ul. Koszykowa 55, Warszawa
Warszawiacy nie lubią piwnic. Być może to wojenna trauma przekazywana w genach? Ciągną do wielkich okien, witryn, do światła. Podziemny Kosmos Kosmos przeniósł mnie w trochę inny wymiar, wróciłam do psot nastoletnich, kiedy w podobnych miejscach pijaliśmy piwo lub słuchaliśmy koncertów bardzo alternatywnych zespołów. I z miejsca się zakochałam.
Mimo wielu podobieństw między knajpkami, które nawiedzałam w czasach licealno-studenckich, a Kosmosem…, mimo równie wyluzowanej i sympatycznej obsługi, są też znaczące różnice przemawiające na korzyść tego ostatniego: lepsza wentylacja, lepsza kuchnia i lepsze alkohole (i bar wyłożony klockami lego).
Od niedawna w Kosmosie… króluje nowa karta autorstwa Tytusa Czunikina-Krasowickiego i przyznam, że odnaleźliśmy jej mocne strony. Na początek absolutnie i nieodwołalnie uzależniająca zupa cytrynowa z krewetkami i kurczakiem (18 zł). Rozgrzewająca, pikantna, kwaśna, wyraźna, a zarazem łagodna. Petarda, po prostu.
Żur na borowikach (16 zł) nie został wiele w tyle. Treściwy, kwaśny, grzybowy. Wygląda na to, że są mocni w zupach. A my lubimy zupy. Bardzo.



Niewypałem były skrzydełka kurczaka na ostro z habanero i mango (9 zł/3 szt). Najpierw dotarły niedopieczone w środku, a później dopieczone, ale i tak niesmaczne. Później porozmawialiśmy z szefem kuchni i tym razem mięso nie pochodziło od stałego dostawcy, lecz ze zwykłego sklepu. Bęc.






A tymczasem powróćmy do rosti, któremu należy się uznanie, albowiem jest smaczne, z odpowiednią ilością podduszonych grzybów i całymi kulkami żurawiny (nie, to nie jest mazidło ze słoika, które dają do grillowanych oscypków).












Nie mam cienia wątpliwości, że Kosmos… będzie kolejnym moim miejscem. Z rozkoszą pójdę tam na obiad, drinka czy tak zwane piwo ze znajomymi. To jest totalnie niezobowiązujący lokal, za dnia są matki z dziećmi i rodziny, wieczorami koncerty, studenci i pozostałe zoo. Jeśli kojarzycie go tylko z miejscem dobrym na browar, ewentualnie pięć, to pochylcie się również nad kuchnią, która odwala dobrą robotę. A ludziom dobrej roboty szacunek i uznanie.
Z powodu skuchy z kurczakiem powinni dostać cztery świnki, ale to mój blog i klimat Kosmosu… mnie ujął na tyle, że daję im pięć. Bo tak. Jeśli jednak nie masz w sercu tej szczególnej iskry szelmy, nie pamiętasz, by ktoś spośród twoich znajomych nosił kiedyś Martensy i bliżej ci do idealnego przedziałka niż dredów, to ja ci nie pomogę. Ale sugeruj się raczej oceną na poziomie czterech świnek z plusem.
Magda





![Ancora – krakowska perełka /Kraków [ZAMKNIĘTE]](https://krytykakulinarna.com/wp-content/uploads/2014/03/IMG_9938-150x150.jpg)


![Pellicano, Warszawa [ZAMKNIĘTE]](https://krytykakulinarna.com/wp-content/uploads/2014/01/IMG_8331-150x150.jpg)

![Christian’s Bakerhouse, Warszawa [OBECNIE KRYSTIAN’S KITCHEN]](https://krytykakulinarna.com/wp-content/uploads/2013/11/IMG_7266-150x150.jpg)




