Najpopularniejszy w Polsce blog z kategorii food&travel
CZYTASZ

Kulinarne mody – sezon bieżący vol. 3

Kulinarne mody – sezon bieżący vol. 3

Część 1
Część 2

Twist – nie ma dania, bez twistowania. Nowe słowo – wytrych. Generalnie twist to taki smaczek, pieprzyk, niespodziewany dodatek czy przyprawa, które sprawiają, że danie z poziomu „dobre” wskakuje na pułap „oryginalne”. W tym pozytywnym sensie. Zapamiętajcie sobie to słowo. Nawet jak nie będziecie wiedzieli, co macie na talerzu, to i tak wyjdziecie na ekspertów, jeśli powiecie, że „to danie ma bardzo interesujący twist„. A później szybko zmieńcie temat.

Lody – lody z marchewki, pasternaku, pieprzu oraz pajęczyny. Lody kręci się ze wszystkiego, byle nie z owoców. Lody są modne, lody to twist.

Narzekacze – no, nareszcie coś dla nas, Polaków. W tym sporcie jesteśmy Mistrzami Galaktyki. Zasada jest prosta  – wchodzisz do knajpy, zamawiasz jakąś potrawę, najlepiej drogą, zjadasz 90% i mówisz kelnerowi, że mięso było za twarde/za miękkie/za bardzo w sam raz, warzywa bez smaku/przesolone/niedosolone/zbyt idealne, a sos spod pachy i nie będziesz za to płacił. Bo jesteś koneserem i trochę szacunku! Narzekacze to zmora restauratorów. To taki bardzo nieelegancki patent na to, żeby najeść się za darmo i jeszcze poudawać znawcę. 2w1, turbo promocja i nawet nie trzeba zakładać marnego blogaska opartego na „degustacjach” za darmoszkę. I pamiętaj, aby w żadnym wypadku nie zostawiać napiwku. Tego by jeszcze brakowało!

Policzki – najczęściej wołowe, ale trafiają się też wieprzowe. Czyli pomysł na to, jak tanie mięso sprzedać drogo. Dobrze przygotowane są przedobre, źle przygotowane są źle przygotowane. Aktualnie można je spotkać w menus prawie wszystkich restauracji. Straszna nuda.

Espuma – już nie piana, moi drodzy, teraz rządzi es-pu-ma. Choć piana i espuma to jedno i to samo. Innymi słowy – syfon trzyma się mocno, zmienia się tylko nomenklatura.

Azja na talerzu – kuchnie Dalekiego Wschodu robią wjazd na chatę, zasiedlają lokale i lokaliki. Sushi? Sushi-srushi! Teraz jemy canh rau ngotbun cha i pho. Heeeloł!

Soliród a.k.a. szparag morski – ma szansę stać się nowym topinamburem i wężymordem w jednym. Czyli hitem. Zwłaszcza, że w Polsce jest pod ochroną, a to dodaje sprawie smaczku. Przecież wszystko, co zagraniczne jest lepsze. Jeszcze nieśmiało, ale wreszcie pojawia się na talerzach kulinarnie oświeconych. Fajnie dodaje koloru jako dekoracja, dobrze smakuje w sałatkach, a do tego wygląda trochę jak sukulent zerwany z tego tu parapetu. Czy to się je? Jak najbardziej.

Weganizm – jeśli w tym sezonie nie jesteś ortodoksyjnym weganinem, to jesteś leszczem. Serio. Nie chodzisz w plastikowych butach, które rozkładają się tysiąc lat? Też jesteś leszczem. Nie nosisz szmacianych toreb i nie wyglądasz jak żywcem wyciągnięty z kartonowej willi? Jesteś leszczem. Nie ewangelizujesz i nie nawracasz niewiernych na jedyną słuszną drogę? Jesteś leszczem. Zapamiętaj to sobie. A także to, że leszcz też czuje, ma marzenia i plany na przyszłość, więc zostaw go w spokoju i szamaj tofu! Już za rok: wegańscy freeganie. To dopiero będzie głęboki off.

Śniadanie w Pędolino – jeszcze nie jadłeś głęboko mrożonej bułki? Ani jajecznicy i parówek? A do tego pewnie nie oznaczyłeś się na fejsie? Prawdopodobnie nie istniejesz. Serio, uszczypnij się. Ja też jeszcze nie jadłam, bo moja wytresowana w latach wczesnoszczenięcych wyobraźnia (wytresowana na książkach Kinga, co wiele tłumaczy) podsuwa mi apkaliptyczną wizję, jak w którymś momencie nasze stare tory nie wytrzymują dwóch machów, które rozwija Pędolino i robi się straszny klops. Z jednej strony cieszę się, że mamy Pędolino, a z drugiej ten King… Generalnie nie chciałabym stać się najbardziej chodliwym newsem podczas tych Świąt. Wiecie, coś w stylu:
– Słyszałaś, Zosiu? Pędolino się wypędoliło, pińcet trupów wala się po torach! Podaj mi sałatkę.
To znaczy, że ja również nie istnieję. I do tego nie oznaczyłam się na fejsie. Masakra.

Woda z kranu – taka pro-eko moda, by chlorowaną kranówę przepuścić przez filtr, przelać do butelki i najlepiej sprzedać za minimum dychę, choć niektórzy dają kranówę za darmo. Łaska to niepojęta oraz kolejny krok w stronę normalności.

Świadomość – w narodzie rośnie. Trend na propsie. Przyglądamy się temu, co jemy. Odwrotnie niż w dzieciństwie – najpierw myślimy, a dopiero później do buzi. Pytamy, czytamy, uczymy się. Brawo my!

Grzybologika by Zbigniew Łomnik – książka, którą czytają WSZYSCY, szalenie popularna także w środowisku gastronomicznym. Nadal nie rozumiem dlaczego, ale pewnie dlatego, że kosztuje 5 zł. Ludzie, to nie jest książka o grzybach!

Śniadania na mieście – śniadanie na mieście ma swój styl, wielkomiejski szyk i jest takie światowe. A w weekend dokładamy obowiązkowy kieliszek czegoś z bąbelkami. Paryż, panie! Dlatego coraz więcej knajp wprowadza ofertę śniadaniową. I bardzo dobrze. Kultura jedzenia na mieście jest fajna, ważna i dobra. Coraz chętniej wychodzimy do restauracji na coś małego lub dużego, przestaliśmy to traktować jak święto. Cieszę się ja, cieszą się restauratorzy, którzy w tym roku zarobili 800 mln. więcej, niż w ubiegłym. Dlatego 7 dni, 7 śniadań wróci tuż po Nowym Roku. Stay tuned.

Oleje – po zachłyśnięciu się włoskimi czy greckimi oliwami odkrywamy, że Polska też ma tu coś do powiedzenia i nie jest w ciemię bita. Olej z góry św. Wawrzyńca? Proszę bardzo. Lniany wypływa na szerokie wody? Oczywiście. Z orzechów włoskich tłoczony gdzieś w małej manufakturze pod Pcimiem? Jak najbardziej. Nareszcie!

Gluten – fakt, że jesteś zdrowy naprawdę na nikim nie robi wrażenia. Jeśli go zjesz, to padniesz trupem. JG na 100%.

c.d.n.

Magda


  1. Czytam tego bloga od deski do deski (zaczynając od rankingów knajp) i moim zdaniem, to jeden z najlepszych blogów kulinarnych (i blogów ogólnie), jakie miałem okazję napotkać w sieci. Proszę tylko o zmianę szablonu – ten długo się ładuje i sprawia problemy przy kilku otwartych kartach. Pozdrawiam i czekam na kolejne wpisy – Kamil N.

    • Cześć Kamil,

      Bardzo nam miło, dziękujemy za ciepłe słowa. Tak, szablon jest do kitu i zamierzamy go niebawem zmienić.

      Miłego dnia1

  2. Zamiast weganizmu polecam Waganizm. Nowy trend: http://gurumuwi.pl/archiwa/141