Najpopularniejszy w Polsce blog z kategorii food&travel

Ramen Girl Warsaw – ave ramen! [ZAMKNIĘTE]

Share on facebook
Share on twitter
Share on print
Share on email

Kuchnię Luizy Trisno cenię przede wszystkim za brak kompleksów. Niesztampowych połączeń wcale nie czytam jako brawury, bo wiem jak skromną i pełną pokory osobą jest. To raczej ciekawość i naturalna potrzeba eksplorowania wciąż nowych obszarów pcha ją w zakazane dla innych kucharzy rewiry. Zawsze z nutką azjatyckich klimatów.

IMG_4997

Luiza jest też perfekcjonistką. Menu pisze tak długo, aż zamknie się obieg i zostaną wyeliminowane niemal wszystkie odpadki. No właśnie – pisze. Ona pisze menu. Nie gotuje, nie próbuje, nie notuje proporcji. Po prostu siada i pisze, mając w głowie punkt wyjścia. Wokół niego buduje pozostałe pozycje w menu, które łączą się ze sobą w mniej lub bardziej oczywisty sposób. To jest proces twórczy.

IMG_5002

Jej nowa restauracja, która właśnie otworzyła podwoje to koncept w pewnym stopniu podyktowany układem samego lokalu. Na poziomie 0 powstał wine bar o wdzięcznej nazwie The Pope and the Pig. Rozkosznie. Jest to jedyny wine bar w Warszawie oferujący wyłącznie wina naturalne, często dostępne w bardzo ograniczonej ilości. Poziom -1 to przytulna restauracja z całkowicie przeszkloną kuchnią i bardzo, bardzo fajną energią. Jacek twierdzi, że knajpa powinna nazywać się I am rAMEN. Bo idealnie pasuje do papieża piętro wyżej. Coś w tym jest.

IMG_5004

Wpadamy tu pierwszego dnia. Nie ma szyldu, a przy stolikach i tak siedzi już kilku hipsterów i pozwala rozkosznej zupce spływać po brodach. Oni naprawdę mają jakiś modo-radar, szósty zmysł, który bez pudła prowadzi ich pod właściwy adres. Bo zaraz jeść u Luizy będzie modnie, wspomnicie moje słowa. Tu po prostu będzie się bywało. I będzie wypadało bywać, jakkolwiek kaleko by to zdanie nie zabrzmiało.

Czy powinniście zjeść kimchi i czarną rzepę (15 zł)? No pewnie. Ale pod jednym warunkiem – pod warunkiem, że jesteście prawdziwymi fanami ostrych potraw. W przeciwnym wypadku możecie się nad tą miseczką i popłakać, i obsmarkać. Jest pikantnie, jak w piekle.

IMG_5007

Cóż zatem wybrać, aby nie kwilić? Znakomite są tataki z sezonowanej polędwicy wołowej (35 zł), czyli plastry delikatnego rostbefu pięknie uzupełnionego sosem, w którym na pierwszy plan wybija się przyjemny smak orzechów. Tataki – tak, tak.

IMG_5010

Kaczka, która udaje meduzę (27 zł) to plastry soczystej piersi kaczej ukryte pod cienkim płatkiem galaretki. Technicznie bardzo dobrze przygotowane mięso. Wiem, że w Krakowie w Ramen Girl jest to danie cieszące się dużą popularnością.

IMG_5013

Jeśli lubicie eksperymenty, możecie zdecydować się na stuletnie kacze jajo z kawiorem ślimaczym (25 zł). To nic strasznego, gwarantuję. Wiem, że dla wielu osób to nie do pomyślenia, ale warto spróbować. Ok, ok, w Wietnamie jadłam lepsze, lecz to jest całkiem smaczne. I choć pierwsze wrażenie mam takie, że brak mu nieco słoności, to wrażenie to znosi zupełnie kawior ślimaczy – słony jak trzeba. Lubię stuletnie jaja przede wszystkim ze względu na kontrast między absolutną kremowością czarnego żółtka, a zwartą, galaretkowatą konsystencją białka.

IMG_5006

Dalej do wyboru mamy kilka ramenów, kilka innych dań głównych i trzy desery. To proste, że decydujemy się na ramen. Zamawiamy pomarańczowy (38 zł) z marynowaną piersią kaczki, filetami z pomarańczy, dynią, karmelizowanym imbirem, sezamem, marynowanym ogórkiem i musem z wędzonej papryki. Wszystkie tutejsze rameny podawane są z makaronem alkalicznym. Jest w tym ramenie, poza tym, że jest pełen smaku, że bulion jest esencjonalny, że ogórek jest kwaśny jak trzeba, jest też w tym ramenie pewien pierwiastek magiczny, oto bowiem smakuje zupełnie jak… sianokosy. Nie wiem jak lepiej oddać to, co poczułam przy pierwszej łyżce. Otóż poczułam sierpień, upalne polskie lato, zapach słomy i polską wieś. To wszystko poczułam w ramenie. Co ciekawe, to wrażenie zniknęło mniej więcej w połowie miski.

IMG_5020

Czarny, barwiony sepią ramen (35 zł) opisany w karcie jako „święty Graal wśród ramenów“, to esencjonalna, pełna dodatków zupa, której zjedzenie może być dla drobnej kobiety wyzwaniem, zwłaszcza jeśli wcześniej zdecyduje się na przystawki. Ramen jest dobry i na obiad, i na późną kolację po imprezie. Ramen to pełnoprawne danie główne. Tutaj znajdziemy mięso wieprzowe, taró z czarnego czosnku, szpik, sezam, rozkosznie przełamujące swą słodyczą jednoznacznie słony smak zupy, edamame i oczywiście makaron alkaliczny.

IMG_5016

Deser, enigmatycznie opisany jako „czerwona kapusta“ (19 zł) zamawiamy z czystej ciekawości. Żadne z nas od dawna nie jest już głodne. Co za strzał! I wcale nie z powodu piklowanej, pikantno-kwaśnej kapusty, a z powodu lodów z czarnej porzeczki z dodatkiem kminku. No, co za połączenie! To jest hit, koniecznie musicie tego spróbować. Rzecz absolutnie nieoczywista, oto bowiem okazuje się, że dwa odległe i – wydawało by się – nieprzystające do siebie bieguny, tworzą absolutnie genialne, kompletne i spójne połączenie.

IMG_5022IMG_5026

Nawet nie wiecie, jak się cieszę, że Luiza postawiła na Warszawę. Kraków, Trójmiasto, Wrocław, Poznań – wszystkie rozwijają się gastronomicznie w szalonym tempie, ale Warszawa, jak każda stolica, jest na uprzywilejowanej pozycji. Nikt w tym kraju nie ma tak dobrze. Nowe knajpy otwierają się z szybkością strzałów z karabinu maszynowego i wreszcie o bardzo wielu z nich możemy bez wstydu powiedzieć, że są świetne, możemy zaprowadzić obcokrajowców i wreszcie dumnie wypiąć pierś. Miałam rację jeszcze kilka lat temu, kiedy mówiłam, że będzie dobrze i że z optymizmem patrzę w przyszłość. No więc dobrze już jest. A będzie jeszcze lepiej.

Rachunek.

pigs5

Magda

Info

fb
al. Jana Pawła 61, Warszawa

Szef kuchni: Luiza Trisno

Share on facebook
Share on twitter
Share on print
Share on email

Dodaj komentarz