Najpopularniejszy w Polsce blog z kategorii food&travel
CZYTASZ

Pho 14 – wietnamska przygoda w centrum Warsz...

Pho 14 – wietnamska przygoda w centrum Warszawy

Menu degustacyjne w Pho 14 jest już sławne. Zawiera około dwudziestu potraw, każda z nich kosztuje 6 zł, a wybierać można dowolnie. Jest zmienne i uzależnione od dostępności produktów, czasem trafiają się takie rzadkie przysmaki, jak kacze embriony lub larwy jedwabnika. My nie mieliśmy aż tyle szczęścia, ale z pewnością do Pho 14 wrócimy. I może wtedy, kto wie?

Choć porcje nie są duże i było nas dwoje, dobrnięcie do końca stanowiło spore wyzwanie. To jasne, że zamówiliśmy wszystko z menu degustacyjnego. Nie chcę nawet myśleć dokąd nas kiedyś zaprowadzi łakomstwo.

Można wybierać z menu podstawowego, ale to zostawiamy studentom z pobliskiej Politechniki, którzy pewnie wpadają tu na kurczaka w pięciu smakach lub szybką pho. Zabawa jednak jest gdzie indziej. Tak więc bez skrępowania żeglujemy przez kolejne dania, które trafiają na nasz stół szybko i bezkolizyjnie. Dwa razy prosimy o małą przerwę na złapanie oddechu.

Cha la lot, czyli kotleciki wieprzowe w liściu pieprzowca są świetnie doprawione i fundują naprawdę niezły festiwal smaków. Są też przyjemnie wilgotne i zwarte, choć pachną dość specyficznie, co nie wszystkim może pasować. Początek jest obiecujący.

IMG_8356A później wszystko dzieje się jednocześnie. Docierają śmieszne, puchate kuleczki z kurczaka, chyba trochę zbyt delikatne w smaku, ale za to z pewnością będące świetną opcją dla dzieciaków. Zaraz po nich dociera również cała masa innych talerzyków.

IMG_8358Jest przyzwoita pho, może nie najlepsza, jaką jedliśmy, ale wciąż niezła. Oboje jednakowo zachwycamy się kurczakiem w sosie z pomarańczą. Kiedy czytam menu myślę sobie, że to danie może mi nie smakować. Tymczasem okazuje się jednym z tych, które zapamiętałam najlepiej. Kurczak jest delikatny, podany z rozpływającymi się w ustach chrząstkami i unurzany w słodkim, aromatycznym, pomarańczowym sosie. Kurczak jest znakomity, bo choć słodki, to nie ostentacyjnie i nie wprost. Co ciekawe – jest to również jedyna potrawa, której z jakiegoś powodu nie mam na zdjęciu.

Pho141Dwie kolejne gwiazdy tego menu to flaczki po wietnamsku i kurze serca. Flaczki są delikatne jak marzenie i wyraźne w smaku, a serca mięciutkie, przełamane chrupiącymi warzywami i szalenie apetyczne, nawet mimo wyraźnie widocznych małych tętnic. Jeśli więc lubicie podroby, albo chcecie sprawdzić czy lubicie, to ten adres jest do tego celu idealny.

Kalmary podsmażone z warzywami są przyjemnie miękkie, bambus z dymką stanowi miłe urozmaicenie, duszona wołowina z przyprawami korzennymi jest wyjątkowo smaczna i aromatyczna, ale…

Pho142…ale Jacek zajada się tofu w sosie pomidorowym. Nie podzielam jego zachwytu, wręcz go nie rozumiem, bo na stole mamy znacznie ciekawsze dania, ale jego zadowolenie jest pełne. Nigdy mi do końca nie pasowała konsystencja tofu i pewnie o to chodzi. Tu unurzane jest w gęstym, aromatycznym sosie, który nadaje ton potrawie. I trzeba mu oddać honor – jest świetny.

Pho143Chyba najmniej fotogeniczną potrawą jest zupa z liści rau ngot. W dość delikatnym bulionie pływają kawałki mielonej wieprzowiny i liście, które nadają mu specyficzny, ziemisty posmak. Ciekawa rzecz. Wieprzowina grillowana z trawą cytrynowa przechodzi bez większego echa, bo jest dość twarda, ale wołowina sweet chilli znika szybko. Nie jest pikantna, jest łagodna, ale jednocześnie wystarczająco wyraźna w smaku, by nikogo nie pozostawić obojętnym. To nie są bardzo wymagające smaki, są subtelne i przyjazne polskiemu podniebieniu.

Mniej ekscytują nas smażone nem i wontony – jedne i drugie konsekwentnie dość suche, choć ciasto przyjemnie chrupie. Tu się zgadzamy i wontony oceniamy wyżej, bo więcej w nich wyraźnych smaków, ale to wciąż nie jest coś, co rozbraja. Myślę, że przy następnej wizycie w Pho 14 tę pozycję ominiemy.

Pho14Za to z uznaniem kiwamy głowami nad żabimi udkami w sosie cytrusowym. Są panierowane, usmażone i dopiero wtedy zalane sosem. Ponownie zaskakująco dobrze odnajduje się tu pomarańcza. Mięso jest bardzo delikatne i łatwo odchodzi od kości, a sos sprawia, że takie ich wydanie szalenie nam się podoba. Słodycz nie dominuje, znakomicie gra ze smakiem mięsa i zdecydowanie wybija to danie ponad przeciętność. Ostatnio jadłam żabie udka jeszcze latem, gdzieś na włoskim targu i cieszę się, że będę miała do nich bliżej, niż dalej.

IMG_8412A co powiecie na kurczaka w sosie imbirowo-miodowym? Jest rozkoszny – delikatny, pełny w smaku, rozpływający się w ustach. Ponownie nuta słodyczy jest tu bardzo na miejscu i choć w teorii nie przepadam za takimi połączeniami, w praktyce bywa, że z trudem odrywam się od talerza. Równie dobrze wypada karmelizowany boczek z jajkiem po wietnamsku. Mięso rozpada się na włókna, a smaku dodaje zacny kawałek słoniny. Tłuściutka przyjemność spływająca po brodzie. Jedynie jajko mniej zachwyca, bo panierka rozmokła i tym sam straciła trochę sens. (Update – już po opublikowaniu postu dowiedziałam się, że jajko nie było panierowane, choć tak wygląda, tylko ugotowane na twardo i smażone tak długo, aż zrobi się chrupiące. Zdecydowanie muszę tego spróbować w domu.)

Pho144Dwa ostatnie dania są moimi hitami, Jacek na oba kręci nosem. Pierwsze to kleik ryżowy z mięsem i pachnotką fioletową. Nie, żebym w dzieciństwie lubiła kleiki. Myślę, że gardzę nimi tak samo, jak większość z Was. A tu takie miłe zaskoczenie. Ten jest tak samo delikatny w smaku, jak i w konsystencji, ale niesie ze sobą taki ładunek umami, że nie mogę przestać go jeść. To jedno z tych miłych doświadczonek, które z lubością kolekcjonuję. Uwielbiam, kiedy ktoś udowadnia mi, że jednak lubię rzeczy, które dotychczas zawsze miałam po lewej stronie notatnika. I tak oto od dzisiaj lubię kleik ryżowy. Badum tsss!

IMG_8396-001No i ostatnia rzecz – deser. Duszona czarna soja z mlekiem kokosowym. Tu ponownie Jacek próbuje i składa broń. A ja się zajadam. Znowu wszystko rozbija się o glutowatą konsystencję. Wiem, że to mało spożywcze słowo, ale dokładnie oddaje stan rzeczy. A w tymże cała, mięciutka fasola, solidny chlust mleka kokosowego i dość intensywna słodycz. W zasadzie jest to porcja, którą można się spokojnie najeść. Z jakiegoś powodu bardzo odpowiada mi ten smak, właściwie z każdym kęsem bardziej i gdybym nie była tak absurdalnie syta, zjadłabym do końca.

IMG_8431Pho 14 jest przyjemne, trochę domowe, właściwie nie chce się wychodzić. Zupełnie nie przypomina hardkorowych barów, które czasem odwiedzamy w Wólce Kosowskiej. Obsługa jest miła i troskliwa, tak samo jak właścicielka, która opowiada nam trochę o zaopatrzeniu, trochę o poszczególnych potrawach.

Ode mnie mają pełną piątkę. Za kurczaka w sosie pomarańczowym, za flaczki i kurze serca, za kleik ryżowy, za żabie udka, za karmelizowany boczek i sojowy deser. A nade wszystko za obalanie mitów i pokazanie, że „menu degustacyjne” nie musi wiązać się tylko i wyłącznie z fine diningiem, nie musi być drogie, a jakby tego było mało – może być wspaniałą podróżą przez ciekawe smaki, tekstury i aromaty.

 pigs5

Magda

Info

fb
ul. Noakowskiego 14, Warszawa


  1. ja troche inne typy, ale z caloscia sie zgadzam 😉
    te menu to byl i jest strzal w dziesiatke, i fajnie ze sie zmienia czesto wiec mozna sobie poprobowac roznych smakolykow 😉

  2. mnie się udało larwy wciągnąć. Fanem jednak nie zostanę. ot co. Flaczki natomiast to majstersztyk i mystyka drogi Panie Rozenbaum 😛

  3. Moje typy dań, które najbardziej przypadły mi do gustu też nieco inne – żabie udka bym następnym razem pominęła, podobnie jak flaczki, natomiast nemy i wontony do powtórki. Jak widać, to kwestia indywidulanych upodobań. Najbardziej smakował mi kurczak w sosie pomarańczowym i krewetki w panierce z dodatkiem chrupiącego makaronu. Ogólnie pomysł menu degustacyjnego rewelacyjny.

  4. Warto dodać, że menu degustacyjne występuje tylko w weekendy i konieczna jest rezerwacja.

  5. Że w weekendy to fakt, ale my byliśmy bez rezerwacji.

  6. Kurczak – love, krewetek nie mieliśmy okazji spróbować. Następnym razem 🙂

  7. Jadłam makaron sojowy z krewetkami. Krewetki źle zrobione, makaron tłusty, w ogóle warzyw nie było. Poza tym porcja bardzo marna. Za 19,50 to w innej, równie robrej ''restauracji'' wietnamskiej dostanę więcej i smaczniej.

  8. Wiesz, ja bym na to zwróciła uwagę obsłudze, a nie komuś, kto jadł zupełnie inne dania…

  9. Czy to jest Waw Pho?