Dla kogo jest "Bułka z masłem" i jak to jest samodzielnie wydać książkę? | Krytyka Kulinarna
Najpopularniejszy w Polsce blog z kategorii food&travel
CZYTASZ

Dla kogo jest „Bułka z masłem” i jak t...

Dla kogo jest „Bułka z masłem” i jak to jest samodzielnie wydać książkę?

To może ja zacznę od tej drugiej strony: samodzielnie wydać książkę jest zajefajnie! Zamierzam to robić jeszcze wielokrotnie, bo głowa mi paruje od pomysłów, a ręce rwą się do roboty. I na to składa się wiele elementów.

Przede wszystkim w całym procesie to ja decyduję o każdym szczególe. To może więcej pracy, ale poczucie panowania nad tym wszystkim jest nie do przecenienia. Wydawnictwa często oszczędzają nawet na małych rzeczach, takich jak tasiemki, które są zakładkami. Ja tego bólu nie mam, najwyżej trochę mniej zarobię, no i co z tego? Ale za to wiem, że książka będzie przepiękna, w twardej oprawie, z wieloma ozdobnikami, zakładkami, będzie miła dla oka, nie tylko dla brzucha. A to jest dla mnie ważne.

Od początku wiedziałam też, że chcę dać Wam prezent-niespodziankę. Fajny, użyteczny gadżet kuchenny, który ułatwi Wam czynność, z którą większość z nas ma mały kłopocik. Jasne, że z tego powodu też zarobię mniej. No i co z tego? To jest właśnie wolność selfpublishingu – robię, co chcę i to ja o tym decyduję. W Empiku już byłam, nawet przez moment na pierwszym miejscu w TOP. Miłe uczucie, ale nie to jest dla mnie priorytetem. Priorytetem jest robić to co się kocha bez chodzenia na kompromisy.

No i jest jeszcze jeden aspekt, który ma dla mnie kolosalne znaczenie: Wasze zaufanie. Serce mi rośnie, gdy myślę o tym, że przez te wszystkie lata zebrało się wokół bloga tylu wspaniałych ludzi, którzy mi po prostu ufają. To znaczy, że bycie wiernym swoim zasadom popłaca. Jak w bajkach – dobro zwycięża. A to jest moja bajka. Kochani jesteście i dziękuję Wam za każde dobre słowo, za zaufanie, za to, że w przedsprzedaży kupujecie po kilka książek i że na pewno obdarujecie nimi kogoś bliskiego. Taki pozytywny vibe się ze mnie wylewa, że bierzcie ile Wam trzeba!

A teraz o samej książce…

 

Pisałam ją z myślą o wszystkich, którzy albo nie mają czasu, albo im się nie chce, albo dopiero uczą się gotować. Ona ma Wam ułatwić życie, dać pomysły na szybkie obiady, ale też wielodaniowe kolacje, które ogarniecie łatwo i szybko. Czasem potrzeba trochę pogotować, a czasem są to po prostu genialne w swej prostocie połączenia dwóch składników. Mam nadzieję, że będziecie tymi smakami tak samo pozytywnie zaskoczeni jak ja, kiedy je odkrywałam a to w czasie podróży, a to w czasie wizyt w restauracjach, a czasem też na stołach moich przyjaciół.

Ostatecznie przepisów jest 110, a nie 108, bo czas przedsprzedaży wykorzystałam jeszcze na wiele pieszczot i do druku poszedł materiał, z którego sama będę korzystać, wiem to. Wiem, że w razie pustki w głowie będę po tę książkę sięgać. Tak chyba powinno być, hm? Ostatecznie książka będzie miała ok. 280 stron, a więc całkiem pokaźna cegła.

Często pytacie o stosunek przepisów jarskich do mięsnych. Otóż bez ryb i mięsa jest ponad 70 przepisów, jest też bardzo mało produktów sezonowych. Poniżej znajdziecie spis treści:

 

Starałam się tak te potrawy dobrać, żeby produkty były dostępne przez cały rok we względnie przyzwoicie zaopatrzonym supermarkecie. Uważam, że to ważne, bo ma być wygodnie. Stojąc sobie w swojej prawdzie uparcie uznałam, że nie będzie tu wielkich stylizacji potraw. Wszystkie te dania ugotowałam we własnej kuchni, wszystkim zrobiłam zdjęcia… we własnej kuchni. Niektóre są śliczne, inne mniej. Tak z jedzeniem bywa. Na tym aspekcie mi bardzo zależało, bo nie ma nic bardziej frustrującego, jak człowiek się napatrzy na piękne zdjęcia, a później mu wychodzi zupełnie inaczej i bardzo daleko od tej estetyki z fotek. Pokazuję więc te dania takimi, jakie są. I zapewniam Was, jest pysznie!

Pomysł, by książki wypuszczać w przedsprzedaży i traktować je jako projekty uważam za fajny z kilku powodów. Przede wszystkim dlatego, że ja po prostu lubię projekty – jeden kończę, zaczynam następny, zupełnie inny, dzieje się coś nowego. Poza tym nie widzę sensu w drukowaniu w nadmiarze i trzymaniu tego w magazynie. Przedsprzedaż trwa już prawie miesiąc, trąbiłam o tym dość regularnie i kto chciał ten kupił lub kupi. A później zamykamy kram, drukujemy tylko tyle, ile potrzeba, pozostałe drzewa niech sobie w spokoju rosną i cześć.

Obiecałam Wam, tak jak w przypadku poprzedniej książki, że wszystkie będą z autografem. I tak będzie, bo ja dotrzymuję słowa. Choć wygląda na to, że trochę sobie w tym magazynie posiedzę 🙂

Przedsprzedaż kończy się w niedzielę 23 maja, czyli za trzy dni. Po tym czasie książki już nie będzie można nigdzie dostać i w tym roku nie planuję dodruku, bo mam inne projekty na tapecie i prawie gotowy konspekt kolejnej książki. Ale się jaram!

Dlatego jeśli ktoś jeszcze ma ochotę na „Bułkę z masłem”, to ZAPRASZAM TUTAJ.

Od przyszłego tygodnia książki będą się drukować, potrwa to ok. miesiąca (tak, sporo kupiliście 🙂 ), później podpisywanie i wszystkie jadą do Was. W praktyce powinniście cieplutkie mieć u siebie w drugiej połowie czerwca.

Jest też świetny pomysł na spotkanie autorskie, ale do tego wrócimy, gdy dostaniecie swoje egzemplarze. Na spotkaniu chętnie zrobię Wam imienne dedykacje, co niestety przy podpisywaniu takiej przed wysyłką ilości nie jest możliwe. A poza tym dawno się nie widzieliśmy i cieszę się na taką perspektywę 🙂

Całuję w czułe miejsce!

Magda