Najpopularniejszy w Polsce blog z kategorii food&travel
CZYTASZ

Park Hotel – poczuj się jak na Ibizie! /Szcz...

Park Hotel – poczuj się jak na Ibizie! /Szczecin

Szczecin to dla mnie terra incognita. Nie mam tam rodziny, a szczecinianie, których znam od dawna mieszkają w Warszawie. Dali nam kilka dobrych adresów, które skrupulatnie zanotowałam w sekcji „na następny raz”, ale najpierw poszłam za radami, które zostawiliście na naszym facebooku. To trochę jak poznawanie waszych smaków. Chyba będę to robiła częściej.

Tak wypadło, że o godzinie trzynastej byłam pierwszym i jedynym gościem restauracji. Jakby tego było mało, był to również dzień debiutu wiosennego menu. Cześć, mam na imię Magda, będę dzisiaj królikiem doświadczalnym.

Jest oczywiście szparagowa wkładka, bo to taki czas, że wszędzie musi być. Pisałam o tym w tekście o bieżących modach. Nie mam nic przeciwko szparagom, lubię je i chętnie zamawiam. A jeśli poprzedza je porowa panna cotta, to naprawdę robi się miło. Amuse bouche to często probierz tego, co może się wydarzyć później. Tutaj początek był wyjątkowo smaczny i obiecujący. Wyraźny smak porów w tej konfiguracji zupełnie nie dominował, raczej pozostawał w równowadze z pozostałymi smakami (kto nie kocha umami, ten może opuścić widownię). Znakomita, wyraźna przekąska udatnie łącząca i smaki, i delikatną konsystencję panna cotty z chrupkością rzodkiewki.

IMG_2060Szparagi (26 zł.) nie ustępowały na krok, choć odezwał się słuszny głos oburzenia, pytający po co je obierali? Nie wiem po co, wiem że były idealnie al dente, a do nich fantastycznie puszysty sos holenderski. Chyba najbardziej je lubię w takim właśnie klasycznym wydaniu.

Niestety nie zachwyciły zupy. Najpierw rekomendowany przez kelnera żurek (24 zł.), w którym pływały paseczki taniej, pompowanej chemią szynki, choć przyznać mu trzeba, że kusił intensywnym aromatem borowików. Sam smak był zupełnie przyzwoity, ale ta dziwna wędlina mnie odrzuciła od talerza. Zaraz po nim chłodnik litewski (21 zł.), orzeźwiający, może zbyt mało doprawiony, ale zupełnie smaczny. Niestety opinię zepsuło mu towarzystwo: mdły, pozbawiony charakteru i kompletnie niepasujący mus z szyjek rakowych oraz opiekane młode ziemniaki, smakujące i pachnące jak pastewne.

Park Hotel SzczecinTu się zatrzymamy. Kelner zeznał, że „młode ziemniaki” serwują cały rok. Ni cholery nie pochylę się z radością nad faktem, że importują je z zamorskich krain i dlatego są dostępne o dowolnej porze. Mają rekomendację Slow Food, mają oznaczenie Dziedzictwa Kulinarnego. Czy tylko ja jestem tak naiwna, że pokładam głęboką wiarę w zobowiązującą moc przynależności do wąskiego grona Wyznawców Jakości? Czy ktoś traktuje to jeszcze serio? To kolejna knajpa, którą łapię na tym, że niewiele sobie z tych wyróżnień robi.

Trochę mnie rozbawiła ilość piany z buraka drżąca na porcji perliczki (39 zł.) jak mimoza na wietrze i przywodząca na myśl dyskoteki na Ibizie. Tu ponownie odsyłam do tekstu: polska kuchnia odkryła syfon i nie zawaha się go użyć. Zestawowi temu towarzyszył subtelnie słodki mus marchewkowy (w istocie było to purée) i wyraźna w smaku emulsja z pietruszki. Te z kolei, w zestawieniu z wilgotnym, delikatnym mięsem i intensywną w smaku lecz w ustach tracącą jakąkolwiek teksturę pianą, okazały się być znakomitym, zbalansowanym połączeniem.

IMG_2075A teraz oddam pianie honor i poprawię jej nadszarpniętą reputację. Otóż mam taką niegroźną fobię, którą w cichości pielęgnuję od najmłodszych lat: jeśli na jeden talerz trafia kilka różnych pokarmów, to zazwyczaj dzieje się tak dlatego, że smaki do siebie pasują i najlepiej je kosztować razem. Właśnie dlatego zawsze do końca posiłku wszystkiego musi mi wystarczyć po równo. Opanowałam tę sztukę na tyle dobrze, że jedząc potrafię jednocześnie prowadzić rozmowę, dokonywać skomplikowanych obliczeń matematycznych i wycyzelować tak, by do ostatniego kęsa było idealnie. No i właśnie tej piany wystarczyło idealnie do ostatniego kęsa. Dlatego staję w obronie piany z Ibizy i wszystkie żarciki oddalam!

Sernik (17 zł.) rekomendowany przez kelnera przeszedł bez echa. Był za suchy, było go za dużo (co z pewnością nie byłoby wadą, gdyby był znakomity), podobnie jak dodatków, tych wszystkich pistacji, sosów i miechunek. Najbardziej zaskoczyły mnie dziwne przemysłowe kuleczki z papeladzie, których naprawdę mogłoby tam nie być. Ale za to wyeksponowałabym sos porzeczkowy. Znakomity, niezwykle intensywny i niestety prawie w całości schowany pod ciastem.

IMG_2078

W ogólnym rozrachunku te smaki były zupełnie przyzwoite i spokojnie możecie wpaść do Park Hotelu na obiad czy kolację. Mają ładny ogródek, miłą obsługę i wszystko dekorują storczykami jadalnymi. Trochę się nabijam, ale storczyki były motywem przewodnim tego wypadu. Generalnie czuję w sercu, że bezpieczna czwórka to jest zupełnie uczciwa ocena. Jedynie nad jakością i pochodzeniem niektórych produktów nieco bym się zastanowiła, bo to są właśnie te niuanse, które sprawiają, że o restauracji mówi się „dobra” zamiast „świetna”.

pigs4

Magda

Info

www
Plantowa 1, 70-527 Szczecin
Szef: Mariusz Siwak


  1. […] estetykę. Czasem mniej znaczy lepiej. To samo dotyczy dorsza czy makaronu. Za dużo truskawek, za dużo storczyków, za dużo wszystkiego, ale już […]