5 sposobów, dzięki którym nie tyję. Również podczas Świąt | Krytyka Kulinarna
Najpopularniejszy w Polsce blog z kategorii food&travel
CZYTASZ

5 sposobów, dzięki którym nie tyję. Również podcza...

5 sposobów, dzięki którym nie tyję. Również podczas Świąt

Utyć jest łatwo, schudnąć trudno. Ja już jestem na tym etapie w życiu, że mam świadomość. Świadomość konsekwencji. I ta świadomość skutecznie mnie zniechęca do robienia rzeczy, które powodują konsekwencje. Na przykład zupełnie już wyrosłam z melanży po świt, bo wiem jak później boli głowa. Na żarcie jakby jutra miało nie być też pozwalam sobie rzadko, bo konsekwencje… Cóż, konsekwencje są brzemienne w skutkach. I potwierdzi to każda waga łazienkowa.

Wiem też jednak, że restrykcyjne diety zupełnie nie są dla mnie. Szczerze podziwiam ludzi, którzy potrafią sobie tak dokręcić śrubę, że chudną 30 kg w rok. Chapeau bas. Ja mam słabą silną wolę i nie potrafię sobie odmawiać. Właściwie wszystko muszę ze sobą załatwiać sposobem, bo dziecko we mnie powtarza jak mantrę, że jak czegoś nie wolno, ale się bardzo chce, to można. I ja za tym niestety idę. Nie twierdzę co prawda, że mam figurę modelki. Od kilku lat już nie mam, ale nieźle się trzymam nieustająco w tym samym rozmiarze. A biorąc pod uwagę ile w życiu zjadłam masła i czekolady wniosek może być tylko jeden: moje sposoby działają. Proszę, weźcie z tego ile potrzebujecie.

jak nie przytyc

Talerz

Normalnie przy odchudzaniu mówi się o tym, by jeść z mniejszego talerza. I co do zasady ma to sens, ale nie podczas Świąt. Podczas Świąt jest dokładnie odwrotnie. Mały talerzyk to podstępny producent fałd i opon. No bo a to śledzika sobie dołożysz, a to zaraz sałateczki i tak leci całe popołudnie i wieczór. Jeden dzień, drugi dzień, trzeci… BUM! Rozmiar więcej. Gdybyśmy to wszystko zmagazynowali na jednym dużym talerzu, to by nam wyszły oczy z orbit ile jesteśmy w stanie zjeść podczas jednego rodzinnego posiedzenia.

Dlatego duży talerz, ale ładowany jeden raz – oto sztuczka. Proszę bardzo, nałóż wszystko, na co masz ochotę, oszacuj czy to wystarczająca dla Ciebie porcja obiadowa i pozostań przy tym aż do kolacji. Jeśli taką ilością jedzenia najadasz się w dzień powszedni, to w Święta też Ci wystarczy. Obiecuję!

Woda

Największy przyjaciel każdego żywego organizmu, a tego, który nie chce przytyć szczególnie. Pij wodę zamiast napojów słodzonych, pij wodę przed wielkim żarciem (można!), dzięki czemu szybciej poczujesz sytość, pij szklankę wody po przebudzeniu i szklankę przed snem. Pij wodę naprzemiennie z kolejnymi kieliszkami wina, a podziękujesz mi rano. Woda to życie.

Ze względu na posiadanie mocno nieletniego dziecka i częste podróże źródlana woda butelkowana to mój najlepszy przyjaciel. Pochodzi z naturalnego źródła, nie można jej uzdatniać, więc jest dokładnie taka, jaką ją stworzyła natura. Jest uniwersalna – mogą ją pić dokładnie wszyscy i nie ma w tym zakresie żadnych ograniczeń. Ma zrównoważony skład mineralne, nie zawiera większej ilości substancji potencjalnie niekorzystnych czy takich, które przez niektóre osoby muszą być limitowane, jak sód, chlorki, fluorki czy siarczany, a do tego jest bezpieczna mikrobiologicznie, no i podlega restrykcyjnym badaniom i kontrolom. Do tego neutralny, łagodny smak, bez żadnych kredowych, słonych czy mineralnych posmaków – smakuje tak, jak powinna smakować woda. Jest po prostu najbardziej uniwersalnym wyborem w każdej sytuacji i szerokości geograficznej również dla dzieci i kobiet w ciąży. W gruncie rzeczy chodzi więc tylko o opakowanie. Żywiec Zdrój oferuje butelki z plastiku w 100% pochodzącego z recyklingu (pokazywałam Wam już te duże, 5-cio litrowe, tutaj mamy idealnie poręczne butelki o pojemności 1 litra). Wystarczy po wypiciu wody wrzucić pustą butelkę do odpowiedniego pojemnika, by zamknąć obieg. Dlatego pij wodę bez wyrzutów i ograniczeń. A przy okazji wielkiego żarcia pij wodę szczególnie.

jak nie przytyc

Chleb

Chleb, chlebuś nasz powszedni… Najlepiej biały, o miękkim miąższu i chrupiącej skórce, jeszcze ciepły… Albo tost z takiego chleba i do niego dużo rozkosznie topiącego się masełka… Albo świeża, chrupiąca bagietka i dobry ser… Widzisz to, prawda?

No to przestań, bo chleb to Twój wróg!

Mówię teraz serio. Zjedz sałatkę jarzynową, proszę bardzo. Święta bez sałatki nie mają przecież sensu. Dołóż sobie jakiejś dobrej wędliny, pewnie. Ale nie dopychaj chlebem! Od chleba rośnie wszystko to, co nie powinno rosnąć. Zostaw go sobie na inne okazje, teraz jest tyle dobroci na stole, że naprawdę nie ma potrzeby jeść chleba. Chleb tuczy. Wiem, to smutne, ale tak po prostu jest. Nie wiem dlaczego. Może Bóg tak chciał?

Spacer

Raz dziennie wstań od stołu. Ja nie mówię o ciężkim kardio, bo tak generalnie nie jestem zwolenniczką przesadnego pocenia się, tylko dobrego chleba z masłem i spodni z gumką, choć jak wiadomo nawet ona ma limit wytrzymałości, a cały ten tekst jest o tym, żeby nie strzeliła. Spacer jeszcze nikogo nie zabił, za to wielu wyszedł na dobre. Odrobina ruchu wspiera metabolizm, poprawia nastrój i do pewnego stopnia niweluje poczucie winy. Wszystkie te aspekty związane ze spacerem są jednakowo godne i chwalebne.

jak nie przytyc

Dopychanie nocą

Zbrodnia ciężkiego kalibru. Bardzo ciężkiego. Tak naprawdę to po prostu nasze łakomstwo, bo przecież nie jesteśmy głodni, prawda, kochanie? Oczywiście, że nie jesteśmy, bo JEDLIŚMY CAŁY DZIEŃ. Oboje wiemy, że już nie możesz. Ty nie możesz, ja nie mogę, no…

…chyba, że serniczka 😉

Magda

Partnerem wpisu jest Żywiec Zdrój

Spodobały Ci się moje sposoby? To fajnie, bo działają! Będzie mi miło, jeśli udostępnisz ten wpis. Dziękuję!