Najpopularniejszy w Polsce blog z kategorii food&travel
CZYTASZ

Jego ego, czyli mów mi „Chefie”!

Jego ego, czyli mów mi „Chefie”!

To jest tekst, który prawdopodobnie przysporzy mi tylu wrogów, co przyjaciół. To jest tekst, który chodził za mną od bardzo dawna. To jest tekst o kucharzach, którzy bardzo pragną być gwiazdami. O kucharzach nieomylnych, którzy każą mówić do siebie „chefie”. Koniecznie przez „ch”.

Nie miałam żadnego konkretnego impulsu, raczej miejsce w mózgu, które katalogowało pewne zdarzenia, zachowania i nazwiska. Kiedy szufladka się napełniła, reszta okazała się być już tylko formalnością.

Na początek przytoczę anegdotkę, sytuacja autentyczna. Jest pewien wytatuowany kucharz w typie wóda-dziwki-koks, gwiazda Fejsa, gwiazda Insta, którego dość długo znałam tylko z Internetu i z opowieści wspólnych znajomych. I oto nastał dzień, w którym przyszło nam się poznać osobiście. Ja trzeźwa, on nie.
– To jest Magda, pisze bloga – przedstawiła mnie koleżanka, świadek tej sytuacji.
– Cześć – powiedziałam.
– Cześć, nienawidzę blogerów, to debile. W Polsce nie ma ani jednego prawdziwego krytyka kulinarnego. Nikt tu się na niczym nie zna, ja się nikogo nie boję i nikogo nie szanuję, nikt w tym kraju nie zna się na kuchni, bla, bla, bla – monologował przez kwadrans, a ja sobie myślałam, że mam do czynienia z rzadkiej klasy kretynem i od takich ludzi trzeba trzymać się z daleka. On pewnie myślał, że jest rzadkiej klasy kozakiem. Nie pytajcie o nazwisko, ono nigdy nie padnie. Przecież facet strzela sobie w kolana sam i robi to znakomicie, więc po co mu przeszkadzać? Ale wciąż bawię się przednio, kiedy czytam jego przymilne komentarze na niektórych blogach.

Generalnie anegdotka jest po to, aby uświadomić P.T. Czytelnikowi o czym my tu właściwie rozmawiamy.

Dlaczego ten tekst nie będzie o kobietach i dlaczego to właśnie jego ego jest takie fascynujące? Dlatego, że nigdy nie spotkałam się z taką bufonadą ze strony kobiety. One nie są ani słabsze, ani gorsze w roli szefa kuchni, są natomiast daleko bardziej pokorne. Można wysnuć wniosek, że facetom PR psuje testosteron. Powyższy przykład jest dość ekstremalny, ale rozbuchane męskie ego manifestuje się na różne sposoby i mam takich anegdotek całkiem pokaźną listę.

Ten blog jest doskonałym probierzem klasy ludzi, o których piszę i w duchu cieszę się, że nie słyszę tych wszystkich „kurew”, które po niektórych recenzjach lecą na moją głowę w kuchniach jak kraj długi i szeroki. Raz nawet chcieli mnie pozwać. Ale jest jeszcze pewien typ człowieka, tak na oko trzy do pięciu klas wyżej, niż przytoczony przykład. To typ, który ma szczególne miejsce w moim sercu i te nazwiska zapamiętuję bardzo skrupulatnie. Otóż trafiają się wyjątki, kiedy po nieprzychylnej recenzji dostaję mail w stylu: „Biorę na klatę, poprawiam, wpadnij za jakiś czas”. Trzeba mieć dużo pokory i ogromną klasę, by tak zareagować. A przede wszystkim trzeba mieć mózg, co dla niektórych może być prawdziwym wyzwaniem.

To jest bardzo proste działanie matematyczne – dostajesz solidną porcję informacji, z których możesz wynieść dużą korzyść. Mało tego! To nie ty płacisz mnie, tylko ja tobie. Tak więc może dostałeś po głowie, ale w sumie jesteś na plusie, bo i w kasie się zgadza i masz bardzo precyzyjnie pokazane, co powinieneś poprawić. Heca, co? Tak dokładnie nie opowie ci tego żaden klient, więc może tych kilku prawdziwie zaangażowanych recenzentów, to nie taka znowu gangrena? Przekłuj balonik swego ego i zauważ tę prostą prawdę.

Niestety znacznie liczniejsze przypadki to te, w których nawet neutralna recenzja wywołuje spazmy i głęboki foch. Zabawne są też sytuacje, kiedy widzę, jak szefowie wprowadzają dokładnie te zmiany, które wskazałam w recenzji, a z drugiej strony ich nadmuchane ego każe im udawać, że tej recenzji nie było, bo przecież ich niezaprzeczalna, olśniewająca zajebistość nie pozwala się publicznie przyznać, że czytają blogi. I jeszcze korzystają z tego, co tam jest napisane.

Zdarza mi się spotykać naprawdę wielkich szefów kuchni, z ogromnym dorobkiem, wiedzą, umiejętnościami i tymi wszystkimi gwiazdkami, które w naturalny sposób za tym idą. Zawsze bez wyjątku są to ludzie ogromnej klasy, pokory i otwartości. Prawdopodobnie kiedyś i my do tego punktu dotrzemy, ale na razie ktoś tym chłopcom wmówił, że mogą być gwiazdami i hajs się ma zgadzać, więc starają się gwiazdorzyć, jak potrafią najlepiej.

Kto to właściwie jest szef kuchni, poza tym że zarządza kuchnią? Bo na Facebooku szefów, pardon, CHEFÓW ci u nas dostatek. Czy oni wszyscy zarządzają swoimi kuchniami? Czy może raczej kroją marchewkę w julienne i wykonują cudze polecenia? Nie ma wzoru według którego można wyliczyć, że ktoś jest bardziej szefem kuchni, a ktoś inny mniej, poza tym, że rzeczywiście zarządza kuchnią i swoim zespołem. Ale są pewne cechy charakteru, które wszyscy wielcy z pewnością posiadają: pokora, potrzeba rozwoju, głód wiedzy, pasja, zdolności przywódcze, pokora. To ostatnie słowo nie pojawiło się dwukrotnie za sprawą przypadku.

Very good cooks who are employed as „chefs” rarely refer to themselves as „chefs”. They refer to themselves as „cooks”.
– Alton Brown

Kiedyś poznałam Leę Linster, kobietę, która oprócz wielu wyróżnień ma także prestiżową gwiazdkę Michelin od roku 1987, w roku 1989, jako jedyna kobieta, wygrała złoto w równie prestiżowym konkursie Bocuse d’Or. Wspaniała babeczka. Ciepła, otwarta, nie mogłyśmy się nagadać. Każe o sobie mówić per „kucharka” i częstuje magdalenkami. A teraz wyobraźcie sobie, że którykolwiek spośród tych naszych kozaków nad kozaki, każe o sobie mówić „kucharz”. No fucking way.

Nie twierdzę, że nie ma głupich, łasych na komplementy bab. Oczywiście, że są. Te są być może nawet gorsze od facetów, bo faceci najwyżej poprzeklinają, a baby są wredne i pamiętliwe. Prawdopodobnie w najmniej spodziewanym momencie dostaniesz z boku jakimś kłamstewkiem, które ma cię postawić w złym świetle (również autentyk). Tylko że te baby będą smażyć swoje tłuste, żylaste kotlety w swoich prowincjonalnych garkuchniach do usranej śmierci i nic tego nie zmieni. Ale głupie, łase na komplementy baby, to w tej branży margines. Prawdziwe szefowe kuchni pracują czasem ciężej od facetów, bo każdego dnia muszą udowadniać, że są równie dobre i równie silne. Co w gruncie rzeczy sprowadza się do tego, że muszą być jeszcze lepsze i jeszcze silniejsze od facetów. Być może dlatego wciąż stanowią w tym zawodzie mniejszość. A kobiety w kuchni są wspaniałe. I nie piszę tego z powodu solidarności jajników, lecz z powodu własnych obserwacji. Są cierpliwie, ciężko pracują, mają w sobie masę pokory, nie gwiazdorzą.

Jest jednak pewna grupa kucharzy, stosunkowo nowe zjawisko, która postanowiła zostać gwiazdami. Albo jeszcze precyzyjniej – celebrytami. W skali mikro czy makro, to nie ma znaczenia. Nie są istotne środki, istotny jest cel. Wszyscy traktują się śmiertelnie poważnie, a ci z najmniejszymi osiągnięciami standardowo mają najmniejszy dystans. Nagle wszyscy chcą laurów i owacji na stojąco, a jeśli ich nie dostają, to tupią nóżką i w spazmach rzucają się na podłogę, zapominając, że ich zadanie pierwsze i nadrzędne, to mieszanie w garach. Ci nasi chłopcy – rockandrollowcy. Za dużo się filmów naoglądali.

Sukces to suma porażek i umiejętność wyciągania z nich wniosków. To pamiętanie o prostej prawdzie, że najpierw się jest kucharzem, którego zadaniem jest w mniej lub bardziej finezyjny sposób karmić ludzi, a dopiero później jest się szefem, pardon, chefem. Sukces to ciężka praca, nagroda to komplet rezerwacji. Jest w Polsce bardzo wielu szefów kuchni, którzy nie rozpychają się łokciami, nie chwalą na Fejsie nieznajomością ortografii. Oni w tym czasie zasuwają w swoich kuchniach. A sukces i – co ważniejsze – szacunek, znajdują ich same. Czary? Nie, naturalna kolej rzeczy.

Magda


  1. Ładnie i prawdziwie to napisane. Pozdrawiam.

  2. Właściwie to taki tekst o niczym, oprócz swojego zdania, kochani blogerzy, postarajcie się umieć pisać. To nie tylko składnia i zasady ortografii. To także umiejętność skomponowania fajnego tekstu.

  3. zgadza sie wszystko.w punkt.gratuluje

  4. Zgadzam sie z tobą Magda. Ale przy okazji czytania tego tekstu miałem nieodparte wrażenie ze Teoje ego jest tak samo duże jak te, o których piszesz.

  5. Możliwe. Możliwe też, że odbierasz to w taki sposób, bo zabrałam głos w dość niewygodnej sprawie i swoim zwyczajem zrobiłam to bez ogródek.

  6. Nie zgadzam sie , ze o niczym. Wielu z nas pracuje bo kocha to co robi. wyplata nie jest najlepsz , godziny dlugie, ale jak mowi stare przyslowie: jesli kochasz to co robisz to nie pracujesz ani dnia w zyciu. Kwestia nowoszefow, ktorzy po 5 min w telewizji roszcza sobie prawa do statutu celebrytow jest dosc istotna. Wielu mlodych adeptow sztuki kulinrnej ma takie parcie na szkielko badz status, ze zapominaja o tym co sie naprawde liczy. A liczy sie pasja, umiejetnosci, pokora! i chec zadowolenia ludzi, ktorzy ufaja, ze posilek zjedzony w restauracji bedzie zrobiony, no coz, wlasnie z pasja. pierogi czy michelin, nie ma znaczenia.

  7. Dziękuję, fajnie, że widzimy to podobnie.

  8. Cieszę się, że dobrze się czyta 🙂

  9. fajnie lekko się to czyta, a z każdym akapitem, co raz, przychodzi obraz innego szefa pardon Chefa przed oczami. dla mnie w punkt.

  10. I pomyśleć, że przed chwilą postulowałeś o ban dla mnie na wiadomej grupie :)))

  11. Krytyka Kulinarna totalnie inny temat, inna bajka 🙂 to, że tam mieliśmy inne zdanie, nie świadczy, że tutaj muszę wylewać gorzkie żale 🙂 a akurat tekst idealnie puentuje moje ostatnie przemyślenia 🙂

  12. Ktoś kiedyś powiedział " kucharzem się jest szefem kuchni się bywa"

  13. Fajnie, ze o tym napisalas, przynajmniej ja nie musze tego robic, choc od dawna chcialem, ale troche mi nie wypadalo z racji zawodu 😉

  14. 🙂 Temat wart poruszenia I fajnie zredagowany, pozdrawiam!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

  15. Poruszony jest konkretny temat, więc twierdzenie jakoby "tekst traktował o niczym" jest poprostu bezpodstawne . W tekście Magdy "Chef X" jest tylko bohaterem anegdoty, która z kolei jest tylko wprowadzeniem do omawiania problemu. Aby to pojąć trzeba rozumieć tekst, który się czyta. Tą jakże rzadką umiejętnośc można zdobyć podczas nauki języka polskiego na poziomie szkoły podstawowej. I zgadzam się z komentatorami, Pani Magda błyszczy,zwłaszcza na tle, takich komentarzy jak powyższe!!!!!! ( nie dot. Marcela)

  16. Natomiast mój osobisty troll nigdy nie śpi. Znajdź sobie jakieś hobby, kobieto.

  17. Dokładnie. Autorka to pierwszy hejter wśród blogerów kulinarnych, ciekawe czy jest taka kategoria w blog roku?

  18. Przepraszam za swój ostatni wpis..jest mi przykro

  19. Wydaje mi się że problem traktowania krytyki nie biorąc jej jako atak jest generalnie rzadkie u obu płci, powiedz kobiecie na ulicy ze ma paskudne buty i ze nie pasują jej do spodni, to pewnie zlustruje Cię i pomyśli swoje o Twoim ubiorze a uwagi o butach nawet nie przemyśli. To raczej naturalne, ludzkie i uniwersalne.

    Moim zdaniem przyjmowanie krytyki jest wprost proporcjonalne do wiedzy jaką posiada osoba poddana krytyce. Im dłużej się uczę w sztuce kulinarnej tym bardziej zdaję sobię sprawę jak wiele jeszcze nie wiem. Tzn im ktos mniej wie tym bardziej sie irytuje i "hejtuje" 🙂

    A co do tego jak kobiety traktuje się w kuchni, raczej kwestia kompleksów kobiet. Przyjmując feministyczną postawę same wystawiają się na ostrzał.

  20. A mnie np śmieszy to całe słowo krytyk kulinarny bo niby o gustach się nie dyskutuje więc dla czego gust tego czy tej pani ma być wyżej od innego człowieka .

  21. […] Kucharz celebryta. Młody wilczek z parciem na szkło. Dla fejmu zrobi i powie wszystko. Do życiowych osiągnięć zalicza siódme miejsce w konkursie na najlepszą kiełbaskę z ogniska na obozie harcerskim w Bornem Sulinowie lub udział w Celebrity Potwarz. Dalej jest już tylko Warsaw Shore. […]

  22. bardzo lubię tego bloga i czytam go z zapalczywością. Ale z przykrością zauważyłem na przykładzie powyższego artykułu, że autorka wpisuje sie w modny ostatnimi latami temat dojeżdżania mężczyzn, budowania mowy niechęci i pogardy do tej płci. Zauważam to na wielu blogach prowadzonych przez kobiety. Zauważam także, że jest to dużo szersze zjawisko, w dodatku nie jest ono piętnowane społecznie…
    Już sobie wyobrażam treść komentarzy pod podobnym artykułem napisanym przez mężczyznę o kobietach w tym zawodzie.
    Zaprawdę powiadam Ci Magdo, jeśli jakiś pajac, którego wstydzą się nawet inni faceci Ci dosrywa to nie ma potrzeby wylewania pomyj na całą męską rasę i wpisywania się w ten modny trend pogardzania mężczyznami w dowolnej przestrzeni.

    żeby nie było – nie jestem kucharzem, nie mam nawet pewności czy umiem gotować 🙂 zauważyłem także w tekście krytyczne akcenty dotyczące kobiet. Jednak protestuję przeciwko dokładaniu się do pogardzania całym męskim plemieniem.

    • A wżyciu całym! To jest tekst o małym wycinku.

      • Harrold

        14 kwietnia

        zapewne masz rację, jednak to wiesz tylko ty, że o wycinku. A różni ludzie różnie rozumieją słowo pisane i ja tam widzę punktowanie całej płci męskiej, a nie chciałbym tego obserwować tu.
        Przepraszam, że tak na „Ty” się zwracam, to nie oznaka braku szacunku czy coś

  23. To tylko takie zgadywanie ale czy to gwiazdorzenie, lans na mediach społecznościowych i robienie z siebie (za przeproszeniem) wyższe pier*cji nie zaczęły się wraz z pojawieniem Top Chef’a w Polskiej Tv? (w temacie „wytatuowany kozak” przychodzi mi do głowy parę nazwisk własnie stamtąd ale nie będę drążył 😉 ) O ile na początku ten i inne podobne programy oglądałem z zainteresowaniem o tyle w pewnej chwili miałem dość właśnie ze względu na zachowanie uczestników…

  24. Marcin Maciuszek

    30 czerwca

    Artykuł jak najbardziej trafiony , ale nie ma co generalizować , że kobiety Chefowe są bardziej pokorne i ciężej pracują .
    Mimo wszystko więcej znanych i gwiazdkowych szefów to mężczyźni , wszystko zależy od człowieka i charakteru , płeć jest obojętna .

  25. Grzesiek Piącha

    22 lipca

    Większość tekstu trafiona w punkt 😉 Ja bym jednak nie dzielił kucharzy na kobiety i mężczyzn, jeśli pracujesz na kuchni to przede wszystkim jesteś kucharzem i niezależnie od płci każdy musi ciężko pracować . A pisanie iz naszym nadrzędnym zadaniem jest ”mieszanie w garach” jest nie na miejscu, ta praca nie ma tym polega. Mieszać w garach to mogą blogerki w domu 😛

    • Jeśli nie mieszanie w garach, to co?

      • Grzesiek Piącha

        24 lipca

        Pracowałaś kiedyś na kuchni ? Dłużej niż jeden dzień ? Ta praca to głownie poświęcenie dla ludzi takich jak Ty. Każdy z nas pracuje 13-18 godzin dziennie, jedząc czasem jeden posiłek a czasem tylko garść tego co wpadnie pod rękę obowiązkowo popijając morzem kawy, wysłuchując przy tym dziesiątek dziwnych próśb od gości przekazywanych przez niedoświadczonych kelnerów którym nawet nie chce się nauczyć karty, w międzyczasie użerając się z „kucharzami” którzy takiego podejścia nie rozumieją bo „mają doświadczenie i mogą pracować w każdej restauracji w mieście” a tak naprawdę są zwykłymi zapchaj dziurami. Więc następnym razem jak będziesz się zabierać do recenzji jakiegoś miejsca i coś będzie nie tak, to pojedź ich równo. Jesteśmy profesjonalistami i wszystko zawsze powinno być na najwyższym poziomie ale przynajmniej nie oceniaj tego myśląc że jedyne co robimy to mieszanie w garach 😉