Najpopularniejszy w Polsce blog z kategorii food&travel
CZYTASZ

Weź nie hejtuj, weź się przytul! Albo my cię przyt...

Weź nie hejtuj, weź się przytul! Albo my cię przytulimy. Być może zbyt mocno

Napisać, że hejt jest zły, to jak napisać coś równie oczywistego jak to, że śnieg jest biały, póki nie nasika na niego pies. Zło jest stopniowalne. Złe słowa doprowadzają do realnych tragedii. Złe słowa otwierają wariatom furtkę do realizacji ich chorych fantazji. Złe słowa dają przyzwolenie na zło namacalne. 

Cała ta karuzela ze śmiercią Adamowicza, z rezygnacją Owsiaka z funkcji prezesa WOŚP (i późniejszym powrotem, uff!), całe to szambo, które wybiło przed, w trakcie i po szybko przełożyło się na zupełnie namacalne dobro. Na zbiórkę pieniędzy, która miała przynieść WOŚP tysiąc złotych, a w chwili kiedy piszę ten tekst jest już cztery i pół miliona (dopisek – w momencie, kiedy go publikuję jest prawie sześć). I to nie jest jeszcze ostatnie słowo. To dowód na to, że czasem zło obraca się w dobro. Ale to tylko zryw, potężny i wspaniały, ale wciąż tylko zryw. Jeden z wielu. I wydarzył się tylko dlatego, że wcześniej nakręcona do granic wytrzymałości spirala nienawiści zowocowała czymś bardzo realnym, namacalnym i bardzo złym.

Wiem, że ten tekst może Wam się wydać nieco chaotyczny, choć układam go sobie w głowie od tygodnia. Ile bym o tym nie myślała, to na koniec zawsze dochodzę do tych samcyh wniosków. Wiem też, że tytuł pachnie natchnionym apelem w stylu Johna Lennona i Yoko Ono i spokojnie mogłabym w taki sposób poprowadzić narrację. Z pewnością zebrałaby wiele braw, być może nawet owacje na stojąco. Tylko że nie wyniknęłoby z tego nic. Nic konkretnego, choć przytulanie jest zawsze o jeden lepsze od hejtowania. Ale ze złem nie walczy się rozdając goździki przed dworcem – historia pokazuje, że wielu próbowało i jeszcze nikomu się nie udało. Tytuł zostaje, bo mi się podoba i chciałabym, żeby świat był tak prosty. A teraz przejdźmy od fantazji do rzeczywistości.

W ciekawych czasach nam przyszło żyć

Strona szast: w ciekawych czasach nam przyszło żyć. W czasach, kiedy czynienie dobra to często jeden prosty klik. W czasach samoświadomości, troski o swój dobrostan psychiczny, mody na czerpanie z życia pełnymi garściami, medytacji, wydychania miłości i cholera wie czego jeszcze. I dobrze. W końcu jeden z niewielu życiowych aksjomatów brzmi: „Każdy chce być szczęśliwy”. Od siebie dodam tylko: „Ale nie każdy wie jak”.

Strona prast: w ciekawych czasach nam przyszło żyć. W czasach społecznego przyzwolenia na hejt. W czasach, kiedy szlam i nienawiść wypływają z każdego zakątka internetu. W czasach, kiedy naiwni nadal wierzą, że tego rodzaju zło można zwlaczać dobrem. Wiecie kiedy ludzie się nawracają? Jak im samochód dziecko potrąci. Wiem, przykład jest z kategorii hardkorowych, ale taka jest prawda. Zło zwalcza się na chłodno, w odpowiednim momencie i przy użyciu odpowiednich narzędzi. I nie mówię teraz o pozwoleniu na broń.

O tym, że duże portale powinny moderować komentarze pisałam już jakieś dwa lata temu. Ale to się nie wydarzy, bo kometarze nakręcają ruch, ruch to liczby, a liczby kupują reklamodawcy. Ergo: hejt równa się hajs. To smutne, bo duże portale mogłyby przyjąć rolę przewodników czy też przodowników walki z hejtem. I tu wraca stara, dobrze znana piosenka, która zaczyna się od słów: „Jak umiesz liczyć, to licz na siebie”.

Każdy ma tego potwora w sobie

Nie wiem na ile jesteście świadomi tego, jak wyglądają pewne fragmenty internetu. Jak potworne, obrzydliwe rzeczy piszą matki dzieciom, rozkoszni tatusiowe czy ogłupiałe od nadmiaru wolności słowa nastolatki. Dostać się może każdemu, ale nie każdy jest w stanie to znieść. Czy wiecie, że nigdy w historii tak wiele nastolatków nie potrzebowało pomocy psychiatrycznej, jak obecnie? Że nigdy w historii tak wiele nastolatków nie targało się na swoje życie? Nie twierdzę, że jedyną przyczyną jest hejt, ale z pewnością jedną z istotnych przyczyn.

To rozhamowanie, chore przekonanie, że w internecie można napisać wszystko o każdym, wynika li tylko z tego, że nikt nie stawia granic. Było już sporo eksperymentów, które jasno pokazały, że człowiek byłby zwykłym zwierzęciem, gdyby nie trzymały go w ryzach normy społeczne. A może nawet niżej, niż zwierzęciem, bo zwierzęta zabijają by przeżyć, a człowiek jeśli tylko dostanie zielone światło jest w stanie robić drugiemu człowiekowi rzeczy straszne tylko dlatego, że może. Wystarczy przytoczyć performance serbskiej artystki, Mariny Abramović, która przez sześć godzin pozwoliła robić ludziom ze swoim ciałem co tylko zechcą. W kulturalnych warunkach, żeby nie było – w galerii sztuki. Poczytajcie o tym, ale uprzedzam, że lektura może Wam skutecznie zohydzić gatunek ludzki. Tacy właśnie jesteśmy. Albo raczej tacy TEŻ jesteśmy. I tylko od nas zależy co z tym zrobimy.

Podział na „my” i „oni” jest…

Jest. Ciągle gdzieś czytam, że nie powinno się tak tego rozdzielać. Ale dlaczego właściwie? Przecież to się samo dzieli. Osoby, które definiuję jako „my” nie wylewają szamba na innych, nie znajdują przyjemności w czynieniu zła. To jest moje „my”. Od „oni” trzymam się z daleka, bo jest paskudne. Jedynym punktem styku tych dwóch zbiorów jest internet. Bo w sklepie, to każdy grzecznie dzieńdobrydziękuję. Bo w sklepie za „ty stara kurwo obyś zdechła” byłyby konsekwencje. A w internecie nie ma.

W przypadku hejtu kluczem jest określenie „społeczne przyzwolenie”. Przypominam, że społeczeństwo to my – ja, ty, twoja stara oraz sąsiad. To my nie reagujemy. Oto bowiem żyjemy w kraju rządzonym przez ludzi, dla których zarządzanie nienawiścią jest jednym z kluczowych narzędzi sprawowania władzy. Z tego wynika prosty wniosek, że nie możemy liczyć na ich wsparcie w zakresie walki z hejtem. Raczej wprost przeciwnie.

Ja wiem, że czasem człowiek czyta coś tak wstrętnego, że ma ochotę rzucić stronie przeciwnej w twarz staropolskie „Weź spierdalaj”. Znam to uczucie, wierzcie mi. Zna je każdy, kto tworzy cokolwiek w internecie, bowiem istnieje taka część społeczeństwa, która żywi przekonanie, że jeśli tworzysz coś w sieci lub jesteś w jakiś sposób osobą znaną, to można o tobie i twoich bliskich napisać wszystko. A ty masz obowiązek zareagować jak agencja PR-owa, wziąć na klatę i najlepiej jeszcze przeprosić – tako rzeczą samozwańczy specjaliści od social media zatrudnieni w firmie Slachta Nie Pracuje.

Otóż, kurwa, nie.

Weź się przytul. Albo my cię przytulimy

Nie warto się szarpać, wierzcie mi. Ale za to warto zbanować, zgłosić, pozwać, w niektórych przypadkach wystawić na pręgierz publiczny (kocham te zrzuty – na profilowym mamusia z bobaskiem, a w komentarzach takie rzeczy, że powinna klęczeć na grochu w ciemnym kącie i z kostką mydła w buzi). I zapomnieć. Nie nakręcać spirali zła lecz wyciągnąć konsekwencje, wyznaczyć granicę. Na zimno, bez emocji.

Nie jestem zwolenniczką odpowiadania na hejt dobrym słowem. Wręcz uważam, że to głupie i naiwne. Nie zapominajmy z kim mamy do czynienia – to nie są ludzie pełni dobrej woli, to są ludzie pełni woli dopierdolenia innym. Dobro i wyciągniętą rękę odczytają jako przejaw słabości i natychmiast to wykorzystaja, bo tak czyta świat mentalna ameba. To jest bieda moralno-intelektualna. I to warto mieć zawsze z tyłu głowy. I błagam, niech mi tu żaden nadpoprawny politycznie hipster z zmarzniętymi kostkami nie pisze, że to już jest mowa nienawiści. To jest wyraz pogardy dla hejtu jako zjawiska. W tym kraju nie można być za czymś, tu wiecznie trzeba być w kontrze. A skoro tak, to ja jestem przeciwko nienawiści, bo nienawiść jest do dupy. Nienawiść wykrzywia gęby, nienawiść czyni ludzi brzydkimi, nienawiść postarza. Z nienawiścią nikomu nie jest do twarzy.

Hejterzy to w gruncie rzeczy smutni ludzie. Przecież czuć nienawiść nie jest przyjemnie, to uczucie z kategorii tych, które wyniszczają i zjadają od środka. Prawie, prawie poczułam współczucie, ale w czas się opamiętałam.

Dlatego na koniec mam tylko jeden apel – REAGUJCIE. Nie staropolskim „Weź spierdalaj”, nie naiwnym „Czy chcesz o tym porozmawiać?”, lecz chłodnym „zgłoś post”. To naprawdę jest aż tak proste.

A że przy okazji w cichości serca pomyślicie: „I srał cię pies”, to ja Was w tej chwili rozgrzeszam.

Puk, puk.

Magda

Uważasz, że to ważny post? To dobrze o Tobie świadczy. Będzie mi miło, jeśli pomożesz mi z tym apelem dotrzeć do szerszej publiczności i udostępnisz ten wpis. Dziękuję!