Najpopularniejszy w Polsce blog z kategorii food&travel

Brzydka twarz polskiej gastronomii

Polska gastronomia przypomina mi wilczy kapitalizm z początku lat dziewięćdziesiątych: rozpychanie się łokciami, wojenki podjazdowe, wrogie obozy, złośliwości. Pełna jest złych emocji, zawiści i hipokryzji. Kiedy wchodziłam w ten światek mądrzejsi ode mnie ostrzegali: „Uważaj, bo to szambo”. Uważam. Staram się najlepiej, jak potrafię dobierać przyjaciół. W mojej naturze leży prawdomówność, za co już wiele razy zostałam ukarana, ale nie zamierzam się zmieniać. W Polsce miarą sukcesu jest ilość hejterów, taki kraj. Również wśród tych, którzy powinni iść ramię w ramię. Wierzę, że kiedyś okrzepniemy i te relacje się zmienią. Ale to będzie kiedyś, a teraz jest grudzień 2014.

Jest zasadnicza różnica między sensowną krytyką, a hejtowaniem „bo tak”, bo inaczej się nie potrafi. Dziś, braci blogersko-recenzencka, zostaliśmy zhejtowani wszyscy. Jak dowiadujemy się z wywiadu udzielonego przez niejakiego Artura Michnę, jesteśmy „bezmyślnymi blogerkami, które za pieniądze swoich partrnerów uprawiają krytykę kulinarną dla zabawy„. Z wywiadu tego nie wynika absolutnie nic, poza smutną litanią gorzkich żali pod adresem moim i Waszym. Drogie Panie, drodzy Panowie, drogie „bezmyślne blogerki” i „smętne indywidua„, droga Restaurantico, Starecka, Froblogu – jesteście, jesteśmy „nędznym truchłem„, a nasze blogi „wkrótce umrą śmiercią naturalną„. Cóż, szczerze wątpię, ale głębokie przekonanie o własnej nieomylności Artura Michny wprawia mnie w osłupienie.

Skoro Pan Artur w tak niewybredny sposób komentuje naszą działalność, to może przyjrzyjmy się dokonaniom Pana Artura? Niestety nie wiem na jakim polu wykazuje się jako krytyk kulinarny, bo poza lokalnymi konkursami na najlepsze pyzy i innymi tego typu eventami, niewiele o nim słychać. Pan Artur rzadko wypuszcza się poza Kociewie (do którego zresztą nic nie mam, uważam, że to piękny region), co raczej nie przyczynia się do jego rozwoju jako krytyka kulinarnego. Wiem tylko to, co pokazuje mi internet. A internet twierdzi, że Pan Artur Michna jest „certyfikowanym krytykiem kulinarnym”. Certyfikaty rzeczywiście ma dwa. Oba zdobył on line…

I tak oto, po kliknięciu w tag „Magda Gessler” na blogu Pana Artura Michny pojawia się… 37 postów. Wygląda na to, że Pan Artur Michna jest specem od omawiania Kuchennych Rewolucji. Ale idźmy dalej. Dalej mamy porady, jak schudnąć od jedzenia kapusty, mamy serię „Klasyki kuchni” – wspaniałe wypracowania omawiające schabowego i poczciwą kanapkę, czyli ważkie rozważania na podstawie googla o tym, co kanapką jeszcze jest, a co już nie. A co powiecie na tekst o wróżbicie Macieju? Czy szanującemu się krytykowi kulinarnemu przystoi pisać na takie tematy? Odpowiedzcie sobie sami. Skacząc po tagach odkrywam, że blog Artura Michny bazuje na niezdrowym szukaniu sensacji i dużych, chodliwych nazwiskach: Amaro, Gessler, Szymanderska, Okrasa, Łapanowski, Nowak, itd.

Co ciekawe – sam będąc blogerem, obraża blogerów. Czy tylko ja dostrzegam tu brak logiki?

Absolutnie hitowe są również filmiki zamieszczane przez Pana Artura na youtube. Osobiście za nimi przepadam, szczególnie za tym, z którego dowiadujemy się jak zrobić ciasteczka owsiane. Temat trudny, złożony i wymagający obszerniejszego omówienia. Najlepiej w zbroi.

michna1

Pan Artur publikuje różne fajne rzeczy w internecie. Bardzo podobało mi się zdjęcie telewizora z kadrem z finału TopChefa, które pojawiło się na jego facebooku i informacja, jakoby po finale spożywał „zakulisową” kolację w doborowym towarzystwie. Niestety zdradziły go dwie rzeczy – ujęcie sceny z lotu ptaka (rzecz niemożliwa do wykonania dla kogokolwiek z obecnych na widowni oprócz kamery na wysięgniku) oraz „zakulisowa” kolacja, której… nie było. Była zamknięta impreza, bez jedzenia. Wiem, bo byliśmy i Pana Artura nie dostrzegliśmy. Zdjęcie i komentarze szybko zniknęły, ale mam zrzut ekranu. Pewnie zainterweniował „manager Krytyka Kulinarnego”. Podobno ktoś taki istnieje, lecz nikt go nigdy nie widział. To się inaczej nazywa „kreowanie wizerunku”.

Pewnie Pan Artur nie pamięta, ale mieliśmy okazję poznać się osobiście. Stąd wiem, że jego kultura osobista sprowadza się do zasłaniania własnym zadem widoku siedzącym.

Nie wiem za kogo z wymienionych przeze mnie blogerów „płaci partner”, za kogo teściowa, a za kogo Papa Smerf. Jest mi to doskonale obojętne, bo to nieelegancko zaglądać ludziom w portfel. Nie interesuje mnie też czy za sporadyczne wizyty Pana Artura w restauracjach płaci jego partner czy matka. Wiem natomiast jedno – jeśli na naszym i pozostałych wymienionych blogach pojawiają się recenzje restauracji, to nie opierają się one na proszonych kolacyjkach i jedzeniu za darmo. Wspólnie tworzymy potężną bazę dostępną dla internautów, wybiegającą daleko poza „smaczne – nie smaczne”, a gdyby zsumować nasze zasięgi, to bijemy na głowę najpoczytniejsze magazyny w tym kraju. Co z kolei obala tezę Pana Artura, jakoby Polacy nie chadzali do restauracji. Nie dość, że chadzają, to jeszcze o tym czytają, interesują się i są coraz lepiej w tej kwestii wyedukowani.

Ewidentnie wszyscy wydajemy na restauracje dużo i często i już sam ten fakt jest dla Pana Artura przykry. Czyżby zwykła zazdrość? Rzeczywiście, gdyby zliczyć pieniądze, jakie do tej pory na ten cel wydaliśmy, dodać do tego podróże kulinarne i wszystkie pozostałe działania, dzięki którym się kształcimy, to pewnie moglibyśmy Pana, Panie Michna, kupić razem z trzema pokoleniami do przodu. Tylko, że dzięki temu z naszych blogów czytelnicy mają wymierną korzyść, a na Pańskim mogą poczytać rozważania o kotlecie i ewentualnie o onieśmielającej wspaniałości Artura Michny.

Gdyby zechcieć wyciągnąć z naszych blogów średnią, to czytelnicy otrzymują tygodniowo 5 do 10 rzetelnych recenzji restauracji nie tylko z Polski, ale i ze świata, co daje kilkaset recenzji rocznie (!). Odwalamy kawał dobrej roboty, która wymaga czasu, zaangażowania i ciągłego rozwoju, a ludzie to doceniają, czy się to Panu podoba, czy nie. Szanujemy naszych czytelników, a oni nam ufają. Dlatego mamy realny wpływ na ich decyzje konsumenckie i w przeciwieństwie do Pana, nie musimy szukać taniej sensacji lżąc innych. Parafrazując klasyka: „Mało Panu za to świat braw da”. Jeśli krytykujemy, to potrawy, ale nigdy nie zniżamy się do poziomu obrażania ludzi personalnie, czego po przytoczonym wywiadzie nie można powiedzieć o Panu.

Mówi Pan, że krytyk kulinarny (w domyśle Pan, bo przecież nie „bezmyślne blogerki”) „opowiada o festiwalach produktów, niszowych producentach, ale też o nowościach na rynku. Bywa, że zasiada w jury konkursów kulinarnych”. Proszę się ocknąć – my to wszystko robimy. Jedni więcej piszą o wydarzeniach, inni zasiadają w jury konkursów, wszyscy jednakowo piejemy nad dobrymi produktami.

W środowisku są różne antagonizmy, czasem za sobą nie przepadamy, czasem puścimy sobie małą, hermetyczną złośliwość. Nie mamy obowiązku się kochać, ale nie podważamy swoich kompetencji, nie obrażamy się publicznie i nie robimy sobie krzywdy. Zawsze i w każdej sytuacji zachowujemy minimum klasy i dobrego wychowania. I jak Pan, Panie Arturze, się w tym odnajduje po udzieleniu przytoczonego wyżej pseudowywiadu? Odpowiem sama sobie korzystając z kadru z jednego z Pańskich filmików:

michna2

Widzi Pan, Panie Arturze, ja jestem pokojowo nastawionym człowiekiem i nigdy nie zaczepiam nikogo pierwsza. Ale też nie pozostaję dłużna, kiedy ktoś zaczepia mnie. Choć może powinnam ten temat spuścić w toalecie, bo umówmy się – tam jest jego miejsce. Z pewnością właśnie przyczyniłam się do chwilowego poprawienia statystyk na Pańskim blogu, może nawet poczuł się Pan wyróżniony, że poświęciłam Panu aż tyle zdań. Widocznie taką dziś miałam fantazję. Czy jednak o coś takiego Panu chodziło? Od dziś każdy, kto wpisze w wyszukiwarkę Pańskie nazwisko, zobaczy ten tekst. Stare chińskie przysłowie mówi, że każdy kij ma dwa końce. I to właśnie jest ten drugi koniec.

Mówi Pan, że afera z Maciejem Nowakiem i China Garden to podpucha. Pewnie nie pomyślał Pan, że cały ten Pański wywiad może też być podpuchą i chcąc nam wszystkim pokazać, gdzie nasze miejsce, dał się Pan wypuścić jak pierwszoroczniak? Zalecam odrobinę dystansu, pokory i zwykłego ludzkiego szacunku dla innych, bo na razie wyszły z Pana wyłącznie brzydkie cechy, które nie przystoją osobie uważającej się za kulturalną.

Więcej z Panem wchodzić w polemikę nie zamierzam, więc proszę się nie fatygować i nie strzępić klawiatury. Dostał Pan to, na co zasłużył w myśl zasady mówiącej, że akcja rodzi reakcję. Chciał Pan na forum – jest na forum. Posługując się cytatem z jednego z Pańskich filmików: „kupa powoduje bąks”.

I taka prośba na koniec – niechże Pan z łaski swojej kontynuuje szukanie sensacji w Kuchennych Rewolucjach, zamiast zaczepiać spokojnych ludzi.

Magda

michna3

Wszystkie zrzuty pochodzą z filmików na kanale YT Artura Michny.


  1. Zacząłem czytac Pani blog, był przyjemny az to tego artykułu, jeżeli jest tak mało znaczącym krytykiem to po co o nim obszerny artykuł? nie bronię takich ludzi, ale hejtowanie hejterów to hipokryzja. Przepraszam za tak dosadne słowa, ale takie moje subiektywne zdanie.