Najpopularniejszy w Polsce blog z kategorii food&travel
CZYTASZ

Typy gości w restauracjach – od typa spod ci...

Typy gości w restauracjach – od typa spod ciemnej gwiazdy po typowe „gwiazdy” z Internetu

Ciągam się po tych knajpach lata całe, kiedyś i biegałam z tacą, i stałam za barem, a obserwatorem jestem raczej bacznym. Pokusiłam się więc o skategoryzowanie współbiesiadników. Oni nawet nie wiedzą, że patrzę, słucham i zbieram materiał. Część to licentia poetica, ubarwiona i ukwiecona w celu lepszej zabawy, ale kilka momentów to autentyki. Choć z tego w sumie też mam niezłą zabawę. Bo czemu nie? Branie życia zbyt serio nie jest najlepszym rozwiązaniem.

Gość Doskonały – typ najnudniejszy w opisie, ale najfajniejszy. Jest uprzejmy, jeśli czegoś nie je, to uprzedza, zostawia napiwki i nie klepie kelnerek po dupie. Nawet jak za dużo wypije, to jest miły i sympatyczny. W sumie większość jest właśnie taka. I chwała Wam za to.

Roszczeniowa Pizda – wszystko mu się należy. Obsługa gnąca się w pas, specjalna atencja, nadskakiwanie i wyczarowywanie dań, których nie ma w karcie. Roszczeniową Pizdą może być mężczyzna, może być kobieta, może być rodzic, może być każdy. Pstryka na kelnerów, traktuje ich z góry i przychodzi taki dzień, w którym ze smakiem wypija szklankę soku, w którym ktoś wcześniej zamoczył przyrodzenie. Wachlarz możliwych zemst dostępnych dla kelnerów i kucharzy jest szerszy, niż myślicie. Roszczeniowa Pizda nie zostawia napiwków, bo nie da się go zadowolić. Czy tam jej. Może być managerem średniego szczebla, dla którego praca w korpo jest szczytem marzeń, może też być nową żoną prezesa, dla której kariera ozdobnika jest maksimum możliwości.

Mruk – nie wiadomo, czy mu smakuje, czy nie smakuje, czy jest zadowolony, czy wprost przeciwnie. Właściwie nic nie wiadomo, bo twarz ma kamienną w kierunku krzywej. Co ciekawe – potrafi zostawić duży napiwek. Znaczy się smakowało. Uff.

Erotoman Gawędziarz – a to podszczypie kelnerkę, a to żarcikiem niewybrednym rzuci, a to zaśmieje się perliście szeroko ukazując braki w uzębieniu, choć nikt jego radości nie podziela. Upierdliwy, obleśny dziad, który chciałby sobie przypomnieć, jak kiedyś leciały na niego panienki. Ale to było dawno i nieprawda. Ma tendencję do uchlewania się na umór i plucia podczas mówienia, a na brzuszysku rozchodzi mu się koszula. Okropny typ.

Matka Której Nie Chciałbym Przelecieć – damski odpowiednik Erotomana Gawędziarza. Dama w średnim wieku, która z każdym kolejnym kieliszkiem wina jest coraz mniej damą. Podrywa tego bogu ducha winnego kelnera, któremu ledwie wąs zaczął się sypać i z jakiegoś powodu myśli, że jak mu zostawi numer telefonu, to on naprawdę zadzwoni. Plus jest taki, że potrafi zostawić naprawdę godny napiwek.

Ekspert – wie lepiej, jak wygląda stek medium rare, bo raz go widział w internecie. Na każdy temat ma coś do powiedzenia, zwykle bez sensu, ale wysłuchać trzeba. Trochę się nadyma, trochę puszy, a jak już sobie pójdzie, to obsługa ma z niego niezłą bekę, bo właśnie zjadł mielonego tatara z łopatki i bardzo mu smakowała ta „siekana polędwica”.

Gracjan Roztocki Polskiej Gastronomii – prowadzi może jakiegoś pokracznego blogaska, którego czyta jego mama i narzeczony, a może ogranicza się tylko do pisania głupot na Facebooku. Typowy frustrat, który strzyka jadem na wszystkie strony, bo jest frustratem i nikt go nie czyta. Niestety wszyscy mają to w dupie, bo nikt go nie czyta. Strasznie dużo takich Gracjanów teraz jest. Cecha charakterystyczna: lubią jeść za darmo.

Drobny Cwaniaczek – zjada 90% potrawy, po czym informuje kelnera, że mu nie smakowało i nie będzie za to płacił. Straszna wiocha, nigdy tego nie róbcie.

Gwiazda z Internetu – do knajpy wchodzi jak pan i władca, bo przecież pisze bloga. BLOGA! Z założenia wszyscy powinni go rozpoznać. No, niestety, nie tym razem, bo już nam się „gwiazdy” mylą. Wie, że najlepiej sprzedaje się afera, więc z byle powodu drze mordę i obiecuje, że obsmaruje ich w internecie. Właściwie dla klików obsmaruje wszystkich i wszystko. Na mieście ma pieszczotliwą ksywę „chuj”. Po jednej z takich sytuacji, i jest to autentyk, zadzwonił do mnie manager pewnej restauracji. Mówił, że typ zachowywał się jak cham, goście prosili, aby ich przesadzić, bo nie mogli wytrzymać. Na koniec, tak jak obiecał, obsmarował restaurację w internecie. No i ten manager zapytał co ma z tym zrobić? Odpowiedziałam mu prosto: powiedz, że opublikujesz nagranie z monitoringu. Mocno mijający się z prawdą wpis zniknął w mniej, niż 30 sekund.

Właściciel Chorób Wielu – nie powie, że nie je grzybów, bo nie lubi. O, nie, to byłoby zbyt proste. Opowie z detalami, jak go po nich wzdyma i nie może spać, bo co pięć minut ma fałszywy alarm i biega na tron. Wprowadzi kelnera z detalami we wszystkie swoje prawdziwe i urojone choroby, zwykle głośno, aby i tobie, siedzącemu przy stoliku obok, te grzyby stanęły w gardle. Kelner to nie lekarz, a restauracja, to nie poczekalnia w przychodni, ale w niczym mu to nie przeszkadza. Dzieli się swoimi przypadłościami głośno, chętnie i szczegółowo. A mógł powiedzieć „poproszę bez grzybów”.

Fotograf – zanim ruszy potrawę, sfotografuje ją pod każdym możliwym kątem. Najpierw aparatem, bo na bloga, później telefonem, bo na Instagram. To ja, pozdrawiam! Na koniec przypieprzy się do kelnera, że zupa jest zimna. To nie ja, nie pozdrawiam. Ja jestem przyzwyczajona, że jem letnie i mi to pasuje, a bardzo gorącego nie lubię. Fotograf potrafi wstać od stolika i pójść z talerzem do okna, bo tam jest lepsze światło. Żeby tego nie robić, wybieram zawsze stolik przy oknie. Fotograf może wkurzać, ale chyba wszyscy się już przyzwyczaili, bo dziś każdy robi zdjęcia wszystkiego.

Przyszły Milioner – on ma plany, robi biznesy, kręci lody, do niego hajs płynie szeroką rzeką. Czasem obrabia dupę współpracownikom, czasem szefowi, a czasem zdradza tajemnice firmy. I robi to o wiele za głośno, żeby na pewno dotarło, że dwa stoliki dalej siedzi kozak. On nie wie, że prawdziwe pieniądze lubią ciszę. Debil.

Znajomy Szefa – lubi na krzywy ryj. Każdy restaurator to zna.

Modniś Tak Bardzo – on nie jest chory, on nie je glutenu, bo tak jest teraz modnie. Do tego nie je mięsa, laktozy, kazeiny, cukru, soli… Generalnie żywi się energią słoneczną. Boże, jakie to musi być smutne życie.

Macie jeszcze jakieś typy? Nie krępujcie się.

Magda

foto: travelandleisure.com

Spodobał Ci się wpis? Podaj dalej!


  1. A „stali goscie”? Typ, ktory w danej restauracji pojawil sie moze trzy razy w ciagu roku, prosi o „swoj stolik” i zamawia „to co zwykle”. „Przepraszam, to znaczy co?” wywoluje albo grymas nienawisci, albo pelna pewnosci siebie odpowiedz „kucharz bedzie wiedzial”, oba warianty gwarantuja juz brak napiwku.
    No i jeszcze mamusie z dziecmi z wolnego wybiegu: „pobiegaj sobie, kochanie” rzucane z zacheta do dwulatka, absolutna gluchota na wrzaski tegoz, zarcie rozmazane po obrusach, meblach i scianach, a w ramach napiwku wklejony w otoczenie lizak.

  2. Marcin Kozlowski

    7 lipca

    jest jeszcze ” Urzędnik” typ człowieka sfrustrowanego, który przychodzi maksymalnie raz w miesiącu w weekend najczęściej w niedziele w czasie największego piku.
    Manager/właściciel już go zna, nie lubi, ale przecież nie może tego pokazać, więc sadza go zawsze mimo częstych protestów kelnerów zaznajomionych z upierdliwością gościa. I w końcu o niej;
    Typ frustrata, który będąc jebanym przez naczelnika przez cały tydzień w restauracji nabiera wiatru w żagle aby pokazać” ha co to nie ja” Czepia się o wszystko a to o to że poprzedni kelner wiedziała, że on pije piwo przez słomkę, a to o to że dlaczego musi tyle czekać. Kiedy już dostanie swoje jedzenie, gotów jest kłaść ingredienty na szlakę wagi, by na pewno sprawdzić czy nikt go na gramaturze nie oszukał.
    Na koniec i tak powie, że poprzednio było lepiej, nakabluje do szefa, obieca że już nigdy nie wróci i przybędzie miesiąc później. Dodam, że najczęściej występują parami, jak to z nieszczęściami bywa i wiedzcie, że nie nidaleko pada jabłko od jabłoni i kłamstwem jest że przeciwieństwa się przyciągają.
    AAA i jeszcze jedno, na próżno wypatrywać ich w restauracjach śródmiejskich. Obszar występowania: Sieciowe restauracje typu casual/fast dining.

  3. Rodzice z dziećmi w stylu ‚przychodzę do restauracji i mam w dupie , że moje dzieci skaczą po stołach i latają dookoła gorącej zupy i kelnera bo teraz to ja się relaksuje a kelner to darmowa opieka wliczona w obsługę’ Nienawidzę szczerze!

    • Anna Wisznarewska

      7 lipca

      „Czy może Pani przez chwilę popilnować Brajanka? Ja tylko pójdę do samochodu, wrócę za chwilę, on jest bardzo grzeczny…”

  4. Trenerzy Cyrkowi – rodzice z dziećmi, które potrafią siać popłoch w całej restauracji, ale rodzice uważają, że wszystko jest OK, bo „to przecież tylko dzieci”, kiedy właśnie takie dziecko (w wieku 2-6,7 lat) lata między stolikami drąc się wniebogłosy przeszkadzając zarówno gościom jak i kelnerom. Zazwyczaj ciężko u takich o napiwek, bo przecież oni przyszli „na lody”.
    Niepozorni Janusze – ludzie w podeszłym, którzy na pierwszy rzut oka wywołują zażenowanie u kelnera, bo wygląda na takiego „jakie piwko tutaj serwujecie” i do tego zajmą stolik na 2h przy właśnie tym jednym piwku, a przy odbiorze zamówienia okazuje się, że robi sobie niezły przegląd karty, co przekłada się na duży rachunek, przetrwanie komentarzy „skoro schabowego nie macie, to wezmę kaczkę” często kończy się też sporym napiwkiem.
    Staruszkowie – miłe panie i panowie w podeszłym wieku o włosach w kolorze platyny, którzy często zamówią 2 kawki i będą milczeć do siebie przez kolejne 2 godziny, ale wybaczą każde niedociągnięcie i czas oczekiwania, bo przecież im się nie śpieszy. Częste zbawienie kelnerów w godzinach szczytu. Jednak niestety uważają, że kelner dzięki napiwkowi 1-2zł będzie tak wniebowzięty, że z radości odpali fajerwerki na zapleczu, zdejmie zapaskę i pójdzie z miejsca do domu, bo zarobił już tyle, że do końca dnia mu wystarczy.

  5. Rozrzutny smakosz – gość zachwycony – lokalem, jedzeniem, obsługą. Można by powiedzieć – biesiaduje na uczcie swojego życia. Nadskakującą obsługę wynagradza obłędnie wysokim napiwkiem rzędu 1 PLN. Albo wręcz kilkudziesięciu groszy. Można za to kupić sobie coś fajnego – na przykład połowę obwarzanka.

  6. Paulina Aleksandra Cichocka

    7 lipca

    Sir/Lady Ze Szklanej Góry: grzecznie, choć ze źle ukrywaną wyższością i obojętnością, zamówi kawkę i deser. Przyprowadzi ze sobą równie wytworne i chłodne towarzystwo, przecież spotkania w piękne, leniwe popołudnia są takie „high” i „life”. Śmietanką są i śmietankę piją. Bacznie obserwują, co się dzieje na sali, za barem, na kuchni, na zewnątrz. Kiedy już wołają kelnera (dostojnym podniesieniem dłoni) i proszą o rachunek, głośno wzdychają i głośno komentują, że tak na prawdę płacą za cztery gówna, a nie cztery cappucino, które zamawiali, ale „już mniejsza o to”. Ważne, że ich pobłażliwość, takt i dobre wychowanie zabraniają im robienia awantury menadżerowi lokalu 🙂

    ps. Zapomnij o napiwku.

  7. Patryk Połowniak

    7 lipca

    Rodzice z niemowlakami – w ciągu dwugodzinnej nasiadówki nad talerzem żuru smarkacz oczywiście zdąży się zesrać, więc ku obrzydzeniu innych gości rozkłada gnoja na stole obok talerza z zupą i go przewija, bo kretyn(ka) nie wie do czego służy ubikacja. A co, dzieciak mały, nie rozumie, to się nie wstydzi pokazać obsraną dupę „biesiadującym”. Nie wiem jak z napiwkami u nich.

  8. Anna Wisznarewska

    7 lipca

    Goście Zeszłej Ery: Obojga płci, wiek 60+, ubrani schludnie, trwała, kreska na brwi, często także niebieski cień na powiece. Przychodzą do baru w 5-gwiazdkowym hotelu i mówią: dzień dobry, tu się zamawia przy barze, tak? – (właściwie to nie, ale skoro już tu stoisz to…) Tak. – Poproszę czarną ciśnieniową kawę (jakby spodziewała się, że gdy nie doda przymiotnika to pojawię się przy jej stoliku z nalewakiem, jak w przydrożnych barach śniadaniowych przed ’89). Czarną. Mocną. Ciśnieniową. Gorzką taką (powtarza słowa „ciśnieniowy” jeszcze kilka razy). A ty, Władek czego się napijesz? – Też kawy. – Dobrze, dla Władzia także będzie kawa. Czarna. Mocna. Z EKSPRESU ciśnieniowego, GORZKA. A dla mnie będzie herbata. – A jaka ta herbata? – Czarna, dobra jakościowo, nie lipton (sic!). – Nie mamy herbaty lipton. – A jaką macie? – Ronnenfeldt. – Dooobrze, może być. Taka mocna.
    Chwilę później podnosi kartę dań i macha nią w powietrzu, pytając: Przepraszam, czy można? – Nic się nie stało, proszę (sicsicsic).
    Po 15 minutach widzę, że macha na mnie ręką (ręka wysoko w powietrzu zatacza prawie pełne kręgi), więc przynoszę rachunek. Podaję, mówię proszę, dziękuję, voila, etc. Gość patrzy na mnie i „pyta”: a serwetek to na stołach nie macie? – Nie mamy.

    Goście od czarnej, takiej gorzkiej, ciśnieniowej kawy przychodzą rzadko sami, często w grupach, zawsze przed 13, najczęściej w niedzielę. i ZAWSZE zostawiają złotówkę napiwku. Często pytają, czy mamy toaletę (oszalałeś?) lub gdzie jest wucet oraz „skąd odjeżdżają autobusy do Buska”. Jeśli nie zamawiają czarnej kawy lub czarnej herbaty (MOCNEJ!) to proszą o eKspresso (jeśli po otrzymaniu espresso nie złożą reklamacji „bo to nie to, co chciałem, ta kawa jest za mała, mi chodziło o taką dużą z ekspresu” to dodają „tylko niech pani nie zapomni o wodzie!”.)

    Zawsze zjadają ciasteczko i zazwyczaj także cytrynę z herbaty. Jeśli zamawiają piwo, na pytanie „czy podać panu orzeszki lub precelki?” odpowiadają: „Dziękuję, już jadłem”.

    Za każdym razem przypomina mi się anegdota mojej matk: rodzicielka po wyjeździe do Chicago. w kawiarni, rozrywała torebki z herbatą i wsypywała zawartość do filiżanki, poniewaz była święcie przekonana, że tak się robi. Ale to było w ’85 na litość boską! (Usmażyła też kiedyś placki na płynie do naczyń, bo nie wiedziała, że może być inny niż zielony – kolega, którego psem się opiekowała był żeglarzem i przywiózł żółty płyn z Japonii.)

    • Czy ci goście są niegrzeczni dla obsługi? Kradną sztućce? Próbują wyjść bez zapłaty? Więc skąd, przepraszam, taka pogarda autorki? Dla wiadomości: są to płacący GOŚCIE, którym należy się podstawowy szacunek, a tego typu komentarze świadczą tylko o poziomie osoby piszącej. OBOWIĄZKIEM obsługi jest zadbanie o komfort takich gości, szczególnie jeśli wydają się zagubieni. To obsługa ma się postarać, aby z lokalu wyszli zadowoleni. Dlaczego? Bo m.in. ci Goście z Zeszłej Ery płacą wasze pensje!!! Wytykanie czyjejś nieporadności w lokalu jest typowe dla kogoś, kto sam jeszcze wiele musi się nauczyć. Ludzie, ogarnijcie się, bo to brzmi jak „polactwo” w najgorszym tego słowa znaczeniu.

      • Justyna

        27 października

        Zgadzam się w 100%

      • Kinga Kołakowska

        12 marca

        Dokładnie. Przecież nikt nie rodzi się z umiejętnością zachowania w każdej sytuacji. Trzeba mieć trochę wyrozumiałości i empatii. Jeśli chodzi o eKspresso to jeśli nie wyglądają na pewnych tego wyboru, to można wyjaśnić co to za cudo. Tylko miło, bo nie każdy jest specjalistą, szczególnie jak w domu pije tylko po turecku. Sama kawy nie piję i o jej rodzajach dowiedziałam się z internetu. Nie każda starsza osoba będzie przeszukiwać sieć żeby zobaczyć co to latte a co to americano a jednak chce wypić coś smacznego.

  9. BUeheh!! Magda- aj laf U! 😀
    a roszczeniowa pizda <3

  10. Rodzice na poziomie – młodzi, z kasą, modnie i drogo ubrani z pociechą lat 0-8, zamawiają latte, dla dziecka soczek z pomarańczy koniecznie świeżo wyciskany. Odpalają iPada ze Świnką Peppą/Ninjago/Dobranocnym ogrodem/Teletubisiami/Hannah Montana na full po czym wyciągają swoje komórki. Na zwrócenie uwagi przez innych gości reagują fochem – „przecież dziecko nie hałasuje”. Z napiwku nici

  11. Bardzo ciekawy artykuł pokazujący obraz naszego społeczeństwa i sposoby zachowania nie tylko w restauracjach ale też innych miejscach.

  12. CzlowiekZliściemNaGłowie

    8 września

    „Człowiek z miasta” zwykle od góry do dołu w tanim hilfinfgerze (tak tak miało być) zwykle w towarzystwie kilku takich jak on, 40-50 latków roztaczajacych wokoło dyskretny aromat takjakby bogactwa i perfum od Cygana. Dyskretnym półszeptem omawiają ynteresy na grube bańki, popijając w międzyczasie herbatę z imbryczka (jeden na pięciu) od herbaty Sencha, w którym radośnie pływa torebka Sagi czy innej Liptonki. Ci najbardziej stylowi mają na sobie „kamizelkę taktyczną”.

  13. Mateusz Węsierski

    26 października

    Młodzi jeszcze byli- proste zamowienie. Bez napiwku. Proszą o rozdzielenie rachunku. Po czym płacą wspólnie

  14. Bezzębny. To ja. W pizzerii jako jedyny zamawia risotto, bo ma słabo dopasowaną protezę, na dodatek od rana klej już puścił a zapas został hen, w walizce. To ten, który kiedy jego towarzystwo zażera się cevapici i frytkami bierze ciorbę. Nigdy też nie zjada sałaty, nie ma czym jej rozdrobnić. Jest smutny i zrezygnowany, zachowaniem i wyglądem może odstraszać innych gości, na szczęście nigdy nie występuje samotnie bo gdy jest sam wsuwa konserwę rybną bez świadków. Plus: zwykle bierze więcej niż jedno piwo, bo kalorie skądś jednak musi wziąć. Napiwki starannie rozważa, ale jeśli uda mu się coś zjeść, bywa hojny.

  15. Ja jestem „tą dziwną małą babą, która wygląda jak dziecko” i tak sobie siedzę i co kelner do mnie podejdzie to próbuję sprawić, by się roześmiał, bo bardzo lubię rozśmieszać ludzi. Choć oczywiście nie zagaduję personelu lokalu, jak widzę, że mają mnóstwo roboty. W ramach rekompensaty za to, że muszą słuchać moich kretyńskich żarcików głośno wołam dziękuję, jak wstaję od stołu i zostawiam napiwek 😉

  16. Anna Wlodkowska

    12 marca

    Wybieram restauracje na ktore aktualnie mam pienadze, jezeli szkoda mi pieniedzy nie ide. Czekam na przyjemnego kelnera, nie musi wiedziec wszystkiego, nawet tego nie oczekuje. Nie chce zeby napluli mi do zupy, albo wsadzili tam brudny palec wyjety z …, (hahahah zrymowalo sie ))))))),dlatego jestem uprzejma, Dopiero kiedy jedzenie jest ochydne, baaaaaardzo zadko sie to zdarza, uruchamiam w sobie chec pouczenia, ze to jest niewlasciwe. Naprawde dziala.

  17. STAŁY KLIENT „Jem u Was codziennie od tygodnia, mogę już chyba liczyć na jakiś rabat?” „da się coś dorzucić dla stałego klienta?” … i można by tak mnożyć w nieskończoność 😉

  18. Zapominajcie wszyscy o jednej bardzo ważnej i podstawowej rzeczy!!!to Nie klient jest dla was a wy dla klienta!!! Nick was Na siłę nie trzyma… Bycie kelnerem to sztuka… Sztuka jest umieć rozmawiać z każdym typem klienta… I jeżeli tego nie umiecie nie będzie napiwków… Jeżeli nie umiecie donieść dania w stanie takim jak go Chef ułożył na talerzu nie będzie napiwków… Co zrobicie jeżeli Ci wszyscy źli klienci przestaną przychodzić do waszych 3* lokali?? (chodzi o gwiazdki michellin) ile z was zna tajniki bycia kelnerem… Jeżeli chcecie pożądanych klientów to ich szanuje.. I jeszcze jedna rzecz.. Sam jestem ojcem dwójki dzieci 2 i 6 lat, znaczy to że już nie mogę nigdzie wyjść z żoną bo wam dzieci będą przeszkadzać?? Owszem nie pójdę w sobotę o 8 czy 9 wieczór, Czy mam je zamknąć u was ma zapleczu?? Aby broń panie Boże nie zrobiły bałaganu przy stoliku…. Ogarnijcie się ludzie… Jeśli nie podoba się praca między ludźmi i interakcja z nimi to do fabryki… Dodam że jestem kucharzem w renomowanej restauracji i 4*hotelu… Więc wiem coś o trudnych klientach ale dzięki nim mam prace

    • Dziwne to to o dzieciach. Chyba Pan nie zrozumiał przekazu. Pracując na sali mam podział na rodziców z dziećmi i debili z gówniakami. Taka jest prawda niestety. Nie ma niczego cudownego w drących jape,biegająco-leżących dzieciach w restauracji. Kredki czasem nie wystarczą. A dorośli nawet nie raczą zareagować bo po co. Za to rodzice z dziećmi nie mają problemu bo dzieciaki są mądre i wychowane,nawet jeśli zostawią turbo bałagan to mówiąc „dziękuję” i „papa” załatwiają całą sprawę. Co do reszty gości: nie sztuką jest wysępić tipa bo wie się jak postępować z gościem. Sztuką jest takiemu natrętowi prztyknąć w nos tak aby tego nie zauważył ✌

  19. Gościom, którzy przychodzą do ciebie też każesz płacić za zaserwowaną kawę? 😀

  20. „On nie wie, że prawdziwe pieniądze lubią ciszę. Debil.” – najlepszy tekst artykułu!

  21. Tadeusz Hercka

    30 grudnia

    Gwiazda, która zrobiła ostatnio awanturę bo sery są stare i śmierdzą. Po godzinie już nie żyła bo wypiła półtorej butelki Bailey’s a po czym zarzygała męskie WC. Do damskiego nie zdążyła.