Najpopularniejszy w Polsce blog z kategorii food&travel
CZYTASZ

Dopiero gdy wybierasz imię dla dziecka, dowiadujes...

Dopiero gdy wybierasz imię dla dziecka, dowiadujesz się ilu osób nie lubisz

Zawsze mnie to tytułowe zdanie bawiło. Ale jest prawdziwe. Powiedzmy, że w znaczenie imion oraz wszelkie inne wróżby wierzę umiarkowanie, ale który przyszły rodzic nie czytał o tym, jakie są Anki, a jakie Zośki niech pierwszy rzuci kamieniem. My też czytaliśmy. 

 

Dziecko, które przez chwilę było Wojtkiem

Długo zanim poznaliśmy płeć, mówiliśmy „Wojtek to, Wojtek tamto”. Ten Wojtek wziął się od jednego rezolutnego Wojtka, tak na oko lat dwa. Od czasu do czasu tylko zatrzymywałam się i mówiłam: „Ej, a jak to będzie bobaska?”. Czysto hipotetycznie, bo od zawsze wiedziałam, że będę miała syna. Nie wiem skąd, ale było to tak oczywiste, jak fakt, że po nocy przychodzi dzień. Co prawda asekuracyjnie nie kupowałam żadnych ciuszków, jednak gdyby się okazało, że Wojtek to Wojtka, to byłoby to największe zdziwienie mojego życia. Co więcej – na pierwszym USG, na którym istniała szansa, że poznamy płeć – Wojtek postanowił zachowywać się bardzo skromnie, zwarł uda i nie pokazał nic. Wtedy pomyślałam, że może to nie jest takie złe w dzisiejszych czasach rui i porubstwa.

Tak więc trzymał nas w niepewności kolejny miesiąc z hakiem. Przed kolejnym USG przeprowadziłam z nim poważną rozmowę i jako dziecko grzeczne oraz dobrze ułożone – spełnił życzenie matki. Co prawda kiedy moja ginekolog pokazywała nam na monitorze berło oraz klejnoty rodowe, ja pytałam: „Gdzie, gdzie?”. A ona na to: „To pani nie wie jak to wygląda?”. I w śmiech. Pani wie. O cholera, faktycznie! No więc Wojtek! Wiedziałam!

 

A później zaczęliśmy grymasić

I czytać. Znam kilku Wojtków. Wszystkie Wojtki to fajne chłopaki. Ale z opisu imienia wychodziło, że w całej swej fajności jednak trochę chamy, a trochę prostaki. Niech Wojtki nie biorą do siebie, jest to bowiem element dekoracyjny i wprawiający w dobry humor. Osoby postronne. Ale kiedyś z tym naszym Wojtkiem ktoś będzie żył i czy ja już na tym etapie musze być wredną teściową? Nie muszę, mogę się te trzydzieści lat wstrzymać. No więc nie Wojtek. Ale jak nie Wojtek, to co?

 

 

Tylko nie jadalne!

Już z Polą jest kłopot i niezręczności, bo jak czasem ktoś pyta: „Jak piesek ma na imię?” i mówię, że Pola, to w odpowiedzi często słyszę: „O, to jak moja córka”. I zapada dziwna cisza. A jadalne imiona to już w ogóle ostatnia fala zaraz po Brajanach i ludzie nazywają tak psy, koty oraz dzieci. Taka Mortadela na przykład. No, to nie brzmi. Jadalne nie wchodziło w grę. Poza tym nie będę z dziecka robiła przedłużenia moich pasji, bo może zostanie ornitologiem i wolałby „Orzeł”, a na drugie „Sokół”. Czy tami inna pustułka.

I wtedy się zaczęła wyliczanka. Felek nie, bo raz jeden Felek z 3B pociągnął mnie za warkosz. Adaś nie, bo Miauczyński, a ten wiadomo jakie miał życie, Michał – co kija sobie wpychał, Tadek – niejadek! Od razu wyeliminowaliśmy te, które łatwo i głupio się rymują, aby dzieciom w przedszkolu nie dawać do ręki oręża. Później, pomna nauk tatusia, to co zostało dokładaliśmy do nazwiska. Czy ludzie czasem myślą o tym, że imię powinno pasować do nazwiska? Jeśli jedno jest twarde, to drugie powinno być miękkie. I na odwrót. No i jakoś razem powinny brzmieć. U dziewczyny jeszcze pół biedy – istnieje wysokie pradopodobieństwo, że Nicola Wyrobek kiedyś z wyrobkowstwa się wyswobodzi, ale dla chłopaka to krzyż, który musi nieść całe życie.

 

 

 

I wtedy nas olśniło. Marcyś. Marceli! Wszystkie Marcysie, to fajne chłopaki – i wesołe, i serdeczne, i dobrze im z oczu patrzy. A oczy mają zwykle ładne i dziewczynom miękną od tego kolana. No i pasuje do nazwiska taty. It’s a match!

Zatem witaj na pokładzie, Marceli. Bądź zdrów. Cieszyć się życiem nauczymy Cię szybciej, niż mówić 🙂

Magda

Spodobał Ci się wpis? Masz podobne doświadczenia? Będzie mi bardzo miło, jeśli go udostępnisz! 🙂