Najpopularniejszy w Polsce blog z kategorii food&travel

Korea Town – takie nowe, takie dobre!

W Korea Town byli już chyba wszyscy. Przynajmniej tak wynika z mojego facebookowego walla. My wpadliśmy do nich w drugim dniu działania, nim jeszcze spuścili bombę z informacją, że się oficjalnie otworzyli. Można przyjąć, że kuchnia się dopiero docierała, ale już było naprawdę dobrze. I pełno!

Za sterami Korea Town stoją właściciele Miss Kimchi, świetnej knajpki, o której nigdy nie pisałam, a jest to jedno z ulubionych miejsc Jacka. Nie wiem na ile Korea Town odwołuje się do autentycznych koreańskich smaków, bo póki co w Korei mnie jeszcze nie było, wiem natomiast, że nakarmili nas smacznie. Cała nasza czwórka wyszła z pełnymi brzuchami i uśmiechami zadowolenia na twarzach. A czy nie o to właśnie chodzi?

Korea Town to niewielki lokal z otwartą, przeszkloną kuchnią, urządzony prosto i niezobowiązująco. To świetne miejsce, które ma szansę popłynąć na wysokiej fali mody na azjatyckie klimaty. W każdym razie tego im życzę, a biorąc pod uwagę, że drugiego dnia po nieoficjalnym otwarciu mieli zajęte prawie prawie wszystkie stoliki – istnieje duże prawdopodobieństwo, że tak właśnie się stanie.

Zrobiliśmy dość konkretny przegląd karty, na tyle konkretny, że dania główne poprosiliśmy w wersjach degustacyjnych, bo w przeciwnym wypadku moglibyśmy nie wstać o własnych siłach od stołu. Na początek banchany (20 zł), cała masa maleńkich miseczek wypełnionych wszelakim dobrem. Jeśli zamówicie danie główne, to dostaniecie je i tak. Świetna zabawa, szczególnie, jeśli wybierzecie się tam w kilka osób. Zawartość miseczek prawdopodobnie będzie się zmieniać w zależności od dostępności produktów. Na nasz stół trafiły: brokuły z tofu, kimbap, tofu w sosie, świetna, chrupiąca rzodkiew marynowana na ostro, delikatnie chrupiące i rozpadające się na małe kawałeczki grillowane wodorosty, chrupiący, piklowany korzeń lotosu, którego konsystencję bardzo lubię, smażone placki z kimchi – wyjątkowo przypadły mi do gustu, smaczne kiełki z olejem sezamowym, suszony pikantny kalmar, pikantne kimchi, w którego robieniu są naprawę wprawni i nasz prywatny hit – kimchi z ananasa, o świetnym balansie między ostrością a słodyczą. W taki początek, to mi graj.

Na pewno bardzo jasnym punktem w menu jest yukhoe (28 zł) – tatar wołowy z gruszką nashi i orzechami piniowymi. Dla każdego tatarożercy punkt obowiązkowy choćby w ramach doświadczenia tatara w zupełnie nowej formie. Yukhoe to fantastyczna sprawa, jest bardzo delikatny, siekany dość drobno, podkręcony sosem sojowym i przełamany słodyczą gruszki. Tatar to wysokie „C”. Dalej ostra sałatka ze ślimakami morskimi i cienkim makaronem (30 zł) z wybijającymi się na pierwszy plan super delikatnymi ślimakami i o ciekawej ostrości, która ujawnia się wbijając w język niespodziewane, delikatne szpileczki.

Ujął mnie też bossam (21 zł), danie idealne do dzielenia się, oto bowiem w liście sałaty zawijamy delikatny, duszony boczek, nieco ostrej sałatki, liście pachnotki i podlewamy to sosem ssamjang. Świetna, pełna smaku rzecz i jedna z tych, które na pewno zamówię ponownie. Równie dobrze wypada dubu buchim (16 zł), czyli smażone tofu w słodkim sosie z płatkami suszonego tuńczyka, które tańczą przy najmniejszym ruchu powietrza. Sos to jest płynne umami, nie jest jednostajnie słodki, powiedziałabym, że wielowymiarowy, lekko dymny, świetnie gra tu też tuńczyk, a całość równoważą marynowane, kwaśne liście pachnotki.

Ostra zupa z owocami morza, wieprzowiną i miękkim tofu (35 zł) to rozrywka dla osób, które naprawdę lubią pikantne dania. Ja nie jestem tą osobą, więc napiszę tylko, że miękkie tofu to mój mały hit, konsystencją przypomina delikatne i niemal półpłynne serce dobrej, świeżej di bufali, jakiej nie dostaniecie w Polsce, a tylko we Włoszech. Z kolei z dań głównych decydujemy się na jedno z najpopularniejszych dań, które w Miss Kimchi sprzedaje się jak szalone – KFC, Korean Fried Chicken (35 zł), a więc kawałki kurczaka we wciąż chrupiącej panierce, choć mocno podlane lekko pikantnym sosem. Śmieszne są ryżowe kluseczki, które im towarzyszą – stawiają wyraźny opór zębom i mają konsystencję gumki do mazania. Zupełnie nowe doświadczenie w temacie klusek. Kaczka na warzywach w łagodnym sosie bulgogi (39 zł) to przyjemnie delikatne mięso i lekko orzechowy sos – także na mojej liście „zamówię ponownie”. Panowie z kolei z uznaniem mówili o ostrych owocach morza w sosie z pasty gochujang (39 zł), które celowo dotarły na nasz stół jako ostatnie, aby swą ostrością nie dokonać gwałtu na naszych kubkach smakowych. Przyznam, że okładniczek nie widuje się często w menus i za to ukłon.

Tak oto miasto stołeczne pozyskało kolejne smaczne, nieformalne miejsce, do którego z chęcią i niekłamaną przyjemnością będę zaglądać. Gwarantuję, że nie wyjdziecie głodni, ale za to zadowoleni. Dużo tu smaków, serdeczni ludzie za sterami i ceny frontem do człowieka. Wróżę sukces.

korea town

korea town

korea town

korea town

korea town

korea town

korea town

korea town

korea town

korea town

korea town

korea town

Rachunek.

Magda

Info

fb
ul. Olesińska 2, Warszawa


  • Jerzy Kaminski

    No
    niestety… jak się wielokrotnie zgadzałem z Krytyką Kulinarną to tym
    razem nie. Zawód na całej linii. Na początek spodeczki z mikroprzekąseczkami. Tu są dumnie nazwanymi „takimi mezze”, (bo inspiracja pewnie z Berka) ale
    osiem sztuk na dwie osoby to … lekka przesada,
    trochę za mało. W Berku najesz się samymi meze, tu gdyby je zamówić „samotnie kosztowałyby 40 zł. za dwie, hmmm drogo. Gorzej było
    potem: breja z mięsa wołowego nazwana „pręgą wołową dluuuugo pieczoną”,
    długo pieczona… raczej nie była. Spodziewałem się delikatnego, rozpadającego się w ustach mięsa a dostałem poszarpaną wołowinę z grubymi… „niedoszarpanymi” kawałami o smaku sosu w którym były skąpane. na osobne zdanie zasługują owoce morza w ostrym sosie. Osoba (która ze mną była) z
    upodobaniem wyjadająca rozgrzane węgle z ogniska, ledwie je przełknęła. Duuużo zaa
    ostre! Pod sumowanie może być tylko jedno: porcyjki malutkie jak dla dzieci i ta cena: 102 zł za dwa
    słabej jakości dania i dwa napoje. Wniosek: wracamy na Żelazną