Najpopularniejszy w Polsce blog z kategorii food&travel
CZYTASZ

Alpe di Siusi – jedno z najlepszych miejsc n...

Alpe di Siusi – jedno z najlepszych miejsc na rodzinny wyjazd

Mieliśmy naprawdę świetny zimowy wypad. Dolomity są przepiękne, wysoko w górach mnóstwo śniegu i doskonale przygotowane trasy narciarskie, a w dolinach już pachniało wiosną. Alpe di Siusi to takie miejsce, w którym każdy znajdzie coś dla siebie. Powiedziałabym, że to miejsce – orkiestra!

Alpe di Siusi – gdzie to jest?

poludniowy tyrol alpe di siusi

W północnych Włoszech, blisko granicy z Austrią, rzut beretem od Bolzano. Albo inaczej: w Dolomitach – pięknych, trochę magicznych górach, którym wielu już wyznało dozgonną miłość. Alpe di Siusi to najwyżej położony płaskowyż w Europie i takie właśnie ukształtowanie terenu daje możliwość uprawiania szerokiej palety sportów. Ale o tym zaraz.

Dla kogo?

poludniowy tyrol alpe di siusi

Oczywiście dla narciarzy o każdym stopniu zaawansowania, dla snowboardzistów, ale też dla miłośników saneczek, długich spacerów i przede wszystkim dla rodzin. Nigdzie w Alpach nie widziałam tak szerokiej oferty dla rodzin z dziećmi. Nie tylko w hotelach, ale i w wypożyczalniach nart przy stacjach kolejki (także tych górnych) wypożyczycie saneczki dla dzieci czy wózki. W Compatsch, do którego dojedziecie i samochodem, i autobusem, i gondolką widziałam dwa żłobki dla dzieci, w tym jeden ze ścianką wspinaczkową! Można zostawić progeniturę na kilka godzin i pośmigać na nartach, bo tras jest tu do wyboru, do koloru.

Co można tu robić?

poludniowy tyrol alpe di siusi

Oprócz nart, co jest oczywiste, bo Alpe di Siusi wchodzi w skład potężnego kompleksu Dolomiti Superski (łącznie 1200 km tras narciarskich!), możecie pośmigać na sankach, na nartach biegowych, czemu sprzyjają łagodne stoki płaskowyżu, możecie po prostu pójść na spacer albo wybrać się na wycieczkę na rakietach śnieżnych. Nie polecam tylko wpadać w śnieg po pas, bo później dwie osoby będą Was musiały wyciągać. Oczywiście nie mówię tego z własnego doświadczenia, skąd?…

Dla mnie spełnieniem marzeń był przepiękny kulig, który zaliczyliśmy drugiego dnia. Dzidziutek cały przespał, ale mamy zdjęcia. I nie martwcie się o tutejsze koniki – są zadbane i jest to rasa, która lubi sobie trochę popracować. Przejechaliśmy naprawdę spory kawał przecinając trasy narciarskie, saneczkowe, czy po prostu ścieżki spacerowe co rusz natykając się na kogoś na biegówkach, kogoś z psem na spacerze, stado dzieci z sankami, i tak dalej. Jest to też piękny sposób, by dotrzeć do położonych wyżej knajp. Bo te rozsiane są tu co kawałek i karmią jak diabli.

Generalnie infrastruktura jest jak złoto i mimo, że byliśmy z tylko jednym dzieckiem jeżdżącym na nartach, to spędzanie czasu z tym jeżdżącym na sankach/w wózku nie dłużyło mi się wcale. Albo spacerowaliśmy, albo wsiadaliśmy w gondolę, by po kilkunastu minutach jeść ciepłą zupę i grzać się na słońcu gdzieś powyżej dwóch tysięcy metrów nad poziomem morza, albo po prostu wskakiwaliśmy do hotelowego basenu.

Okoliczne miasteczka nie są duże, ale urocze, z konsekwentnie alpejską zabudową, takie w sam raz na spacer i kawę. Pogodę mieliśmy jak marzenie – wysoko w górach czapa śniegu i świetne warunki narciarskie, a w dolinach aż kręciło w nosie od zapachu nadchodzącej wiosny. Idealnie!

Alpe di Siusi – gdzie jeść?

poludniowy tyrol alpe di siusi

Polecę Wam cztery miejsca, które sprawdziły nam się doskonale. Dwa pierwsze to raczej rozwiązanie na obiad, bo są dość wysoko i można do nich dotrzeć na nartach, samochodem lub po prostu spacerem. Dwa kolejne to opcja na kolację, ponieważ są w dolinach. Przesmaczną kolację, dodajmy.

Z rad ogólnych: jeśli lubicie tatara, to koniecznie go tu zamawiajcie, bowiem w Dolomitach hoduje się mleczno-mięsną rasę krów Simmental. Tutejsza kuchnia jest kuchnią wysokogórską, a co za tym idzie wysokokaloryczną. Zjecie tu znakomite potrawy mączne, świetne mięso i sery. Południowy Tyrol to również region winny, więc nie żałujcie sobie. O lokalnych produktach, których warto tu próbować i zabrać do domu pisałam w tym wpisie. A tu restauracje, które z czystym sumieniem Wam polecam:

Gostner Schwaige (więcej pisałam tutaj)

Świetne miejsce położone przy trasie narciarskiej, ale spokojnie dotrzecie tu przyjemnym spacerem od górnej stacji kolejki gondolowej w Compatsch. Spacer nie powinien zająć Wam więcej, niż 20-25 minut. Miejsce jest o tyle wyjątkowe, że opiekuje się nim cała rodzina i ta sama rodzina prowadzi też gospodarstwo. Mają swoje krowy, robią fantastyczne sery, zbierają zioła. To wszystko dostajecie później na talerzach. Bardzo uczciwa, miejscowa kuchnia oparta na najlepszych możliwych produktach. Koniecznie trzeba mieć na liście.

Gdzie?
Via Saltria 13, I-39040 Siusi allo Sciliar

Rauchhütte

Widok, który roztacza się z okien i tarasu powala. Podobnie, jak tutejsze jedzenie. Mają bardzo dobrą selekcję win, niezłe mięsa i dotrzecie tu wszelkimi możliwymi środkami transportu. Warto zarezerwować ciut więcej czasu i spędzić przyjemną godzinkę na słonecznym tarasie. Szampan jak najbardziej wchodzi w grę.

Gdzie?
Via Saltria, 29, 39040 Castelrotto BZ, Włochy

Anna Stuben* (więcej pisałam tutaj)

Fine dining ale z silnymi odwołaniami do lokalności. Wszystko to znajdziecie nie tylko w menu, ale i w karcie win. Koniecznie wybierzcie menu degustacyjne, w którym bez wątpienia znajdzie się tatar. A tatara podaje się tu z chardonnay, co może być zaskakujące, ale działa. Oj, jak to pięknie razem gra! I pamiętajcie, by się przesadnie nie stroić, bo choć jest tu i gwiazdka Michelin, i hotel pięciogwiazdkowy, to atmosfera jest przyjemnie luźna, taka w sam raz na apres ski na trochę wyższym poziomie.

Gdzie?
Via Vidalong, 3, 39046 Ortisei BZ, Włochy

Restauracja Heubad

Ach, to był ostatni wieczór. Po tej kolacji wsiedliśmy do samochodu i pojechaliśmy prosto do domu. Tak się cieszę, że nam się tu udało zjeść! Niegdyś to miejsce słynęło z kąpieli w sianie (serio!), których możecie tu zakosztować i dziś, ale jedzenie to absolutnie obowiązkowy punkt programu. Zamówcie koniecznie mięso, najlepiej stek i wyświadczcie sobie przysługę – niechaj będzie krwisty, saltimbocca podobnie. Jezu, konsystencja ciepłego masła! W ogóle wszystko, co tutaj zjedliśmy było pierwszorzędne, ale pamiętajcie, że porcje są spore i na deser może Wam nie starczyć miejsca.

Gdzie?
Via Sciliar, 12, 39050 Fié allo Sciliar BZ, Włochy

Alpe di Siusi – gdzie spać?

poludniowy tyrol alpe di siusi

My zatrzymaliśmy się w nie takim nowym, ale za to posiadającym szereg innych zalet hotelu Bad Ratzes. Jest to hotel rodzinny i z rzeczy dziwnych muszę Wam napisać, że o 22:00 w recepcji nie było już nikogo, a chwilę później gasły światła. Z drugiej strony w cenie pobytu jest tak wiele udogodnień, że jeśli podróżujecie z małymi dziećmi, to koniecznie weźcie ten adres pod uwagę. W hotelu jest żłobek, który działa od 8:00 do 15:00, więc jeśli będziecie chcieli we dwójkę pojeździć na nartach, to spokojnie będziecie mieli taką możliwość. W tym czasie dzidziutek i zostanie wyprowadzony na spacer, i dostanie obiad, i przytnie komara. My skorzystaliśmy raz i to był całkiem sympatyczny dzień pełen luzu.

Ponadto w hotelu bez dodatkowych opłat wypożyczycie saneczki (o czym nie wiedzieliśmy, więc przywieźliśmy swoje) i odpowiedni wózek. Tu od razu podpowiadam, że Maclaren ze swoimi małymi kółkami sprawdził nam się tak sobie, dużo lepiej na śniegu radzą sobie biegowe Thule (co zobaczyliśmy dopiero wysoko w górach, gdzie okazało się, że innym wozimy dziecko chyba tylko my). Szybko pożałowałam, że go nie zabraliśmy, bo Thule też mamy. W ogóle o tych dziecięcych sprzętach muszę Wam napisać wpis, żebyście bez sensu nie szli w koszty. My mamy – uwaga – CZTERY wózki. Od taniego, przez średnią półkę, po kosmicznie drogi i każdy nadaje się do czego innego, a gdybym miała wybrać tylko jeden, to pewnie ani by to nie był ten najdroższy, ani bardzo popularny Maclaren. Ale o tym innym razem.

Kuchnia w Bad Ratzes jest niezła, choć śniadania po tygodniu stają się dość monotonne. Natomiast doceniam możliwość wyboru ciepłych dań na kolację (często są to ryby) i stosunek absolutnie wszystkich z obsługi bardzo frontem do dzieci. Praktycznie przy każdym stoliku był taki drobiazg jak nasz, o dziwo było spokojnie i bez wrzasków. Przez cały pobyt do pokoju jest przypisany jeden konkretny stolik, co uważam za wygodne rozwiązanie, zwłaszcza że kelnerzy mają swoje rewiry i szybko uczą się jakie są preferencje gości (np. kluski dla dzidziutka szybko, SZYBKO!).

Są tu niewielkie ale wygodne apartamenty z dwoma pokojami (dzieci w jednym, rodzice w drugim), co uważam za błogosławieństwo, ale jest też wielki apartament z kuchnią, salonem, dwoma sypialniami i – uwaga – najprawdziwszym piecem kaflowym! No, to jest sztos. W nim spaliśmy ostatniej nocy, bo postanowiliśmy zostać ciut dłużej i tylko ten był wolny. Widok z balkonu zapiera dech! Do tego basen, sauna i bardzo miła obsługa. Generalnie nie jest to hotel dla imprezujących do świtu, ale jeśli podróżujecie z dziećmi i do tego chcecie mieć możliwość pojeżdżenia na nartach nie na zmianę, tylko razem, to tu będzie Wam naprawdę dobrze.

Zdjęcia hotelu i ceny sprawdzicie sobie tutaj.

A tu jeszcze mała pajdka zdjęć:

poludniowy tyrol alpe di siusi

poludniowy tyrol alpe di siusi

poludniowy tyrol alpe di siusi

poludniowy tyrol alpe di siusi

poludniowy tyrol alpe di siusi

poludniowy tyrol alpe di siusi

poludniowy tyrol alpe di siusi

poludniowy tyrol alpe di siusi

poludniowy tyrol alpe di siusi

poludniowy tyrol alpe di siusi

poludniowy tyrol alpe di siusi

poludniowy tyrol alpe di siusi

poludniowy tyrol alpe di siusi

poludniowy tyrol alpe di siusi

poludniowy tyrol alpe di siusi

poludniowy tyrol alpe di siusi

poludniowy tyrol alpe di siusi

poludniowy tyrol alpe di siusi

poludniowy tyrol alpe di siusi

poludniowy tyrol alpe di siusi

poludniowy tyrol alpe di siusi

 

Magda

Region odwiedziliśmy we współpracy z  . Zajrzyjcie na ich stronę, tutaj, znajdziecie na niej mnóstwo przydatnych informacji. Będzie mi też miło, jeśli udostępnicie ten post. Dziękuję!