Najpopularniejszy w Polsce blog z kategorii food&travel

5 dni, 5 lunchy: Z57 /Warszawa

O Z57 pisałam już wcześniej. Wpadałam do nich od czasu do czasu, ale w ostatnich miesiącach jakoś się nie składało. Nie mówiłam Wam, ale właściwie mają na koncie dziecko. Uprzedzając pytania – nie, nie ma w drodze małego Krytyczątka, ale obiecujemy, że będziemy informować na bieżąco. Taka sytuacja: kiedyś wysłałam przyjaciół do Z57, bo akurat mieli się po chwilowym rozstaniu godzić i szukali knajpy ze sprzyjającym klimatem. No i pogodzili się tak skutecznie, że niebawem rodzą.

Właśnie zdałam sobie sprawę z tego, że moja karta stałego klienta Z57 z numerem 666 jest fajna, ale ten bobas powinien chyba dostać jeszcze fajniejszą. Ostatecznie to ich pierwsze dziecko, więc może 111?

Zaniedbałam Z57 w ostatnich miesiącach, bo nie da się wszędzie jadać regularnie i jeszcze szukać nowych miejsc. Duży błąd. Dzisiaj wpadłam na lunch, ale czytam, co mają w karcie i cieknie mi ślinka. Ossobuco z jelenia, duszone winniczki, panierowana grasica, wellington… Ja to wszystko chcę! No i nadal mają swoją wyczesana pavlovą.

Ale jestem obowiązkowa, więc zamiast zamówić połowę menu – zjadam zestaw lunchowy. Pierwsze danie to genialna bouillabaisse w trochę innym wydaniu. Ta jest gęstym kremem pomidorowo-rybnym, bardzo aromatycznym, podanym z blanszowanym szpinakiem i obowiązkowym w przypadku bouillabaisse sosem z szafranem. Ten sos to ciekawa sprawa, bo to raczej wariacja na temat klasycznego rouille i mocno zastanawia mnie konsystencja, której pochodzenia nie mogę rozpracować. A to ziemniaki. Taka niespodzianka. Nie lubię rybnej tak generalnie i ogólnie, ale czasem trafia się taka, która zmienia optykę. No i to jest właśnie ten przypadek. Ten talerz jest pełen umami i nim zdążę się obejrzeć jest już pusty. Zupa – petarda. Mam ochotę wylizać talerz, ale niestety siedzę w dość widocznym miejscu i tylko dlatego się powstrzymuję. Choć powoli dojrzewam do tego, by walić również takie konwenanse.

IMG_8652

Na drugie panierowany w panko okoń morski, polenta, duszony w całości pak choy, majonez ogórkowy i kropki srirachy. Znakomite danie. Ryba jest wilgotna i delikatna, panierka chrupiąca, polenta kremowa i udatnie doprawiona, a pak choy w tym wszystkim dość neutralny. Podoba mi się, że ostry sos jest obok i każdy może sobie podkręcić smak wedle własnych upodobań.

IMG_8655Lunche mają w stałej cenie 25 zł i trzeba im oddać, że to naprawdę ludzka kwota, zwłaszcza, że dania lunchowe trzymają fason tak samo, jak te z karty. Dobrze jest czasem przypomnieć sobie dlaczego lubi się niektóre miejsca bardziej od innych. W ogóle w tej lunchowej serii mam ogromne szczęście – póki co same mocarne piątki. Taki początek roku, to ja rozumiem!

pigs5

Magda

Info

www fb
ul. Zwycięzców 57, Warszawa


  1. mówiłem, że Z57 to będzie jedna z najlepszych restauracji. Panowie trzymają cały czas bardzo wysoki poziom pod każdym względem