Najpopularniejszy w Polsce blog z kategorii food&travel
CZYTASZ

Vietnamka – najlepsze wietnamskie w mieście?...

Vietnamka – najlepsze wietnamskie w mieście?

Bardzo dobrze się dzieje w kraju nad Wisłą. Gastronomia kwitnie, restauracje karmią coraz lepiej, a klient wymagającym jest i basta. Podróżujemy i nie są to lastminetowe wypady do Egiptu na ol ekskjuzmi. Szukamy autentycznych smaków i mamy dobre punkty odniesienia. No i konkurencja na rynku zmusza restauratorów do podnoszenia poprzeczki. Doskonale, oby tak dalej, a nikomu nie stanie się krzywda.

O Vietnamce wiedziałam zanim się jeszcze otworzyła, później mieli nalot dywanowy trochę bardziej wtajemniczonych fudisów, a teraz idzie im chyba całkiem nieźle, bo w niedzielne popołudnie mieli pełno. My też wpadliśmy na obiad i w poszukiwaniu gasnącego dziennego światła. Bo wiecie – zdjęcia.

Menu jest króciutkie, nie ma deserów ani alkoholu, choć praktykuje się tu zasadę „BYOB”, czyli można z własną butelką wina. Czytałam, że obsłudze jeszcze trochę brakuje do doskonałości, ale nam się trafiło sympatycznie i miło. Sam lokal jest niewielki, ale sympatyczny. Myślę, że klimat robią tu głównie wymalowane na ścianach rośliny. Zróbmy więc szybki przelot przez menu.

Na nasz stół trafiają spring rollsy z panierowanym dorszem, ananasem, kokosem i sezamem. Są delikatne i bardzo smaczne, choć prawie nie wyczuwam kokosu. Dobrze robi im lekko pikantny sos. Spring rollsy są przystawką, jednak gdybym była sama, to prawdopodobnie wystarczyłyby mi jako posiłek.

vietnamka

Zaraz obok nich ląduje delikatny, cienki i jednocześnie przyjemnie chrupiący na rantach naleśnik ryżowy wypełniony kiełkami, krewetkami i boczkiem, a do niego zioła plus sos. Sam naleśnik jest dość subtelny w smaku, jednak zawinięty z pachnotką i miętą, szczodrze umoczony w lekko ostrawym i kwaskowym jednocześnie sosie zyskuje znacznie więcej wyrazu. No i ta przyjemność płynąca z jedzenia rękoma jest czymś, co daje dużo frajdy.

vietnamka

vietnamka

Niewielką miseczkę bulionu ze szpikiem wołowym zamawiam ze zwykłego łakomstwa. Jest przyjemny, a po wydłubaniu z kości szpiku i zmieszaniu z bulionem robi się tłuściutko, nieco zimowo i treściwie. Do każdej zupy pho (w menu są trzy warianty) także dostaniecie kawałek pieczonej kości wołowej z cudownie galaretkowatym wnętrzem. I, tak jak na południu Wietnamu, do zupy podawane są zioła (choć tu chciałabym więcej kolendry) i kiełki na osobnym talerzu, więc ich ilość można regulować samodzielnie. A pho jest smaczne, długie w smaku i przyjemnie łagodne tak długo, jak długo do ulubionego poziomu ostrości nie podkręcicie go samodzielnie. No i ten tuk, od którego powierzchnia bulionu zyskuje połyskliwy, tłusty film. Z miejsca robi się znacznie bardziej treściwie i konkretnie. Dobra jest ta pho, naprawdę. Takie zupy, choć bez tuku, pamiętam z Wietnamu – z rozkoszą zjadane o siódmej rano, dające paliwo na pół dnia. My wybraliśmy wersję z szarpaną wołowiną, która okazała się być delikatnym jak marzenie, rozpadającym na włókna mięskiem.

vietnamka

vietnamka

vietnamka

Na koniec długo gotowana w trawie cytrynowej i galangalu koźlina, której opis w menu zawiera jeszcze określenie „tajemniczy składnik”. I ja to poniekąd rozumiem, bo tym składnikiem jest po prostu krew. Pewnie wiele osób by to odstraszyło, albowiem jesteśmy nieco zapominalscy i zupełnie wylatuje nam z głów, że w kaszance też jest krew, a czernina należała niegdyś do kanonu typowych dla kuchni polskiej dań. Nie bójcie się wiec koźliny gotowanej we krwi, ma bowiem doskonały, charakterystyczny dla tego rodzaju mięsa smak i fenomenalną konsystencję ocierającą się o miękkie masło.

vietnamka

Vietnamka to bardzo przyjemna knajpeczka, która naprawdę teleportuje na ulice Sajgonu, ale w ładny, współczesny, europejski sposób. I nie mówię teraz o smakach, bo te są autentyczne, lecz o oprawie, zastawie i całej reszcie. Bardzo polecam.

Rachunek.

Magda

Info

fb
ul. Poznańska 7, Warszawa (wejście od Wilczej)

Spodobał Ci się tekst? To podaj dalej!