Najpopularniejszy w Polsce blog z kategorii food&travel
CZYTASZ

Każdy ma swoje Rio – Nha Trang, Wietnam

Każdy ma swoje Rio – Nha Trang, Wietnam

W Nha Trang autobus wypluwa nas dokładnie w wejściu do bazy nurkowej, bo w Wietnamie dworce są przereklamowane. Mają tu również bar, piwo, wi-fi i jak się później okazuje niezłe krewetki. Zostajemy na dłużej, zrzucamy plecaki, otwieramy laptopa i szukamy hotelu.

IMG_9503Poza pierwszymi dwiema nocami w Sajgonie, nie rezerwowaliśmy żadnych noclegów. Za każdym razem robimy to po dotarciu do miejsca docelowego. Ta sytuacja uczy nas też jeszcze jednej rzeczy. Generalnie z dogadaniem się nie ma żadnego problemu, pod warunkiem, że druga strona choć trochę mówi po angielsku. A nie jest to oczywiste nawet wśród obsługi w pięciogwiazdkowych hotelach. Pewnie dlatego, że w szkołach uczą się japońskiego. Nie mają też takiego temperamentu i pomysłu, by dogadywać się na migi, więc jeśli ktoś nie rozumie słowa po angielsku, a ty słowa po wietnamsku, to zwykle trafiasz na ścianę. Uśmiechniętą, ale nie do przeskoczenia. A ta przydługa dygresja wynika stąd, że w bazach nurkowych jest zwykle międzynarodowe towarzystwo, znakomicie władające angielskim, zadomowione i skore do współpracy. Chętnie powiedzą gdzie jeść, gdzie spać i co warto zobaczyć. Tip na przyszłość, z którego przyjdzie nam jeszcze korzystać. Tu trafiamy do Rainbow Divers, o których pisze Lonely Planet.

IMG_9513

Znajdujemy hotel i okazuje się, że mamy fajnego recepcjonistę, którego spotykamy kilka dni później w autobusie do Mui Ne. Jest rozmowny, opowiada, że pracował w najlepszych hotelach na Filipinach, w Tajlandii czy w Japonii. Jest otwarty i prostolinijny, więc pytam go o ten Mekong. Mówi, że woda jest bardzo brudna, że trafiają do niej ścieki i wszystko, co zbędne, że tę samą wodę piją autochtoni, a później chorują i umierają, bo nie mają właściwie żadnego dostępu do  opieki medycznej. Wychodzi na to, że dobrze odczytałam to miejsce.

Pytam go też o inne rzeczy: o opiekę medyczną (jeśli pracujesz, to masz ubezpieczenie, jeśli nie, to masz pecha), o średnie zarobki (kelnerka w hotelu zarabia maksymalnie 200 USD miesięcznie), o inne podstawowe rzeczy. Generalnie gonią i to widać. Większość dróg, którymi do tej pory jechaliśmy była częściowo lub w całości w remoncie. To jest naprawdę piękny kraj z potężnym potencjałem. Mają linię brzegową grubo przekraczającą 3 000 km., a więc nieograniczony dostęp do ryb i owoców morza, piękne plaże i ciekawą kuchnię. Naprawdę mają szansę stać się drugą Tajlandią, ale to jeszcze potrwa. Przede wszystkim problematyczna może być zmiana w mentalności, bo mam takie spostrzeżenie, że zupełnie nie szanują tego, co mają. Poza turystycznymi enklawami wszędzie wala się masa śmieci i to tych najgorszych, plastikowych. Morze wyrzuca je nieustająco, choć plażę sprzątają regularnie, to jest spora szansa, że wyjdziesz z wody z reklamówką przyklejoną do nogi.

Nha Trang to kurort, jest tu masa Rosjan, napisy cyrylicą i przynajmniej pięć razy ktoś nas pyta, czy jesteśmy z Rosji. Nie wiem dlaczego, bo Jacek nie nosi koszulek bez rękawów. Postanawiamy przez chwilę być typowymi turystami i dajemy się namówić na riksze, z których po półgodzinie wyskakujemy, bo wyziewy z rur wydechowych dwusuwów walą nam prosto w twarze i dość szybko zaczynają nas boleć głowy. Najpierw szczęścia szukamy w trochę lepszej knajpie. Lepszej, bo z obrusami. Jest raczej przeciętnie, choć zrobili nam niezłe smażone kluchy z owocami morza, z których najlepsze były kluchy.

No właśnie, owoce morza… Do tej pory próbowaliśmy ich w wielu miejscach i wszędzie, konsekwentnie, były tak twarde, jakbym żuła dętkę od roweru. Nie wiem, czy tak źle trafiamy, czy tak nie potrafią ich przygotować? Następnego dnia idziemy do drogiej knajpy, Costa Seafood, i wreszcie zjadamy rewelacyjne przegrzebki, bodaj najdelikatniejsze, jakie jadłam, świetne krewety i absolutnie genialne kulki z mięsa kraba. Tyle, że szef kuchni pochodzi z Hongkongu…

Nha TrangWiem, że teraz pewnie narażę się wielu osobom, bo nie pieję z zachwytu, ale muszę to napisać. To wcale nie jest tak, że najlepsze jedzenie w Wietnamie jest na ulicy. Jest dokładnie tak, jak wszędzie na świecie – są świetne uliczne knajpki, są też beznadziejne. Są świetne drogie restauracje, są też beznadziejne. Generalnie licytowanie się, kto zjadł taniej uważam za pomylone, chyba że ktoś lubi czule objąć tron.

Nie chcę zapeszyć, ale na razie dość dobrze obstawiamy co i gdzie jeść, bo poza jedną małą niestrawnością nie odnotowaliśmy niczego poważniejszego. W ogóle nigdy podczas podróży – bliskich czy bardzo dalekich – się nie zatruliśmy. Natomiast w mieście stołecznym kilka razy.

Choć mamy hotel przy plaży i nawet udaje nam się złapać trochę słońca, to Nha Trang nie jest jeszcze miejscem, w którym zamierzamy zrobić sobie przerwę regeneracyjną. Wybieramy się więc do Pagody Long Son. Każdy ma swoje Rio. Znajdujący się tutaj posąg Buddy widać z każdego wyższego budynku w mieście i odległych przedmieść. Warto za posągiem zejść schodkami w dół i zobaczyć buddyjski cmentarz. Posąg stoi w miejscu, w którym kiedyś stała świątynia, nim została zniszczona przez cyklon.

IMG_9578IMG_9590

Pagoda i otaczający ją ogród to nieprawdopodobnie spokojne miejsce, w którym prawie nie słychać klaksonów i normalnego szumu miasta. Wybieramy trochę nietypową porę, bo właśnie zachodzi słońce, ale dzięki temu jesteśmy jedynymi turystami. Wspinając się pod górę z pewnością nie przeoczycie też posągu śpiącego Buddy, który ma – bagatela – 14 metrów długości.

IMG_9549

Jest jeszcze sprawa z Wieżami Eiffla. Trafiamy na nie w każdym mieście, w jakim się zatrzymujemy, ale w Nha Trang ograne są najciekawiej. Z pewnością je zobaczycie, jeśli podróżujecie z dzieckiem. Tutaj są słupami podtrzymującymi kolejkę linową, którą wybierzecie się do parku rozrywki Vinpearl na małej wyspie obok Nha Trang. Warto tę wycieczkę zaplanować tak, by wracać już po zmroku (kolejka działa do 21:30), bo dopiero wtedy robi to naprawdę fajne wrażenie. Miejscowa młodzież przyjeżdża tu na skuterach, podziwia widoki i trochę się obściskuje.

IMG_9621

Poprzednie teksty z Wietnamu.

Magda