Sprawdzam najlepsze tajskie restauracje. W całej Polsce! | Krytyka Kulinarna
Najpopularniejszy w Polsce blog z kategorii food&travel
CZYTASZ

Sprawdzam najlepsze tajskie restauracje. W całej P...

Sprawdzam najlepsze tajskie restauracje. W całej Polsce!

Tak solidne zestawienia wymagają odpowiedniego przygotowania. Trzeba się trochę przegłodzić, mile widziane jest też szerokie grono znajomych, które pomaga w konsumpcji. A ponieważ konsumpcja odbywała się w różnych częściach kraju, to znajomych też warto mieć w różnych miastach. Wtedy robi się naprawdę przyjemnie. Wiecie sami – jak się dzieli, to się mnoży.

Podobnie, jak dwa lata temu, otrzymałam misję sprawdzenia polskich restauracji legitymujących się certyfikatem Thai Select. Możecie go szukać na drzwiach, to charakterystyczna naklejka, wygląda tak:

Certyfikat poświadcza, że restauracje pracują na oryginalnych składnikach, a w kuchniach są Tajowie, co już samo w sobie jest dobrą wiadomością. Ten certyfikat otrzymują restauracje nie tylko w Polsce, ale też na całym świecie. Zajrzyjcie na ich stronę, tam znajdziecie znacznie więcej na ten temat. Czasem lubię być szpiegiem z Krainy Deszczowców, więc z przyjemnością przyjęłam propozycję ponownego sprawdzenia wszystkich polskich restauracji z certyfikatem Thai Select.

Ogólne wrażenie mam takie, że jest lepiej, niż poprzednim razem. Nie wiem czy to kwestia pandemii i walki o klientów, czy po prostu polska gastronomia ciągnie w górę od wielu lat i jest to coś, co można przyjąć za trend, ale wiem, że efekty moich potajemnych inspekcji były w większości przypadków więcej, niż zadowalające. To dobrze. Ja bardzo lubię, jak jest dobrze.

ŁÓDŹ

Hot Spoon

tajskie restauracje

tajskie restauracje

tajskie restauracje

Przyznaję, że tym razem z wizyty w Hot Spoon byłam bardzo zadowolona. Mieliśmy tu z dzidziutkiem przemiły obiad między jedną a drugą łódzką atrakcją, obsługa okazała się być szybka, sprawna i przesympatyczna. Jak w większości tajskich restauracji karta jest tu dość rozbudowana, ale starałam się trzymać klasyków.

I tak na nasz stół trafiły świetne spring rollsy z warzywami, makaronem sojowym i sosem słodko-kwaśnym. Satay z kurczaka też robi bardzo dobre wrażenie, bo mięso jest soczyste, dobrze doprawione, a sos orzechowy gęsty, umamiczny, ciut słodki i ciut słony, lecz te smaki ze sobą nie walczą, pięknie brzmią w harmonii. Ten sos jest naprawdę godny uwagi. Podobnie jak Tom Yam z krewetkami. Krewetki lekko chrupkie, a sama zupa ładnie zbudowana, pozostawiająca długie, przyjemne wrażenie na języku.

No i bardzo przyzwoity pad thai. Pamiętajcie jednak, żeby go zjeść na miejscu. Ja część wzięłam na wynos i makaron we własnej temperaturze się już trochę rozgotował. Na koniec mango sticky rice, do którego nie mam właściwie większych zastrzeżeń, oczywiście chciałabym więcej sosu, ale to dlatego, że go po prostu bardzo lubię. Doceniam, że nie był zbyt słodki, a mango cudownie dojrzałe.

GDAŃSK

Lao Thai

tajskie restauracje

tajskie restauracje

tajskie restauracje

Lao Thai jest znakomicie położone, tuż nad brzegiem Motławy, z widokiem na Filharmonię i ten – już charakterystyczny dla Gdańska – diabelski młyn. Polecam tak przy okazji, oboje z dzidziutkiem mieliśmy super zabawę, a widok na miasto porywa. Ale wróćmy do jedzenia. Na początek Po Piat Sod Koong – krewetki w panko. Chrupiące i świeże, smak krewetek nie przebija się mocniej, podane w papierku ryżowym ze świeżymi, bardzo smacznymi warzywami. Cztery sztuki idealne do podziału jako starter przy większej grupie. Dodatkowo świetny sos. Dalej klasycznie: Kai Sai Teh, czyli szaszłyki z kurczaka w sosie orzechowym. Mięso świetnie doprawione, ale królem jest tutaj dodatek w postaci sosu orzechowego – gęsty, aksamitny, lekko pikantny i z kawałkami orzeszków w środku. Dodatkowo skromna sałatka z ogórka i cebuli w azjatyckim sosie jako uzupełnienie.

Wpadło jeszcze bao z tofu, przyjemna bułeczka wypełniona świeżym warzywami, lekkim sosem i tofu, a na danie główne mule. Pozycja spoza menu, ale jeśli traficie, to warto. Małże podane z kolendrą, papryką, cudownym sosem z zielonego curry z mleczkiem kokosowym w sporym kociołku. Świetna sprawa, szczególnie, że w Polsce łączenie muli z curry nie jest szczególnie popularne. Warto.

Na koniec Kaeng Ped, czyli czerwone curry, w którym odnajdziecie intensywne nuty trawy cytrynowej, co jest miłe, bo to odświeżający aromat, curry jest też lekko pikantne, przełamane słodyczą ananasa, chrupkość zaś jest z pędów bambusa, a kawałki kurczaka są delikatne i soczyste. Całkiem to wszystko jest smaczne!

WARSZAWA

Basil & Lime

Od razu mówię, że w Basil & Lime słuchajcie obsługi w kwestii ostrości dań, bo kuchnia nie bierze jeńców i jest… naprawdę tajsko. Ale spokojnie, dobierzecie poziom ostrości pod swoje upodobania, warto tylko pamiętać, aby to zasygnalizować obsłudze. A ta jest tu przemiła, dopytuje, doradza, jest naprawdę miło.

W ramach przystawek wchodzi talerz przekąsek. To fajne rozwiązanie, bo można popróbować kilku rzeczy. I tak znajdziecie tu satay z kurczaka, który może sam w sobie nie powala na kolana, ale dzielnie broni go bardzo dobry sos orzechowy. Pierożki Dim Sum legitymują się aromatycznym wnętrzem i bardzo delikatnym, cienkim ciastem. Duży plus. Z kolei Won Tony przyjemnie chrupiące i po brzegi wypełnione wieprzowiną i kolendrą. Tempura z krewetek to z kolei nieco zbyt grube ciasto, ale już kalmary są znakomite, chrupiące i delikatne.

Rekomenduję wołowinę z tajska bazylią, ale uważajcie tu na ostrość, bo nawet jej średni poziom jest… Jest naprawdę ostry. Fajne, bogate w smaki i dodatki danie, na talerzu oprócz mięsa znajdziecie sporo warzyw: paprykę, grzyby, cebulę, bakłażana, marchew, aromatyczną bazylię i godną ilość świetnego sosu. Dobrze wypada też curry z kaczką, choć na zdjęciu mięso może wydawać się przeciągnięte, to jednak jest delikatne. To danie także jest nieco pikantne, szczególnie na finiszu, kiedy smak słodki kłuje język drobnymi szpileczkami ognia. Fajne jest to, że nie musicie tu specjalnie domawiać ryżu, po prostu Wam się do tych dań należy.

Wiem, że Basil & Lime ma wielu stałych gości. I fajnie.

San Thai

tajskie restauracje

tajskie restauracje

tajskie restauracje

Na uroczej Próżnej, całkiem przytulna, sympatyczna knajpka. Możecie tu mieć trudność z parkowaniem, ale za to obsługa jest szalenie miła i troskliwa. Jedzenie pojawia się na stołach dość sprawnie, ale tu niestety mam kilka wątpliwości. To takie trochę „tak, ale…”. I tak, domowe pierożki won ton z nadzieniem wieprzowym mają genialnie delikatne, cieniutkie ciasto, które rozpływa się w ustach, ale… farsz jest twardy, nieprzyjemnie zbity i staje w takiej kontrze do idealnego ciasta, że w pierwszej chwili się po prostu bardzo zdziwiłam.

Tak, smażony ryż krewetkami jest w miarę przyzwoity, a krewetki przygotowany w punkt, ale… brak mu odrobimy energii życiowej, mógłby być intensywniej doprawiony i oferować ciut więcej warzyw, niż odrobina fasolki i kawałki czerwonej papryki o zbyt grubej skórce.

Tak, zupa z kaczki z makaronem ryżowym to bardzo, bardzo przyjemny, ciemny bulion, ciekawy w smaku, zręcznie łączący w sobie i słoność i słodycz, ale… twarde kawałki przesmażonej kaczki zabierają całą radość z jedzenia tej zupy. A mango sticky rice nie było, nad czym ubolewam. Przy poprzednim zestawieniu miałam inny typ, który wypadł najsłabiej, tym razem jest to San Thai. Ale, jak historia pokazuje, wszystko się zmienia, więc…

Thai Thai

tajskie restauracje

tajskie restauracje

tajskie restauracje

Chyba najdroższy z lokali w tym zestawieniu, ale jest naprawdę ładnie, no i przy Placu Teatralnym, rzut Pad Thaiem od Starówki, w pięknym i monumentalnym gmachu Teatru Narodowego.

Na przystawki wskakują: tatar z tuńczyka z miętą, kolendrą, chili i owocami granatu. Bardzo łagodna i soczysta, niemal orzeźwiająca mieszanka delikatnego, dobrze posiekanego mięsa z ryby, które nie dominuje w smaku, ale tez się nie gubi, zaś granat i kolendra dodają daniu lekkości. Przyjemna pozycja szczególnie na cieplejsze miesiące. Dalej karkówka suszona na słońcu z sezamem, marynowanymi warzywami i sosem chilli. Oto mamy kilkanaście kawałków jednocześnie soczystej i chrupiącej karkówki, a do tego gęsty, zawiesisty i dość ostry sos chilli, który mocno dodaje pikanterii jeśli samo mięso okaże się dla Was zbyt łagodne. Na koniec tego przeglądu przystawek chrupiące kalmary w pieprzu i soli ze słodkim sosem chilli. Przyjemnie delikatne kawałki owoców morza, panierka może niezbyt chrupiąca, to mały minus, ale ustępuje miejsca smakom przypraw i samym kalmarom. Słodki sos chilli, inny i łagodniejszy niż w przypadku karkówki jest intensywny w smaku, więc dobrze używać go nieco oszczędniej, by nie zgubić subtelnego smaku kalmarów.

Z dań głównych bez zaskoczenia: Tom Kha z mlekiem kokosowym i trawą cytrynową. Naprawdę lubię tę zupę i lubię sprawdzać jak smakuje w różnych miejscach, bo co kucharz, to inna jej wersja. Ta jest gęsta, niemal kremowa, nie zdominowana całkowicie przez mleko kokosowe, co jest częstym problemem, czuć także mięso. Całość uzupełniają pieczarki i odrobina zieleniny. Bardzo łagodna, ale przyjemnie smaczna.

Na koniec pieczona kaczka w czerwonym curry, ananasem, owocami liczi i bakłażanem. Curry nie dominuje w smaku, zaś mix słodkich i soczystych kawałków owoców ze świeżym warzywami i delikatnie ostrym sosem gra tu bezbłędnie. Nie od dziś wiadomo, że kaczka lubi słodkie, ale liczi jest dla mnie nowością. Szczególnie miłą, bo mięso kaczki jest kruche i delikatne. Thai Thai trzyma fason.

Thaisty

tajskie restauracje

tajskie restauracje

tajskie restauracje

Dobra lokalizacja przy Placu Bankowym, jedno z bodaj bardziej znanych miejsc z tajskim jedzeniem w Warszawie. Mieli bardzo mocne wejście na rynek kilka lat temu i nadal nie mogą narzekać na brak gości. A ja im zawsze kibicowałam, bo ich zupa z pieczonej kaczki nie ma sobie równych.
Tym razem na stół wjechały Mahasmut – domowe pierożki z pary z krewetkami i topinamburem, małżami św. Jakuba i sosem krabowym. Pierożki bardzo delikatne, podane w aromatycznym sosie krabowym, nadzienie jest intensywne w smaku, lekko morskie, lekko słodkie, fajnie powiązane smaki. Sos to sztos absolutny. Rym przypadkowy.
Dalej Gung sarong, czyli smażone krewetki, chrupiący makaron pszenny i znakomity sos śliwkowy. Efektownie podane cztery świeże krewetki zgrabnie zapakowane w makaron i usmażone do stopnia bardzo chrupiącego, nie za mocno, lecz w sam raz. Dla mnie, między tymi pandemiami, wszystko co chrupie i nie rozmiękło w dowozie jest szalenie pożądane. Też tak macie?
 
Z dań głównych mamy Pad Thaia z tofu. Pewnie Was ucieszy, że dodatków jest chyba więcej, niż makaronu. Mnie cieszy. Znajdziecie tu tofu, które rozpływa się w ustach, marchew, cebulę i mnóstwo zieleniny. Warto zwrócić też oczy swe nadobne w kierunku Pad Ma Khue, smażonego w woku bakłażana z siekaną wieprzowiną w ostrym sosie z pasty sojowej z tajską bazylią. Bardzo delikatny bakłażan, nie rozpada się, a jest mięciutki jak poduszka na kacu (to nie jest moje porównanie, ale doceniam polot), a do tego solidna porcja siekanej wieprzowiny w bezbłędnym, nieco pikantnym sosie. Siadaj, Thaisty, jak zwykle super!

Why Thai Warszawa

tajskie restauracje

tajskie restauracje

tajskie restauracje

Zacznijmy od objawienia: zaklinam Was, zjedzcie tutaj jagnięcinę w massaman curry. Jest porywająca. Mięso to czysta rozkosz – rozpada się na kawałki i rozpływa w ustach jak sen złoty, no bajka! Do tego gęsty, lekko tylko pikantny sos podany z laską cynamonu i gwiazdką anyżu. Piękne smaki, pięknie połączone, pięknie ze sobą współgrają i do tego pięknie technicznie przygotowane mięso.  To danie jest absolutnym hitem.

Cóż, sami się chwalą, że mają najlepszego Pad Thaia w mieście, więc… No, sami rozumiecie. Wjechał zatem Pad Thai z krewetkami, powiedziałabym że jest wręcz ascetyczny. Dobrze przygotowany makaron, znakomicie zrobione krewetki, sporo orzeszków, kiełki, kawałek limonki. I tyle. I to naprawdę jest znakomity Pad Thai.

Spring rollsy z resztą też, idealnie doprawione, lekko tylko podsmażone na tyle, aby chrupały, ale nie napiły się zbyt dużo oleju. Why Thai jest baaardzo na tak. Szczególnie, gdy na koniec zamówicie lody kokosowe domowej roboty podane w kawałku kokosa. No, wspaniałości!

 

 

WROCŁAW

Woo Thai Restaurant

tajskie restauracje

tajskie restauracje

tajskie restauracje

Bardzo lubię wnętrze tej restauracji i choć jest kawałek od centrum, to naprawdę warto się tu wybrać. Jest dość luźny klimat, choć nie ma wątpliwości, że to restauracja, a nie bar. Do tego miła obsługa, która dobrze zna kartę i przynajmniej kilka pozycji wartych uwagi szanownych.

Na pewno warto pochylić się nad tempurą z korzenia lotosu, choćby dlatego, że nie jest to szczególnie często spotykana pozycja w menus tajskich restauracji w Polsce. A tu przyrządzono to danie bardzo dobrze, bowiem tempura jest chrupiąca, ale niezbyt gruba, dzięki czemu wyczuwa się delikatny smak korzenia lotosu. A gdyby ktoś szukał bardziej intensywnych wrażeń, to uprzejmie donoszę, że słodko-kwaśny sos z kolendrą i trawą cytrynową jest przyjemnie orzeźwiający.

Słabiej wypały pierożki z krewetkami, bo o ile sama krewetka przygotowana bardzo dobrze, to już pierożek bez ekscytacji. Niezły za to jest satay wieprzowy, mocno co prawda przypieczone są te szaszłyki, ale za to brawurowo doprawione. Znakomita jest smażona wołowina z orzeszkami ziemnymi i kruszonymi ciasteczkami sojowymi. Mięso przyjemnie delikatne, unurzane w charakternym, lekko pikantnym sosie, a to wszystko zręcznie przełamane chrupkością orzechów i ciastek. Nie obrażajcie się też na kaczkę z kokosem, bo jest rozkosznie mięciutka i podana z kawałkami (tak, kawałkami!) kokosa.

Tu też ponownie w tym zestawieniu pojawiają się mule w curry. To jest naprawdę wyborne połączenie i chyba zacznę je przygotowywać też w domu. Tutejszym, oprócz sou, towarzyszy sporo warzyw i godna ilość imbiru. Dobry jest też pieczony boczek z zielonym pieprzem. Być może mógłby być nieco bardziej miękki, ale honoru broni przyjemny, wyjątkowo smaczny sos. Woo Thai, w moim przekonaniu, daje sobie radę całkiem dobrze.

KRAKÓW

Taj Kazimierz

tajskie restauracje

tajskie restauracje

tajskie restauracje

Tu już idziemy z duchem czasu. Ładna, duża przestrzeń na krakowskim Kazimierzu. Kazimierz, gdybyście żyli pod kamieniem, jest teraz bardzo modny. Czytajcie mi z ruchu ust: bardzo modny. Super jest to, że zamówicie tutaj kilka pozycji z tajskiego street foodu, np. morning glory, czyli tajski szpinak z woka czy smażony boczek w ostrym sosie chilli. Jest też rozbudowana karta wegańska, uważam że to świetne podejście, bo kuchnia tajska ze swoim nieskończonym bogactwem smaków i aromatów wcale koniecznie nie potrzebuje mięsa, aby uszczęśliwiać podniebienia. I tak z tejże właśnie wegańskiej karty wskoczyły nam Thai Corn, przepyszne kulki z kukurydzy, przyjemnie chrupiące, podane z lekko ostrym sosem i orzeszkami. Koniecznie zamówcie je na rozgrzewkę. W opcji wegańskiej znajdziecie też kilka form i skupień tofu, jest curry z warzywami czy wegańska wersja zupy Tom Kha.

Oczywiście – dla porównania – tu też wskoczył satay z kurczaka i od razu uplasował się wysoko ze swoim soczystym mięsem i gęstym, pełnym smaku sosem orzechowym. Godna polecenia jest też delikatna wołowina z woka w sosie z czerwonego wina i chilli czy żółte curry z tofu wzbogacone bakłażanem i tajską bazylią. Uwaga: spora porcja! Do tego można zamówić jako dodatek zestaw świeżych ziół, co bardzo doceniam. W zestawie znajdziecie tajską bazylię, kolendrę, czosnek czy dymkę.

Generalnie menu jest tutaj chyba najbardziej rozbudowane spośród wszystkich opisanych restauracji i to prawie niemożliwe, aby każdy nie znalazł czegoś dla siebie. Fajne miejsce, dobre jedzenie, warto.

 

Ufff… A skoro ja już skończyłam, to pytanie do Was: czy macie swoje ulubione tajskie restauracje i uważacie, że powinny mieć certyfikat Thai Select?

Magda
Spodobał Ci się wpis? To super 🙂 Będzie mi miło, jeśli go udostępnisz. Niech wiem, że nie tyję na darmo. Dziękuję!