Kiedy piszę o tego rodzaju cukiernictwie ciężko jest mi nie odnosić się do Umamu, który uwielbiam i uważam, że nie ma sobie równych. To cholernie wysoko postawiona poprzeczka. Okazuje się, że w Słupsku jest miejsce, które momentami niebezpiecznie zbliża się do moich faworytów. Jestem taka rozdarta!
Żartuję, wcale nie jestem. To w większości świetne smaki, choć momentami brakuje im tej niedefiniowalnej finezji i jakiegoś rodzaju elegancji. Ale tylko momentami. Za to bardzo doceniam, że możemy wejść do środka z psami i absolutnie nikt nie ma z tym problemu.
Wpadamy do nich w niedzielne popołudnie. Miejsce wcale nie jest łatwe do znalezienia, bo choć przy jednej z głównych ulic, to witryna jest tak niepozorna, że najpierw ją przeoczyliśmy. I nijak nie zapowiada tego wysmakowanego pudełeczka, którym Mariaż w istocie jest. Wnętrze jest proste, ale w bardzo dobrym guście. Nikogo nie kopiuje, po prostu jest sobą. To miłe, bo w przypadku tej cukierniczej działki, wciąż jeszcze bardzo wąskiej na polskim rynku, jest wyraźny podział na pionierów i tych, którzy są w stanie tylko odtwarzać cudze pomysły. Czyli w sumie jak w każdej innej branży.
Zaczynamy od ciastka o nazwie „Czekolada 4.0” (12 zł), co może brzmieć dość futurystycznie, ale prawda jest taka, że lekki jak piórko mus uderza w znajome nuty domowych ciast czekoladowych. To bardzo przyjemne uczucie, bo to nie są moje ciasta, tylko raczej babci. Takie nostalgiczne ciastko w nowoczesnej formie idealnej oponki udekorowanej jadalnym złotem. Przyjemnie, ale ja chcę więcej.
I zaraz dostaję. Exotic (14 zł) jest lekki, o bardzo zręcznie zbalansowanym smaku, który w opisie być może nie prezentuje nowatorskiego połączenia (kokos, marakuja, banan), ale wykonanie jest pierwszorzędne! Idealne proporcje między kremową, przyciężką słodyczą banana, a kwaskową, wakacyjną marakują, no i ten lekko kruszący się, acz wciąż wilgotny spód z wiórków kokosowych… Świetna sprawa.
Przy Foret (12 zł) trochę się spieramy. Jacek mówi, że świetne, ja że tylko dobre, póki na serio nie dobieram się do wypływających z wnętrza ciastka porzeczek. Jest słodko, ale bardziej kwaśno, jest świetny maślany spód, może nie do końca las, ale przydomowy ogródek na pewno. Dalej mamy New York Fromage (14 zł), który wypadł najsłabiej ze wszystkich ciastek, bowiem krem sprawia wrażenie przyciężkiego i w sumie całe ciastko jest trochę zbyt. Zbyt ciężkie, a jednostajnie słodki spód oreo nie pomaga. Wyłączamy tylko chips owocowy, który jest lekko kleisty, kwaskowy i zwyczajnie świetny. Chyba wolałabym, aby krem był bardziej puszysty.
Ale za to ptyś! Ptyś (10 zł) jest moim pewniakiem przy następnej wizycie. Wiem też, że na pewno wezmę go na wynos. Tutejsze ciasto jest delikatne jak chmurka lecz z wierzchu przyjemnie chrupie. Kryje w sobie subtelny w teksturze krem chantilly z limonką i wanilią i jeszcze subtelniejszy, a mimo to uderzający w wyższe nuty lemon curd. Ptyś jest fenomenalny.
Nie zmieniłabym tu nic poza uproszeczniem tych wszystkich opisów, bo są one totalnie zbędne i myślę, że kogoś, kto nie ma o takich rzeczach pojęcia mogą niepotrzebnie onieśmielać. Bo na pewno nie zmieniłabym genialnie profesjonalnej obsługi. Ani ptysia. Ptysia bym nie zamieniła na nic.
A ja uważam, że sernik New York jest jednym z lepszych:) no i creme brule który jest naszym faworytem. 😉 Szkoda, że nie próbowaliście Madagaskaru. Mniam. 🙂 Pozdrawiamy.
Jedna odpowiedź
A ja uważam, że sernik New York jest jednym z lepszych:) no i creme brule który jest naszym faworytem. 😉 Szkoda, że nie próbowaliście Madagaskaru. Mniam. 🙂 Pozdrawiamy.