Najpopularniejszy w Polsce blog z kategorii food&travel
CZYTASZ

Moja wina, moja bardzo wielka wina, czyli jak na d...

Moja wina, moja bardzo wielka wina, czyli jak na diecie potykam się o kostkę masła

Życie człowieka, który pisze o jedzeniu może i jest usłane masłem i foie gras, ale o fałdkę też łatwo się potknąć. Czasem nawet łatwiej, niż o kostkę masła. Jedni wylewają hektolitry potu na siłowni, inni się po prostu z nadprogramowymi kilogramami godzą, a ja z racji wrodzonego zamiłowania do przyjemnego życia wybieram rozwiązania, które nie wymagają zbytniego wysiłku.

Ci, którzy są ze mną od kilku lat wiedzą, że o LightBoxie pisałam wielokrotnie. To pierwsza marka, z którą postanowiłam pracować i od lat nasz romans trwa, przerywany dłuższymi i krótszymi okresami rozpasania kończącymi się skruszonymi powrotami, kiedy tak jakby spodnie mi się przestają dopinać. Na ogół po zimie. Tak naprawdę w dużym stopniu dzięki cateringowi dietetycznemu trzymam swoją wagę w ryzach i nie dopuszczam do poważnych przegięć. Szczerze mówiąc jestem znacznie szczuplejsza, niż trzy lata temu. Bo z tym masłem, to wiecie – jest miłość, a miłości ciężko robić wbrew.

Przetestowałam LightBox w różnych konfiguracjach: w wersji bezglutenowej (wtedy jeszcze nie wiedziałam, że nie mam problemu z glutenem, tylko konkretnie z pszenicą, ale już coś podejrzewałam i miesiąc bez glutenu dał mi przekonanie, że tu powinnam szukać przyczyny moich problemów), w wersji śródziemnomorskiej, w wersji 1200 kalorii, w wersji pięć dni w tygodniu dieta plus dwa dni pizza. I zawsze dostawałam to, co obiecywali. Jak miało być minus pięć kilogramów w miesiąc, to było. Po tych kilku latach znam już ludzi, którzy za tym stoją, widziałam i obfotografowałam miejsce, w którym to jedzenie powstaje. Pisałam o tym tutaj. Wpuścili mnie wszędzie, mogłam rozmawiać z kim chciałam i wtykać nos we wszystkie sprawy. Cenię transparentność tej firmy, bo cenię transparentność tak w ogóle. I że czasem dają sałatkę jarzynową. Sorry, jestem z Polski, mam serduszko z cebuli. #TeamSałatkaJarzynowa

Kilka ostatnich miesięcy na pudełkach z LightBoxa jechał Jacek. Po drodze przydarzyły mu się chyba wszystkie możliwe grzechy, jakie można popełnić będąc na diecie: ciągle gdzieś wyjeżdżaliśmy, więc odstępstwa od diety były normą. Podobnie jak biznesowe lanczyki na mieście. A na mieście, to wiecie – kostka masła w łyżce puree ziemniaczanego, bo bez tego nie smakuje. Łatwo by za to rozgrzeszenia nie dostał, minimum dziesięć zdrowasiek. A mimo wszystko waga pokazuje kilka kilogramów mniej. Szanuję to.

Każdy ma swoje upodobania. Ja lubię ich za śniadania, herbaty, które dodają do każdego zestawu i tyle warzyw ile powinnam jeść, Jacek za to, że nigdy nie miał problemu z żonglowaniem datami dostaw, nawet jeśli wyjeżdżaliśmy gdzieś spontanicznie i przez dwa dni nie potrzebował pudełek. Nikt nigdy nie marudził, wszystko frontem do człowieka.

No i żadne z nas nie jest święte. Bożeno, jak my czasem grzeszyliśmy… Ja przeginałam z solą, bo lubię i wszystko muszę sobie dosolić, on z tymi lanczykami na mieście, a waga i tak jechała w dół. Nie idźcie naszą drogą, bo to droga grzechu, ale też pokazuje, że mimo odstępstw spokojnie można osiągnąć założone rezultaty.

Nigdy Wam tego nie mówiłam, ale jestem wielbłądem. Mi się nigdy nie chce pić. Nigdy. Właściwie piję wodę z rozsądku, a nie dlatego, że mam na nią ochotę. Dlatego te herbaty, które dodają do każdego zestawu cenię bardzo, bo wymuszają na człowieku przyswajanie płynów. No i fajnie się rozwijają. Obserwuję to od kilku lat i w tej chwili LightBox jest jedynym cateringiem dietetycznym w Polsce, który posiada rekomendację Instytutu Żywienia i Żywności. Dlatego kiedy pytają mnie którą dietę pudełkową polecam, to odpowiedź jest tylko jedna. Sporo znajomych już pięknie na tych pudełkach zjechało, a ja mam czyste sumienie. Bo nie chodzi o marketing, tylko o jakość, solidność i przede wszystkim zdrowie.

Dla mnie ważna jest jakość produktów, sezonowość, warunki w jakich powstaje moje jedzenie, te wszystkie certyfikaty, których nie rozdają za czapkę jabłek. Chyba żadnej firmy z jaką pracowałam nie prześwietliłam aż tak szczegółowo, choć zawsze staram się być możliwie upierdliwa, żeby Wam nie polecać byle czego. I LightBox ma moje pełne zaufanie. Pewnie się jeszcze spotkamy, bo wiecie – idzie zima, nieubłagany generator boczków i fałdek. Ale jak potrzebujecie motywatora i solidnego kopniaka w tyłek, to zajrzyjcie do Kasi Ogórek, znanej też jako Królowa Polskiego DIY, która na LightBoxie zjechała już przeszło 20 kilogramów i jedzie dalej. Kibicuję jej wszystkimi czterema łapami!

Nowości w LightBox

1. LightBox wprowadził do swojej oferty dwie nowe diety:
– bezlaktozową
– beglutenowo-bezlaktozową

2. Firma uzyskała rekomendację Instytutu Żywności i Żywienia. Eksperci IŻŻ przeanalizowali kompozycję i zawartość składników odżywczych w dietach LightBox – sprawdzili proporcje składników makro, czyli tłuszczów, węglowodanów i białka, a także zawartość wszystkich potrzebnych składników odżywczych, w tym minerałów i witamin. Skontrolowali też, czy jakichś składników nie jest za dużo, np. soli. Biorąc to wszystko pod uwagę uznali, że diety LightBox spełniają wymagane kryteria zdrowotne i w efekcie jako jedyny catering dietetyczny w Polsce LightBox otrzymał oficjalną rekomendację Instytutu Żywności i Żywienia.

Magda

Też lubisz solidne polskie firmy? To podaj dalej!

 


  • Czarek J.

    „Nie idźcie naszą drogą, bo to droga grzechu, ale też pokazuje, że mimo odstępstw spokojnie można osiągnąć założone rezultaty”. No właśnie. Wszystko jest dla ludzi. Osobiście uważam, że pozwolenie sobie na małe czy większe odstępstwa jest zbawienne w każdej diecie i pozwala zachować zdrowy rozsądek oraz utrzymać się w określonym trybie odżywiania przez dłuższy czas. I nie nazwałabym tego drogą grzechu. Bo, jak sama napisałaś, mimo odstępstw można osiągnąć założone rezultaty. Dajmy sobie czasem chwilę wytchnienia i podchodźmy do diet po ludzku 🙂 Troszkę soli, masła czy słodkiego jeszcze nikogo nie zabiło 🙂

  • Magdalena Ko

    Już od jakiegoś czasu się nad tym zastanawiam, ale cena jest dla mnie nie do przejscia, niestety :/ Tym bardziej, że jak juz kupować, to najlepiej na cały miesiąc – a to już lwia część mojej wypłaty… Koleżanka mojej siostry wyszukuje oferty na Grouponie, muszę zerknąć, czy LighBox też się pojawia.

  • Super Kasia, nie mogę się doczekać, aż cię zobaczę na Blogowigilia w tym roku <3