Najpopularniejszy w Polsce blog z kategorii food&travel
CZYTASZ

Warszawski Sznyt – prawdopodobnie jedyna res...

Warszawski Sznyt – prawdopodobnie jedyna restauracja na Starym Mieście, w której naprawdę warto zjeść

Warszawa ma taki problem, że brak jej centrum. Ale nie Śródmieścia, tylko takiego centrum, w którym wszyscy się spotykają. W większości miast tę funkcję pełni Stare Miasto i jego okolice. W Warszawie na Stare Miasto idzie się tylko wtedy, kiedy mamy gości z… innych miejscowości.

 

warszawski sznyt gdzie zjeść na starówce

Taka prawda. Łatwiej tu spotkać Japończyka z przyklejonym do oka aparatem, niż Warszawiaka. A jak już się tu zabłąkasz z tymi przyjezdnymi znajomymi, to pierwszym podstawowym problemem, który się pojawia jest ten związany z jedzeniem. No bo gdzie właściwie? Oni na ogół chcą kuchni polskiej, a jeśli są zza granicy, to już w ogóle nic innego nie wchodzi w grę i, przepraszam bardzo, do Zapiecka ich weźmiesz? Nie chce mi się nawet pastwić nad starówkowymi knajpami, bo to bieda taka, że po co kopać leżącego. Nie dość, że leży, to jeszcze trąci piwniczną myszką. Pewnie ktoś napisze, że może chociaż bułki z pieczarkami, taki warszawski przysmak. Owszem, może nawet kiedyś były dobre. Dziś jednak dają rozczarowanie i zgagę.

Ale weźmy takie spotkanie biznesowe. Proszę, przylatuje ktoś z innego kontynentu, chciałby zobaczyć nieco miasta i zjeść coś, co zapamięta jako wyjątkowe. I co, przepraszam bardzo, do Zapiecka go weźmiesz? No jasne, że nie, bo wreszcie doczekaliśmy się restauracji na Starym Mieście, która karmi bezwstydnie dobrze, oferuje fenomenalny widok na Plac Zamkowy i odpowiada na wiele różnych potrzeb. Czas najwyższy.

warszawski sznyt gdzie zjeść na starówce

Oto bowiem parter to luźny w klimacie steak house, a piętro to przyjemny, wypieszczony fine dining z przeszkloną kuchnią i najlepszym widokiem na Starym Mieście. Żyć nie umierać. Poszliśmy w niedzielę na obiad, a Ukochany wrócił w poniedziałek na kolację… biznesową właśnie. Stąd wiem, że jagnięcina (z Mazowsza!) jest doskonała.

Obsługa też perfekcyjna i legitymuje się dużym wyczuciem, więc gwarantuję, że tu nie będziecie przed nikim świecić oczyma i spokojnie możecie zaprosić swoich gości na bardzo godny popas w bardzo godnych warunkach. Na początek dostaniecie świetny chleb z masłem, tak po prostu, ale masło mięciutkie i solone, podwędzane lekko (?) jeśli mnie pamięć nie myli. Dalej poszliśmy w mocno polskie nutki, choć nie jest o to tutaj trudno, bo polskie akcenty i produkty przewijają się w całym menu.

warszawski sznyt gdzie zjeść na starówce

warszawski sznyt gdzie zjeść na starówce

Mam tylko takie przemyślenia, że krótkie menu jest być może ciut zbyt krótkie i nieco przyciężkie jak na tę porę roku. Pytałam o to szefa kuchni, na przykład dlaczego ma w menu kulbina, a nie choćby poczciwego sandacza i zeznał, że trudno o stabilnego dostawcę, który będzie miał produkt jednakowej jakości. Odwieczny problem gastronomii, zaraz obok miliona innych odwiecznych problemów – powtarzalność. Gdzieś tam to rozumiem. Ale za to jagnięcina już jest mazowiecka.

Na początek zamówiliśmy żurek z jajkiem i kiełbasą. Zrobiłam to z premedytacją, w końcu nazwa zobowiązuje. I cóż to był za żurek! Co prawda cieszyłam się, że upał zelżał i to danie nieco bardziej pasowało do aury, bo w upale byłoby nieznośnie ciężkie, ale w okolicach dwudziestu stopni był czystą doskonałością – gęsty jak diabli, esencjonalny, sam w sobie pełen smaku, a podbity jeszcze bardzo dobrą wędzoną kiełbasą. Tylko jajko poszetowe bym pogotowała ciut dłużej, bo białko było ledwie tknięte temperaturą, a więc niemal surowe.

warszawski sznyt gdzie zjeść na starówce

Dalej z ciepłych przystawek na stół wjechały doskonałe pierogi z cielęciną. Farsz wybitny – delikatny i idealnie doprawiony, ciasto z jednej strony delikatne i cieniutkie, a z drugiej jednak zaznaczające swoją obecność. Takie polskie al dente. Bardzo godną jest ta przystawka i Nieletnia obecna przy stole dała jej 10/10. A trzeba Wam wiedzieć, że Nieletnia jest daleko bardziej krytyczna w swych ocenach, niż ja. Ja nie wiem na kogo to dziecko wyrośnie, ale jak zechce przejąć cały ten kram, to drżyjcie restauratorzy.

 

warszawski sznyt gdzie zjeść na starówce

Śledź na kandyzowanej kapuście wzbudził dyskusję, bo Ukochanemu podszedł umiarkowanie, a ja uważam, że był ciekawy i odważny. Szczególnie do gustu przypadło mi połączenie go ze smakiem słodko-kwaśnej kandyzowanej kapusty, natomiast fenkułu na tym talerzu mogłoby nie być. Wydaje mi się, że to on dawał wrażenie niejakiej przypadkowości smaków. Ale może też być tak, że ja po prostu nie lubię kopru włoskiego.

 

warszawski sznyt gdzie zjeść na starówce

Na główne wjechał tak doskonale technicznie przygotowany filet z kulbina, że można by go było postawić w Severes jako przykład idealnie zbastowanej ryby. To widać nawet na zdjęciu – ta cudnie chrupiąca skórka, te maleńkie, lśniące bąbelki rozgrzanego masła i na koniec to soczyste, rozpadające się na płatki mięso. Fenomenalnie przygotowana ryba!

warszawski sznyt gdzie zjeść na starówce

warszawski sznyt gdzie zjeść na starówce

Dalej klasyk, który po prostu musiał się wydarzyć, a więc bardzo smaczny, wielki na pół talerza schabowy na puree ziemniaczano-chrzanowym z miseczką kandyzowanej kapusty. Bardzo to dobre i godne, choć nie wiem po co w kapuście były ogórki kiszone, gdyż całkowicie zdominowały jej smak. Może to taka koncepcja?…

warszawski sznyt gdzie zjeść na starówce

warszawski sznyt gdzie zjeść na starówce

I na koniec dwa skrajnie różne desery: nowoczesna w formie i bardzo spójna w smaku szyszka z topinamburu kryjąca karmelowe serce i na przeciwnym biegunie poczciwa Wu-Zet-Ka tak dobra, że się człowiek nad nią wzrusza.

warszawski sznyt gdzie zjeść na starówce

warszawski sznyt gdzie zjeść na starówce

Szyszka to duża przyjemność, legitymuje się bowiem nie tylko urodziwą powierzchownością, lecz również delikatnym, lekkim i jednocześnie pełnym smaku wnętrzem, w którym topinambur owszem, jest mocno wyczuwalny, lecz bardzo mu do twarzy w tej deserowej wersji. Ale ta Wu-Zet-Ka! Przyznaję, że jak ją zobaczyłam, to najpierw pomyślałam: „Krówa, znów za mało bitej śmietany…”, ale później spróbowałam i odpłynęłam. Od lat nie jadłam równie doskonałej Wu-Zet-Ki. O cieście wilgotnym i puszystym jednocześnie, doskonale czekoladowym, z jednej strony szalenie bogatym w smaku, a z drugiej nie sprawiającym wrażenia ciężkiego. Choćbyście mieli na samo to ciastko i kawę tu przyjść (a kawa bdb), to zaklinam Was – zróbcie to!

Rachunek.

Magda

Info

www fb
ul. Senatorska 2, Warszawa

Szef kuchni: Rafał Zaręba

Spodobał Ci się wpis? To super, będzie mi miło jeśli zechcesz podać go dalej! 🙂