Najpopularniejszy w Polsce blog z kategorii food&travel
CZYTASZ

Nie pierogi lecz pierś z kurczaka – oto poka...

Nie pierogi lecz pierś z kurczaka – oto pokarm prawdziwego Polaka!

Jak myśleliście, że daniem narodowym w kraju nad Wisłą są pierogi, ewentualnie schabowy, to spieszę wyprowadzić Was z błędu. Nie są. Produkujemy najwięcej kurczaków w Europie. Dokładnie tak: „produkujemy”. I chyba nie muszę się zagłębiać w to, w jakich warunkach żyją, jak są szprycowane antybiotykami, i że w tej chwili potrzeba już tylko sześciu tygodni, aby „wyprodukować” brojlera. I przysłowiowy Kowalski żre tę kpinę z mięsa na potęgę.

Jest pewna grupa na fb, inspiracja dla tego tekstu. Celowo nie linkuję i nie podaję nazwy. Myślę, że wielu z Was już tam jest. Pewnie dla beki. Też tam przez chwilę byłam dla beki, a później się zastanowiłam i już mi wcale nie jest do śmiechu. Różni ludzie wrzucają tam zdjęcia swoich obiadów, część traktuje to serio, część trolluje, reszta patrzy. Ponieważ do grupy należy blisko sto tysięcy osób, to pole do obserwacji jest naprawdę niezłe i udziela odpowiedzi na jedno zajebiście, ale to zajebiście ważne pytanie:

Co je Polska?

Tak sobie siedzę, stukam w klawiaturę i myślę sobie, że gówno wiem co je Polska. Albo przynajmniej do niedawna nie wiedziałam, miałam może jakieś mgliste pojęcie o menu statystycznego Kowalskiego, ale to wszystko. Siedzimy w tej swojej gastro-bańce, egzaltujemy się najlepszymi produktami i o-mój-borze podniecamy jak fantastycznie rozwija się polska gastronomia, a my razem z nią. Jak świnka, to Złotnicka, jak jagnięcinka, to chętnie Czarnogłówka i tak do usrania. Otóż nie. Jest w tym kraju znacznie więcej do zrobienia, niż komukolwiek może się wydawać.

No więc przyglądam się tej grupie od dłuższego czasu. To jest niezła grupa badawcza dla socjologa. Nigdy wcześniej, bez ruszania się z miejsca, nie można było na taką skalę analizować tego, co się w tym kraju je, bez wchodzenia jednocześnie Kowalskiemu w butach do kuchni. Sami pokazują co jedzą, co im smakuje, chętnie dzielą się przepisami, a szczyt stylizacji potrawy to listek natki pietruszki. Wszystko gotowe, podane do stołu. Tylko się rozpłakać.

Oto, co je Polska:

Piersi z kurczaka na wszystkie możliwe sposoby – pieczone, smażone, w panierce, faszerowane, duszone, na azjatycką modłę, w sosach wszelakich i co tylko komu przyjdzie do głowy. Piersi z kurczaka every fuckin’ day. Ktoś kiedyś tym ludziom wmówił, że to „zdrowe białe mięso”. Problem polega na tym, że jedyne prawdziwe słowo w tym określeniu to „białe”.

Przebojem jest też nieustająco świnia. Na przykład „stek z polędwicy wieprzowej”. Mam nadzieję, że nie krwisty. Do tego schabik pieczony, duszony, smażony. Mięso musi być codziennie. Jak nie ma mięsa, to obiad się nie liczy. Wiecie o tym, że nie powinniśmy jeść mięsa zbyt często, prawda? A teraz z ręką na sercu – jak często jecie mięso? Wędlina na kanapce też się liczy.

Bo ja ten rachunek sumienia wykonałam i wyszło mi, że jem mięso trzy – cztery razy w tygodniu. I tak za dużo. Ale poza tym głównie warzywa, trochę nabiału, ryby… To tak gdyby ktoś podniósł argument, że a) bez mięsa się nie da żyć, b) zdrowa dieta jest droga. Drogi, to jest lekarz, a nie dieta.

Ale wracając… Zaraz na trzecim miejscu są makarony z gotowymi sosami z torebki i gotowe dania, np. pyzy oraz nieśmiertelne sałatki z majonezem, kurczakiem i ananasem lub w konfiguracji szynka/ser żółty/majonez. Ewentualnie sałatki z zupek chińskich. Tak, powtórzę raz jeszcze, żebyście nie mieli wątpliwości czy dobrze czytacie: SAŁATKI Z ZUPEK CHIŃSKICH. Same frykasy. I zdrowe takie. A tuż po nich zupa serowa. Uwaga, podaję przepis: zagotuj w garnku wodę, dodaj ze dwie kostki rosołowe i cztery, albo jeszcze lepiej pięć serków topionych. Poczekaj, aż się rozpuszczą, zrób zdjęcie i wrzuć na fejsa. Wszyscy poproszą cię o przepis, na bank. Nie mówię, że tylko takie dzieła sztuki kulinarnej trafiają na wspomnianą grupę, jest ich miażdżąco dużo.

Szczyt wyrafinowania?

Łosoś – kurczak wśród ryb. Krówa, jak ja go nie szanuję… I znowu – bo ktoś kiedyś powiedział, że łosoś jest zdrowy i trzeba jeść dużo ryb. W domyśle dużo łososia. To kolorowane, faszerowane lekami coś, czym zajada się Polska jest tylko produktem z wyglądu przypominającym łososia i na tym podobieństwa się kończą. Powiem Wam coś jeszcze – przemysłowo hodowany łosoś jest obecnie jedną z najbardziej toksycznych ryb, jakie można dostać w supermarkecie. Jego jedzenie zdecydowanie odradza się kobietom w ciąży nie bez przyczyny – najwięcej toksyn gromadzi się w tłuszczu, a łosoś jest rybą tłustą. I to wszystko nie jest wiedzą tajemną, w Skandynawii każdy lekarz mówi takie rzeczy otwarcie i ostrzega przyszłe mamy. Wiadomo czym się karmi kurczaki czy łososie. No i hitowe są też imprezowe przekąski typu parówka w cieście francuskim, pierś z kurczaka, roladki z naleśnika czy pierś z kurczaka, a jakby było za mało dobroci, to jeszcze piersi z kurczaka smażone w chipsach. Generalnie jak nie masz pomysłu na obiad, albo nie wiesz co dodać do zupy, to wiedz, że kurczak jest odpowiedzią na wszystkie twoje pytania.

Tym właśnie żywi się przysłowiowy Kowalski i chętnie dzieli na fb. A dla dzieci mrożone paluszki z rybnej papelady, zaś dla małżonka serce z keczupu na plastrze produktu seropodobnego. Katastrofa! Ja się naprawdę nie dziwię, że onkolodzy nie wyrabiają na zakrętach. A z drugiej strony brakuje jakiejkolwiek sensownej edukacji w tym zakresie. Uważam, że takie zajęcia w szkołach powinny być obowiązkowe.

I mogłabym w tym tekście pojechać po bandzie, napisać coś o Grażynach, co polskiego w szkole nie miały, natrzaskać klików moc oszałamiającą. Ale wiecie co? Na koniec dnia, jak człowiek usiądzie i się nad tym zastanowi, to dochodzi do wniosku, że z której strony by na to nie spojrzeć – nijak nie chce być śmiesznie.

Zadanie na najbliższy miesiąc: ani raz nie wziąć do ust przemysłowo hodowanego kurczaka, wieprzowiny i łososia. Mega łatwe. Jak nie dacie rady, to jesteście miękkie faje. Ale nie jesteście, prawda?

Magda

P.S. Jeśli ktoś wie gdzie w Warszawie lub okolicach można kupić prawdziwego wiejskiego kurczaka z żółtym tłuszczykiem, takiego który miał godne życie i żywił się robalami, to proszę – niech się podzieli tą informacją na forum aby wszyscy skorzystali. Chodzi za mną taki pieczony z chrupiącą skórką i soczystym mięsem. Wiecie jaki.

foto: hanna.de

Spodobał Ci się tekst? Podaj dalej!


  • Miki

    Serio? Czemu miało posłużyć takie wylewanie żalu? W takim razie co jest lepsze od tego kurczaka, czy wieprzowiny (o łososiu nie wspominam bo on jest poniżej jakiejkolwiek skali)? Wołowina, która jakościowo jest taka sama? Warzywa i owoce pryskane pestycydami i nie tylko? Chleb z syropem glukozowo-fruktozowym? Ser żółty z gumy arabskiej? Jajka od kur z antybiotykami? Mogę tak wymieniać dalej ale ogólnie szkodliwe jest WSZYSTKO. Sam staram się jeść zdrowo, patrzeć na skład i unikać produktów przetworzonych ale nie popadajmy w paranoję. Od tego co jest w kurczaku nie da się uciec bo to jest wszędzie.

    • Magda

      Naprawdę uważasz, że to co jest w kurczaku jest wszędzie? Wystarczy czytać skład, żeby jeść ser z mleka, a nie z gumy arabskiej czy normalny chleb. Nie popadajmy w paranoję. Są produkty, które ewidentnie powinniśmy omijać, aby sobie nie szkodzić. Jedym z nich jest masowo jedzony w Polsce przemysłowo hodowany kurczak. Ludzie nigdy w historii nie jedli tyle mięsa i jakoś dożeglowali do XXI wieku.

      • Miki

        Dożeglowali ale żyli dużo krócej niż dzisiaj 🙂
        Jasne, że wystarczy czytać skład i wiedzieć skąd pochodzi dany produkt. Pierś z kurczaka można zastąpić piersią z indyka (jej produkcja nie jest jeszcze tak zepsuta). A onkologia ma pełne ręce roboty bardziej od wysoko przetworzonych produktów, podsmażania wędliny czy jedzenia w puszkach niż od kurczaka.

      • Magda

        Jakby na to nie spojrzeć – onkologia ma pełne ręce roboty, bo ludzie łyżką kopią sobie groby.

      • Kozie Sery Spod Strzechy

        Nie jestem z Warszawy ,ale wiem gdzie jest taki kurczak co zjada robale,świeżą trawkę,kuchenne resztki ,jajcowe skorupki,lata po moim podwórku.Nie jeden a trzydzieści,ciągle dokupuję a za sprawą lisów jest ich (tych kurczaków) ciągle trzydzieści.Wiem też gdzie jest pyszne kozie mleko i sery bez niepotrzebnych dodatków,pachnący chleb na zakwasie z chrupiącą skórką polany świeżo tłoczonym lnianym olejem,polny szczaw,ciepłe od słońca truskawki lipcowe,pomidorki z popękaną skórką od deszczu,dzikie maliny i jeżyny leśne,jesienne rude rydze smażone na fajerkach,miód majowy,szampan z kwiatów dzikiego bzu,sernik z koziej ricotty-wiem, wiem gdzie to wszystko tak blisko przy mnie a w zasadzie to u mnie .Kiedyś marzyłam ,dzisiaj mam to wszystko wkoło siebie.Często słyszę że nie ma na to czasu,że ciężko i tp. ,ale mamy na to wpływ co jemy bo nasz organizm nie jest śmietnikiem .Jedzenie to największa inwestycja dla naszego zdrowia i na to mamy wpływ więc możemy to zmienić -wystarczy zrobić pierwszy krok.Zmieniajmy to na co mamy wpływ a nie mówmy i róbmy to na co nie mamy wpływu Życzę wszystkim dobrych wyborów nie tylko kulinarnych. Pozdrawiam Kozia Kraina -Manufaktura Mlekiem Płynąca

      • Magda

        Tacy to pożyją 🙂 Pamiętam, że pierwszy raz całkowicie bezalkoholowego szampana z kwiatów dzikiego bzu piłam na Mazurach i było to coś prześwietnego 🙂

  • Paulina Żak

    A jakieś racjonalne dowody na to że łosoś z norweskiej hodowli jest szkodliwy?

  • Magda D.

    Dlaczego nie powinnismy jesc miesa czesciej niz dwa razy w tygodniu? Moglabys podac konkretne argumenty, odnosnik do publikacji, cos? Pytam nie ze zlosliwosci a w zwiazku z tym ze zauwazam obecnie tendencje do demonizowania miesa… a takie np rosliny straczkowe, bedace alternatywnym zrodlem bialka w diecie, tez nie sa takie super – nie mowie tylko o kontrowersyjnej soi, ale tez soczewicy czy fasoli, ktore zawieraja np. saponiny i lektyny, ktore tez nam dobrze nie robia…

    • Magda

      Przede wszystkim dlatego, że bardzo zakwasza organizm, a to z kolei doskonałe środowisko do rozwoju stanów zapalnych i w konsekwencji raka. Jeśli nie równoważymy tego bardzo dużą ilością warzyw, to pojawia się problem.

      • Babcia Stefa

        Zakwaszenie organizmu to ściema marketingowa, jak candida. Tzn. owszem, istnieje, ale człowiek, który ma pH krwi poza dopuszczalnym zakresem, to leży sobie w szpitalu z poważnym zagrożeniem życia, a nie chodzi po ulicy.

        Spożywanie żywności o określonym pH nie ma żadnego wpływu na pH krwi, gdyby tak było, umieralibyśmy od jednego łyku coli. Proszę, nie propaguj bzdur na miarę Pepsi Eliot.

        Owszem, spożywanie czerwonego mięsa prawdopodobnie sprzyja zachorowalności na nowotwory, ale po pierwsze, nie wiadomo do końca dlaczego (są jakieś teorie wokół hormonu wzrostu IGF-1, ale to teorie), po drugie, jakościowy wpływ żarcia na nowotwory jest procentowo dość niski. Ale już ilościowy jak najbardziej – otyłość jest czynnikiem bardzo wyraźnie sprzyjającym.

      • Magda

        Otyłość jak najbardziej. I „sałatki” z majonezem jej bardzo sprzyjają. Ale wiadomo przecież, że nadmierne spożycie mięsa jest szkodliwe. I to nie są teorie spikowe, spójrz na nową piramidę żywieniową i zobacz, gdzie jest mięso: http://www.akademiawitalnosci.pl/nowa-piramida-zywienia-2016-warzywa-to-podstawa/

      • Magda D.

        Nadmierne spozycie CZEGOKOLWIEK jest szkodliwe… Grunt to zachowac umiar, dbac o jakosc produktow i roznorodnosc w diecie. Dlatego uwazam, ze te 2 razy w tygodniu to tez jakas wartosc od czapy – pytalam na jakiej podstawie podajesz taka informacje…

      • Magda

        Na podstawie rozmowy z mądrym dietetykiem. Poprosiłam już o badania, jak dostanę, to przytoczę.

  • JazdaWieprze

    Czy jest sens kalać tekst zwrotami typu „gówno wiem”. Gówno i miejsce gdzie się czyta o łał miejscach do jedzenia średnio mi pasuje.

    • Magda

      Nie używasz takich słów? Bo ja czasem tak.

  • kanka

    Jak już tak śledzisz statystycznego Polaka to się jeszcze zorientuj jakimi środkami i jaką ilością czasu dysponuje. Ja staram się jeść zdrowo, jestem facetem aktywnym fizycznie. Żeby nie wyglądać jak maratończyk potrzebuje dość dużej ilości kalorii i kompleksu aminokwasów. Prawda jest taka, że jedzenie zdrowo i czystego jedzenia wymaga albo dużej ilości czasu, albo pieniędzy. Orzechy, awokado, ciemne pieczywo itd. Są super, ale niestety wszystko to jest drogie. Jem makarony, kasze, ryż i warzywa, ale spróbuj tak zjeść 3000 kcal i w tym 120 g białka. To bardzo trudna sprawa, bo zawsze coś i to nie czcze wymówki. Nie każdy umie i ma czas super gotować, nie każdy ma pieniądze na awokado i orzechy. To jest bardzo łatwo napisać i nazwać kogoś Grażyna. Idź do pracy na 8-10 h gdzie masz 20 min przerwy i wygospodaruj czas na gotowanie i trening. Niektórzy mają jeszcze rodzinę.

    • Magda

      To jest kwestia zdrowia. Jeśli masz świadomość co Ci szkodzi, to już wygrałeś. Wiem jak to jest pracować nie 8, a 10 czy 12 godzin. Można dojść do takiej sprawności w kuchni, że przygotowywanie jedzenia nie zajmuje dużo czasu.

      • Michal Zalewski

        Jestem pracującym studentem, zazwyczaj wychodzę z domu o 8 rano a wracam o 24. Pewnie więc można się domyśleć jak wygląda moja dieta. Bardzo chętnie żywiłbym się zdrowiej ale niestety nie mam na to ani czasu (nawet na szukanie składników, których zakup wymaga czasu i porządnego szukania ze względu na praktyczny monopol dyskontów i sieciówek) ani pieniędzy. Pewnie niesłusznie ale czuje się urażony w momencie kiedy tryb życia, do którego ja i tysiące innych ludzi w Polsce zostaliśmy zmuszeni jest krytykowany i podawany za przykład braku świadomości w temacie żywienia.

        Miło by było gdyby ktoś opisując taki temat wziął też taki jego aspekt pod uwagę 🙂

      • estera

        Myślę, że nie zostaliśmy jednak do takiego trybu życia zmuszeni. Można np w weekend poświęcić godzinę i zrobić zdrowy obiad na 3 dni, który potem się zabierze w pudełku do pracy. Jest dużo rozwiązań.

      • karramija89

        Wiem, że to post sprzed roku, ale bardzo proszę o podanie przepisu na zdrowy, pyszny obiad na 3 dni, czyli taki, który zrobię dzisiaj po południu (niedziela), a którego ostatnią porcję zjem ze smakiem w środę oraz na przygotowanie którego poświęcę 60 minut. Proszę nie zapominać, że porcji musi być 6, jako, że gotuję również dla męża. Aha! Mam insulinooporność – odpadają kasze, ryż, makaron, ziemniaki, mąka itd. Z góry serdecznie dziękuję!

  • Olga Kamińska

    Jest taka strona lokalnyrolnik. Tam można kupić takiego kurczaka 😉

    • Magda

      Tak, dużo namiarów na priv dostałam, m.in. na Lokalnego Rolnika 🙂

  • Karol Kotarski

    Magda. Niezły kurak na Bazarze Olkuskim u Crazy Butchera. 40 ziko za sztukę, dość żółty tłuszcz, trawy i robali się w życiu raczej nawpierdzielał. Odpowiednio pieczony jest dokładnie taki na jakiego masz ochotę.

    • Magda

      Tak, u Greśka kupujemy czasem mięso. Bo my w ogóle kupujemy mięso tylko czasem. Ale taki kurczaczek chodzi za mną i nęci 🙂

  • Justyna T.

    Ja się czasem zastanawiam, czy jakiekolwiek produkty żywnościowe można obecnie uznać za zdrowe lub ekologiczne. Mam nawet wątpliwości, czy kury, warzywa, jajka z podlaskiej wsi od mojego własnego dziadka mogę nazwać ekologicznymi. Bo co z tego, że 20 kur ma całe podwórko dla siebie i karmione są pszenicą i robakami, które same sobie z ziemi wydziubią, a warzywa i owoce nie są niczym nawożone, skoro chemiczne zanieczyszczenia znajdują się w wodzie i powietrzu, a przez to również w glebie, nawet na Podlasiu, z dala od większego miasta… Dlatego, mieszkając w Warszawie, nie ufam żadnym „farbowanym gospodarzom”, a na dopisek „ekologiczny” przy produkcie, mimo woli reaguję ironicznym uśmiechem… Jeśli chodzi o wybór produktów spośród tych dostępnych, problem na pewno tkwi w braku świadomości, ale przede wszystkim w tym, że cywilizacja razem ze swoimi niezaprzeczalnymi wygodami i dobrociami, sama w sobie jest po prostu niezdrowa i chemiczna. Ludzie w przeszłości jedli dużo mniej mięsa, ale nie jedli żadnej chemii, a teraz chemia jest wszędzie, nie tylko w kurczaku, ale też w żytnim chlebie, który sama sobie piekę z mąki zmielonej na własne zlecenie ze zboża z dziadkowego pola… Smutne, ale prawdziwe.

    • Magda

      To wszystko prawda, ale jedyne, co możemy dla siebie zrobić, to chociaż eliminować to, co z góry wiadomo, że szkodzi.

  • Aleksander Lenkiewicz

    Co to za grupa?
    Pod halą Mirowską stoją babcie z żółtymi kurczakami, na Szembeku też widziałem. Grzegorz Kwapniewski też jest w stanie temat żółtego kurczaka ogarnać.

    • Bartek

      Podejrzewam, że „Co Dziś Na Obiad ???”.

      • Aleksander Lenkiewicz

        THNX

  • Anita M.

    Świetny tekst! Ja chciałabym dodać kilka słów z perspektywy studenta. Oto prawie każdy student twierdzi, że nie ma czasu na obiady. Jednocześnie twierdzi też, że nie ma kasy. Więc kilka obserwacji – kebab to ulubione danie, nic to, że pobliski kosztuje dwanaście złotych i, że można zrobić za tyle peiniędzy coś na dwa dni i zdecydowanie zdrowszego. Nie mam kasy – jem kebaba. Taa. Inna sprawa – gdy gotujesz zupę w akademiku, jesteś uznawana za burżuja. Co więc jedzą studenci w akademikach oprócz kebaba? Ano kurczaka. Lubią papirusy, bo niby jest to super zdrowe. Pierogi z Biedronki. Lub pizze mrożone robione w mikrofali. Czy studenci nie mają czasu? Och, uwierzcie, mają go bardzo dużo. Ja jako student stosunkowo mam mało zajęć, owszem, więcej mam do robienia samej, co faktycznie dużo czasu zabiera, ale zawsze to da się rozplanować. Na jedzenie tygodniowo mogę wydać do 150 złotych i staram się w miarę ogarnąć porządne jedzenie.

    Często to jest kwestia wyboru, nie kasy. Zrobić w miarę zdrowy obiad za 15 złotych na dwa dni, czy kupić kebaba i colę i tłumaczyć się nie mam kasy na obiady. Bo tak właśnie kuriozalnie się wiele osób tłumaczy. A kurczak jest uznawany za najzdrowsze i najbezpieczniejsze mięso. Tak. Co więcej, gdy robię coś bez mięsa, wszyscy pytają czy go nie jem. Mówię, że jem, zdarza się (choć też większości smaku mięsa nie lubię, ale to inna sprawa). Na to mówią niektórzy – to dziwne. To dziwne robić obiad bez mięsa.

    Jeśli chodzi o statystycznego Polaka, to jest tak, że oni po prostu mają to gdzieś. Żyjemy niestety w świecie, gdzie Polak niejedzący mięsa od razu może być wyzywany, dla takigo typowego samca alfa nie jedzenie mięsa jawi się wręcz jak przyznanie się do bycia gejem, co jak wiadomo Prawdziwych Polaków najbardziej przeraża. Pomyślmy też o kultowym ‚ziemniaki możesz zostawić, ale mięska nie’. To wszystko jest jakoś zakorzenione, ludzie myślą, że wszyscy tak jedzą, że tak jest łatwo. Często myślą,że i taniej, ale nie, to nie zawsze tak jest. Z innej obserwacji – często kobiety wypowiadają się o obiadach bez mięsa stylu, że jakby to podały, to mąż by je z domu wyrzucił. Tak, niby to żartobliwe, ale jednak niesie w sobie jakąś prawdę.
    Przeciętna Polka niestety często spędza dużo czasu w kuchni, ale powiela wiele błędów, gotując tłusto, tłusto i tłusto. Często ma czas. Ma, tylko nie rozumie, że robi źle. Niestety.

    Aha, ostatnia reklama Biedronki. Co Polacy lubią najbardziej? Grillować. I chlać, bo w sumie to się łączy. Niby miała to być pozytywna reklama, wyszła smutnie. Najbardziej Polacy lubią jeść tłuszcz, ot co.

    Trochę się sama zakręciłam, ale w sumie mniej więcej tyle mi przyszło do głowy.

    Pozdrawiam.

    • Magda

      Samą prawdę napisałaś. Kurczę, też kiedyś studiowałam, nie miałam jakoś specjalnie kasy, a nie jadłam kebsów, nie jadłam kurczaka, nie jadłam pasztetów z puszki, a jednak dałam radę i do dziś jestem zdrowa jak koń. Ta modlitwa do mięsa to jakaś kompletna paranoja.

    • Michal Zalewski

      Pani Anito, niestety nie wszyscy studenci mają taką komfortową sytuację by zajęcia były ich jedynym zmartwieniem. Niektórzy muszą też pracować i wrzucanie ich do jednego worka ze zwykłymi leniami jest wg. trochę nie na miejscu…

      • Magda

        Powiedz mi, jaka jest różnica między ugotowaniem kaszy z warzywami, a zrobieniem kwałka kurczaka? I pytam o to ja, dziewczyna, która kiedyś studiowała, pracowała, nie mieszkała z mamą, która podtyka cokolwiek pod nos i nie dostawała od niej słoików, bo mieszkała w innym kraju. I dawała radę na miękko. Ba! Jeszcze mi na imprezy wystarczało czasu.

      • Michal Zalewski

        Taka, ze przy 14 godzinach poza domem kasza z warzywami nie pozwala na dostarczenie nawet polowy kalorii organizmowi. Takie działanie szkodzi jeszcze bardziej niż zakwaszone mięsko 🙂

      • Magda

        Ja nie mówię, żeby nie jeść mięsa, tylko żeby nie jeść kiepskiej jakości. I nie codziennie.

      • Michal Zalewski

        Niestety, mięso lepszej jakości jest znacznie droższe. Caly kurczak w dyskoncie to koszt rzędu 20zl o ile dobrze pamiętam natomiast taki zdrowy, od rolnika kosztuje juz blisko 50, co dla wielu jest zapora nie do przeskoczenia 🙁

      • Magda

        Ale z jednego dobrego kurczaka możesz mieć pięć obiadów: 2 piersi, 2 udka, skrzydełka + rosół. Jak Ci się znudzi rosół, to robisz z niego pomidorową.

      • Aurelia

        Ale z kiepskiego kurczaka też wyjdzie 5 obiadów 😉

      • Magda

        Wyjdzie, tylko zdrowia szkoda.

      • estera

        polecam kasze i warzywa strączkowe – tanie, dobre i sycące

      • A SsS

        20 zł za całego kurczaka? o.O
        Trochę drogo, a mieszkam w Warszawie i to mój punkt odniesienia – gdzie indziej pewnie jest trochę inny.
        U mnie na bazarku (Grażyna 100%) jest budka, gdzie są wiejskie kurczaki. Kilogram filetów kosztuje około 40 zł, nie jest to tania impreza, ale jak na filety, cena nie jest nie-do-przeskoczenia. Specjalnie sprawdzę cenę za całego eko-kurczaka i napiszę, co i jak, jak tylko budka otworzy się ponownie (urlopy, ach, urlopy).

      • je2bnik

        I tu się grubo mylisz. Wspomniany wyżej pęczak nie odbiega jakoś dramatycznie kalorycznością od kurczaka.

      • je2bnik

        Pani Magdo, kurczaka smaży się po kilka minut z każdej strony, natomiast – przykładowo – pęczak gotuje się minimum pół godz. na wolnym ogniu, a żeby był sypki to krócej i trzeba go jeszcze uparować pod pierzyną, tudzież kołdrą, co w zasadzie zajmuje dobrych kilka godzin. I organizacyjnie jest dla sudenta nie do ogarnięcia bo nie ma pierzyny. Warzywa… jak na parze… to sama Pani wie, pisała pani o Tefalu, ale fakt studenci Tefala nie mają… no więc jak sparzyć to parę minut, ale żeby były dobre to trzeba się znać i poszukać na bazarku…

        Nie nie jestem złośliwy, studentom kurczaka naprawdę łatwiej 🙂

      • Jasiek Zdulski

        Jestem studentem, chodzę na 2 kierunki, na tydzień dostaje 120 zł.Daje radę i ejszcze czasem odkładam, najprostsze co może być to patelnia+mrożonka warzywna i garnek+makaron razowy. kuskus z warzywami lub masełkiem i przyprawami, kotlety jajeczne, i fastfood typu podpłomyki i szybki sos pomidorowy z przyprawami, placki z jabłkiem czy czym innym, jogurt z orzechami i mrożonymi owocami, ryż z warzywami fryty z ziemniaków robione samemu czy szybka pizza z patelni ( tak, da się) albo tost francuski (chleb w jajku). Niestety mam słabość do kasz, strączków i makaronów, mimo że nie jem tłusto to mam brzuszek z bycia leniem i bieganiem tylko za autobusem, a mięso gości raz w tygodniu, gdzieś. Na nudnych wykładach nie śpię, tylko szukam co ugotuje, na co mam ochotę czy coś może znajdę nowego. Produkty kupuję na bieżąco i tak zjadam. Kilka rzeczy fermentuję sam, jak mleko (grzybek tybetański), ocet jabłkowy czy kombuche i mam swoje przetwory robiące się same. Gdy mam wielką ochotę bo czuję niski poziom chemii we krwi doładuje się colą (2-3 razy w miesiącu). Trzeba tylko chcieć nie dać zamknąć się w klatce z kurczaka mizerii i ziemniaków. Pyrki w mundurkach robią się same, w wolnej chwili testuję wegańskie i wegetariańskie jedzonko i odkrywam ogrom możliwości 🙂

      • alekurka

        o, siema Jasiu, Ty tutaj? 😀 podziwiam Cię, że chce Ci się gotować, jesteś chyba jednym z 5 facetów którzy to lubią i im się chce, reszta woli iść na łatwiznę. 🙁

      • Ewa

        Chyba to troche przesada. Na przyklad warzyw nie trzeba gotowac w tefalu, wystarczy w zwyklym sitku nad garnkiem. Kasze peczak gotuje sie 20min w duzej ilosci wody. Nie sa potrzebne poduszki ani godzinne parzenie. Jaka pierzyna? Owszem, jezeli chce sie miec goraca kasze po powrocie do domu z zajec to nalezy ja zagotowac, pogotowac chwile by odparowala woda, zawinac w gazete i schowac pod moldre. Jest goraca po kilku godzinach. I wspaniale ugotowana. Ale trzeba chciec i troche pomyslec

      • Karolina Zimińska

        Wszystkie kasze (lub prawie wszystkie, ale żaden wyjatek nie przychodzi mi do głowy) można ugotować na sypko w 15 minut. Potrzeba 2x więcej wody niż kaszy, zagotowujesz, wrzucasz kaszę i kwadrans na malym ogniu. Polecam! Nawet nie mam pierzyny ani czasu o niej myśleć 😀

      • Anita M.

        Panie Michale, ja to wszystko rozumiem. Sama pracuję, co prawda jakby to ująć, nie tyle dorywczo, co artystycznie na zlecenia, ale też pochłania to dużo czasu, nie licząc pracy na studia w czasie wolnym. Okej, na pewno zajmuje to mniej czasu niż to co (chyba) Pan opisał w swoim przypadku w innym komentarzu..

        Pisałam jednak o studentach, którzy naprawdę mają dużo czasu. Inna sprawa, że z moich obserwacji często wynika, że studenci pracujący często o wiele bardziej dbają o to co jedzą. Okej, są różne przypadki, różne drogi, ale zawsze jest jakiś wybór. Widzę to na co dzień. Ja też studiuję cały czas i naprawdę to widzę. Akurat właściwie w 80% studenci mają na jedzenie minimalnie przyzwoite ‚olew’, a nie brak czasu, czy brak pieniędzy.

  • Lenka

    Ja jednak uważam, że zdrowa żywność jest droga. Powinnam odżywiać się bezglutenowo, co jednak jest mało możliwe – bezglutenowy chleb należy albo wypiekać samemu (na co nie mam czasu), albo kupować paczkowane za 8-15 zł, można też zostać przy kukurydzianym „pieczywie”, które smakuje po prostu jak flipsy… (ewentualnie łapać promocje, gdzie za 4 zł są dwie bułki, którym termin przydatności do spożycia kończy się dwa dni później). To samo tyczy się innych produktów spożywczych… Trudno jeść zdrowo, zarabiając ledwie 1500 zł miesięcznie, co w moim mieście (bardzo dużym mieście!) jest jedną z najwyższych pensji, kiedy nie można sobie nawet pozwolić na droższe buty. Sądzę, że tutaj leży problem – w braku pieniędzy, a nie braku świadomości.

    • estera

      Pewnie jest trudniejsze, ale nie niemożliwe. Chleb na dobrą sprawę nie jest koniecznym elementem diety. Można spróbować przerzucić się na tanie i dobre warzywa, owoce, kasze itp. Najtrudniej jest na początku, kiedy próbujemy przestawić wieloletnie nawyki, ale potem już jak z górki.

      • Anuszka

        Oczywiście, że można! Jak z głową i dobrze zaplanowanymi zakupami to nawet taniej niż pseudo-mięcho i pseudo ser. Moja dieta prawie wegańska (pozwalam na trochę nabiału od święta, od jeszcze większego święta nieco ryby), oparta na samodzielnie gotowanych warzywach, kaszach, ryżu, dużej ilości balakii itp kosztuje miesięcznie ok 550-600zł na dorosłą parę na miesiąc. W przeliczeniu na osobę to MNIEJ niż ustalone przez rząd minimum socjalne! Za mniej niż teoretycznie porcja głodowa można zjeść tonę dobrej jakości żarcia, w tym też produkty uznawane za drogie (avocado, migdały i nerkowce na tony 🙂

      • Ala

        Wow, 600zł miesięcznie na 2 osoby? Poważnie, tak się da? A może Pani wypisać jakie produkty Pani kupuje? 🙂 jestem bardzo ciekawa, bo właśnie próbuje zorganizować sobie domowy budżet przy zmianie diety na zdrowszą 🙂 Pozdrawiam.

    • Aurelia

      Zawsze można np. tak po prostu…. nie jeść chleba 😉 Wtedy nie musisz ani kupować tego drogiego, ani wypiekać sama 😛

    • Izabela K.

      Jestem na diecie bezglutenowej, bezlaktozowej, mam milion alergii pokarmowych i uważam, że piszesz bzdury. Na jedzenie nie wydaję więcej niż 300zł, a jem 5 zdrowych posiłków dziennie.
      Z tym chlebem to akurat słaba wymówka, bo jego skład to cała tablica Mendelejewa. Na śniadanie można jeść jaglankę z owocami zamiast kanapek, a na kolację wafel ryżowy czy kukurydziany jest wręcz wskazany, bo lekki. Naprawdę nie trzeba szukać drogich zamienników na wszystkie glutenowe pokarmy.

  • Stefan

    Szanowna Magdo, tekst niewatpliwie czytalny, ale trochę mało merytoryczny… Najbardziej zainteresował mnie fakt, że spożywanie mięsa zakwasza organizm i to może prowadzić do nowotworów. Czy mogłabyś to poprzeć jakimiś dowodami naukowymi? Jak mięso obniża pH krwi i jaki to ma wpływ na proces kancerogenezy?
    Pozdrawiam serdecznie 🙂

    • Magda

      Prawidłowe pH tkanek to 7,35 – 7,45. Wtedy mówimy o równowadze kwasowo-zasadowej. Pokarm, który spożywamy ma różne pH, wiadomo, że bardzo dobrze na nasze organizmy wpływają warzywa. Wiadomo też, że permanentne zakwaszenie organizmu podowuje przewlekłe stany zapalne. Przewlekłe stany zapalne to przedsionek raka, to także jest ogólnodostępna wiedza.

      I teraz tak, po polsku o pH mięsa znalazłam tutaj: http://www.pic.com/Images/ProductImage_9.pdf

      Dość obszernie na ten temat także tutaj: http://www.eioba.pl/a/1o8q/wplyw-zakwaszania-na-stan-zdrowia-organizmu

      • Stefan

        7,35-7,45 to optymalne pH dla krwi, bo w różnych tkankach może być lekko odmienne. A nad pH krwi czuwają bufory (np. fosforanowy, czy weglanowy), które zapobiegają zmianie odczynu. Są one na tyle silne, że spożywane mięso naprawdę nie jest w stanie jego zmienić..zresztą zmiana pH krwi jest poważnym stanem klinicznym (kwasica, bądź alkaloza), który wymaga szybkiej interwencji. Reasumując: u zdrowego człowieka spożywane pokarmy nie są wstanie istotnie zmienić pH krwi, a „przewlekłe zakwaszenie organizmu” (jak to okreslilas) trzeba jak najszybciej skonsultować z lekarzem.

      • Magda

        Postaram się jeszcze dzisiaj poszukać więcej na ten temat. Nie jestem chemikiem, ale bacznie przyglądam się reakcjom swojego ciała na to, co jem i wiem na pewno, że naprawdę dobrze i witalnie czuję się kiedy obcinam mięso do minimum, jem więcej ryb i masę warzyw. Ale mniejsza o to – postaram się z tym jeszcze do Ciebie wrócić.

      • Stefan

        Nie zrozum mnie źle, bo sam uważam, że odpowiednia i zróżnicowana dieta jest bardzo ważna. 🙂
        Ale nie można demonizowac zanadto, bo się okaże, że nic nie możemy jeść…A straszenie kogoś nowotworem jest dla mnie dosyć przerażające.

      • Magda

        Wiesz, na pewno wpływ na nasze zdrowie ma zanieczyszczenie środowiska i milion innych uwarunkowań, ale wierzę w to, że dobra, zbilansowana dieta, która wyklucza przetworzone, naszpikowane hormonami produkty jest kluczowa. Np. terapia Gersona przynosi bardzo dobre rezultaty, a zupełnie się o tym nie mówi.

      • Stefan

        Medycyna niekonwencjonalna to jest odrębny temat, którego w internecie nie ma sensu roztrzasac…tylko powiem, że jak dla mnie, to stosuje się tam zbyt dużo teorii, których nie można poprzeć naukowo..A ja wolę konkretne mechanizmy, a nie ogolniki, które mydlą oczy i stają się nowym „opium” dla tłumów…Ale jak wspomniałem, taka dyskusja to nie tutaj 🙂

      • Magda

        Ok, mam:
        Kokot F.: Zaburzenia gospodarki wodno-elektrolitowej i kwasowo-zasadowej. Wydawnictwo Lekarskie PZWL, Warszawa 2001;

        Remer T.: Influence of nutrition on acid-base balance – metabolic aspects. Eur. J. Nutr., 2001, 40, 5, 214-220;

        Ayers P., Warrington L.: Diagnosis and treatment of simple acid-base disorders. Nutr. Clin. Pract., 2008, 23, 2, 122-127.

        http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC3195546/

      • Stefan

        „A low-carbohydrate high-protein diet with its increased acid load results in very little change in blood chemistry, and pH, but results in many changes in urinary chemistry. ”
        W istnienie gospodarki wodno-elektrolitowej, czy kwasowości-zasadowej nie wątpię, ale artykuł który podeslalas tylko potwierdza mój tok rozumowania 🙂

      • Magda

        Ale też jasno pokazuje, że dieta alkaliczna pozytywnie wpływa na stan zdrowia.

      • Stefan

        Dobrze, ale chodziło mi o to że napisałaś w tym artykule m.in. to, że jedzenie mięsa powoduje raka..co jak sama udowodnilas jest niezgodne z prawdą

      • Magda

        W jaki sposób udowodniłam, że to nie jest prawda? Jeszcze raz: mięso ma odczyn kwaśny (podobnie jak cała masa innych produktów, dlatego warzywa są w diecie kluczowe), środowisko kwaśne jest idealnym środowiskiem dla rozwoju przewlekłych stanów zapalnych, stany zapalne są pierwszym krokiem do raka.

      • Stefan

        Co z tego, że ma odczyn kwaśny, skoro nie wpływa to na pH krwi? Sok zoladkowy też jest kwaśny (i to znacznie bardziej niż mięso). A zmiana pH tkanek zawsze wiąże się ze zmianą pH krwi. Kwasica metaboliczna to nie jest slogan reklamowy dla tabletek homeopatycznych, tylko stan chorobowy, który realnie zagraża zyciu i wymaga kroplowki, a nie soku z buraków…zresztą..wadą wolności słowa jest to, że można napisać cokolwiek. Nauczka dla mnie jest taka, Żeby następnym razem unikać.
        Pozdrawiam 🙂

      • Magda

        Przytoczyłam Ci wyżej bardzo konkretne źródła, do których możesz sięgnąć. Jeśli nie chcesz tego zrobić, to trudno.

      • Stefan

        Przeczytałem, a nawet zacytowałem

      • Magda

        Książki też? Szybko.

      • Stefan

        Liczyłem na wyższy poziom…
        Tak się składa, że książkę profesora Kokota mam właśnie w ręce. Więc, na której stronie mam otworzyć, bo przejrzalem cała i nic nie znalazłem na temat kwasicy spowodowanej dietą? (Nie licząc kwasicy ketonowej po alkoholu)

      • Magda

        Stefan, czy ja gdziekolwiek napisałam o kwasicy spowodowanej dietą? Nie, Stefan, nie napisałam. Napisałam natomiast o zakwaszaniu organizmu nadmiernym spożyciem mięsa, inaczej: brakiem zdrowej równowagi w diecie. Której części nie rozumiesz?

      • Stefan

        Nie rozumiem czym się różni kwasica od zakwaszenia organizmu? 🙂

      • Magda

        Znaczący odchył od normy vs mały odchył od normy? Cały czas mówię o zachowaniu równowagi, a codzienne jedzenie mięsa i śladowej ilości warzyw, to nie jest równowaga.

      • Stefan

        Ta dyskusja nie ma sensu, bo ja operuje terminologia medyczną, a Ty sloganami z Pani Domu..dobrego wieczoru i więcej rozwagi w pisaniu. Pozdrawiam

      • Magda

        Skoro operujesz terminologią medyczną, to na pewno wiesz jakie znaczenie ma dieta w życiu każdej pani domu 🙂

      • Aurelia

        A czy sok z cytryny ma odczyn kwaśny? Bo coś słyszałam, że dobrze jest pić wodę z sokiem z cytryny w celu odkwaszenia organizmu. Pewnie też słyszałaś. A potrafisz to wyjaśnić, jak to jest, że coś o odczynie kwaśnym alkalizuje?

      • Magda

        Za sprawą dwuwęglanu potasu.

      • Stefan

        Nie no, to już jest farsa..

      • Aurelia

        Ja też nie jestem chemikiem. Ale bacznie przyglądam się reakcjom mojego ciała, i nie ma ono nic przeciwko mięsu…

      • Ula

        Jak byłam dzieckiem, czyli prawie 15 lat temu (takim z podbazy, miałam 10 lat), mieszkałam w małej miejscowości niedaleko dużego wojewódzkiego miasta. Jak się jechało ze szkoły do teatru, do kina czy zoo, to ZAWSZE był trip do Maczka – ZAWSZE. Ale wtedy to był rarytas, jedzony od wielkiego święta, mama rzuciła dyszkę na wycieczkę i było na happy meal. Teraz? To norma. W niedzielę najpierw kościółek (albo i nie, zależy od rodziny), a potem jazda do centrum handlowego, niech się dzieciak wyhasa na placu zabaw z basenem z kulkami i potem obiad w Maku. Taka smutna polska rzeczywistość. Rozumiem, że w mieście nie ma tylu możliwości na aktywne spędzenie wolnego czasu co poza nim, ale skoro rodzinka ładuje się w samochód i jedzie do galerii handlowej, to nie lepiej załadować się w samochód, kanapki do plecaka i pojechać gdzieś za miasto na parę godzin? Albo na rower? Ludzie stają się coraz bardziej wygodni i leniwi, po czym obserwują z kanapy, jak rosną im tyłki (np. ja, ale walczę z tym zawzięcie) i biadolą, że nie mają czasu. A gdyby tak ten czas, który dziennie spędzają przed telewizorem poświęcić na spacer albo spędzenie czasu z rodziną (i przez to nie mam na myśli danie 2-latkowi tabletu, żeby go czymś zająć jak mama ogląda Klan albo wrzuca na fejsika zdjęcia swojej pociechy), to świat byłby piękniejszy 😉 Rozpisałam się

  • hoverdog

    [citation needed]

    • Magda

      Jest niżej.

  • Filip Moryl

    Można dostać namiary na tę grupę?

  • je2bnik

    Pani Magdo mam wrażenie, że została Pani kolejną ofiarą speców od medycyny holistycznej.

    • Magda

      Nie wydaje mi się, raczej zdroworozsądkowo do tego podchodzę. Ale też nie widzę nic złego w holistycznym podejściu do zdrowia, a tego z pewnością brakuje współczesnej medycynie, która nie szuka przyczyn choroby lecz łagodzi objawy. Najprostszy przykład z brzegu – w badaniach może nam wyjść wysoki cholesterol i dostaniemy na to receptę. A tak naprawdę lekarz powinien przeprowadzić wywiad i dowiedzieć się, czy na przykład poprzedniego dnia nie wypilismy za dużo wina. Powinien zalecić zmianę diety i powtórzyć badanie po jakimś czasie.

      • je2bnik

        Po pierwsze to jaki cholesterol: HDL czy LDL…? 😉 ale ja nie o tym… Niestety w dążeniu do bycia healthy i fit, ten zdrowy rozsądek często gdzieś się zatraca i takim wdzięcznym przykładem jest dla mnie właśnie medycyna holistyczna, gdzie 5% to rzetelna nauka a reszta to homeopatia, placebo, pseudo duchowość, new age, czakry, korytarze fizjologiczne i inne tego typu niesamowite historie.

        O zdrowie trzeba dbać, należy mądrze jeść, wszak już Hipokrates pisał że… 😉 W tym się zgadzamy. Ja 95% posiłków przygotowuję samodzielnie. Mając na koncie – jak sądzę – dość bogaty zasób życiowego doświadczenia i wpojony „od małego” szacunek do żywności, pomimo względnego dobrobytu i tego, że nie muszę już gotować „z biedy”, na mieście jadam w zasadzie tylko dla fanaberii i szczerze kiedy słyszę o zakwaszeniu organizmu, candidzie, energetycznej równowadze i biodynamicznych winach to mnie rzuca o podłogę i dostaję drgawek. Niby żyjemy w XXI wieku a mentalnie cofamy się do Austro-Węgier, łykamy takie bzdety, płacąc za to ciężką kasę i kiwając jeszcze głową z podziwem i zachwytem.

        Patrząc globalnie tu powinienem napisać dla przeciwwagi coś o głodujących dzieciach z afryki, ale kwestię rozważamy lokalnie wiec… Wystarczy pojechać 40 km za Warszawę, żeby zobaczyć jak jedzą „Prawdziwi Polacy” i dość do wniosku, że jedzą to co jedzą, nie dlatego, że nie wiedzą, tylko czasem po prostu nie mają wyjścia. Podobnie Janusze z Podkarpacia i cebulaki z Małopolski. Ich niestety nie ma na fejsiku.

      • Magda

        LDL, ale to chyba wszyscy wiedzą.
        Mam wrażenie, że mówimy o dwóch różnych rzeczach. Holistyczne podejście do leczenia, to inaczej podejście całościowe, uwzględniające nie tylko objawy choroby, ale też szukające przyczyn w trybie życia czy diecie właśnie.

  • Kuchnia i Hantle

    Świetny post! Jestem zdecydowanie zwolenniczką walki o prawdę na naszych polskich talerzach, bo Polacy niesłusznie nadal uważają się za lepszych od Brytyjczyków czy Amerykanów. Nadal sądzimy, że wysoko przetworzona żywność, półprodukty i fala fast foodów nas nie dotyczą, poza tym chyba nadal jesteśmy ślepi na to jak korporacje okręciły nas sobie wokół palca i to nie jest tak , że ‚takie rzeczy to tylko w Ameryce’- to się dzieje, a tym czasem wspomniane Grażyny trują codziennie, kilka razy dziennie swoich mężów dzieci i całe rodziny masowo pakując im do żołądków sztuczne podróby jedzenia, klepiąc się przy tym po brzuchach jaka ta polska kuchnia wspaniała a wcale niema to nic wspólnego z kuchnią polską. Samo ‚zdrowie’- schabowy ,ziemniory sowicie okraszone tłuszczem z resztkami spalonej panierki i surówką ze słoika. Sama walczę i na swoim blogu próbuję wbić do głowy, że wybieranie świadomie dobrych jakościowo produktów jest kluczowe w utrzymaniu zdrowej i bogatej w odpowiednie składniki diety a także świadomość skąd dany produkt pochodzi i jak został wyhodowany a tzw. super food to nie fanaberia rzędu setek złotych miesięcznie a produkty coraz łatwiej i taniej dostępne. Najważniejsze jest budowanie świadomości, bo widząc co ludzie wkładają do koszyków w supermarketach po prostu zwala mnie to z nóg. Może to już lekkie zboczenie ale naprawdę wnikliwie obserwuję co dzieje się dookoła mnie w kwestii żywienia i ilość słodkich jogurtów, słodyczy czy sztucznych sosów i zupek jaką kupujemy jest zatrważająca i naprawdę prosi się o wykład. Wracając do porównywania się ze stereotypowo najgorzej odżywiającymi się krajami to chcę zaznaczyć, ze Polska przoduje w statystykach dotyczących największej liczby otyłych dzieci w kraju , co jest najgorszą z możliwych wiadomości, bo tworzymy i hodujemy na tym syfie nowe pokolenia i zamiast dbać o ich rozwój powoli codziennie sami rodzice wyniszczają ich organizmy a także uczą złych nawyków, które potem zostaną przekazane dalej..

    • Magda

      To prawda, z narodu szczupłego zmieniamy się w spaślaków. A producenci karmią nas tak, a nie inaczej, bo mogą. Piłka i tak jest po naszej stronie, bo to my decydujemy co i ile jemy.

  • Allie

    Wow ale głupoty. Antybiotyki profilaktycznie? Ciekawe gdzie. Owszem, może w niewielkim procencie hodowli… Jestem z wykształcenia zootechnikiem, zajmuję się żywieniem drobiu, i z antybiotykami się na żadnej fermie nie spotkałam. A podawanie w komentarzach filmików z youtube jako dowodów na swoje tezy… no ludzie złoci.
    Owszem, „ekologiczne” mięso i jaja mają inne wybarwienie i smak (nie mnie oceniać czy lepszy – tyle jest badań w których wyszło że konsumenci nie widzą różnicy między jajkami 0 a 3…), ale to kwestia przede wszystkim SKŁADU PASZY, a nie magicznych antybiotyków (przypominam, ze zakazanych, a rolnicy mają średnio kontrole z różnych organizacji raz w tygodniu) i hormonów wzrostu…

    • Magda
    • Grazyna

      Jezeli takich mamy zootechnikow. To mozemy byc pewni ze jakosc jedzenia/miesa bedzie watpliwa.

    • Magda

      To nie do końca tak. Mój chłopak przez bardzo krótki czas jeździł jako kierowca dla hurtowni weterynaryjnej, rozwożąc leki, bardzo często właśnie po rzeczonych kurnikach, a raczej wytwórniach drobiu. Kiedy w takowym kurniku zaczynał się intensywny pomór, właściciel fabryki tych kuropodobnych bid z nędzą dzwonił do hurtowni i do samochodu chłopaka pakowany był tak zwany „preparat X”, sprowadzana najprawdopodobniej z Rosji, całkowicie nielegalna mieszanka antybiotyków i innego tego typu goowna, które konające kurczaki błyskawicznie stawiała na nogi, co pozwalało poddać je tradycyjnej rzezi, a następnie przerobić na to fantastyczne „zdrowe, białe mięso”, które ze smakiem zje potem statystyczny Kowalski. I to była norma. Napiszę tak: nie robił tego niewielki procent ferm kurzych. Zaledwie. Nie inaczej było z indykami, a normę stanowiło danie „w łapę” wetowi w inspektoracie, żeby zatwierdził jakość badanego, padłego w agonii mięsa. I interes się kręcił. Jak chcecie, to wierzcie, jak nie, to nie, ja takiej drobiny nie tykam i już 🙂 Podobnie mam zresztą z łososiem, chociaż nikt z moich krewnych i znajomych nie pracował na łososiowej farmie. Opieram się na analogiach. Pozdrawiam.

  • Grazyna

    Tekst calkiem dobry. Przedstawia rzeczywistosc. Szkoda ze tak sie pomiata tradycyjnym polskim imieniem Grazyna. Dosc rzadkim tak, jak jakosciowo dobre jedzenie na polskich stolach. Polakow nie stac, potem nie umieja gotowac, patrzac na moich znajomych po prostu nie umieja a potem to w sumie im sie nie chce. Masowe spoleczenstwo ze swoimi masowymi daniami jest faktem i nie zniknie. A bedzie tylko gorzej patrzac na swiatowy tred w dlugiej perspektywie czasu. Kto w domu nie wyrosl na dobrym rosole, botwince, barszczu, domowym salcesonie, gesinie, kroliku w ziolach- to sa np. Dania z mojego dziecinstwa,, ten nigdy nie bedzie umial odroznic i docenic dobrego smaku oraz czasu potrzebnego na przygotowanie.

    • Magda

      Ja też nie wiem dlaczego internet wybrał sobie akurat to imię. I dokładnie tak jest, jak piszesz – smak kształtuje się w dzieciństwie, dlatego z przerażeniem patrzę na Maki pełne rodzin z dziećmi, zajadające hamburgery.

      • Grazyna

        Tak tez to widze i jest mi po porostu przykro i w jakis sposob smutno.Wiem, ze ich dzieciom bedzie ciezej przekonac sie, sprobowac i nauczyc sie zdrowo odzywiac lub gotowac. Dzieci beda mialy problemy z chlesterolem, cukrzyca itp. A nasza wdpaniala kuchnia znika, kto jadl bazanta, gesine, kozine? Moj tata pamieta swieza ikre z ryby przetarta ze swieza smietana, swiezo zlowionego z polskiej rzeki lososia – biale mieso… moj tata gotuje takie rzeczy bo jego mama gotowala.Dla mnie to nie pierogi czy schabowy to nie sa przedstawiciele polskiej kuchni.Nasza kuchnia jej rarytasy praktycznie nie do znalezienia.

      • Magda

        No to mamy bardzo podobne wspomnienia z dzieciństwa. Poważne problemy zdrowotne u dzieci już teraz są powszechne.

      • Grazyna

        A tak poza tym kochani wy sie tu o tego raka tak nie kloccie. Na Malcie na polozonej na M.Srodziemnym gdzie jest bogactwo ryb chociazby. 3-4 letnie dzieci maja niesamowicie zawyzony cholesterol, dzieci starsze wszystkie zeby popsute – nie wcale nie mleczaki, lub zebt sie nie rozwinely, dla mnie to byl szok, dla tych ludzi rzeczywistosc, czy tam sie ktos tym przejmuje? Nie. Nie rodzice. Tylko rzad co wklaxa miliony na leczenie chorob kt. Kiedys bylo ok. O polowe mniej. nastolatki wysoki odsetek z cukrzyca. Do tego najbardziej otyle spoleczenstwo w Europie. A co myslicie ze te dzieci beda miec przy 30-stce ? Oczywiscie ze sa bardziej narazone na raka. A co tam sie je Kurczak w kazdej postaci smazony, paluszki rybne i parowki. Pozostalosc po angielskim panowaniu zadna kuchnia srodziemnomorska. To o co tu sie kilka isob spiera jest rzeczywistoscia w innych krajach.

      • Ula

        Jak byłam dzieckiem, czyli prawie 15 lat temu (takim z podbazy, miałam 10 lat), mieszkałam w małej miejscowości niedaleko dużego wojewódzkiego miasta. Jak się jechało ze szkoły do teatru, do kina czy zoo, to ZAWSZE był trip do Maczka – ZAWSZE. Ale wtedy to był rarytas, jedzony od wielkiego święta, mama rzuciła dyszkę na wycieczkę i było na happy meal. Teraz? To norma. W niedzielę najpierw kościółek (albo i nie, zależy od rodziny), a potem jazda do centrum handlowego, niech się dzieciak wyhasa na placu zabaw z basenem z kulkami i potem obiad w Maku. Taka smutna polska rzeczywistość. Rozumiem, że w mieście nie ma tylu możliwości na aktywne spędzenie wolnego czasu co poza nim, ale skoro rodzinka ładuje się w samochód i jedzie do galerii handlowej, to nie lepiej załadować się w samochód, kanapki do plecaka i pojechać gdzieś za miasto na parę godzin? Albo na rower? Ludzie stają się coraz bardziej wygodni i leniwi, po czym obserwują z kanapy, jak rosną im tyłki (np. ja, ale walczę z tym zawzięcie) i biadolą, że nie mają czasu. A gdyby tak ten czas, który dziennie spędzają przed telewizorem poświęcić na spacer albo spędzenie czasu z rodziną (i przez to nie mam na myśli danie 2-latkowi tabletu, żeby go czymś zająć jak mama ogląda Klan albo wrzuca na fejsika zdjęcia swojej pociechy), to świat byłby piękniejszy 😉 Rozpisałam się, a wcześniej napisałam ten komentarz nie w tym miejscu, co chciałam 😛

  • greg

    Wszystko było spoko, dopóki nie przeczytałem o onkogenezie na podłożu zakwaszenia organizmu mięsem. Tak się składa, że studiuję medycynę i racjonalne odżywianie moje i moich przyszłych pacjentów leży mi na sercu, ale to twierdzenie, to czyste demonizowanie. Oczywiście, występowanie raka jelita grubego koreluje z ilością spożywanego mięsa, ale nie jest to tak prosta droga.
    Druga sprawa, to fakt, że Polaków po prostu nie stać na zdrową żywność. Jak sama dobrze stwierdziłaś pijesz zieloną herbatę przed kompem z jabłkiem, możesz sobie pozwolić na bio-eko-jedzenie. Ale niech ktoś mi pokaże jak 4 osobowa rodzina z dochodem ok 4 tys netto na gospodarstwo, ma coś takiego zrobić. Nie jest to hejt, a codzienny problem.
    Wydźwięk artykułu wydaje mi się mocno wulgarny, atakujący. Mam jednak nadzieję, że autorka wyraża w ten sposób swoje szczere zaniepokojenie sytuacją. Jest co robić.

    • Magda

      Ja tu nie widzę nic wulgarnego, poza poczciwym słowem „gówno”, ani tym bardziej atakującego. Smuci mnie, że:
      a) wielu Polaków musi żyć za grosze
      b) wielu Polaków nie jest zainteresowanych wpływem przetworzonego jedzenia na ich organizmy
      c) wielu Polaków jest otyłych
      d) wielu Polaków jest lub będzie chorych w wyniku złej diety
      Tak naprawdę to są realne problemy, ale o profilaktyce się tylko mówi, a nikt nie wprowadza jej w życie. O dobrym jedzeniu powinno się uczyć dzieci w szkołach i nie mówię tu o „dietetykach”, którzy zalecają kurczaczka i margarynę, tylko o świadomych ludziach.

    • Jakub

      Tłumaczenie, że kogoś nie stać na zdrowe jedzenie to bzdurna wymówka (to znaczy rozumiem, że może tak czasem być, ale z reguły nie jest). Warzywa, kasze, rośliny strączkowe – to wszystko jest znacznie tańsze od gównianej wędliny, czy czegoś seropodobnego. Nie trzeba od razu wydawać milionów na ekoprodukty z bio upraw, wystarczy pofatygować się do warzywniaka, czy na targ.

  • Asia Fibic

    problem w tym, że taki kurczak z wolnego wybiegu, jedzący trawkę i robaki zazwyczaj jest suchy, twardy i nie smakuje nawet psu..

    • Magda

      Mięso jest suche i twarde, jak kucharz nie umie się z nim dobre obejść.

      • Asia Fibic

        Na tej podstawie pozostaje mi wnioskować, że antybiotyki, którymi nakarmiony jest kurczak, nadają mu miękkości i soczystości…albo nie jest prawdą, że każdy kurczak kupiony w sklepie jest tymi antybiotykami karmiony! bo kurczaki, które biegają po moim podwórku i są dobrze karmione, nadają się tylko na zupę, chociaż i tak często mięso jest za chude.
        Proszę sobie darować chamskie komentarze.

  • Karolina

    Można kupić prawdziwego kurczaka, od prawdziwego rolnika, nawet niedaleko stolycy, nawet nie dużo drożej niż w stonce. Trzeba sobie zadać trochę trudu, bo trzeba się umówić dzień wcześniej, ale jest do zrobienia.

  • Janko

    Taki kurczak że odlatuje pitok!

  • Marlow

    Zakwaszenie powodujące raka xD zdrowy człowiek ma stałe pH 7,35-7,45 i takie rzeczy jak pokarm nie powodują zakwaszenia, ponieważ chroni nas przed tym szereg buforów, ktore kompensują zmiany stężenia jonow wodorowych. Potrzeba naprawdę poważnego stanu, by sie zakwasić (niewydolnosc oddechowa, niewyrównana cukrzyca). Rakotwórcze są oczywiście wszystkie konserwanty, chemia, sam fakt ze mieso jest smażone.

  • Anna

    Kurczak to jedno, ale jak przekonać przeciętnego Kowalskiego, że spożywanie alkoholu w mniejszych lub większych ilościach, kilka razy w tygodniu, albo „tylko w weekendy”, szkodzi zdrowiu i nie poprawia kondycji fizycznej? Myślę, że w naszej kulturze są poważniejsze problemy, jeśli chodzi o nawyki żywieniowe, ale każdy krok do poszerzonej świadomości się liczy. Pozdrawiam 🙂 Ania

  • Magda
  • Aleksander Lenkiewicz
  • dibon

    kolejna dawka smutnej pseudowiedzy nie popartej niczym.. ehh.. i na pewno zarazem wyznawca wszelkich teorii spiskowych.. proponuję nie kupować w promocji, to może coś normalnego „upoluje”…

    • Magda

      Kolejny nie wnoszący nic komentarz. Proponuję się powstrzymać.

  • marta

    jaki to profil na fb?

  • Kasia Wu-Ka

    Przyznam się bez bicia,że postrzegalam łososia za zdrowa rybe:-( a co z dzikim dostępnym np.w biedronce? Jakie ryby zatem kupować? Proszę o radę 🙂

    • Magda

      Kasiu, ogólna sensowna rada, to ryby dzikie. One co prawda też bywają różne, ale na pewno są zdrowsze od hodowlanych.

      • Uważajcie na ryby z Bałtyku. Poziom rtęci i innych szkodliwych substancji jest naprawdę przeraża
        Dla osoby dorosłej rekomendowana jest średnio jedna porcja na tydzień i to ryb nietłustych,bo w tluszczu kumulują sie bardziej zanieczyszczenia wiec dorsz ok,ale juz łosoś nie bardzo. Małe dzieci i kobiety ciężarne nie powinny spożywać ryb pochodzących z Baltyku.
        W Skandynawii w rybnych sklepach ostrzega się klientów. Kiedy to nastapi w Polsce?:(

  • Bardzo dobry tekst, choć z tego co widzę mocno czepiają się skrótu myślowego. Nie ma zakwaszenia organizmu, organizmu nie można „zakwasić”. Takie zdania łatwo prowadzą do mocno altmedowych akcji ‚odkwaszania organizmu’. Wiesz o co chodzi, organizm niezależnie od tego co spożywamy ma bardzo silną homeostazę i trudno ją zaburzyć tą drogą. Można dietą sprzyjać rozwojowi chorób. Zakwaszenie to mocne uproszczenia. Czynniki wymieniłaś i wieloraki szkodliwy wpływ mięsa, które jest bardzo słabej jakości daje określony efekt.
    Co do anybiotyków paszowych one są i będą stosowane, dodawane do pasz – to znak naszych czasów, najpowszechniejsze take jak np. flawomycyna czy salinomycyna są tanie, często już w składzie, a zwiększają opłacalność hodowli, zapobiegają chorowaniu zwierząt. Powiedzmy sobie otwarcie tego żaden rolnilk(klasyczny rolnik na wsi) czy właściciel ogromnej hodowli przemysłowej nie chce, bo generowałoby straty. Zwierze nie musi wrobić naturalnej odporności, przeżyć sezon, ma szybko w kilka tygodni nadawać się na sprzedaż i ubój.
    A my to jemy…

  • Zuzanna

    w 100% się zgadzam z tekstem i co do jakości wymienionego mięsa i co do tego ile należy go spożywać. i teraz pytanie, zupełnie serio, jakie mięso w takim razie jeść, jak już te 2-3 razy w tygodniu chcemy je zjeść. Skąd brać, żeby wiedzieć, że jest dobre, zdrowe i wartościowe i optymalnie, żeby nie było dramatycznie drogie. I jakie ryby wybierać, żeby było zdrowo? Non stop do listy ryb nie nadających się do spożycia dołączają kolejne ukochane przez Polaków gatunki: panga, sola, łosoś. I ok, ja nie dyskutuję z tym, na pewno są marnej jakości, tylko które są ok ?

  • Aga

    Ograniczenie spożycia mięsa złej jakości na pewno wszyłaby wszystkim na dobre. Szkoda, że nie wspomniałaś iż nie tylko mięso jest źródłem białka :)( a dla polskich restauratorów to wciąż tajemnica, że nie samym węglem i warzywem żyje wegetarianin) a w dobie mody na wege przepisów na np. kotlety z ciecierzycy/soczewicy/grochu/fasoli itd jest cała masa a produkty dostępne w każdej biedronce.

  • Maciej

    Jeśli chodzi o dobrego kurczaka jak i inne mięsa to polecam w Drób Valdi w hali Mirowskiej

  • Kasik

    Niestety ja to wszystko wiem. Że kurczak niezdtowy, że łosoś niezdrowy itp. Bardzo rzadko to gotuję, ale bardzo cciałabym wiedzieć gdzie mogę kupić zdrowe.. w luksusowuch delikatesach p&p nie ma zdrowego łososia, oezynajmniej surowego, bo wędzone są jakueś niby bio i eko. Chętnie więcej zapłacę tylko gdzię
    Na razie chociaż jaja eko i z wolnecgo wybiegu kupuję. Chćuałabam wszystko eko of course ale to nie takue proste. Ja myślę o wege choć jeszcze nie dorosłm niestety, ale mam nastolatka w domu , który uwkelbia mięchi i co mam za niego decydkwać i go zmudzać? Mieszkam w Radomiu. Jal ktoś ma namiary na zdrowiznę to chętnie..

  • kasia

    Cóż może warto się zastanowić i pomyśleć, że większości ludzi po prostu nie stać na produkty z najwyższej półki. Mieszkam w średniej wielkości mieście, pracuję razem z mężem, mamy jedno dziecko, czyli teoretycznie powinno nas stać na wszystko – niestety tak nie jest. Nie każdy może sobie pozwolić na jedzenie śniadań za 160 zł. Ja taką kwotę przeznaczam raz w miesiącu na zjedzenie dobrej kolacji z męzem poza domem. Na więcej po prostu nas nie stać. Oczywiście – warto zastanawiac się nad tym, co ląduje w koszu na zakupy, ja wolę kupić czegoś mniej, ale lepszej jakości – zwłaszcza mojemu dziecku. Wole kupić miód z prawdziwej pasieki, szynkę od lokalnego gospodarza czy chleb, który nie jest naładowany konserwantami. Ale sa ludzie, którzy wolą zapełnić lodówkę produktami marnej jakości, ale które po prostu zapełnią brzuchy…niestety.

  • Patrycja Kaczmarzyk

    Specjalnie odnalazłam grupę o której wspominasz, dołączyłam, przejrzałam. W ciągu pierwszych 50 postów niedowierzanie przeplatało się u mnie z atakami śmiechu i rzucaniem mało lotnych „o ja pierd..”. Potem przyszedł czas na refleksje: żyjemy w społeczeństwie kulinarnie (i niestety nie tylko kulinarnie, ale to nie miejsce na takie refleksje) prymitywnym. Współczuję ludziom, którzy prowadzą knajpy i faktycznie chcieliby karmić dobrze i przystępniej cenowo (jak, skoro większość Polaków za szczyt finezji rzeczywiście uznaje hodowlanego łososia, z „przypraw” zna tylko wegetę. a fryty z ketchupem i parówy to ich ulubione dania). A potem uzmysłowiłam sobie, że dobre jedzenie w Polsce to faktycznie trudna sprawa. Po pierwsze nie pielęgnujemy tradycji kulinarnych, prawie nie znamy dobrych produktów „z domu” (mnie się udało o tyle, że wiem jeszcze jak smakuje „prawdziwe mięso”, którego dzisiaj prawie nie jadam, czy warzywa i owoce, więc moim zdaniem to i tak sporo). Po drugie statystyczny Polak naprawdę nie może sobie pozwolić na wydawanie kilku tysięcy na zdrowe jedzenie. I co ciekawe, nie wydaje, nie zna tego jedzenia i nawet go nie potrzebuje (przynajmniej na poziomie świadomości), bo przecież odnajduje uciechę w tej wegecie, i frytach i półproduktach z marketu. A jak się ma taką bazę, to odkrywanie dobrego jedzenia to proces, który wymaga kulinarnej otwartości, nutki odkrywcy (bo przecież nie wystarczy kupić nieznanego produktu w markecie, bo tam pewnie jest dostępny, ale w wersie bezsmakowej, albo w smaku ubogiej), trzeba też kombinować, by nie zbankrutować i przede wszystkim rozumieć, że lepiej kupić mniej i jeść lepiej, i to dosłownie. Ja nie jestem jeszcze nawet w pół drogi do jakiegoś poziomu kulinarnego, który można nazwać przyzwoitym, tym bardziej rozumiem, że ta droga jest trudna i wymagająca. Ale wiem też, że jak człowiek zaczyna odkrywać, że są rzeczy dużo lepsze pod względem walorów smakowych, od tego gówna, które dotychczas jadał, to już jest z górki. I jak dla mnie nie każdy musi dochodzić do poziomu zajadania się prawdziwymi, często egzotycznymi, frykasami za fortunę, żeby można uznać, że je zdrowo i ze smakiem. Myślę, że tak naprawdę chodzi o dobry produkt, nieważne czy to ziemniak czy „prawdziwe” homary.

  • jacek_wwa

    > Ktoś kiedyś tym ludziom wmówił, że to „zdrowe białe mięso”.

    Tak jak kiedyś ktoś wmówił ludziom, że masło jest be bo to cholesterol i otyłość a margaryny są super… nawet Rama na działkach też jest zdrowa (Rama to nie margaryna jak się mocno oburzyła moja była znajoma pracująca kiedyś w Unileverze). 🙂

    Tak jak wmówiono ludziom, że mięso czerwone jest szkodliwe i dlatego Polacy właściwie przestali jeść wołowinę (statystycznie) przez co jej ceny podskoczyły i są dla większości ludzi właściwie nie tyle zaporowe co w związku z zerwaniem ciągłości kulinarnej sporo ludzi nie wie co z nią zrobić.

    Tak, wmówił ktoś ludziom, ze należy jest dużo ryb. Ale nie śledzi bo to prymitywne żarcie dla plebsu jako zagrycha do wódki tylko łosoś no i sushi jako dania którymi można się od plebsu kulturowo odseparować. Ktoś się zajmował z czego zrobione jest sushi i ile w nich jest konserwantów, szkodliwych i toksycznych związków?

    Tak jak teraz 362527829 „ekspert” od żywienia daje świetne rady o tym, że np. należy jeść pomidory 2 razy dziennie i do 5 posiłków spożywać warzywa. Po prostu jak się nie zje tych pomidorów (chyba tego z papieru z Tesco czy innej Kerfura) to się dostanie się raka i nie ma przebacz. Nie rzucę w TV czymś ciężkim jak widzę panienkę, która z kamienną twarzą ala posłanka Nowoczesnej mówi „wyrzuć z diety schabowego zastąp go łososiem” (kilo schabu b/k 14 zł/kg, kilo łososia – 60-80 zł/kg). Już tam pomijam syf jakim jest łosoś czy inna panga…

    To tak jak 1612729 kolejny program kulinarny w TV, który proponuje tak wytsrzałowe dania z tak egzotycznymi dodatkami że ludzie po prostu… boja się gotować, że nie potrafią, że nie mają czasu, że to kosztuje qwa nie wiadomo jakie pieniądze i pochłonie nie wiadomo ile czasu. I jak nie robisz żarcia z szafranem, kolendrą, rukolą, jarmużem, awokado, beszamelem lub specjalną oliwą z oliwek z Krety a chcesz ugotować zwykły krupnik, pomidorową, bigos albo pierogi to z Ciebie prymitywny dupek a nie kucharz. Plus jeszcze przygotowanie zestawów dań, które są dla anorektyczek a nie dla normalnego mężczyzny ważącego 100-120 kg. 🙂

    A propo pieniędzy – niewiele jest programów kulinarnych czy tam dietetycznych które podają:
    – ile dana dieta czy tam danie kosztuje realnie w przygotowaniu i co się za to dostaje
    – ile czasu trwa ich przygotowanie?

    pzdr

  • slawojek

    Boże. Moi rodzice tez mi serwowali kpinę z ryb – czyli paluszki. Sera nie jem, ryb nie jadłam przez 20 lat, pewnie przez traumę z dzieciństwa. Na szczescie w porę zbawilo mnie sushi + owoce morza. Z serów jem mozarellę i kozi, a nie tykam plastikowych produktów. Fuj. Takiego sera nie zjem do końca życia. I wcale nie byłam niejadkiem, po prostu nie jadłam niejadalnego.

  • aleksandra

    Tanie mięso to syf. Jeżeli ktoś się kłócić że tak nie jest to szkoda w ogóle czasu na dyskusje. Ludzie, opamiętajcie się!

    Niektórzy piszą, że usmazenie kurczaka zajmuje mniej czasu niż ugotowanie kaszy. Oczywiście. Tyle że kasze ugotujesz sobie na 3 dni a potem tylko dorzucisz do niej warzywa. Czuję się zażenowana, że piszę takie rzeczy, bo są to tak bardzo oczywiste oczywistości. Chcieć to móc – koniec kropka.

    Ale że jak to, że studenci nie mają czasu? Błagam. Skoro studenci nie maja czasu to mają czas ludzie po studiach? Czy kto? Czasu można nie mieć jak się dojeżdża do pracy 1.5 h w jedną stronę, pracuje po 9 h i ma się dzieci. A i tak, nawet wtedy, da się dobrze odżywiać.

    Chcieć to móc Kochani, nie ma wymówek!

    BŁAGAM o nazwę strony o której mowa w tekście.

    Niech moc będzie z Wami!

  • Piotr Klatta

    Widzę trzy problemy leżące u podłoża opisanego stanu rzeczy. 1) Niska świadomość kulinarna Polaków. My po prostu nie wiemy co moglibyśmy przygotować do zjedzenia. I nie chodzi tu o przepisy ale o znajomość produktów i umiejętnego korzystania z nich. 2) Bardzo mały wybór produktów spożywczych na polskim rynku. Przykład: w moim mieście są dosłownie 4, jeśli nie 3, sklepy rybne oraz ze dwa stoiska w supermarketach i wszędzie sprzedają w zasadzie ten sam zestaw ryb wędzonych i mrożonych. Ze zdziwieniem stwierdzam też, że ciężko też kupić tak niecodzienne i mało znane w Polsce mięso jak wołowina. 3) Cena, cena, cena, cena. Ludzie kierują się ceną. Ciągle jesteśmy biedni a jeśli już się dorabiamy to wolimy wydać na nowe TV niż na jedzenie.

  • Maria Momot

    Magdo, jakiego łososia polecasz? i gdzie go kupować (czy w ogóle nie polecasz 🙂

  • Natalia

    Ja od listopada jestem wegetarianką, a i całej reszty produktów odzwierzęcych staram się unikać. Głównie kierowało mną cierpienie zwierząt, do którego nie chciałam dokładać swojej cegiełki… Ale i własne zdrowie. Gdzieś podświadomie czułam, że mięso wcale nie jest dla mnie dobre. Od kiedy go nie jem, czuję się dużo lepiej i myślę, że wyjdzie mi to na zdrowie. Jeśli chodzi o talerz „typowego Kowalskiego” – wzorowym przykładem jest (niestety) moja najbliższa rodzina. Od kiedy nie jem mięsa, drwiny ze mnie i mojej diety sypią się za każdym razem, kiedy jestem w domu rodzinnym. Mama i babcia próbują mi wręcz to mięso PRZEMYCAĆ, gotując np. zupę i licząc na to, że nie rozpoznam, że była robiona na mięsie… 🙂 Bez przerwy słyszę, że to co jem, „to nie jedzenie”, bo nie ma w tym mięsa. Jeśli zapytać moją mamę czy babcię, czy pamiętają jakikolwiek dzień, kiedy mięsa nie jadły, nie odpowiedzą. Dlaczego? Bo takiego nie było. Z ręką na sercu, CODZIENNIE jedzą mięso i to na prawie każdy posiłek. Śniadanie? Kanapki z wędliną. Obiad? Standard, schabowy, mielony, gołąbki, kurczak, zupa na mięsie itd. Przegryzka? Kabanosik, kiełbaska. Kolacja? Znowu kanapki z wędliną. No bo przecież bez mięsa „to nie jedzenie”. A w ich oczach to ja jestem już na pewno chora, na pewno zasłabnę kiedyś na ulicy, na pewno już mam anemię, wciskają mi żelazo w tabletkach przewracając przy tym oczami. No cóż… Nie ma sensu im tego nawet tłumaczyć 🙂

  • Kornelia Burnos

    Jestem studentem i jestem mistrzem jedzenia ze słoików i kurczaka. I nie jestem z tego dumna.
    Miałam czas i wiem, że zdrowsze jedzenie kosztowałoby mniej więcej tyle samo i czasowo podobnie, bo przez pewien okres gotowałam sobie sama….. I nie zupy serowe na serku topionym i kurczaka panierowanego w kostce rosołowej.
    Najszybciej jest mieszać warzywa, kaszę, przyprawy i ser (ser, nie seropodobny) i daje rade zrobić sałatki, zupy, zapiekanki a największy grzech to ziemniaki z masłem….ale chyba i tak lepsze niż sałatki z zupki chińskiej, hm?
    Pod ręką zawsze można mieć jogurt naturalny i mrożone owoce lub dżem od babci (ok, słoik, ale to dżem od babci, 100 g produktu z 200 gram owoców i ogromu miłości) no i ryż oprócz kaszy.
    Poza tym, uważam że najlepszym sposobem konserwacji jest mrożenie, więc w spoko cenach można o każdej porze roku dostać w sklepach dobre warzywa od razu pokrojone.
    Do tego blender kupiony na promo i serio ma się fajne menu.
    PS wiem że kostka rosołowa ratuje czasem życie i bądź co bądź wychodzi ciepła zupa, do której się dodaje prawdziwe warzywa i obiadem nie jest pasztet ze skórek zwierząt.
    PS 2 patent na życie: garnki do gotowania na parze (tak, znalazłam takie naprawdę tanio) i nic się nie przypala i po odgrzaniu właściwie nie zmienia smaku 🙂
    PS 3 patent od przyjaciółki też studentki: wszystko smakuje lepiej z masłem.

  • To ja coś dorzucę od siebie! To nie jest tak, że tylko my tak fatalnie jemy! Od kilku lat mieszkam w Norwegii i obserwuję tutejsze produkty i zwyczaje kulinarne…Dodam, że społeczność norweska jest chyba najbardziej wysportowaną i aktywną nacją w Europie! Bez względu na wiek, płeć, porę roku, czy dnia..tysiące osób biega (biega do pracy, z pracy), jeździ na rowerze, biega na biegówkach, pływa..itd. A MIMO WSZYSTKO jest w tej społeczności spory (zdecydowanie większy odsetek niż w Polsce) ludzi CHOROBLIWIE otyłych! Takiej otyłości nie widzi się w Polsce…i tu przechodzę do meritum. Norwegowie są leniwi (taki paradoks), więc mało gotują, a najczęściej jedzą to co mozna szybko przyrządzić. Królują parówki (głównie na grilla, a grillują nałogowo gdzie popadnie – równiez na balkonach); parówki na milion sposobów, w potrawkach, w sosach, soute itp. Na drugim miejscu ryby..JAKIE? Oczywiście HODOWLANE – najtańsze, mimo że my Polacy lokujemy się z zarobkami w nizinach społecznych zawsze kupuję łososia z Lofotów, z górnej półki i tylko takiego, który znajduje zastosowanie do sushi. Norwegowie masowo ładują do koszyków te najtańsze (a rozbieżnośc cenowa za kg waha się od 80 NOK do prawie 350 NOK), hitem sa mielone kluski rybne FISKEKAKER (w smaku niż kulinarny) i nie bardzo chcę wiedzieć, co w tych kluskach się znajduje….Mięso jest potwornie drogie więc kupują bardzo rzadko, ale tez jest bardzo dobrej jakości (piersi z kurczaka…malutkie, bez soli, bez wody…konserwowane UWAGA! – mieszanką gazów lotnych. I moje zdanie jest takie, że mięso powinno być w dzisiejszych czasach towarem luksusowym, byłoby to z korzyścią dla nas i dla dobrostanu zwierząt hodowlanych… Niestety Europejczycy zwłaszcza młodzi są leniwymi ignorantami…

  • Andy

    Puryny w warzywach nie psują wam nastroju, przecież to u ludzi na diecie najczęściej występuje spore zakwaszenie organizmu. Zdrowe jedzenie nie polega na „dzisiaj jem warzywa a dwa razy w tygodniu mięso”.

  • Elżbieta Nikoniuk

    Pani Magdo, ponad 25 lat temu miałam poważne problemy onkologiczne. Pewien znany warszawski doktor (dzisiaj już profesor) poradził mi abym nigdy ze swojej diety nie usuwała mięsa i wędlin. Jeden plasterek dobrej wędliny lub dobrego mięsa dziennie. Człowiek to nie krowa – nie żywi się samą celulozą (miał na myśli rośliny zielone). To zielsko jest dobre do przeczyszczenia naszych jelit ale nie do życia. Człowiek jadł, je i jeść będzie mięso, bo to leży w naszej naturze. Nasz przewód pokarmowy jest przystosowany do trawienia mięsa a nie słomy. Wierzę, że dzięki zastosowaniu tej rady żyję i mam się całkiem dobrze. Pozdrawiam

  • Bell

    Mi ginekolog zabroniła jeść kurczaki. Od czasu do czasu mam pozwolenie na indyka, kaczkę lub gęś – podobno o wiele gorzej znoszą chów klatkowy i faszerowanie antybiotykami. W wieku 19 lat miałam stwierdzone drobne mięśniaki w macicy, przez rok były obserwowane, bez leczenia farmakologicznego, miałam tylko wyeliminować ten wątpliwej jakości drób i ogólnie poprawić dietę. No i przeszło 🙂

  • Emilia
  • jarek

    Czy ktoś może napisać, co to za grupa na FB, która była inspiracją do napisania tego tekstu przez panią Magdę?