Najpopularniejszy w Polsce blog z kategorii food&travel
CZYTASZ

Christian’s Bakerhouse, Warszawa [OBECNIE KR...

Christian’s Bakerhouse, Warszawa [OBECNIE KRYSTIAN’S KITCHEN]

www fb

ul. Książęca 6, 00-498 Warszawa

Gotował dla Spielberga, Madonny i Jana Pawła II, a nawet odwiedził Nomę (choć nie wiadomo w jakim charakterze – kucharza czy klienta?). Czytając na stronie niezbyt precyzyjną, lecz pełną znanych nazwisk, notkę o imponujących dokonaniach kulinarnych Krystiana Zalejskiego, można odnieść wrażenie, że przestępując próg Książęcej 6 zostaniemy nakarmieni conajmniej jak książęta i tym samym dostąpimy zaszczytu obcowania z kuchnią najwyższych lotów. Jakże zaskakującym staje sie odkrycie, że kuchnia w Christian’s Bakerhouse to kulinarny ptak dodo. Dla tych, którzy akurat na tej lekcji bilogii palili fajki w pobliskim parku: ptak dodo to nielot.

Wnętrze jest śliczniusie, milusie i fajniusie. I tu się fajność tego miejsca kończy. Na przystawkę obsługa – borze! jeszcze nigdy w życiu nie czekałam tak długo na WSZYSTKO. Na herbatę, butelkę wody, jedzenie… Tylko rachunek pojawił się szybko. A może to taka taktyka: przegłodzić klienta, bo klient przegłodzony jest bardziej na żarcie napalony, więc łyknie wszystko?

Kiedy już po maleńkiej godzince z tycim haczykiem na naszym stole pojawiło się pięć burgerów i moje boczniaki z kozim serem, cała nasza szóstka była wściekle głodna i jednocześnie zgodnie skonstatowała, że jedzenie jest… zimne. Wszystko. Było. Zimne. Cóż, powiało chłodem, tym razem z naszej strony.

Ale chcąc być precyzyjnym, zamówiliśmy co następuje: absolutnie obojętne w smaku, zapomniane już w trakcie posiłku carpaccio wołowe z rukolą i selerem naciowym w płatkach grana padano (28 zł). Rukoli mam tak samo dość jak balsamico, ani jedno, ani drugie już na nikim nie robi wrażenia, wręcz dobija nudą.

IMG_7266

Boczniaki zapiekane z kozim serem podane z kompozycją sałat (28 zł). Zimny trup, dosłownie i w przenośni. Zimne, miękkie, kompletnie pozbawione smaku grzyby, dość obrzydliwe, do tego równie zimny grillowany kozi ser i trochę sałaty. Nie wiem co konkretnie uczyniono tym biednym boczniakom, ugotowano, uduszono, wrzucono na grill (prawdopodobnie)? Nastepnie zapomniano o nich na wiele, wiele godzin, to pewne. Cokolwiek to było, nie wątpię, że zostawiło głębokie rany na ich delikatnej psychice, bowiem było to zło. A wszystkie te wspaniałości polane nieśmiertelnym balsamico, który jak już wszyscy wiemy od Wojtka Amaro, nie zbawi polskiej gastronomii. Do tego koszmaru jeszcze wrócimy, ale to za chwilę.

IMG_7269

Moi towarzysze wybrali kilka burgerów, m. in. z wołowiną i guacamole (19 zł), z jagnięciną, fetą, sosem miętowym, majonezem harissa, rukolą, warzywnym setem i cebulkami w occie balsamicznym (24 zł) czy z dziczyzną, smażonymi borowikami, bekonem, sosem żurawinowo-pomarańczowym i warzywami (24 zł). Jak już wspomniałam wyżej, wszystkie były zimne. To pierwsze wrażenie. A drugie? Bez smaku. Kompletnie, nieodwołalnie i bezapelacyjnie pozbawione jakiegokolwiek smaku. Sól i pieprz w ilościach śladowych to nie dość, z całym szacunkiem. Dlaczego tak wielu kucharzy w naszym pięknym kraju boi się przypraw? Choćby zwykłej gałki muszkatołowej czy uwielbiającego się z jagnięciną sumaka? W wersji z guacamole bardzo kiepskie guacamole, w wesji z dziczyzną jedynym pozytywnym aspektem był ZAPACH dziczyzny. Rozczarowanie za rozczarowaniem.

Do niektórych burgerów słodkie bułki z dodatkiem mleka w proszku, pieczywo konsekwentnie, we wszystkich pięciu przypadkach nie trafiło na grill, więc nie pomagało też w kwestii temperatury.

IMG_7267IMG_7268IMG_7270

Ponieważ nadal byłam głodna, połakomiłam się na risotto z borowikami, natką pietruszki i świeżym rozmarynem (29 zł). I wreszcie sukces – ciepłe i jadalne! Co prawda wydłubanie homeopatycznej ilości grzybów zjęło mi dwa machnięcia widelcem, ale to już nieważne, bowiem zmaterializował się przed nami Krystian we własnej osobie w celu dowiedzieć się, dlaczego klient kręci nosem (stąd brak zdjęcia risotto, całą uwagę przeniosłam naonczas na szefa kuchni).

I tak oto dowiedzieliśmy się co następuje: wielu klientów narzeka na zimne jedzenie, wielu klientów narzeka na zły serwis, Krystian nie uważa by w tym wszystkim była jakakolwiek jego wina. Sugerował, że to wszystko przez kelnerki. Zaiste, imponujące przekonanie o własnej nieomylności. Chciałabym kiedyś takie mieć.

Kiedy dotarliśmy do kwestii boczniaków, które jako żywo w karcie opisane są jako zapieczone z kozim serem, Krystian posłał mi uśmiech politowania, sugerujący, że jestem idiotką i zapytał czy  myślałam, że grzyby istotnie będą zapieczone z serem? W sumie sama nie wiem na jakiej podstawie sobie to w moim małym, blond rozumku wykoncypowałam? Bo tak było napisane? No, doprawdy, daleko posunięta naiwność.

Po co pisać w menu rzeczy, które nie są? Po co wprowadzać klienta w błąd? Wreszcie po co tworzyć kartę, która nie pokrywa się z tym, co trafia na talerz?

Na koniec, w ramach przeprosin, otrzymaliśmy takie oto ciasteczka, które nikogo już specjalnie nie obeszły.

IMG_7271

Jeśli w pierwszych słowach, jakie czytam na twojej stronie, z dumą informujesz mnie, że twoja ręka karmiła Madonnę, przydajesz sobie splendoru podpierając się takimi nazwiskami jak Roca, to wiedz, że oczekuję od ciebie znacznie więcej, niż – jak się okazuje – bezpodstawnej bufonady i zimnego, niesmacznego jedzenia.

W trakcie posiłku ktoś zapytał mnie, dlaczego właściwie tu przyszliśmy? Ponieważ jeszcze tu nie byliśmy i już nie będziemy – odpowiedziałam.

pigs2

Magda