Najpopularniejszy w Polsce blog z kategorii food&travel

Z57, Warszawa

www fb

ul. Zwycięzców 57, Warszawa

Drogi pamiętniczku, znów popełniłam grzech nieumiarkowania… Nie moja wina, nie moja wina, nie moja bardzo wielka wina, tylko Tomka Kapturkiewicza, który szefuje kuchni Z57.

Zabieg z nazwą (inicjał ulicy i numer) jest z jednej strony wtórny, jak zresztą zauważył pewien dżentelmen o słusznej talii, bo wykorzystany już wcześniej przez R20. Z drugiej jednak strony pozwala bez pudła trafić pod właściwy adres, a ta część Zwycięzców nie jest knajpianym zagłębiem, więc nie mam nic przeciwko.

Wybierając tego dnia miejsce na popas niespecjalnie sugerowałam się tym, co mówią internety. Owszem, wiedziałam że powstało Z57, ale to właściwie wszystko. Na początek, zupełnie bez związku z czymkolwiek, wybrałam mariaż muli Mariniere z bekonem i chili (29 zł.), który okazał się być znakomitym wstępem, bowiem były to jedne z lepszych muli, jakie jadłam w Warszawie. Nie dość, że przygotowane idealnie, to jeszcze podkręcone bekonem i ostrą papryczką do punktu, w którym niczego nie jest zbyt wiele lub zbyt mało. Wystarczająco wyraźne w smaku, by nie przejść obok nich obojętnie i wciąż na tyle łagodne, by smaki się nie tłumiły.

IMG_5797Taki wstęp nastroił mnie wyjątkowo optymistycznie, a krem z zielonego groszku z jajkiem w koszulce (13 zł.) tylko w tym wrażeniu utwierdził. Rewelacyjna, delikatna, fajnie zbalansowana zupa. Założę się, że da się do niej przekonać nawet małoletni niejadek. No i ta soczysta zieleń, mieszająca się z idealnie płynnym żółtkiem – ot, taki optymizm na talerzu.

IMG_5799

Współtowarzyszka pochłonęła jeszcze świetne w swej prostocie gnocchi z szynką parmeńską i rukolą (26 zł.)…

IMG_5798…a ja tymczasem zajęłam się wątróbką cielęcą podaną z puree z pieczonym czosnkiem, szpinakiem i bekonem (41 zł.). Często pojawiający się bekon z pewnością przyczynia się do prostego stwierdzenia, że Z57 karmi smacznie. Wiadomo bowiem, że tłuste odbieramy jako dobre. Tutaj jednak nie jest to aż tak proste, bo smaki i tekstury ze sobą grają jako równoprawni gracze, nie tłamsząc się wzajemnie. Jeśli zatem stary, dobry boczek może w tak przyjemny sposób podbijać czy równoważyć inne smaki – nie mam nic przeciwko niemu. Tutaj wciąż jednak wątróbka grała pierwsze skrzypce, choć przyczepię się do sosu, który można by było trochę zredukować, intensyfikując tym samym jego smak i poprawiając wrażenia czysto estetyczne.

IMG_5801Na koniec, w ramach dobicia się, zamówiłyśmy pavlovą z owocami (13 zł.), która okazała się być deserem godnym drwala. Dość powiedzieć, że nie dałyśmy jej rady, choć oderwanie się od talerza przyszło mi ze sporym trudem, bowiem na zacnych rozmiarów gniazdku bezy znajdowała się jeszcze zacniejsza ilość bitej śmietany i owocowy sos. Zaś pod bitą śmietaną ukryty był psikus doskonały, czyli miękkie, uduszone włókna rabarbaru, stanowiące świetną klamrę spinającą w całość ten słodko-kwaśny deser.

IMG_5802Z57 warto poznać, wiem że zabiorę tam przyjaciół, niechaj żyje i karmi, bo robi to dobrze, do tego oferuje bardzo dobre wina i perfekcyjny serwis.

W momencie płacenia rachunku już wiedziałam, że zasłużyli na piątkę, więc przyznałam się, że piszę i zostawiłam kelnerowi naszą wlepę, którą traktuję jak rodzaj rekomendacji. I już, już zbierałyśmy się do odlotu, wtem! Dwóch miłych panów właścicieli wychynęło zza drzwi, wręczając mi butelkę białego wina. Trochę niezręczna sytuacja. Miła, owszem, bo tego dnia prowadziłam, więc nie nacieszyłam się napitkiem, ale jednak wciąż niezręczna. Panowie, czy gdybym nie pisała o knajpach, to też bym ją dostała? Właśnie.

Jednakowoż paśnik w Z57 jest pierwszorzędny, więc z winem czy bez, polecam!

pigs5

Magda