Najpopularniejszy w Polsce blog z kategorii food&travel

Bazar, Warszawa

ul. Okrzei 26, Warszawa
www.facebook.com/pages/Bazar-Klub/

Do Bazaru trafiliśmy po nieszczęsnej wizycie w Starej Pradze. Byłam tam już wcześniej, pamiętam, że było późno, chyba koło północy, burczało mi w brzuchu i ostatnim rzutem na taśmę dostałam śledzie z cebulką, które zapamiętałam jako ambrozję. Wtedy na ocenę sytuacji mógł rzutować fakt, że impreza była w rozkwicie. Tym razem wybraliśmy się o ludzkiej porze i pani Karolina, której spod rąk wychodzą różne frykasy, po prostu nas kupiła.

Karta jest dość krótka, z resztą nie jest to restauracja, a coś w rodzaju baro-knajpy. Dobre miejsce na piwo, na dole jest też klub, jeśli ktoś ma ochotę zakręcić obcasem.

Ale wróćmy do tematu – jest pysznie. Zupa czosnkowa wymiata, wyrywa z butów, rządzi.

Ostatni raz tak dobrą zupę czosnkową jadłam w Czechach. Nie brakuje jej absolutnie niczego. Następnie wjechała babka ziemniaczana. Co prawda w mojej kulinarnej pamięci, jako niedościgniony ideał, wciąż tkwi babka podawana z sosem pieczarkowym, którą lata temu jadłam w Domu Polonii w Pułtusku (zaznaczam, że nie wiem jak się aktualnie ma sprawa babki w Pułtusku, więc asekuracyjnie nie polecam). Ale tej bazarowej też nic nie brakuje…

Chrupiąca, idealnie doprawiona, podana z kwaśną śmietaną i żurawiną, pyszna. Nie wspominam już nawet o grzanym winie, które było świetne.

Miła obsługa, rewelacyjna kuchnia, przytulne wnętrze, bardzo szeroki wybór alkoholi, przyjemna muzyka w tle. Czy potrzebujecie czegoś więcej, by miło i smacznie spędzić czas?

Ode mnie pełne pięć świnek oraz deklaracja stałego bywania.

Update z początku lutego 2013: O ile kuchnia smaczna, obsługa miła, barmani sympatyczni, o tyle manager (tak sądzę, ten łysy pan, który zawsze tam jest przyklejony do laptopa) już nie taki fajny. Dla samej knajpy zachowuję pięć świnek, ale manager powinien dostać pasem po gołej dupie za to, jak potraktował kilentów. Otóż zdarzyło nam się wpaść na kilka szotów, nic niezwykłego, póki nie dostałyśmy rachunku opiewającego na przeszło 200 zł. Zapytałam ile właściwie kosztuje taki jeden kieliszek (piłyśmy Małpi mózg), okazało się, że 15 zet. No, najtaniej nie jest, lecz nie stanowiłoby to problemu, gdybym się spotkała z miłą odpowiedzią, zamiast tego pan manager potraktował nas z buta i opryskliwie stwierdził jakieś dziesięć razy, że sama powinnam otworzyć taką knajpę, to się przekonam. O czym? Nie wiem. Wiem natomiast, że – mimo świetnej kuchni i cudownej obsługi – Bazar stracił wiernego kilenta. Szkoda.

P.S. Pani Karoliny już tam nie ma, więc i żal mniejszy.

Magda

*  *  *

Od samego początku byłem ciekaw kto kucharzy w tym barze. Poszedłem więc na kuchnię i poznałem tam Karolinę, która obiecała, że nas dobrze nakarmi. Jak zwykle wszystkim się dzieliliśmy ale mi w udziale przypadła ocena wątróbki.

IMG_3781

Ekstra. Rozpływająca się w ustach, pewnie aromatyczna – to trudno mi ocenić ze względu na ówczesny koniec przeziębienia, uniemożliwiający pełną ocenę organoleptyczną – idealnie upieczona, z jabłkiem i podana ze świetnymi talarkami z ziemniaków. Smakowo raczej po warszawsku – czyli na słodko. Polecam!

Jacek

 


  1. Wow, this article is pleasant, my sister is
    analyzing these kinds of things, thus I am going to inform her.