Najpopularniejszy w Polsce blog z kategorii food&travel

5 rzeczy, które ułatwiają mi życie

Jeśli coś może mi ułatwić życie, to pierwsza stanę po to w kolejce. Serio. Od zawsze wychodzę z założenia, że nie jestem na świecie za karę i w związku z tym korzystam z dobrodziejstw XXI wieku pełnymi garściami. W końcu mogłam się urodzić w średniowieczu i wodę do gotowania nosić w wiadrze, zgadza się? Ale mi się trochę bardziej poszczęściło. Wam też. Poniżej moje aktualne przeboje.

 

1. Oczyszczacz powietrza

To jest tak oczywiste jak fakt, że po nocy przychodzi dzień. Tylko czasem trudno je odróżnić, bo powietrze można ciąć maczetą. Nie będę się pastwić nad jakością powietrza w Polsce, jaki koń jest każdy widzi. Ja cierpię kiedy idę na spacer z psami. Mam krótki oddech, chyba najbardziej czuję to w oskrzelach, mam ataki kaszlu i po prostu źle mi się oddycha. Oczyszczacz to jest inwestycja w zdrowie, w dobry sen i brak bólu głowy. Wiecie jak dobrze się śpi w pomieszczeniu, w którym jest czyste powietrze? Jak niemowlak.

Moje maleństwo jest ładne, a to też ważne, ma filtr HEPA, usuwa nie tylko zanieczyszczenia, ale również alergeny i brzydkie zapachy, działa na pilota i ma jeszcze dwie funkcje, które są przefajne: zimą działa jak grzejnik i grzeje zgodnie z temperaturą, którą ustawimy, a latem przejmuje rolę klimatyzacji i… chłodzi. Love! Więcej o tym konkretnym modelu tutaj.

2. Pomost między analogiem a współczesnością

O jakie to jest dobre i godne! Wreszcie ktoś pomyślał do niewolnikach papieru. Czyli o mnie. Bo ja jestem do bólu analogowa. Mam mnóstwo zeszytów, kajecików, Moleskiny mam do wszystkiego: do przepisów, do podróży, do recenzowania restauracji, kolekcjonuję ciekawe zeszyty, mam kilka oprawionych w skórę i cały wielki stos już zapisanych. Mon Dieu, ileż tam jest zapisanych genialnych pomysłów na podbój świata! Natury nie oszukasz, ja już nigdy nie przestawię się w stu procentach na elektronikę. Kindla też mam. Niestety nie widać go już spod warstwy kurzu.

I wreszcie ktoś pomyślał o takich, jak ja. Tych, co nie potrafią żyć bez papieru, ale jednak chcieliby tak trochę nadążać za resztą świata. Moleskine+ to taki magiczny zeszyt z magicznym długopisem, który wszystkie notatki natychmiast przenosi do aplikacji w telefonie. Można je grupować tematycznie, można kolorować, w rogu kartki wystarczy zaznaczyć kopertę, aby całą stronę wysłać mailem (totalnie użyteczna rzecz, kiedy chcecie komuś wytłumaczyć przez telefon coś, co najłatwiej byłoby narysować). Kocham ten kajecik pasjami. Można go kupić w salonach Lifestyle Designers i pooglądać tutaj.

3. Rozwiązanie (prawie) wszystkich problemów

Co robicie jak Wam się zepsuje samochód albo ucieknie samolot i aktualnie znajdujecie się w środku nigdzie? Można zadzwonić do mamy i się rozpłakać, ale można też do concierge’a. Wiele banków ma tę usługę, niektórzy mają, choć w nieco innym zakresie, także w swoich biurowcach. To jest takie dobre. Pamiętam, że raz zlecaliśmy nawet znalezienie szklanego kielicha do blendera, bo się stłukł. To jest jeden telefon, który bywa remedium na bardzo wiele niedogodności. Potrzebujesz hydraulika? Nie ma sprawy. Biletów na koncert? Pyk i masz. Concierge to też firewall przed spychologią, którą praktykuje tak wiele firm. Prosty przykład:

– Halo, assistance? Samochód mi nie jedzie, choć jeszcze się toczy.
– Jak się toczy, to nie dotyczy. Pani zadzwoni jak przestanie.

v.s.

– Halo, concierge? Samochód mi nie jedzie, choć jeszcze się toczy.
– Proszę się zatrzymać i podać współrzędne. Niebawem podstawimy samochód zastępczy.

Tak że tak.

4. Dieta pudełkowa

O diecie pudełkowej pisałam już coś między pięćdziesiąt a sto razy. To jest mój falochron przed tyłkiem, który zaczyna niebezpiecznie falować. Wiecie doskonale, że od czterech lat regularnie wracam do LightBoxa. Przetrenowałam ich wersję bezglutenową, śródziemnomorską, 1200 kcal, itd. I jak obiecują minus 5 kg w miesiąc, to jest minus 5 kg. Co więcej – byłam, widziałam jak jest przygotowane to jedzenie i wsadziłam nos do każdej chłodni. Właśnie dlatego im tak ufam. Możecie o tym poczytać tutaj.

Nie mogę o swoim życiu powiedzieć, że jest ustabilizowane i przewidywalne. Jest dokładnie odwrotnie. Czasem mam taki tydzień, kiedy mogę sobie pozwolić na dres i książkę w środku dnia, ale częściej gonię. I naprawdę ostatnią rzeczą o jakiej wtedy myślę jest gotowanie. Zwłaszcza, że wiecie – tego makaronu dla dwóch osób naprawdę nie da się ugotować w sam raz, zawsze wychodzi jak dla wojska. I na taki zabiegany tydzień – klik, klik – pudełeczka, proszę bardzo. Zbilansowane, różnorodne i jako jedyne na polskim rynku posiadające certyfikat Instytutu Żywności i Żywienia. Do tego w dowolnej konfiguracji: z weekendem, bez weekendu, z kolacją lub bez jeśli zamawiacie do biura. Godne zastępstwo byle czego łapanego w biegu czy tam innego Pana Kanapki, tfu, na psa urok.

5. Zakupy przez internet

Hola, hola, nie wszystko. Ryby czy warzywa lubię wybierać sama i tam, gdzie wiem, że są świeże. Ale w przypadku ciężkiego kalibru, takiego jak pięć zgrzewek wody czy chemia do domu nie mam litości. A prawda jest taka, że gdybym mogła, to wszystko bym kupowała w internecie. O ile z supermarketami jest dość łatwo, to z ciuchami gorzej. Ale lata doświadczenia robią swoje i na zdjęciu potrafię rozpoznać czy ciuch jest dobrze skrojony, czy nie (pro tip: jak pogrubia modelkę, która nosi rozmiar 34, to istnieje duże prawdopodobieństwo, że z nas zrobi beki). Powiedzmy, że dużo podstępów jestem w stanie wyeliminować li tylko na podstawie zdjęć. Jak chcecie więcej o tych zakupowych patentach, to dajcie znać, napiszę osobny post. Ale miłość ma do zakupów przez internet wielką jest i raczej nic tego nie zmieni.

Magda

Lubisz sobie ułatwiać życie? Podaj dalej, niech inni też mają miło!