No, to jest bardzo specyficzna historia, więc nastawcie uszu. Nikt się nie spodziewa Hiszpańskiej Inkwizycji! Będąc ostatnio w Gdyni poszłam do Rosse Rosse, cudownej kawiarenki, którą znałam z poprzednich wizyt i pamiętałam, że można w niej dostać ciastka z mojego ulubionego Umamu. Zamówiłam jedno, no, góra dwa. I kawusię.
Kiedy już to wszystko miałam na stoliku coś mnie tknęło i zapytałam czy ciastka nadal pochodzą z mojego ulubionego źródełka. Przemiła Pani, która i obsługuje swoich gości i jest właścicielką Rosse Rosse odparła, że nie, ale te są równie dobre. W tej sytuacji mogłam jedynie zamówić kilka kolejnych i zweryfikować tę radosną nowinę.









Trzeba Wam wiedzieć, że Rosse Rosse jest tonącym w pastelowym różu i różowym proseczko absolutnie instagramowym pudełeczkiem. To miejsce jest śliczne, bardzo kobiece, bardzo spójne i zwyczajnie piękne. Okazało się, że obecnie ciastka na potrzeby Rosse Rosse robi Paweł Górny, który na co dzień jest właścicielem gdańskiej cukierni 100% Czekolady. I teraz uwaga! Nie jadłam w jego cukierni i Wy tych ciastek też w niej nie znajdziecie, bo robione są dla Rosse Rosse i wiele zmian czy inspiracji jest inwencją właścicielki kawiarni. Tak więc ciastka w Rosse Rosse są dość unikatowe.









Na moim stoliku wylądowało co następuje: prosecco z truskawką – ciastko wyborne o pięknie zbalansowanych smakach, gdzie słodycz zręcznie przełamuje nieoczywista kwaskowość prosecco. Fenomenalne jest też to z maliną i różą o smaku delikatnym, subtelnym i lekkim. Creme brulee z limonką to świetny balans między zmysłową kremowością i lekką kwasowością pięknie postawioną w kontrze. Na ladzie znajdziecie też intensywnie czekoladowe, mocniejsze akordy. Nęciła mnie jeszcze palona czekolada z marakują, ale nie dałam rady. Następnym razem.














