Najpopularniejszy w Polsce blog z kategorii food&travel

Osteria Limoni, Warszawa

fb

ul. Dąbrowskiego, Skwer Stanisława Broniewskiego „Orszy”, Warszawa

IMG_2589

Limoni było drugim miejscem z tego wpisu, do którego trafiliśmy tego wieczora w poszukiwaniu dobrego jedzenia. Limoni znałam z lodów, które są bardzo dobre i należy im się osobny wpis. Tym razem byliśmy nie na żarty głodni, a że włoskie wszyscy lubią, to sami rozumiecie. Kilka słów o wnętrzu: jest miło i ładnie, dużo drewna, ogromne palenisko, które pewnie dodawałoby klimatu, tyle, że nie działa.

Na pierwszy ogień poszła focaccia. Dość słaba jak na mój gust. Trochę za bardzo spieczona, ze śladowymi ilościami rozmarynu, nie należy jej poświęcać uwagi.

Później zupa rybna – tu zdania są podzielone, ci co rybną lubią, twierdzili że jest dobra. Ja się nie znam i nie lubię, więc się wypowiem – przeciętna. Pomidorowa, słabo doprawiona, dużo owoców morza, ale za to lekko gumowe – obojętna w smaku, bez polotu i bez sensu.

IMG_2598

Zamówiliśmy też pizzę w ramach przekąski przed daniem głównym – najpierw wjechała niedopieczona, zbyt miękka i poniżej przeciętnej jeśli chodzi o walory smakowe. Nikt nie dojadł nawet jednego kawałka, więc wróciła do kuchni…

IMG_2599

…aby po jakimś czasie dotrzeć do nas spieczona na beton.

IMG_2602

Nie ma złotego środka, szkoda. Ale to wszystko nie znaczy absolutnie nic w świetle tego, co zaraz napiszę.

Otóż zamówiliśmy steki, jednogłośnie prosząc o średnio wysmażone. Dostaliśmy przesmażone podeszwy, ale nawet i w tym nie byłoby nic dziwnego, zdarza się, gdyby za mięsem nie ciągnął się smród. Było po prostu nieświeże i to w sposób, który aż bił po nozdrzach. Wnioskuję, że stąd wynikał stopień wysmażenia, ze zwykłej próby zakamuflowania zapachu. Przyznam, że dawno czegoś takiego nie podano mi do jedzenia, w związku z czym z głebi trzewi odradzam Wam wizyty w Limoni. Moje prywatne zdanie jest takie, że na różne rzeczy można sobie pozwolić, czasem kucharz dopiero się uczy, czasem czegoś nie wie, ale podawanie klientowi nieświeżych produktów, ba!, takich które zapewnią mu zatrucie pokarmowe, jest zwykłym świństwem i brakiem szacunku.

IMG_2603

Cóż dodać? Kelner miał zajęte trzy stoliki, ale i tak nie dawał rady. Co prawda nie doliczył nam do rachunku śmierdzących steków, ale i tak za trzy osoby zapłaciliśmy ponad 200 zł. Pewnie dlatego, że wypiliśmy kilka drinków.

Sorry, Limoni – jedna świnka, bo gdyby nie zmysł powonienia, pewnie bylibyśmy bardzo chorzy.

pig

Magda