Najpopularniejszy w Polsce blog z kategorii food&travel
CZYTASZ

Ludzie: Łysy – facet od noży /Bieszczady

Ludzie: Łysy – facet od noży /Bieszczady

Beata. Właściwie od Beaty zaczęło się całe Łysego bieszczadowanie. Romantyczna historia z pozoru bez happy endu. Jednak gdyby nie poszukiwanie Beaty, co Adama nie chciała, nie byłoby Łysego w Bieszczadach, nie byłoby Łysego rzeźbiarza, artysty i speca od noży myśliwskich. W końcu nie byłoby też w jego życiu szalenie miłej, wiotkiej jak trzcina Joli, z którą Adam uwił sobie ciepłe, sosnowe gniazdko pod pasmem Ostrego.

 IMG_5918

Historia zaczyna się początkiem lat osiemdziesiątych we Wrocławiu. Tam Adam dostaje kosza, ale wie, że Beata pasjami jeździ w Bieszczady, więc w porywie serca jedzie i on, pchany nadzieją, że gdzieś tam na szlaku ją spotka. O ile życie pisze czasem nieprawdopodobne scenariusze, to tym razem Beata nie staje na adasiowej drodze. Ani nigdy później. Ale Adam wsiąka w Bieszczady tak bardzo, że niebawem wraca. Tym razem już na stałe.

To nie jest ani jedyna w swoim rodzaju historia, ani szczególnie wyjątkowa. Ale żebyśmy się dobrze zrozumieli – ta historia nie jest wyjątkowa w Bieszczadach. Bo te góry mają w sobie jakiś magnes, rodzaj magii, taki lep. Kiedy już się złapie bakcyla, człowiek wraca bezustannie i nie potrafi przestać. Jest w nich romantyzm zamglonych poranków, wyczerpujące wędrówki nagradzane jedynymi w swoim rodzaju widokami, rozmowy po świt. Ludzie posiadający ten szczególny rodzaj wrażliwości czują to natychmiast. IMG_5946

Tak więc Adam spieniężył, co było mu zbędne i wyruszył w Bieszczady. Z zawodu szewc, z serca wrażliwiec. Później te umiejętności okazały się być szalenie przydatne, bo takie pochwy na noże, jakie wychodzą spod rąk Adama, to jest prawdziwa sztuka. I nie ma dwóch takich samych. Ani noży, ani rzeźb, ani piosenek.

IMG_6006

Piosenek jest już blisko 250. Noży… Któżby zliczył? Sama mam jeden. Jest piękny, groźny, oprawiony w róg jeleni i cudownie leży w dłoni. Podobno byłam pierwszą kobietą, która kupiła od Adasia nóż, choć nie wiem, czy mnie trochę nie kokietuje. Do tego, jak na złość, wpadł mi w oko ten, który zrobił dla siebie. Rzeczywiście musiałam go trochę pomęczyć, nim zdecydował się go sprzedać. IMG_5954

Jego świątki i kapliczki można spotkać w wielu miejscach. Ale nie zawsze było tak kolorowo i stabilnie. Adam zaczynał bieszczadowanie od wyuczonego zawodu – miał mały zakład szewski w Czarnej. Naprawiał buty, końskie uprzęże, później pracował w parku konnym w Stuposianach jako rymarz. Z czasem najął się do wyrębu, tam dostał prawdziwą lekcję od życia, bo zajęcie to ciężkie i niewdzięczne, choć w tamtym czasie dobrze płatne. By wkupić się w łaski kolegów, trzeba było przełknąć kilka gorzkich żartów. Choć pewnie „kilka“ to eufemizm. Adaś jest diablo inteligentny, więc zamiast drzeć szaty, śmiał się razem z nimi tak długo, aż stał się „swój“.

Rzeźbić zaczął dość spontanicznie, pierwszy kawałek drewna dostał od Zdzicha Radosa, któremu ostrzył dłuta. Nie zawsze wszystko mu wychodziło, ale stare umiejętności okazały się być bardzo przydatne. Tak Adam odkrywał w sobie artystę. Dziś, kiedy zima trochę się dłuży, robi też biżuterię z bukowych pereł drzewnych. Biżuterię niezwykłą i niepowtarzalną, bo czy ktoś widział, by natura wydała z siebie dwa identyczne płody? W poszanowaniu dla tej różnorodności Adam uwydatnia rysunek słojów, osadza w drewnie polerowaną kość czy barwiony woskiem róg jeleni i latem sprzedaje te swoje cudaczne pierścionki czy wisiorki ku wielkiej uciesze turystek.

IMG_6054

Łysy ma dziś małą pracownię w Czarnej, tuż obok domu, w którym po wielu latach budowy właśnie zamieszkał z miłą Jolą. Można do niego wpaść, pogadać, pewnie jakąś piosenkę zaśpiewa, zagra na jednej z kilku gitar i szerokim gestem podzieli się dobrą energią.

Adam Glinczewski, który wcale nie jest łysy, tylko ma taką ksywę, bo każdy prawdziwy bieszczadzki zakapior musi jakąś mieć, to z jednej strony silny mężczyzna, który wilkom się nie kłania, zafascynowany białą bronią twardziel, a z drugiej inteligentny wrażliwiec odbierający świat bardzo intensywnie. Zresztą ściany jego pracowni zdobią skłaniające do refleksji sentencje. Zaś poczucie humoru dostrzeżecie jeszcze nim przestąpicie próg, bowiem na jednej z desek widnieje napis: „Nie karmić, KURWA!, psa – proszę.“ Zasadniczo, acz kulturalnie. Psa, co prawda już nie ma, bo „zgubiły go dziwki“, ale deska została.

 IMG_6055

Adama znam od kilku lat, za każdym razem jest mi szalenie miło go spotkać. Za każdym razem ma dla mnie jakieś nowe historie i przynajmniej jedną nową piosenkę. Lub trzy. Przejeżdżając przez Czarną, gdzie Wielka Pętla Bieszczadzka spotyka się z Małą, zajdźcie do Łysego, może obstalujecie sobie jedyny w swoim rodzaju nóż, który będzie wam towarzyszył w czasie wędrówek i grzybobrań, kto wie? Będzie wdzięcznym powodem, by Adasia odwiedzić ponownie, bo przecież każdy nóż czasem potrzebuje ostrzenia. A nawet jeśli nie, to zajrzyjcie po prostu pogadać. Przyjmie was jak swoich, bo taki już z niego ciepły, serdeczny typ.

 Magda

#MagiczneBieszczady to projekt, którego celem jest ukazanie niezwykłości tego regionu, piękna natury i historii mieszkańców. W Bieszczadach rozgrywa się akcja nowego serialu “Wataha”, którego premiera odbędzie się 12 października 2014 w HBO. Więcej na stronie: hbo.pl/magicznebieszczady

HBO_black