Najpopularniejszy w Polsce blog z kategorii food&travel
CZYTASZ

THAISTY – będzie najlepsze tajskie w Warszaw...

THAISTY – będzie najlepsze tajskie w Warszawie? Hell yeah!

To nie będzie zwykła recenzja. Właściwie szliśmy do Thaisty wcale nie mając na celu pisania o knajpie, która się jeszcze nie otworzyła. Ale wydarzył się tak piękny wieczór, że muszę się tym doświadczeniem z Wami podzielić. Tak na świeżo, teraz, natychmiast!

IMG_0476

Podobnie, jak przed poprzednią edycją Restaurant Week, na prośbę organizatorów, mieliśmy sprawdzić, czy menu proponowane za 39 zł trzyma poziom i czy będziecie z niego zadowoleni. Wybraliśmy Thaisty intuicyjnie i chyba trochę z ciekawości.

Najpierw uderzyła nas energia tego miejsca. Jeszcze pustego, ale już z kuchnią pełną krzątających się w niej ludzi. Jeszcze bez gości, ale w jakiś sposób szalenie pozytywnego. Od progu czuć serce włożone w tworzenie tej restauracji. Wnętrze jest ciepłe, dużo tu drewna, jest przeszklona, kolorowa kuchnia i aż dwa chef’s tables. Jest przytulnie, jest jakaś radość, wszyscy się cieszą, że tworzą coś nowego i zaprawdę powiadam wam: z takim podejściem, doświadczeniem i smakami mają sukces w kieszeni.

Tutejsza szefowa kuchni to ta sama rezolutna Nam, która szefowała kuchni w Naam Thai. I wszystko jasne, prawda? Tworzą to miejsce ramię w ramię z Piotrkiem Świątkiewiczem. Są parą w pracy i prywatnie. Oboje z dużym doświadczeniem w gastronomii, oboje z pomysłem na siebie i pomysłem na to miejsce. Dawno nie widziałam takiego zaangażowania i takiej radości.

Sprawdziliśmy dania, którym Thaisty będzie raczyło wasze podniebienia w najbliższych dniach. Oczywiście jest opcja mięsna i wegetariańska. Pierwszym hitem jest lekki, sprężysty, delikatny wegetariański naleśnik zwinięty w rulonik i nadziany kiełkami i grzybami. Zaraz za nim ustawia się puchata, cudnie przyklejająca się do zębów bułeczka ugotowana na parze, nadziana kaczym mięsem, kolendrą, sałatą i chili – Pekin bun. Coś mi mówi, że ta bułeczka może być hitem, bo jest to danie zyskujące ostatnio ogromną popularność, a którego brakowało w Warszawie. To dopiero przystawki, a już jest wysokie c. C, jak „cudownie”.

IMG_0488IMG_0486

Dania główne to fenomenalne kotleciki sojowe z chrupkimi warzywami, a dla mięsożerców – dzik ze znakomitymi boczniakami. Dzik był jednak trochę twardy, ale obiecali, że dzisiaj będzie już miękki. Taka właśnie jest nasza rola w tej zabawie – pokazać palcem, gdzie można nanieść poprawki. Nie mam żadnych obaw, jeśli chodzi o Thaisty. Wiem, że to poprawią i wasz dzik będzie się rozpływał ustach.

IMG_0491IMG_0494

Na deser genialne domowe lody kokosowe ze strużynami świeżego kokosa, mango i cudnie sprężystym, słodkim ryżem ukrytym na dnie szklaneczki. Trzeba mieć nierówno pod sufitem, żeby się na takie menu po prostu nie rzucić.

IMG_0504

Tak więc Restaurant Week będzie dla Thaisty chrztem bojowym i serdecznie wam to miejsce polecamy, zwłaszcza, że spróbowaliśmy jeszcze kilku innych potraw. Na tej podstawie polecamy Thaisty tak w ogóle, nie tylko w najbliższym tygodniu.

Bo tak oto zjedliśmy jeszcze znakomitego pad thaia ze sprężystymi, świetnie doprawionymi krewetkami oraz cudne krewetki w sosie tamaryndowym z pestkami granatu i smażonymi kiełkami słonecznika. Krewetki o tak niewiarygodnie wielowymiarowym, a jednocześnie zrównoważonym smaku, że przez chwilę tylko wbiliśmy w siebie wzrok i nie mówiliśmy nic. Nie mówiliśmy nic, bo dzieliliśmy ten sam zachwyt.

IMG_0495IMG_0500

No i jeszcze moją ulubioną zupę z pieczonej kaczki, którą tak bardzo chwaliłam przy okazji recenzji Naam Thai. Zresztą nie tylko ja. Fenomenalnie głęboki smak bulionu, sprężysty makaron i plastry kaczki delikatne, jak marzenie. Szefowa kuchni, Chanunkan Duangkumma, przywiozła ten przepis z Tajlandii, jego autorem jest jej wujek, Jamrus Khuntong. Możecie go poszukać na Fejsie, podobno jest. Wujek, nie przepis. Kocham tę zupę. Jest lekko słodka, trochę kwaśna i nieprzytomnie esencjonalna. Nic się nie zmieniło. Jest ten sam obłędny smak, to samo serce i ta sama miłość na talerzach. Tylko wnętrze ładniejsze, dużo bardziej dopieszczone, bardziej przytulne i ponadczasowe.

IMG_0498Prawdziwa kuchnia tajska potrafi być tak ostra, że wypala trzewia. Tu podoba mi się ta zręczność, wyczucie polskich ograniczeń i pozostawianie gościom dowolności w doprawianiu dań. Chcesz mieć ogień, to sam sobie dołóż suszonego chili, proszę bardzo.

I ja naprawdę wcale nie chciałam tego wszystkiego pisać, chciałam tylko dać wam znać na Fejsie czy warto, ale jakoś tak się ta radość ze mnie wylała szeroką rzeką i już nic na to nie poradzę. Wiem, że Thaisty będzie obowiązkowym adresem dla każdego, kto lubi tajską kuchnię. Wiem, że będzie prawdziwym hitem i prawdopodobnie najlepszą tajską restauracją w Warszawie. I właśnie dlatego nie mogłam się powstrzymać. Bo dobrem trzeba się dzielić.

Magda

Info

www fb
Plac Bankowy 4, Warszawa

*Restaurację Thaisty odwiedziliśmy na prośbę organizatorów Restaurant Week, więc nie jest to standardowa recenzja i nie przyznawaliśmy świnek.