesujących klimatów.

IMG_6117

Gdzie?
Maniów 11

Magda

#MagiczneBieszczady to projekt, którego celem jest ukazanie niezwykłości tego regionu, piękna natury i historii mieszkańców. W Bieszczadach rozgrywa się akcja nowego serialu “Wataha”, którego premiera odbędzie się 12 października 2014 w HBO. Więcej na stronie: hbo.pl/magicznebieszczady

HBO_black


  • Magdalena B-L

    Uwielbiam takie wycieczki do producentów (nawet jeżeli czasem się gubię w procesie produkcji, a niektórzy lubią szczegółowo opowiadać). Inna rzecz, że powinnam przestać czytać Twoje teksty nocą, bo zawsze robię się potwornie głodna 😉

  • Krytyka Kulinarna

    :))) nie przejmuj się, czy ktoś kiedyś widział kalorie?

  • Karolina

    Nikos pobija wszystko!:-) ususzony huculski zamiast parmezanu…a marynowana w oliwie i ziołach feta śni mi się po nocach. A i ceny ma bardzo przyzwoite a nawet powiedziałabym że tanie bo za 27 zł/kg to obecnie w osiedlowym spożywczaku ‚złoty mazur’ kosztuje.

    • Teresa

      Witam. Pani Karolino, czy mogę prosić o namiary na producenta tych serów.

  • Mariola

    Od Jankesa dostałam z okazji urodzin ser, i dopiero teraz dowiaduje się, że to samoróbka 🙂